sobota, 7 lutego 2015

Koszmar VI - Opiekun i kontrakt

   Obudziłam się w zupełnie innym miejscu. Wokół było ciemno tak, że nie byłam w stanie dostrzec własnej dłoni. Znajdowałam się na sporej wielkości łóżku. Satynowa, zapewne czarna pościel, była miłą odmianą od zatęchłej czarnej ziemi. Podniosłam się delikatnie, starając się nie zrobić większego hałasu. Nigdy nie wiadomo co czai się w ciemnościach . . . Okazało się że tajemniczy ów nieznajomy który mnie uratował, czekał tylko na moje przebudzenie.
- Witaj w moich skromnych progach. – Powiedział, wtedy obudziła się we mnie wrodzona bezczelność. Po prostu nie mogłam powstrzymać się od komentarza.
- Czy takie skromne to nie wiem bo nic nie widzę. Kim jesteś ? – Po swoich słowach usłyszałam krótkie prychnięcie.
- W tej chwili to mało ważne, mamy niewiele czasu. To czy tu zostaniesz czy tam wrócisz zależy tylko od ciebie.
- Zostaję tutaj, nie chcę więcej tam wracać. – Odparłam szybko, chyba nawet wchodząc memu nieznajomemu wybawicielowi w słowo.
- W takim wypadku musimy spisać umowę. – Powiedział, wyraźnie podchodząc do mnie. – Będę cię chronił i obiecuję nigdy nie doprowadzić do twojego ponownego trafienia w tamto miejsce. W zamian za ochronę żądam od ciebie krwi, którą oddasz mi dobrowolnie kiedy tylko będę miał na to ochotę. Zgoda ? – Zapytał najprawdopodobniej pochylając się nade mną.
- Tylko i wyłącznie jeśli tą krew będziesz chciał ode mnie na jawie. – Odparłam, cudnie jakiś krwiopijca mi się trafił . . .
- Zgoda, w takim razie kontrakt spisany. Czas go przypieczętować, zamknij oczy i nic nie rób. – Długo nie myśląc zrobiłam mi co kazał. Domyślałam się jak ta pieczęć będzie wyglądać, chociaż przyznać muszę że mnie zaskoczył . . . Zostałam przez niego delikatnie położona na pościeli, po czym ów nieznajomy zaczął mnie delikatnie całować. Powoli nie śpiesznie pogłębiał pocałunek, potem poczułam lekki ból. Moje usta zostały przecięte przez jego wampirze kły, ale mimo wszystko nie odepchnęłam go i nie strzeliłam z liścia. Jak to mam w zwyczaju, gdy ktoś mnie całuje z zaskoczenia lub gdy tego nie chcę. Tu takiego luksusu nie miałam. Cała „ceremonia” przypieczętowania tego naszego całego kontraktu nie trwała długo. Nieznajomy odkleił się ode mnie, i gdy podnosił się z łóżka szepnął mi do ucha :
- Masz niezwykłą krew, mogłem się targować . . . – Potem usłyszałam kroki i . . . dostałam światłem po oczach. Mój tajemniczy opiekun odsłonił masywne zasłony ukazując widok jak rozpościerał się za oknem. Mianowicie rozgwieżdżone niebo i księżyc w niecałej pełni.
- Mogłeś mnie ostrzec. – Jęknęłam, przyzwyczajając oczy do nowego oświetlenia.
- Po co tak jest zabawniej. – Odparł dalej stojąc przy oknie. Dzięki temu mogłam mu się lepiej przyjrzeć. No nie powiem na początku myślałam że coś mi na oczy poszło ale jednak nie . . . Przed moimi oczami miałam najwspanialszego faceta na świecie. Wysoki, dobrze zbudowany, długie platynowe proste włosy sięgające mu za tyłek (swoją droga też całkiem zgrabny). Ale tym co zrobiło na mnie największe wrażenie to były jego oczy. Piękne i nie przeniknione barwy najlepszej jakości szafiru . . . Ubrany był w czarne dopasowane dżinsy, a do tego również czarną koszulę lekko rozpiętą ukazującą jego nieprzesadnie wyrzeźbiony tors. Nie był tam jakimś pakerem po prostu ideał (Jak większość wampirów). W jego lewym uchu znajdował się złoty kolczyk z rubinem, w kształcie karo wielkości mojej dłoni. Jak później przyszło mi się przekonać ideałem to on był, ale tylko z wyglądu. Jego charakter pozostawał dużo do życzenia . . .
- Kim jesteś ? – Spytałam w końcu odrywając od niego zafascynowany wzrok.
- A na kogo ci wyglądam ? – Odparł, uśmiechając się przy tym wrednie. Nigdy nie lubiłam tego typu pytań, tak też syndrom „wrednej po matce” się włączył.
- Odpowiadam na twoją własną odpowiedzialność. Wyglądasz ty mi na neandertalczyka, który to poziomem intelektu dorównuje biedronce. – Udałam że się na chwilę zamyśliłam po czym kontynuowałam. – Nie jednak nie biedronce, to była by obraza dla tego stworzonka. Sądzę że to musiał być jakiś komar parę razy walnięty gazetą.
- Skończyłaś już ? – Spytał wyraźnie rozdrażniony moim wywodem.
- Pytałeś to odpowiedziałam, a że zadałeś głupie pytanie to postanowiłam odpłacić się tym samym. – Odparłam wzruszając ramionami.
- Chyba zdajesz sobie sprawę z tego że utknęłaś tu ze mną na jakiś, bliżej nie określony czas ? Znam kilka ciekawych sposobów aby uprzykrzyć ci życie.
- No to jest nas dwoje. – Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Już sam początek naszej niebywałej znajomości zwiastował wielki kataklizm. No ale cóż nigdy nie można mieć wszystkiego . . .
- Już zaczynam żałować że cię stamtąd zabrałem, pewnie dopiero co tam trafiłaś. Z tym chrakterkiem to te bestie załatwiłby cie raz dwa, nie lubią gdy się je obraża. – Odparł podchodząc i siadając koło mnie. Sposępniałam słysząc jego słowa.
- Byłam tam jakieś dwa lata, i nikomu tego nie życzę. – Odparłam szeptem, odwracając głowę by na niego nie patrzeć. Przez słowa jakie wypowiedział, przypomniały mi się najgorsze sytuacje w jakich się znalazłam przez ten cały czas swojego pobytu w tamtym miejscu.
- Dwa lata . . . Przepraszam, nie chciałem być aż tak niemiły. – Odparł i mnie przytulił, to sprawiło że moje hamulce puściły i zaczęłam cicho płakać. Wtuliłam się w jego ramiona, czując się dziwnie bezpiecznie i spokojnie. – Odpocznij teraz, obiecuję że nie pozwolę byś doświadczyła tego ponownie . . . Będę cię chronił już zawsze . . .
Jego słowa były jak przysięga która nigdy nie miała przeminąć. Jego obecność w nie wytłumaczalny sposób sprowadzała na mnie spokój. Mimo iż potrafiliśmy sobie dopiec, wiedziałam że gdy będę chciała mu się wyżalić on wysłucha mnie bez słowa. Pomimo iż w tamtej chwili był dla mnie zupełnie obcą osobą . . .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz