- Witaj Lunitari, trochę czasu cie u nas nie było.
- Nic mi nie mów, jak mniemam Majkel jest wściekły. – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Gdzie tam Majkel, to nic niech no tylko Deathskall cię dopadnie. – Pokrzepiona jakże optymistycznymi słowami Acalosa, szybko udałam się do pokoju jaki dzieliłam z Sellen.
- Kogo my tu mamy ?! Piesek „jego wysokości”. – Zakpiła.
- Też się ciesze że cię widzę. – Odparłam i zaczęłam szybko pakować swoje rzeczy. – Majkel jest u siebie ?
- Tak, ale dziś od rana miał fatalny humor. Teraz już wiem czemu.
- Bardzo zabawne, myślałam że jesteś po mojej stronie.
- Wiesz to nie ja całymi dniami pławie się w luksusie. – Więc to oto jej chodziło . . .
- Jak tak bardzo chcesz to możemy się zamienić, ja już mam dość traktowania jak rzecz. – Syknęłam ostro na Sellen, co jak co ale takiego zachowania się po niej nie spodziewałam.
- Dobra przepraszam, jak chcesz pójdę z tobą do Majkela.
- Dzięki. – Szybko dokończyłam pakowanie i bez słowa pociągnęłam za sobą Sellen. Kiedy stanęłyśmy przed naszym pokojem, nagle zdałam sobie sprawę że kompletnie nie pamiętam tego miejsca. Sellen tylko wybuchnęła śmiechem widząc moją skrzywioną minę.
-Tędy ciamajdo. – Rzuciła i zaczęła mnie ciągnąc we właściwym kierunku. Trochę czasu zajęło nam dojście do komnaty Majkela. Cóż jakby nie patrzeć Majkel był i jest zastępcą dowódcy gildii Deathskall’a. To on pilnował porządku wśród członków gildii, co za tym idzie także ich karał. A mnie kara na pewno nie minie. Z jakże to optymistycznym nastawieniem, walczyłam z przemożną chęcią ucieczki a obowiązkiem zapukania do drzwi. Sellen widząc moje nie zdecydowanie, bez zbędnych ceregieli otworzyła kopniakiem drzwi.
- Majkel przyprowadziłam ci nasza mała zgubę ! – Rzuciła od progu, po czym wepchnęła mnie do środka, szybko zamykając drzwi.
- No, no kogo nam tu wreszcie przywiało ? – Usłyszałam w ciemnościach gardłowy głos zastępcy Skall’a, a po chwili zapłonęło w pomieszczeniu kilka świec.
- Witaj Majkel, mam nadzieje że humor ci dopisuje.
- Nie kpij sobie, tylko się tłumacz !
- Bo wiesz kiedy wracałam z targu, straż pałacowa mnie dorwała. No i zaciągnęli mnie oni do pałacu, gdzie robiłam za swoistą zabawkę Księcia.
- I ty myślisz że ja w to uwierzę ?! Bardziej bzdurnej historyjki nie mogłaś wymyślić ?
- Chciałam być szczera. – Odparłam spokojnie, czym jeszcze bardziej zdenerwowałam Majkel.
- Za jak wielkiego idiotę ty mnie masz Luni ?! Czy zdajesz sobie chociaż sprawę, z tego że za to co zrobiłaś Skall z przyjemnością poprze moją prośbę o to by pozbawić cię głowy ?! – Grzmiał z tego swojego fotela, a mnie jakoś nie wiem czemu nie ruszały jego słowa. Jednak ten miesiąc spędzony w pałacu zrobił swoje. Nie zrażona jego ciągnącym się dalej monologiem jaka to jestem nie odpowiedzialna, bawiłam się sztyletami. Co jeszcze bardziej musiało wkurzyć biednego poplecznika Sylvanas. Nagle ni z tego ni z owego, tuż kolo mojego ucha przeleciał sztylet Majkela. Zdziwiona trochę tym faktem spojrzałam w stronę nieumarłego.
- Dziękuję że łaskawie zechciałaś w końcu zwrócić na mnie swoja uwagę ! – Zagrzmiał.
- Wybacz, tak zaczęłam sobie myśleć czy podzielić się z tobą dobrymi wieściami jakie przyniosłam.
- Co masz na myśli ? – Zapytał minimalnie spokojniejszy, ale zaciekawiony moimi słowami.
- Pamiętasz jak mówiłam, że długo tu nie zabawię bo mam coś innego do zrobienia ?
- No pamiętam i co w związku z tym ?
- To że robię za zabawkę Kael’a to w 100 % prawda, a poza tym służę Lordowi Illidanowi. Który to wkopał mnie na pozycję kanclerza „Krwawych Elfów”. Zajebiste wieści no nie ? – Spytałam z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Ja wiem Lunitari że masz ostro nasrane pod kopułą, ale żeby aż tak ? Poza tym kto by cię chciał na kanclerze ? – Zakpił.
- Jeśli darujesz mi to przewinienie, to obiecuję że już więcej mnie tu nie zobaczysz, a gildia się wzbogaci i zyska amnestię na niektóre wyskoki. Co ty na to ?
- Za debila mnie masz ? Jesteś jedna z najlepszych złodziejek w tej gildii, chociaż jeśli chodzi o twoje zachowanie to pozostawia wiele do życzenia. Zresztą jak ty chcesz to niby załatwić ?
- Za dwa dni przyślij do pałacu przedstawiciela „Czarnych Sztyletów”, możesz to być nawet ty sam. Sellen cię zaprowadzi. Przekażesz strażnikowi ten list. – Wyjęłam z kieszeni już lekko pomiętą kopertę, i podałam ją Majkelowi. – Po tym zaprowadzą cie do sali tronowej, gdzie wraz z tym „królewskim padalcem” będziemy na czekać.
- Skąd mam wiedzieć że to nie pułapka ? Sellen twierdzi, że przetrzymywano cię w pałacu.
- Jeśli będą chcieli cię aresztować, stanę po stronie gildii. – Starałam się jakoś go przekonać. Gildia i królestwo dużo by zyskało na tej współpracy, pozostaje jeszcze poinformować o tym tego zawszonego zboczeńca.
- Przemyślę to i dam ci odpowiedź jutro, muszę to przedyskutować ze Skall’em. Co teraz będziesz robić ? – Zapytał już wyraźnie spokojniejszy.
- Będę działać w pałacu na swoim nowym stanowisku, aby trochę poprawić sytuacje tego królestwa. – Odparłam.
- Zdajesz sobie, że jeśli to wszystko co mówisz jest prawdą to prędzej czy później przyjdzie ci spotkać się z Sylvanas.
- Wiem. – Mruknęłam. – To mój problem i go jakoś sama załatwię.
- Jak chcesz, wiesz to jedyna osoba ze starożytnych która ma do ciebie jakieś wąty. – Stwierdził z wrednym uśmieszkiem.
- Dobra, masz. – Rzuciłam w jego stronę zawinięte w blado-czerwoną chustę sztylety. – Jak Elune da to zobaczymy się za dwa dni w pałacu. – Wzięłam swoje rzeczy i podeszłam do drzwi, w delikatnym drewnie tkwił rzucony wcześniej sztylet Majkela.
- Lunitari, będziemy tęsknić.
- Ja też Majkel, ja też. – Nie odwracając się, otworzyłam drzwi i wyszłam pozostawiając nieumarłego z jego nowym problemem. Przed komnatą czekała na mnie Sellen, niedbale oparta o jedną ze ścian.
- Widzę że żyjesz, a to ci niespodzianka. – Rzuciła, a jej słowa wręcz ociekały ironią.
- Myślałam że dałaś już sobie spokój z dobijaniem mnie, ale mniejsza z tym. Wyprowadzisz mnie stąd ? – Zapytałam robiąc minkę kotka ze „Shreka”.
- Daj już spokój, wyprowadzę cię z siedziby. – Machnęła jedynie ręka i zaczęła mnie prowadzić w odpowiednim kierunku. Przez całą drogę na zewnątrz nie odezwałyśmy się do siebie ani jednym słowem. Każda z nas w inny sposób przeżywała to rozstanie. Z Sellen trafiłyśmy do „Czarnych Sztyletów” w tym samym czasie. Mimo tego że kłóciłyśmy się dość często, trzymałyśmy się razem. Wyjście z gildii z pomocą Sellen zajęło mi o połowę mniej czasu niż dotarcie do niej. Przed budynkiem pożegnałam się z przyjaciółka i bezimiennym strażnikiem. Gdy wróciłam do pałacu, było dobrze po południu, w mojej komnacie zastałam zatroskaną Alice.
- Lunitari gdzieś ty była ?! Szukam cie po całym pałacu od dobrych 2 godzin ! – Rzuciła się na mnie przez co z rąk wypadły mi tobołki z rzeczami jakie zabrałam z gildii.
- Już, spokojnie. Możesz mnie puścić nie mogę oddychać. – Mruknęłam.
- Ach przepraszam, już cię puszczam. – Młoda elfka odsunęła się ode mnie i bacznie zlustrowała całą moja postać. – Dlaczego jesteś ubrana w „coś” takiego ?
- Byłam zamknąć pewien rozdział w swoim życiu, skoro mam być kanclerzem musiała to zrobić. – Alice jedynie wzruszyła ramionami, nie pytając o nic więcej. – O której jest bal ?
- O 20:00 czyli za jakieś 3 godziny, więc musimy się spieszyć. Przyniosę ci coś do jedzenia, a ty w tym czasie weź kąpiel. – Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdyż Alice wyleciał z komnaty w ekspresowym tempie. Odstawiłam tobołki koło łóżka i poszła za radą elfki. Gdy wyszłam z łazienki po dość długiej i odprężającej kąpieli. Alice czekała już na mnie z posiłkiem i przeglądała suknie w jakie wisiały w szafie. Szybko zjadłam przyniesiony mi posiłek i zabrałam się za wypakowywanie rzeczy które przytaszczyłam z „Czarnych Sztyletów”. Po przerzuceniu wszystkich swoich rzeczy jakie miałam w tobołkach, na bal wybrałam ciemno-niebieską długa suknię, z marszczonym gorsetem. Alice rozczesała mi włosy i wpięła w nie spinkę od Illidana. Na ramiona założyłam wężowe bransolety z delikatnie świecącym blado niebieskim kryształem. Prezent a zarazem symbol bycia kanclerzem Lady Vashj.
- Wyglądasz niesamowicie ! – Zachwycała się Alice. – Tak skromnie ubrana ale jaki to daje efekt !
- Dobra uspokój się już. Ile czasu zostało do balu ? – Spytałam.
- Jakieś 15 minut. Leć już, na pewno wszystkich olśnisz. Jakby nie było to bal na powitanie naszego nowego kanclerza. – Słowa Alice uderzyły we mnie jak grom z jasnego nieba. Już ja się policzę z tym pieprzonym „królewskim padalcem”!Wrzasnęłam sobie w myślach i szybkim krokiem udałam się do sali balowej . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz