„Forgotten Memories (Kael’Thas)”
Ehh . . . To już 3 dni od kiedy Illidan wysłał mnie z powrotem do Azerot’u. Nie mam pojęcia jaki jest jego cel w tym wszystkim, chyba po prostu chce mi życie uprzykrzyć. Od wczoraj jestem w stolicy którą w połowie odbudowali moi pobratyńcy. Jeden z wyższych elfów który sprawował piecze nad garstką która tu pozostałą, podobno od tygodnia nie pokazuje się w stolicy. Dorwę to go zabiję nie będzie mi szkoda. Pozostała dwójka jakoś mi do gustu nie przypadła. Lady Solaris odpowiedzialna za gospodarkę i dobrobyt ludności oraz Lord Zafir zajmujący się armią i spokojem na ulicach. Gdyby tak zmienić im funkcje to by ich charaktery idealnie pasowały. Lady jest zbyt wyniosła i ostra w stosunku do wszystkich, no za wyjątkiem mojej osoby. Za to Lord jest zbyt spokojny i opanowany jak na dowódcę armii. A teraz jakaś parszywa smarkula zniszczyła mój plan. Już prawie złapaliśmy tych opryszków. Ale ta musiała wrzucić swoje trzy grosze.
- Ty… – Szturchnąłem jednego z żołnierzy który był ze mną.- … Bierzemy ją zamiast tamtych.
- Ups . . . pora wiać. Życzę wam miłej podróży kimkolwiek jesteście. – Żołnierz podszedł do dziewczyny i złapał ją by ta nie uciekła.
- Ejj . . . co jest ?? Puszczaj, odrobina wdzięczności by się przydała.
- Ucisz się przestępczyni nie jesteś mniej winna niż tamci, przez ciebie nam uciekli.
- O czym ty gadasz ?? Mądrala się znalazł. To boli wiesz ?!Puszczaj !!! – Dziewczyna bez skutecznie zaczęła wyrywać się żołnierzowi, coraz bardziej podnosząc głos.
- Żołnierzu trzymaj Ją bardziej delikatnie nie chcemy przecież scen. Tylko brakuje nam tego, aby się ludzie zbiegli – Zwróciłem się do żołnierza nie wychodząc z cienia. Przyzwyczaiłem się już do mroków Outlandów, tu jest jednak dla mnie zbyt jasno.
- Tak jest Panie. – Zmienił sposób w jaki trzymał złodziejkę, ale ta nadal nie przestawała się wyrywać. Uparte babsko . . .
- Puszczaj bo zacznę krzyczeć . . . Zresztą kim wy jesteście, nie macie prawa mnie przetrzymywać wbrew mojej woli.
- Uspokój się w końcu, chyba że chcesz trafić do więzienia pod zarzutem kradzieży kieszonkowych i włamań. Uwierz mi kobiety nie mają lekko w więzieniach zawłaszcza w tych czasach. – Nie wytrzymałem i zacząłem uspokajać dziewczynę, ma taki piskliwy głos że mnie głowa zaczyna już boleć. Podszedłem do drugiego towarzyszącego mi żołnierza. – Zabieramy ją ze sobą do pałacu, ale tak aby nikt nas nie widział. Nie chcę żadnej zbędnej widowni, tylko tego nam teraz brakuje. – Wyszeptałem mu na ucho aby nasz zdobycz nie słyszała.
- Wedle twojej woli panie. – Odpowiedział żołnierz i zaczęliśmy wracać do pałacu. W między czasie w jednym z zaułków żołnierze nałożyli dziewczynie przepaskę na oczy, by ta nie wiedziała do samego końca gdzie się kierujemy i jaką drogą idziemy. Gdy znaleźliśmy się już w pałacu poinstruowałem towarzyszy. . .
- Żołnierzu zabierz Ją do mojej komnaty i znajdź dla niej jakąś suknie, niech wygląda przyzwoicie.
- Co się dzieje gdzie my jesteśmy ?? Puszczajcie !! Ja się tak nie bawię. Co ja wam takiego zrobiłam co ?!
- Cicho bądź, za kilka minut wszystkiego się dowiesz. – Uciszył ją elf i zabrał schodami do mojej komnaty. Ja w tym czasie udałem się do swojego gabinetu przejrzeć kilka papierów i ustalić do jakiej zdegenerowanej społeczności należy moja mała zdobycz. Po jakiś dziecięciu minutach przerzucania papierzysk znalazłem notatkę odnośnie gildii „Czarnych Sztyletów”. Cóż dziewczyna miała przy sobie czarne sztylety więc odpowiedź była oczywista. Niestety na temat tych złodziejaszków nie było wiele informacji poza znakiem rozpoznawczym i nazwą . . .
- Idioci nawet najprostszych rzeczy nie są wstanie zrobić. – Zirytowany udałem się na małe pogaduszki z moim więźniem. Wszedłem do komnaty i rozejrzałem się. Dziewczyna siedziała solidnie przywiązana do krzesła ciągle mając opaskę na oczach.
- Jeszcze Ci sukni nie znaleźli . . . Partacze. – Zbliżyłem się do mojej małej ofiary.
- Czego ty ode mnie chcesz co ?? Nic Ci nie zrobiłam, nawet pomogłam a Ty tak się odpłacasz, wiesz chociaż co to wdzięczność ?!
- A czy ty wiesz do kogo mówisz ? – Po tych słowach ściągnąłem jej opaskę z oczu. Przez chwilę je mrużyła aby, się przyzwyczaić do jasności pomieszczenia. Szybko się po nim rozejrzała i zwróciła swój wzrok na mnie.
- Kpicie sobie ze mnie prawda ? To głupia podpucha, naiwny żart. . . To nie może się dziać naprawdę !! – Lekko załamywał się jej głos, ale potem wrzasnęła.
- Przestań krzyczeć. Jak się na nazywasz ?? Ja raczej nie muszę się przedstawiać prawda ? – No moje usta wpełzł wredny uśmieszek.
- Nie powiem !! Możesz mnie sobie poćwiartować ale i tak Ci nie powiem !! – Podszedłem do niej i przyciągnąłem jej twarz blisko swojej.
- Nie dawno sama wspominałaś o kulturze. Czy ty ją w ogóle znasz, wiesz jak powinnaś się do mnie zwracać. – Kpiłem z niej.
- Nie jestem Twoją zabawką . . . wasza wysokość. – Ostatnie słowa wypowiedziała szeptem.
- Wiem, że nie jesteś moją zabawką, ale żebym mógł zapomnieć o twoich dotychczasowych wyczynach i braku wychowania, pomożesz mi a potem puszczę Cię wolno. Co ty na to ?? – Skoro Illidan może uprzykrzać mi życie ja mogę zrobić to samo innej osobie.
- A mam jakieś inne wyjście „wasza wysokość” ?? – Była wściekła, to mogę powiedzieć na pewno, postanowiłem podrażnić się z nią trochę dłużej.
- Oczywiście że nie. Nie na widzę bali, a ty dostarczysz mi na dzisiejszym trochę rozrywki.
- Co masz na myśli ??
- Będziesz mi towarzyszyć, przez cały bal. Za chwilę przyjdą tu dwie służące z suknią i zrobią coś abyś w miarę normalnie wyglądała. Dodatkowo zostawię tu kilku strażników, na wypadek jak byś coś kombinowała. Ostrzegam nie lubię niespodzianek, jeden wybryk i lądujesz w więzieniu. Rozumiemy się ?
- Głupia nie jestem, ale przysięgam zaczniesz łamać reguły i osobiście cię skrzywdzę „wasza wysokość”
- Nie ty tu ustalasz zasady. Masz być grzeczna i cały czas się uśmiechać. Nie masz prawa pod czas balu rozmawiać z kimś innym poza mną, niech tylko coś zginie któremuś z gości to inaczej cię potraktuje puki co jestem jeszcze miły. – Ta dziewczyna mnie denerwuje, ale równie dobrze może dostarczyć niezłej zabawy.
- Mam zachowywać się jak jakaś walnięta lafirynda ?! Zero kradzieży jeszcze przeboleje, ale nic więcej. – Jeszcze chwila a jej przyłożę, nie lubię kiedy ktoś mi się sprzeciwia.
- Albo będziesz grzeczna, albo inaczej pogadamy. – Wyciągnąłem sztylet i podszedłem do mojej małej złodziejki. W jej oczach pojawiła się panika. Spokojnie i leniwie rozciąłem linę którą była związana. – Zaczekaj tu chwilę i nic nie kombinuj, zobaczymy się wieczorem. – Elfka skinęła tylko głową i nie ruszyła się z miejsca. Wyszedłem z komnaty i poinstruowałem strażników aby jej pilnowali, a w przypadku jakiś niespodzianek mają mnie natychmiast zawiadomić.
*~~~~*~~~~*
Wieczór przyszedł nie spiesznie, w sumie nie mogłem się doczekać kiedy znowu będę miał okazję pognębić tą mała złodziejkę. Gdy strażnicy wprowadzili ją na sale nie mogłem uwierzyć że to ta sama osoba. Długie lśniące włosy ułożone w misterną fryzurę, delikatny makijaż i bogata czerwona suknia. Elfka wyglądała jak by była urodzona w szlachetnej rodzinie. Strażnicy podprowadzili ją pod wejście na taras i czekali aż się nią zajmę. Nie śpiesznie innym wejściem przeszedłem na tras i zaskoczoną dziewczynie wyciągnąłem z sali balowej.
- I jak się bawisz ?? – Spytałem.
- Kpisz sobie ze mnie „Wasza Wysokość”. Jestem tu tylko dla tego, że nie chcę wylądować w więzieniu.
- Nie tak głośno bo się wyda. – Posłałem jej szeroki uśmiech, a w jej oczach palił się gniew.
- Jak długo mam jeszcze być ubrana w ten „namiot” Wasza Wysokość ??
- To nie namiot tylko suknia. I nie przesadzaj ładnie w niej wyglądasz. Jak się spiszesz to po balu porozmawiamy o twojej „wolności” tylko trzymaj się zasad jakie ustaliliśmy.
- Tak jest, panie . . . – Westchnęła.
- Wytrzymaj jeszcze parę godzin, raz może dwa zatańczymy i strażnicy zabiorą Cię do mojej komnaty. – Postanowiłem się trochę poznęcać nad moją małą zabawką, co się jej za bardzo nie spodobało.
- Że co !! Ja mam tańczyć tego w umowie nie było !!!
- Uspokój się. To chyba oczywiste, że będziemy tańczyć to w końcu bal.
- Ostatni raz pcham się w takie coś. Słyszysz mnie „wasza wysokość” ?! Ostatni raz . . . – Nie słuchając co ma do powiedzenia zostawiłem ją na trasie, by ochłonęła. Nie chcę mieć żadnych niespodzianek, przeszło mi przez myśl i wróciłem do nudnych rozmów z gośćmi . . . Po jakiejś godzinie albo dwóch postanowiłem zobaczyć co porabia moja złodziejka. Cicho wślizgnąłem się na taras, zastałem ją z jakąś dziewczyną. Zażarcie o czymś dyskutowały, musiały się znać. Niczym wprawny zbójca przemknąłem się w cieniu do mojej ofiary.
- Co ja tu widzę ?? – Złapałem ją w pasie i bardzo blisko przyciągnąłem do siebie, po czym wyszeptałem jej do ucha. – Miałaś z nikim nie rozmawiać, zresztą kto to jest ?
- Wybacz panie, to nikt taki. Dopiero co się poznałyśmy i tak zaczęłyśmy sobie rozmawiać. – Starała się wcisnąć mi jakąś bajeczkę, jeśli to kolejna złodziejka to pewnie ma tak samo cięty języczek ja moja zabawka. Przekonajmy się.
- Cóż, przykro mi ale czas byśmy zatańczyli, tak więc proszę chodź ze mną.
- Zostaw ją TY nadęty bufonie !! Ona nie jest twoją własnością. – Strzał w dziesiątkę.
- Uspokój się Sellen. – Moja zabaweczka zadrżała, pewnie z wściekłości i obróciła się twarzą w moją stronę lekko się odsuwając – Książe proszę nie zwracaj na nią uwagi, jak już mówiłam na samym początku to nikt ważny.
- Eee . . . Lunitari to jest TEN Książe ?? O_O’
- Ehh, ehh . . . Sellen ty jednak czasami jesteś beznadziejna -_-‘ – Lunitari więc tak ma na imię moja mała zabawka, robi się coraz ciekawiej, skinąłem ręką na dwóch strażników aby podeszli.
- Tak więc Ci dwaj żołnierze się tobą zajmą. – Zwróciłem się do Sellen, tak bodaj miała na imię moja druga tego dnia zdobycz. – Straże zabierzcie tę panią do mojej komnaty i pilnujcie aby nigdzie nie uciekła. A ty Lunitari idziesz ze mną, masz przecież umowę z której musisz się wywiązać.
- Nie mów do mnie po imieniu . . . -Po czym szeptem dodała. – . . . królewski padalcu.
- Słyszałem . . . zacznij się zachowywać, albo to się źle dla ciebie skończy. – Wiedziałem, że
w taki sposób Lunitari zareaguje na swoje imię, zaczynała bawić mnie ta cała sytuacja. Wciągnąłem moją zabawkę na parkiet. Nic nie mówiła i przestała pyskować. Osądziła że los jej przyjaciółki zależy od jej postępowania. Jak chce to możemy tak zrobić, tylko musi mnie czymś zaskoczyć. Mimo iż jest złodziejką to mnie zaskoczyła, jej zdolności taneczne są na bardzo wysokim poziomie. Coś zaczęło mi nie pasować, umie się zachować. W sukni i makijażu wygląda jak jakaś księżniczka. Kim ona do cholery jest bo na pewno nie złodziejką.
Bal ciągnął się dalej, do końca pozostała niecała godzina. Czas na ostatni taniec. Niektóre pary na parkiecie były już mocno wstawione, zwłaszcza para która tańczyła obok nas. Sam nawet nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Para wleciała na nas w wyniku czego Lunitari znalazła się bardzo blisko mnie przez co wykonała jeden nie ostrożny ruch który zakończył się pocałunkiem. Skoro tak się to skończyło czemu by nie skorzystać ? Przeszło mi przez myśli i z ochotą pogłębiłem pocałunek. Gdy miałem już dość pozwoliłem się wyrwać Lunitari z moich objęć, była cała speszona i prawdopodobnie z miła chęcią przyłożyłaby mi gdyby nie prawie pełna sala elfów.
- Najmocniej przepraszam „Wasza wysokość” nie chciałam . . . To był przypadek . . . – Jąkała się a w jej oczach płoną gniew.
- Nic się nie stało. – Szepnąłem jej do ucha. – Uznajmy to za przeprosiny odnośnie twojej znajomej. – Zmieniłem ton głosu i dodałem. – A teraz jeśli jesteś zmęczona, możesz udać się do komnaty. Za jakieś półgodziny porozmawiamy.
- Dobrze panie, w takim razie do zobaczenia za półgodziny. – Skłoniła się i odeszłam w stronę wyjścia, gdzie już czekali na nią strażnicy. Widziałem jeszcze jak trzęsła się ze złości, gdy była odprowadzana. Nie mogę się doczekać aby ją bardziej pognębić. Tak szybko to ja jej nie wypuszczę. Przetrwałem ostatnie półgodziny i udałem się do swojej komnaty gdzie czekały na mnie moje dwie ptaszyny . . .
Ehh . . . To już 3 dni od kiedy Illidan wysłał mnie z powrotem do Azerot’u. Nie mam pojęcia jaki jest jego cel w tym wszystkim, chyba po prostu chce mi życie uprzykrzyć. Od wczoraj jestem w stolicy którą w połowie odbudowali moi pobratyńcy. Jeden z wyższych elfów który sprawował piecze nad garstką która tu pozostałą, podobno od tygodnia nie pokazuje się w stolicy. Dorwę to go zabiję nie będzie mi szkoda. Pozostała dwójka jakoś mi do gustu nie przypadła. Lady Solaris odpowiedzialna za gospodarkę i dobrobyt ludności oraz Lord Zafir zajmujący się armią i spokojem na ulicach. Gdyby tak zmienić im funkcje to by ich charaktery idealnie pasowały. Lady jest zbyt wyniosła i ostra w stosunku do wszystkich, no za wyjątkiem mojej osoby. Za to Lord jest zbyt spokojny i opanowany jak na dowódcę armii. A teraz jakaś parszywa smarkula zniszczyła mój plan. Już prawie złapaliśmy tych opryszków. Ale ta musiała wrzucić swoje trzy grosze.
- Ty… – Szturchnąłem jednego z żołnierzy który był ze mną.- … Bierzemy ją zamiast tamtych.
- Ups . . . pora wiać. Życzę wam miłej podróży kimkolwiek jesteście. – Żołnierz podszedł do dziewczyny i złapał ją by ta nie uciekła.
- Ejj . . . co jest ?? Puszczaj, odrobina wdzięczności by się przydała.
- Ucisz się przestępczyni nie jesteś mniej winna niż tamci, przez ciebie nam uciekli.
- O czym ty gadasz ?? Mądrala się znalazł. To boli wiesz ?!Puszczaj !!! – Dziewczyna bez skutecznie zaczęła wyrywać się żołnierzowi, coraz bardziej podnosząc głos.
- Żołnierzu trzymaj Ją bardziej delikatnie nie chcemy przecież scen. Tylko brakuje nam tego, aby się ludzie zbiegli – Zwróciłem się do żołnierza nie wychodząc z cienia. Przyzwyczaiłem się już do mroków Outlandów, tu jest jednak dla mnie zbyt jasno.
- Tak jest Panie. – Zmienił sposób w jaki trzymał złodziejkę, ale ta nadal nie przestawała się wyrywać. Uparte babsko . . .
- Puszczaj bo zacznę krzyczeć . . . Zresztą kim wy jesteście, nie macie prawa mnie przetrzymywać wbrew mojej woli.
- Uspokój się w końcu, chyba że chcesz trafić do więzienia pod zarzutem kradzieży kieszonkowych i włamań. Uwierz mi kobiety nie mają lekko w więzieniach zawłaszcza w tych czasach. – Nie wytrzymałem i zacząłem uspokajać dziewczynę, ma taki piskliwy głos że mnie głowa zaczyna już boleć. Podszedłem do drugiego towarzyszącego mi żołnierza. – Zabieramy ją ze sobą do pałacu, ale tak aby nikt nas nie widział. Nie chcę żadnej zbędnej widowni, tylko tego nam teraz brakuje. – Wyszeptałem mu na ucho aby nasz zdobycz nie słyszała.
- Wedle twojej woli panie. – Odpowiedział żołnierz i zaczęliśmy wracać do pałacu. W między czasie w jednym z zaułków żołnierze nałożyli dziewczynie przepaskę na oczy, by ta nie wiedziała do samego końca gdzie się kierujemy i jaką drogą idziemy. Gdy znaleźliśmy się już w pałacu poinstruowałem towarzyszy. . .
- Żołnierzu zabierz Ją do mojej komnaty i znajdź dla niej jakąś suknie, niech wygląda przyzwoicie.
- Co się dzieje gdzie my jesteśmy ?? Puszczajcie !! Ja się tak nie bawię. Co ja wam takiego zrobiłam co ?!
- Cicho bądź, za kilka minut wszystkiego się dowiesz. – Uciszył ją elf i zabrał schodami do mojej komnaty. Ja w tym czasie udałem się do swojego gabinetu przejrzeć kilka papierów i ustalić do jakiej zdegenerowanej społeczności należy moja mała zdobycz. Po jakiś dziecięciu minutach przerzucania papierzysk znalazłem notatkę odnośnie gildii „Czarnych Sztyletów”. Cóż dziewczyna miała przy sobie czarne sztylety więc odpowiedź była oczywista. Niestety na temat tych złodziejaszków nie było wiele informacji poza znakiem rozpoznawczym i nazwą . . .
- Idioci nawet najprostszych rzeczy nie są wstanie zrobić. – Zirytowany udałem się na małe pogaduszki z moim więźniem. Wszedłem do komnaty i rozejrzałem się. Dziewczyna siedziała solidnie przywiązana do krzesła ciągle mając opaskę na oczach.
- Jeszcze Ci sukni nie znaleźli . . . Partacze. – Zbliżyłem się do mojej małej ofiary.
- Czego ty ode mnie chcesz co ?? Nic Ci nie zrobiłam, nawet pomogłam a Ty tak się odpłacasz, wiesz chociaż co to wdzięczność ?!
- A czy ty wiesz do kogo mówisz ? – Po tych słowach ściągnąłem jej opaskę z oczu. Przez chwilę je mrużyła aby, się przyzwyczaić do jasności pomieszczenia. Szybko się po nim rozejrzała i zwróciła swój wzrok na mnie.
- Kpicie sobie ze mnie prawda ? To głupia podpucha, naiwny żart. . . To nie może się dziać naprawdę !! – Lekko załamywał się jej głos, ale potem wrzasnęła.
- Przestań krzyczeć. Jak się na nazywasz ?? Ja raczej nie muszę się przedstawiać prawda ? – No moje usta wpełzł wredny uśmieszek.
- Nie powiem !! Możesz mnie sobie poćwiartować ale i tak Ci nie powiem !! – Podszedłem do niej i przyciągnąłem jej twarz blisko swojej.
- Nie dawno sama wspominałaś o kulturze. Czy ty ją w ogóle znasz, wiesz jak powinnaś się do mnie zwracać. – Kpiłem z niej.
- Nie jestem Twoją zabawką . . . wasza wysokość. – Ostatnie słowa wypowiedziała szeptem.
- Wiem, że nie jesteś moją zabawką, ale żebym mógł zapomnieć o twoich dotychczasowych wyczynach i braku wychowania, pomożesz mi a potem puszczę Cię wolno. Co ty na to ?? – Skoro Illidan może uprzykrzać mi życie ja mogę zrobić to samo innej osobie.
- A mam jakieś inne wyjście „wasza wysokość” ?? – Była wściekła, to mogę powiedzieć na pewno, postanowiłem podrażnić się z nią trochę dłużej.
- Oczywiście że nie. Nie na widzę bali, a ty dostarczysz mi na dzisiejszym trochę rozrywki.
- Co masz na myśli ??
- Będziesz mi towarzyszyć, przez cały bal. Za chwilę przyjdą tu dwie służące z suknią i zrobią coś abyś w miarę normalnie wyglądała. Dodatkowo zostawię tu kilku strażników, na wypadek jak byś coś kombinowała. Ostrzegam nie lubię niespodzianek, jeden wybryk i lądujesz w więzieniu. Rozumiemy się ?
- Głupia nie jestem, ale przysięgam zaczniesz łamać reguły i osobiście cię skrzywdzę „wasza wysokość”
- Nie ty tu ustalasz zasady. Masz być grzeczna i cały czas się uśmiechać. Nie masz prawa pod czas balu rozmawiać z kimś innym poza mną, niech tylko coś zginie któremuś z gości to inaczej cię potraktuje puki co jestem jeszcze miły. – Ta dziewczyna mnie denerwuje, ale równie dobrze może dostarczyć niezłej zabawy.
- Mam zachowywać się jak jakaś walnięta lafirynda ?! Zero kradzieży jeszcze przeboleje, ale nic więcej. – Jeszcze chwila a jej przyłożę, nie lubię kiedy ktoś mi się sprzeciwia.
- Albo będziesz grzeczna, albo inaczej pogadamy. – Wyciągnąłem sztylet i podszedłem do mojej małej złodziejki. W jej oczach pojawiła się panika. Spokojnie i leniwie rozciąłem linę którą była związana. – Zaczekaj tu chwilę i nic nie kombinuj, zobaczymy się wieczorem. – Elfka skinęła tylko głową i nie ruszyła się z miejsca. Wyszedłem z komnaty i poinstruowałem strażników aby jej pilnowali, a w przypadku jakiś niespodzianek mają mnie natychmiast zawiadomić.
*~~~~*~~~~*
Wieczór przyszedł nie spiesznie, w sumie nie mogłem się doczekać kiedy znowu będę miał okazję pognębić tą mała złodziejkę. Gdy strażnicy wprowadzili ją na sale nie mogłem uwierzyć że to ta sama osoba. Długie lśniące włosy ułożone w misterną fryzurę, delikatny makijaż i bogata czerwona suknia. Elfka wyglądała jak by była urodzona w szlachetnej rodzinie. Strażnicy podprowadzili ją pod wejście na taras i czekali aż się nią zajmę. Nie śpiesznie innym wejściem przeszedłem na tras i zaskoczoną dziewczynie wyciągnąłem z sali balowej.
- I jak się bawisz ?? – Spytałem.
- Kpisz sobie ze mnie „Wasza Wysokość”. Jestem tu tylko dla tego, że nie chcę wylądować w więzieniu.
- Nie tak głośno bo się wyda. – Posłałem jej szeroki uśmiech, a w jej oczach palił się gniew.
- Jak długo mam jeszcze być ubrana w ten „namiot” Wasza Wysokość ??
- To nie namiot tylko suknia. I nie przesadzaj ładnie w niej wyglądasz. Jak się spiszesz to po balu porozmawiamy o twojej „wolności” tylko trzymaj się zasad jakie ustaliliśmy.
- Tak jest, panie . . . – Westchnęła.
- Wytrzymaj jeszcze parę godzin, raz może dwa zatańczymy i strażnicy zabiorą Cię do mojej komnaty. – Postanowiłem się trochę poznęcać nad moją małą zabawką, co się jej za bardzo nie spodobało.
- Że co !! Ja mam tańczyć tego w umowie nie było !!!
- Uspokój się. To chyba oczywiste, że będziemy tańczyć to w końcu bal.
- Ostatni raz pcham się w takie coś. Słyszysz mnie „wasza wysokość” ?! Ostatni raz . . . – Nie słuchając co ma do powiedzenia zostawiłem ją na trasie, by ochłonęła. Nie chcę mieć żadnych niespodzianek, przeszło mi przez myśl i wróciłem do nudnych rozmów z gośćmi . . . Po jakiejś godzinie albo dwóch postanowiłem zobaczyć co porabia moja złodziejka. Cicho wślizgnąłem się na taras, zastałem ją z jakąś dziewczyną. Zażarcie o czymś dyskutowały, musiały się znać. Niczym wprawny zbójca przemknąłem się w cieniu do mojej ofiary.
- Co ja tu widzę ?? – Złapałem ją w pasie i bardzo blisko przyciągnąłem do siebie, po czym wyszeptałem jej do ucha. – Miałaś z nikim nie rozmawiać, zresztą kto to jest ?
- Wybacz panie, to nikt taki. Dopiero co się poznałyśmy i tak zaczęłyśmy sobie rozmawiać. – Starała się wcisnąć mi jakąś bajeczkę, jeśli to kolejna złodziejka to pewnie ma tak samo cięty języczek ja moja zabawka. Przekonajmy się.
- Cóż, przykro mi ale czas byśmy zatańczyli, tak więc proszę chodź ze mną.
- Zostaw ją TY nadęty bufonie !! Ona nie jest twoją własnością. – Strzał w dziesiątkę.
- Uspokój się Sellen. – Moja zabaweczka zadrżała, pewnie z wściekłości i obróciła się twarzą w moją stronę lekko się odsuwając – Książe proszę nie zwracaj na nią uwagi, jak już mówiłam na samym początku to nikt ważny.
- Eee . . . Lunitari to jest TEN Książe ?? O_O’
- Ehh, ehh . . . Sellen ty jednak czasami jesteś beznadziejna -_-‘ – Lunitari więc tak ma na imię moja mała zabawka, robi się coraz ciekawiej, skinąłem ręką na dwóch strażników aby podeszli.
- Tak więc Ci dwaj żołnierze się tobą zajmą. – Zwróciłem się do Sellen, tak bodaj miała na imię moja druga tego dnia zdobycz. – Straże zabierzcie tę panią do mojej komnaty i pilnujcie aby nigdzie nie uciekła. A ty Lunitari idziesz ze mną, masz przecież umowę z której musisz się wywiązać.
- Nie mów do mnie po imieniu . . . -Po czym szeptem dodała. – . . . królewski padalcu.
- Słyszałem . . . zacznij się zachowywać, albo to się źle dla ciebie skończy. – Wiedziałem, że
w taki sposób Lunitari zareaguje na swoje imię, zaczynała bawić mnie ta cała sytuacja. Wciągnąłem moją zabawkę na parkiet. Nic nie mówiła i przestała pyskować. Osądziła że los jej przyjaciółki zależy od jej postępowania. Jak chce to możemy tak zrobić, tylko musi mnie czymś zaskoczyć. Mimo iż jest złodziejką to mnie zaskoczyła, jej zdolności taneczne są na bardzo wysokim poziomie. Coś zaczęło mi nie pasować, umie się zachować. W sukni i makijażu wygląda jak jakaś księżniczka. Kim ona do cholery jest bo na pewno nie złodziejką.
Bal ciągnął się dalej, do końca pozostała niecała godzina. Czas na ostatni taniec. Niektóre pary na parkiecie były już mocno wstawione, zwłaszcza para która tańczyła obok nas. Sam nawet nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Para wleciała na nas w wyniku czego Lunitari znalazła się bardzo blisko mnie przez co wykonała jeden nie ostrożny ruch który zakończył się pocałunkiem. Skoro tak się to skończyło czemu by nie skorzystać ? Przeszło mi przez myśli i z ochotą pogłębiłem pocałunek. Gdy miałem już dość pozwoliłem się wyrwać Lunitari z moich objęć, była cała speszona i prawdopodobnie z miła chęcią przyłożyłaby mi gdyby nie prawie pełna sala elfów.
- Najmocniej przepraszam „Wasza wysokość” nie chciałam . . . To był przypadek . . . – Jąkała się a w jej oczach płoną gniew.
- Nic się nie stało. – Szepnąłem jej do ucha. – Uznajmy to za przeprosiny odnośnie twojej znajomej. – Zmieniłem ton głosu i dodałem. – A teraz jeśli jesteś zmęczona, możesz udać się do komnaty. Za jakieś półgodziny porozmawiamy.
- Dobrze panie, w takim razie do zobaczenia za półgodziny. – Skłoniła się i odeszłam w stronę wyjścia, gdzie już czekali na nią strażnicy. Widziałem jeszcze jak trzęsła się ze złości, gdy była odprowadzana. Nie mogę się doczekać aby ją bardziej pognębić. Tak szybko to ja jej nie wypuszczę. Przetrwałem ostatnie półgodziny i udałem się do swojej komnaty gdzie czekały na mnie moje dwie ptaszyny . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz