Było już dobrze po południu kiedy to czarna limuzyna, zajechał pod kolejny z domów tego dnia. Kobieta szybko wysiadła z samochodu. Widać było że nie miała ochoty tam szybko wracać. Spojrzał jeszcze raz z obawą na auto i skierowała swe kroki w stronę adresu zapisanego na pogiętej kartce. Wampirzyca podeszła do drzwi, tym razem nie wahając się ani chwili wcisnęła dzwonek.
/Grelka Yamashita/
Po raz kolejny z wielkim zainteresowaniem obserwowałam jasne smugi śmigające po gładkich, brązowych deskach. Książka, którą aktualnie czytałam wylądowała na moim brzuchu, a ja wkładając ręce pod głowę wygodniej rozciągnęłam się na kanapie. Korzystając z okazji, że słońce nie świeciło mi prosto w twarz, swobodnie się przeciągnęłam, słysząc przyjemny chrzęst przeskakujących kości towarzyszący tej jakże wyczerpującej czynności. Zamknęłam oczy i bardzo głośno westchnęłam, jakby sąsiedzi mieli mnie usłyszeć i zaproponować osobiste usługi.
Kocham tę nieprzeniknioną ciszę, która zalewa mój umysł, a lekki szelest liści smyrających szybę okna całkowicie mnie uspokaja. Wszystko co zielone, delikatne, żywe oraz zaskakujące sprawia, że uwielbiam wsłuchiwać się w naturalne dźwięki przyrody. Jak każdego dnia o tej porze jestem w domu zupełnie sama, ale nie odczuwam wielkiej samotności, lubię odpocząć. To czas, kiedy mogę na spokojnie wszystko przemyśleć, bądź też ukoić nadszarpane nerwy. Ostatnio myślę stanowczo za dużo, ale cóż poradzić.
Uchylając powieki nieco się przekręciłam i odwracając kartkę przewertowałam kilka kartek, kontynuując czytanie lektury. Od zawsze fascynował mnie nierealny świat, a wampiry oraz anioły napawały jakby duchową energią. Każde z nich jest niesamowite, a zło i dobro łączy się w jedną istotę. Nie uważam, aby na przykład wampiry były złe, bo niby dlaczego? Równie dobrze piękny anioł może mieć serce diabła, a płytcy ludzie oceniają stworzenia, nie poznając ich bliżej.
Westchnęłam i ponownie odpływając zapatrzyłam się na ramkę, która dostojnie obejmowała zdjęcie, na którym brat podbiega do mnie i od tyłu niespodziewanie łapie za ramiona.
Tak… Być takim aniołem i wznieść się ponad wszystko, przydałyby mi się takie skrzydła… Uwolnić się od przyziemnego chaosu i gwaru, spojrzeć na świat z dobrocią, ochronić każdego, pomóc zupełnie bezinteresownie…
Potrząsnęłam głową i leniwie przekręciłam się na drugi bok, w rezultacie zawieszając ręce na kolanach.
- Rany, rany… Za dużo czytam takich książek… – materiał sofy natychmiast się wygładził, a karmelowa półka na której stało wiele różnych ksiąg, kulturalnie przyjęła jedną z nich.
Podeszłam do biurka i od razu usiadłam na obrotowym krześle, do połowy kładąc się na blacie. Smętnym wzrokiem zlustrowałam lekko zakurzoną szybkę, po czym przejechałam po niej kciukiem w celu starcia sinego brudu. Smutny, jednak pełen nadziei cień, odbił się w moich błękitnych tęczówkach.
- Gdyby tak przyjechał, zauważył… – szepnęłam, wpadając w bezdenną otchłań myśli, którym nie śniło się mnie wypuścić.
Dzisiaj mam chyba szczęście. Słysząc rozchodzący się dzwonek niechętnie zaczęłam schodzić na dół. Kogo znowu niesie? Nie można w spokoju posiedzieć w domu? Egh…
Chociaż nie, mamy taki ładny, pogodny dzień. Gorzej być nie może!
Łagodny uśmiech przyozdobił moją twarz, a ja sunąc palcami wzdłuż poręczy, na samym końcu przeniosłam je na klamkę. Do pomieszczenia wpadło więcej światła, a ja spokojnie pozwoliłam sobie na szersze otworzenie drzwi.
Kto to jest?
- Dzień dobry. Ty jesteś Grelka, mam rację ?
- Dzień dobry…. Tak, to ja… – dosyć niepewnie spojrzałam na kobietę, która o dziwo znała moje imię, a ja ją pierwszy raz na oczy widzę.
- Cieszę się. Są może twoi rodzice w domu bo mam do nich i do ciebie pewną sprawę.
- Przepraszam bardzo, ale kim pani jest? – dokładnie obserwowałam jej każdy choćby najmniejszy ruch. Na prawdę, nie wiem kto to jest. – Nie, rodziców nie ma… I przez najbliższy czas nie będzie…
- A nie wiesz dokładnie o której będą ? Bo to naprawdę pilne, wytłumaczę ci wszystko i to dokładnie. Tyle że wiesz ta rozmowa nie nadaje się na takie miejsce.
- A tak, tak, proszę bardzo. – przechyliłam się w bok, zapraszając kobietę do środka. Po chwili zamknęłam drzwi i wskazałam na salon – Taty nie ma cały czas… – spojrzałam gdzieś na bok – A mama pracuje do późna, tak więc w najbliższych dniach nie zastanie jej pani w godzinach dziennych jak i wieczornych.
- W takim razie kto się tobą opiekuję ? Bo takiej decyzji raczej nie możesz podjąć osobiście bez konsultacji z rodzicami.
Uśmiechnęłam się łagodnie – No jak to kto? Przecież moja mama bywa w domu, więc nie jestem sama, a w dzień umiem się sobą zająć. Czasami siedzę z nią po południu, ale to gdy ma na nocną zmianę. Przykro mi, jedyne co mogłoby pani pomóc, to telefon, nic więcej. Mama niestety nie może się zwolnić, ale przecież ufa mi i jestem pewna, że nie będzie najmniejszego problemu w żadnej sprawie, ale o co dokładnie chodzi? – Usiadłam na mięciutkiej, niebieskiej kanapie.
- Chodzi o to że zostałaś przepisana do szkoły o nazwie „Avallon” gdzie pełnie miano dyrektorki. Jutro jest rozpoczęcie roku szkolnego w ów szkole i przyjechałam osobiście aby cię tam zabrać. Ale w takiej sytuacji to może być problem.
- Zaraz, zaraz… Przepraszam bardzo, ale to musi być jakaś pomyłka. Nie składałam żadnych papierów do szkoły o nazwie „Avallon”, to musi być jakieś nieporozumienie. – zmarszczyłam brwi zupełnie nie rozumiejąc tej całej sprawy. Jak to jutro początek? W ogóle gdzie to jest? I ja? Przecież nigdzie się nie pchałam…! – Nerwowo zmierzwiłam swoje włosy, co rusz zakręcając palcami ich jeden kosmyk.
- Spokojnie Grelko, wiem że to nie typowa sytuacja sama o tym fakcie dowiedziałam się kilka dni temu. Chciałam to odkręcić ale nie wyszło, a twoje dokumenty zostały już przesłane do „Avallon”. Na niedomiar złego jest to szkoła z obowiązkowym internatem. Zresztą powinien do ciebie przyjść już dawno list w tej sprawie.
- Słucham?! – mimowolnie podniosłam głos, jednak po chwili nieco ochłonęłam i zaczęłam spokojnie rozmawiać – Ja rozumiem, że może jest to dla pani kłopot i że innego wyjścia nie ma, ale ja na prawdę nie chcę nigdzie iść, a do tego internat? Nie prosiłam się o takie zakwaterowanie, więc nie rozumiem w ogóle skąd te papiery… I kto je złożył? A listu jak nie było, tak nie ma.
- Jeśli chodzi o papiery to musiał być to jakiś błąd w systemie oświaty. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zresztą widzę że jesteś sympatyczną dziewczyną kto wie może ci się w „Avallon” spodoba. W tej teczce masz podstawowe informacje dotyczące akademii. Przejrzyj je teraz proszę.
- Ale… – przerwałam, widząc dosyć ciekawą rzecz. Wzięłam ją w ręce i szybko otworzyłam, zaczynając czytać. Nie powiem, dosyć interesujące… Ale przecież już chodzę do liceum, niedawno się zapisałam. Znowu mam zmieniać szkoły? I to na jakąś, o której nigdy nie słyszałam.? – Po chwili szeroko otwierając oczy spojrzałam na kobietę – To jest jakiś żart?
- Obawiam się ze nie.
- Przecież to… – wstałam, zaciskając na piersi teczkę – To jest niemożliwe ! Świat fantasy… Wampiry… Kotołaki… To nierealne, jakaś magia… – uniosłam do góry głowę, uporczywie obserwując biały sufit. To na pewno jakiś żart, nie ma szans, aby coś takiego istniało, a ja została tam przyjęta. Przez przypadek w dodatku…
- Podoba mi się twoja reakcja jest bardzo pozytywna. Prawda na temat „Avallon” jest ściśle trzymana w tajemnicy. Dlatego sama jestem zaskoczona że zdarzyło się coś takiego. Znowu zapomniałam o swoich manierach. Nazywam się Alanna Sunbright i jakby to delikatnie ując nie jestem człowiekiem.
- Kocham świat magicznych istot… – ponownie mój wzrok skierował się na jej osobę – Miło panią poznać… Znaczy się… To kim pani jest? – zainteresowana zbliżyłam się do czerwonowłosej.
- Ja drogie dziecko jestem po części wampirem a po części elfem.
- Nie wierzę… – z wrażenia przysiadłam bok niej – Pani to na serio mówi ?
- Ależ oczywiście – wampirzyca uśmiechnęła się szeroko, ukazując swoje długie kły – Chciałabyś dowiedzieć się czegoś jeszcze?
- Łaaaał… – wstrzymałam oddech, nie mogąc uwierzyć, że takie rzeczy mogą dziać się na prawdę – Rozumiem… Ale jeśli moja obecność ma być pomyłką czy przypadkiem, niestety nie mogę się zgodzić.
- Wiesz w obecnej sytuacji albo mam do wyboru sprowadzić was do „Avallon” albo ujawnić prawdę o akademii.
- Czy to nie jest zakrawa na szantaż? – zerknęłam na nią uważnie – Jeśli o to chodzi, nikomu nic nie powiem, ale jak mniemam to i tak niczego nie zmienia. – wyciągnęłam dłonie i schowałam w nich twarz, wzdychając dosyć głośno.
- Może i zakrawa, co i tak nie zmieni faktu że będziesz uczęszczać do „Avallon”. Chyba się mimo wszystko z tego cieszysz ?
- Wie pani… – pokręciłam nerwowo stopą – Nie wiem czy mam się zgodzić. Tak nagle dostaję taką propozycję, wręcz nie do odrzucenia… Istnieją wampiry i inne stworzenia z baśni i fantasy… Nie jestem pewna czy będę tam pasować, a tak w ogóle nie posiadam żadnych zdolności. Chociaż z drugiej strony taka szansa nigdy więcej się nie powtórzy…
- Mimo wszystko mam nadzieje że się zgodzisz poza tym nie tylko ty zostałaś tak nagle przeniesiona do „Avallon”. Poza tobą są jeszcze trzy inne osoby. Dwie z nich już na nas czekają w samochodzie, który stoi pod twoim domem.
Od razu się ożywiłam słysząc, że nie jestem tą jedyną, ‚przypadkową’. – W takim razie… Mogę spróbować. Nadal nie jestem do tego przekonana, ale jeśli się nie zgodzę to wiem, że będę żałować. – oddałam kobiecie teczkę z papierami – Jeśli chodzi o mamę, jestem pewna, że się zgodzi. Jeśli pani chce, mogę do niej później zadzwonić i przekazać, aby przyszła do szkoły lub jeśli to przeszkadza po prostu spotkać się w jakimś miejscu.
- W takim razie jeśli to nie problem to spakuj swoje rzeczy. Gdy będziesz już gotowa przedzwoń do swojej mamy że jeśli to nie będzie problem za dwa dni spotkam się z nią u niej w pracy i wszystko dokładnie wyjaśnię, poza tym ty pojedziesz tam ze mną.
- Ym. – wstałam, grzebiąc w kieszeni spodni – Rozumiem. Za chwilkę zejdę, a do mamy zadzwonię już teraz. – to mówiąc zaczęłam wchodzić na górę, nasłuchają sygnału.W trakcie rozmowy pakowałam do walizki wszystkie potrzebne rzeczy. To jest jak jakiś sen. Zawsze tyle czytałam, marzyłam, a teraz co? Będę mogła zobaczyć na własne oczy te wspaniałe istoty… Zapowiada się dosyć ciekawie, huh, może przynajmniej na chwilę zapomnę o wielu sprawach. Domknęłam suwak i mocno łapiąc za ciężką rączkę, powolutku zeszłam na dół do pani Sunbright. Może i wyglądam na spokojną oraz kruchą, ale na pewno taka nie jestem. Walizka nie sprawiała mi kłopotu.
- I jak zareagowała twoja mama ? Chyba nie była zbytnio zadowolona.
- Nie. – odpowiedziałam spokojnie – Tak jak myślałam. Powiedziała, że jeśli taka szkoła mi pasuje i chcę spróbować czegoś nowego, nie ma nic przeciwko. Oczywiście chce dowiedzieć się czegoś więcej, więc na pewno będziemy musiały do niej iść.
- To się cieszę, teraz już chodźmy bo po jeszcze jedną osobę musimy jechać, a mam obawy że pozostałe dwie które na nas obecnie czekają pozabijały się albo zdewastowały mi auto.
Stanęłam w miejscu zdziwiona jej słowami, ale po chwili posłusznie otworzyłam drzwi. Ostatni raz spojrzałam na mieszkanie, po czym zdecydowanie przekręciłam kilka razy klucz.
Zaczyna się nowe życie ?
/Alanna Sunbright/
Zaczekałam aż dziewczyna zamknie drzwi i skierowałam się wraz z nią w stronę nieopodal stojącej limuzyny. Powoli zaczynałam nabierać obaw, Grelka wydaje się być spokojna i grzeczną dziewczyną. Ta dwójka która siedzi teraz w samochodzie może źle na nią wpłynąć.
- Daj mi swoją walizkę i wchodź do samochodu. Tylko nie przeraź się, sama nie wiem jak może wnętrze wyglądać i czy tych dwoje jeszcze żyje. – Uśmiechnęłam się szeroko starając się w ten sposób przekonać Grelke że żartuję.
- Tak, tak . . . – Wzięłam od dziewczyny walizkę i podałam ją mojemu pomocnikowi który zapakował ją do bagażnika. Grelka wydawała się być bardzo szczęśliwa, i widać nie obawiała się spotkania z tą szarańczą która już siedział w limuzynie. Ja za to najchętniej bym postała sobie jeszcze trochę tak, by tylko możliwie jak najbardziej opóźnić to ponowne spotkanie z Szadziem i Akemi. Wzięłam głęboki oddech i szybko wsiadłam za dziewczyną do samochodu. O dziwo był w dobrym stanie, a Akemi i Szadziu milczeli jakby byli na siebie obrażeni może to i lepiej ?
- Grelka to są Szadziu Owl i Akemi Hatakeyama. Akemi, Szadziu to jest Grelka Yamashita.
- Witam kolejną ofiarę ! – odezwał się chłopak
- A ten znowu swoje. – Dziewczyna jedynie w odpowiedzi na takie powitanie, lekko się skłoniła.
- Ofiarę ? – Spytała zdziwiona.
- Nie przejmuj się nim. – Akemi podała Grelce rękę uśmiechając się do niej jednocześnie.
- Jasne. – Grelka odwzajemniła uśmiech dziewczyny. – Miło poznać.
- Ciebie nikt nie pytał o zdanie – Szadziu zmierzył lekceważącym wzrokiem Akemi. – Ofiarę naszej pani wampi-rektor – Chłopak uśmiechnął się „promiennie” do Grelki.
- Szadziu jak możesz ? Już chyba cię prosiłam o to byś sobie to darował. – Zmierzyłam chłopaka chłodnym spojrzeniem zaczynał już przesadzać. Grelka natomiast nie zrażona jego słowami odpowiedziała.
- Oj tam ofiarę… Założę się, że pani jest porządną wampirzycą.
- Dziękuje Ci Grelko. – Uśmiechnęłam się do niej, coraz bardziej lubię tę dziewczynę.
- Porządna wampirzyca ? – Chłopak był zdziwiony reakcją dziewczyny.
- Mówię, co widzę. – Stwierdziła.
- Szadziu chcesz mieć specjalny nadzór w szkole ? Bo się o to prosisz. – Nie wiem może to ze mną jest coś dziś nie tak, ale chłopak daje mi się we znaki.
- Już zaczęłaś się podlizywać ? – Rzucił rozzłoszczony.
- Ja popieram pani decyzję. – Wyrwała się entuzjastycznie Akemi. Grelka na to tylko wymownie uniosła jedną brew. – Grelka zignoruj go proszę. Ma chyba dzisiaj zły dzień. – Zwróciła się do dziewczyny.
- Tak, jak widzę to ma takie chyba codziennie.
- Szadziu, Ty sobie chyba grabisz. – Akemi za to nie mogła powstrzymać się żeby dalej nie dokuczać chłopakowi.
- Dzień taki jak zwykle, codziennie zostaje porwany przez wampira, i osadzony w samochodzie z trzema babami… – Stwierdził chłopak.
- Szadziu trochę kultury. – Pouczyłam chłopaka który nic sobie z tego nie zrobił.
- No i widzisz, wszystko jasne. – Rzuciła uradowana Grelcia.
- To musi być dla niego cios, pani dyrektor. – Akemi uśmiechnęła się złośliwie w stronę Szadzia.
- I zawieziony do szkoły dla specjalnych uczniów … – Odpowiedział chłopak patrząc wymownie na Akemi.
- Taki biedny, samotny rodzynek. – Dziewczyna nie robiąc sobie nic z jego słów, poklepała chłopaka po ramieniu. Szadziu szybko strącił jej rękę i rzucił.
- Klepać to sobie możesz … – Grelka szybko zasłoniła dłonią usta aby się nie roześmiać.
- Co ? – Zapytała Akemi mrugając zabawnie powiekami.
- Akemi nie dolewaj oliwy do ognia. – Zwróciłam się do dziewczyny. – Mam nadzieje że się jako tako uspokoicie podczas tej podróży. – Nie zwracając na mnie zbytniej uwagi Grelka odciągnęła na bok dziewczynę.
- Akemi, może mi powiesz . . . Masz jakieś specjalne zdolności albo coś takiego ?
- Spokojnie ? Trzy kobiety zamknięte w samochodzie i ma być spokojnie ? – Wypalił Szadziu, ja natomiast ukryłam twarz w dłoniach. Teraz to się zacznie . . . Coś czuje że ten dzień zakończy się czymś co doszczętnie wyprowadzi mnie z równowagi.
- Nie doczekanie twoje … – Dokończył pod nosem, co zignorowałam.
- Ja jestem spokojna cały czas – Wyczułam na sobie wzrok Akemi. – Ja? Hmm… mam dosyć dobrą intuicję i czasami jakieś sny mogą mi się sprawdzić. – Odpowiedziała Grelce
- Oo, to ciekawie… Przynajmniej nie jakiś przypadek … – Słysząc te słowa odsłoniłam twarz patrząc w stronę Grelki, ta wydawałoby się że odpłynęła gdzieś myślami.
- Jaki przypadek? – Akemi zmartwiona uważnie przypatrywała się Grelce.
- Aa tam, nie ważne… – Dziewczyna machnęła tylko ręka i wbiła wzrok w szybę.
- Taa … spełniające się sny o porwaniu przez wampira … – Rzucił lekceważąco Szadziu.
- Pogryzę cię zaraz. – Akemi zmrużyła oczy jak kot kierując wzrok na chłopaka.
- Proszę bardzo … – Nim chłopak zdołał coś jeszcze powiedzieć ucięłam jego wypowiedź ostrzeżeniem.
- Szadziu jak nie przestaniesz prowokować Akemi i uprzykrzać nam podróż, użyje zaklęcia aby cie uciszyć.
- Nie trzeba. Nie odezwę już się do niego. – Stwierdziła Akemi i przysunęła się bliżej Grelki
Nie ma to jak front kobiet… – Mruknął Szadziu pod nosem.
- Zaczynacie mi grac na nerwach a jestem cierpliwą osobą. Spokój ma być ! – Wydarłam się, wszystko ma swoje granice.
- Co by nie mówić, prawda w oczy kole i dlatego chcecie mnie uciszyć – Uśmiechnął się promiennie Szadziu czym jeszcze bardziej mnie zdenerwował.
- Niech pani nie krzyczy. Złość piękności szkodzi. Niech pani spojrzy na to inaczej. Gorzej już być nie może. – Dziewczyna posłała mi pocieszające spojrzenie.
- To się jeszcze okaże Akemi. – Szadziu słysząc słowa dziewczyny wybuchł śmiechem. Natomiast Akemi ignorując moje słowa zmartwiona zwróciła się do Grelki.
- Grelciu? Wszystko w porządku ? – Ja za to nie wytrzymałam. Mrucząc cicho zaklęcie pod nosem skierowałam swój wzrok na Szadzia. Po chwili na jego twarzy pojawił się knebel. – Niech tylko ktoś to skomentuje a skończy tak samo. – Prychnęłam rozdrażniona w stronę dziewczyn. Szadziu nie zadowolony posłał mi chłodne spojrzenie natomiast, Akemi tylko przelotnie rzuciła wzrokiem w stronę przedmiotu jakim uciszyłam Szadzia i machnęła na to ręką. Za to chłopak już się niczym nie przejmując, wzruszył ramionami i zaczął czytać dokumenty. Biorąc kilka razy głębszy oddech, już trochę uspokojona zwróciłam się w stronę dziewczyn.
- Akemi proszę nie drażnij się więcej z Szadziem, a ciebie Grelka przepraszam za nich.
- Ależ nic nie szkodzi. – Odpowiedziała spokojnie dziewczyna w dalszym ciągu oglądając wnętrze samochodu.
- Szadziu będziesz już spokojny ? Jeśli tak to zdejmę knebel.
- Grelciu, wszystko w porządku ? – Ponowiła swoje pytanie Akemi. Grelka w odpowiedzi tylko łagodnie się uśmiechnęła w stronę dziewczyn i skinęła głową na ‚tak’. Za to chłopak skierował swój wzrok w moją stronę i wzruszył w odpowiedzi ramionami. Akemi westchnęła jedynie i oparła głowę na oparciu, wpatrując się w sufit. – Jakby Szadziu mówił, to byłoby trochę weselej. – Mruknęła, Za to chłopak słysząc jej słowa zaczął spoglądać na nią ze zdziwieniem.
- Grelka a jak ty uważasz ? – Grelka oprał głowę o szybę i zaczęła bawiąc się swoimi włosami. W samochodzie panowała niezwykła cisza. Byłam w stanie wyczuć jak Grelka i Akemi są zdenerwowane jak mniemam przez całą tą dziwną sytuację. Na potwierdzenie moich domysłów odezwała się ponownie Akemi. – Ta cisza mnie lekko przeraża. – Po czym zamknęła oczy. Po chwili jak by do Grelki doszły moje słowa odpowiedziała mi na pytanie.
- Tak samo jak Akemi, mi tam Szadziu nie przeszkadza. - Nie widząc sprzeciwu pstryknęłam palcami po czym knebel z ust Szadzia zniknął. Chłopak za to przyjrzał się uważnie dziewczynom raz jeszcze.
- Może źle was oceniłem … – Grelka nie zważając na słowa chłopaka, w dalszym ciągu przyglądała się szybie pewnie próbując dostrzec mijający za nią krajobraz. Za to Akemi była uradowana.
- Dobrze . . . – Wypaliła po chwil namysłu. – Szadziu, zaśpiewaj coś.
- To może wyjaśnię wam kwestie waszego zakwaterowania. O ile chcecie to wiedzieć. Zapytałam, a chłopak zaczął śpiewać . . .
- Laaast christmas I gave you my heart !
- Ja z chęcią posłucham. – Odpowiedziała Grelka i zaczęła się cicho śmiać, słysząc wykonanie chłopaka.
- Szadziu, Akemi chcecie wiedzieć ? – Zwróciłam się w stronę pozostałej dwójki zdając sobie sprawę że, czy chcę czy nie czeka mnie podroż pełna niespodzianek. Natomiast chłopak kontynuował swój recital.
- But the very next day…. you gave it away !!! – Akemi wybuchnęłam śmiechem i patrząc wesoło na chłopaka stwierdziła. – Masz niezły głos. – Przeniosła szybko spojrzenie na mnie i odpowiedziała. – Oczywiście.
- Dzięki. – Odparł chłopak przerywając swój występ. Grelka pokręciła jedynie głową widząc zachowanie tej dwójki, za to Akemi ciągle na mnie patrząc czekała na odpowiedz.
- To co z tym zakwaterowaniem ? – Ponaglił mnie Szadziu.
- No właśnie? Nie chcę trafić do pokoju z kimś, kto będzie mnie chciał pogryźć. – Wypaliła Akemi. Na takie zachowanie uśmiechnęłam się tylko, to będzie naprawdę ciekawy rok.
- Wiec z racji tego że nie bardzo pasujecie do wizerunku szkoły, bez obrazy. – Dodałam szybko. – Dostaliście wspólny pokój. Z podziałem na sypialnie i łazienki osobna dla Szadzia i dla dziewczyn. Jakieś sprzeciwy ?
- Rozumiem … – Odpowiedziała szybko Grelka, za to Szadziu zrobiło oczy jak spodki.
- Że co ?! Mam mieszkać w jednym pokoju … z nimi ? – Wskazał palcem na dziewczyny.
- Czy ty mnie słuchałeś ? – Zwróciłam się do chłopaka.
- No, jeden chłopak … Faktycznie, ma się czego bać. – Odparła Grelka po czym podparła podbródek na nadgarstku.
- Co to za szkoła, gdzie w akademiku dozwolone są pokoje koedukacyjne ?
- Masz osobną sypialnie i łazienkę jeden pokój będziecie mieć wspólny. Tylko wy tak macie jesteście wyjątkami. – Odpowiedziałam chłopakowi.
/Grelka Yamashita/
Po raz kolejny z wielkim zainteresowaniem obserwowałam jasne smugi śmigające po gładkich, brązowych deskach. Książka, którą aktualnie czytałam wylądowała na moim brzuchu, a ja wkładając ręce pod głowę wygodniej rozciągnęłam się na kanapie. Korzystając z okazji, że słońce nie świeciło mi prosto w twarz, swobodnie się przeciągnęłam, słysząc przyjemny chrzęst przeskakujących kości towarzyszący tej jakże wyczerpującej czynności. Zamknęłam oczy i bardzo głośno westchnęłam, jakby sąsiedzi mieli mnie usłyszeć i zaproponować osobiste usługi.
Kocham tę nieprzeniknioną ciszę, która zalewa mój umysł, a lekki szelest liści smyrających szybę okna całkowicie mnie uspokaja. Wszystko co zielone, delikatne, żywe oraz zaskakujące sprawia, że uwielbiam wsłuchiwać się w naturalne dźwięki przyrody. Jak każdego dnia o tej porze jestem w domu zupełnie sama, ale nie odczuwam wielkiej samotności, lubię odpocząć. To czas, kiedy mogę na spokojnie wszystko przemyśleć, bądź też ukoić nadszarpane nerwy. Ostatnio myślę stanowczo za dużo, ale cóż poradzić.
Uchylając powieki nieco się przekręciłam i odwracając kartkę przewertowałam kilka kartek, kontynuując czytanie lektury. Od zawsze fascynował mnie nierealny świat, a wampiry oraz anioły napawały jakby duchową energią. Każde z nich jest niesamowite, a zło i dobro łączy się w jedną istotę. Nie uważam, aby na przykład wampiry były złe, bo niby dlaczego? Równie dobrze piękny anioł może mieć serce diabła, a płytcy ludzie oceniają stworzenia, nie poznając ich bliżej.
Westchnęłam i ponownie odpływając zapatrzyłam się na ramkę, która dostojnie obejmowała zdjęcie, na którym brat podbiega do mnie i od tyłu niespodziewanie łapie za ramiona.
Tak… Być takim aniołem i wznieść się ponad wszystko, przydałyby mi się takie skrzydła… Uwolnić się od przyziemnego chaosu i gwaru, spojrzeć na świat z dobrocią, ochronić każdego, pomóc zupełnie bezinteresownie…
Potrząsnęłam głową i leniwie przekręciłam się na drugi bok, w rezultacie zawieszając ręce na kolanach.
- Rany, rany… Za dużo czytam takich książek… – materiał sofy natychmiast się wygładził, a karmelowa półka na której stało wiele różnych ksiąg, kulturalnie przyjęła jedną z nich.
Podeszłam do biurka i od razu usiadłam na obrotowym krześle, do połowy kładąc się na blacie. Smętnym wzrokiem zlustrowałam lekko zakurzoną szybkę, po czym przejechałam po niej kciukiem w celu starcia sinego brudu. Smutny, jednak pełen nadziei cień, odbił się w moich błękitnych tęczówkach.
- Gdyby tak przyjechał, zauważył… – szepnęłam, wpadając w bezdenną otchłań myśli, którym nie śniło się mnie wypuścić.
Dzisiaj mam chyba szczęście. Słysząc rozchodzący się dzwonek niechętnie zaczęłam schodzić na dół. Kogo znowu niesie? Nie można w spokoju posiedzieć w domu? Egh…
Chociaż nie, mamy taki ładny, pogodny dzień. Gorzej być nie może!
Łagodny uśmiech przyozdobił moją twarz, a ja sunąc palcami wzdłuż poręczy, na samym końcu przeniosłam je na klamkę. Do pomieszczenia wpadło więcej światła, a ja spokojnie pozwoliłam sobie na szersze otworzenie drzwi.
Kto to jest?
- Dzień dobry. Ty jesteś Grelka, mam rację ?
- Dzień dobry…. Tak, to ja… – dosyć niepewnie spojrzałam na kobietę, która o dziwo znała moje imię, a ja ją pierwszy raz na oczy widzę.
- Cieszę się. Są może twoi rodzice w domu bo mam do nich i do ciebie pewną sprawę.
- Przepraszam bardzo, ale kim pani jest? – dokładnie obserwowałam jej każdy choćby najmniejszy ruch. Na prawdę, nie wiem kto to jest. – Nie, rodziców nie ma… I przez najbliższy czas nie będzie…
- A nie wiesz dokładnie o której będą ? Bo to naprawdę pilne, wytłumaczę ci wszystko i to dokładnie. Tyle że wiesz ta rozmowa nie nadaje się na takie miejsce.
- A tak, tak, proszę bardzo. – przechyliłam się w bok, zapraszając kobietę do środka. Po chwili zamknęłam drzwi i wskazałam na salon – Taty nie ma cały czas… – spojrzałam gdzieś na bok – A mama pracuje do późna, tak więc w najbliższych dniach nie zastanie jej pani w godzinach dziennych jak i wieczornych.
- W takim razie kto się tobą opiekuję ? Bo takiej decyzji raczej nie możesz podjąć osobiście bez konsultacji z rodzicami.
Uśmiechnęłam się łagodnie – No jak to kto? Przecież moja mama bywa w domu, więc nie jestem sama, a w dzień umiem się sobą zająć. Czasami siedzę z nią po południu, ale to gdy ma na nocną zmianę. Przykro mi, jedyne co mogłoby pani pomóc, to telefon, nic więcej. Mama niestety nie może się zwolnić, ale przecież ufa mi i jestem pewna, że nie będzie najmniejszego problemu w żadnej sprawie, ale o co dokładnie chodzi? – Usiadłam na mięciutkiej, niebieskiej kanapie.
- Chodzi o to że zostałaś przepisana do szkoły o nazwie „Avallon” gdzie pełnie miano dyrektorki. Jutro jest rozpoczęcie roku szkolnego w ów szkole i przyjechałam osobiście aby cię tam zabrać. Ale w takiej sytuacji to może być problem.
- Zaraz, zaraz… Przepraszam bardzo, ale to musi być jakaś pomyłka. Nie składałam żadnych papierów do szkoły o nazwie „Avallon”, to musi być jakieś nieporozumienie. – zmarszczyłam brwi zupełnie nie rozumiejąc tej całej sprawy. Jak to jutro początek? W ogóle gdzie to jest? I ja? Przecież nigdzie się nie pchałam…! – Nerwowo zmierzwiłam swoje włosy, co rusz zakręcając palcami ich jeden kosmyk.
- Spokojnie Grelko, wiem że to nie typowa sytuacja sama o tym fakcie dowiedziałam się kilka dni temu. Chciałam to odkręcić ale nie wyszło, a twoje dokumenty zostały już przesłane do „Avallon”. Na niedomiar złego jest to szkoła z obowiązkowym internatem. Zresztą powinien do ciebie przyjść już dawno list w tej sprawie.
- Słucham?! – mimowolnie podniosłam głos, jednak po chwili nieco ochłonęłam i zaczęłam spokojnie rozmawiać – Ja rozumiem, że może jest to dla pani kłopot i że innego wyjścia nie ma, ale ja na prawdę nie chcę nigdzie iść, a do tego internat? Nie prosiłam się o takie zakwaterowanie, więc nie rozumiem w ogóle skąd te papiery… I kto je złożył? A listu jak nie było, tak nie ma.
- Jeśli chodzi o papiery to musiał być to jakiś błąd w systemie oświaty. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zresztą widzę że jesteś sympatyczną dziewczyną kto wie może ci się w „Avallon” spodoba. W tej teczce masz podstawowe informacje dotyczące akademii. Przejrzyj je teraz proszę.
- Ale… – przerwałam, widząc dosyć ciekawą rzecz. Wzięłam ją w ręce i szybko otworzyłam, zaczynając czytać. Nie powiem, dosyć interesujące… Ale przecież już chodzę do liceum, niedawno się zapisałam. Znowu mam zmieniać szkoły? I to na jakąś, o której nigdy nie słyszałam.? – Po chwili szeroko otwierając oczy spojrzałam na kobietę – To jest jakiś żart?
- Obawiam się ze nie.
- Przecież to… – wstałam, zaciskając na piersi teczkę – To jest niemożliwe ! Świat fantasy… Wampiry… Kotołaki… To nierealne, jakaś magia… – uniosłam do góry głowę, uporczywie obserwując biały sufit. To na pewno jakiś żart, nie ma szans, aby coś takiego istniało, a ja została tam przyjęta. Przez przypadek w dodatku…
- Podoba mi się twoja reakcja jest bardzo pozytywna. Prawda na temat „Avallon” jest ściśle trzymana w tajemnicy. Dlatego sama jestem zaskoczona że zdarzyło się coś takiego. Znowu zapomniałam o swoich manierach. Nazywam się Alanna Sunbright i jakby to delikatnie ując nie jestem człowiekiem.
- Kocham świat magicznych istot… – ponownie mój wzrok skierował się na jej osobę – Miło panią poznać… Znaczy się… To kim pani jest? – zainteresowana zbliżyłam się do czerwonowłosej.
- Ja drogie dziecko jestem po części wampirem a po części elfem.
- Nie wierzę… – z wrażenia przysiadłam bok niej – Pani to na serio mówi ?
- Ależ oczywiście – wampirzyca uśmiechnęła się szeroko, ukazując swoje długie kły – Chciałabyś dowiedzieć się czegoś jeszcze?
- Łaaaał… – wstrzymałam oddech, nie mogąc uwierzyć, że takie rzeczy mogą dziać się na prawdę – Rozumiem… Ale jeśli moja obecność ma być pomyłką czy przypadkiem, niestety nie mogę się zgodzić.
- Wiesz w obecnej sytuacji albo mam do wyboru sprowadzić was do „Avallon” albo ujawnić prawdę o akademii.
- Czy to nie jest zakrawa na szantaż? – zerknęłam na nią uważnie – Jeśli o to chodzi, nikomu nic nie powiem, ale jak mniemam to i tak niczego nie zmienia. – wyciągnęłam dłonie i schowałam w nich twarz, wzdychając dosyć głośno.
- Może i zakrawa, co i tak nie zmieni faktu że będziesz uczęszczać do „Avallon”. Chyba się mimo wszystko z tego cieszysz ?
- Wie pani… – pokręciłam nerwowo stopą – Nie wiem czy mam się zgodzić. Tak nagle dostaję taką propozycję, wręcz nie do odrzucenia… Istnieją wampiry i inne stworzenia z baśni i fantasy… Nie jestem pewna czy będę tam pasować, a tak w ogóle nie posiadam żadnych zdolności. Chociaż z drugiej strony taka szansa nigdy więcej się nie powtórzy…
- Mimo wszystko mam nadzieje że się zgodzisz poza tym nie tylko ty zostałaś tak nagle przeniesiona do „Avallon”. Poza tobą są jeszcze trzy inne osoby. Dwie z nich już na nas czekają w samochodzie, który stoi pod twoim domem.
Od razu się ożywiłam słysząc, że nie jestem tą jedyną, ‚przypadkową’. – W takim razie… Mogę spróbować. Nadal nie jestem do tego przekonana, ale jeśli się nie zgodzę to wiem, że będę żałować. – oddałam kobiecie teczkę z papierami – Jeśli chodzi o mamę, jestem pewna, że się zgodzi. Jeśli pani chce, mogę do niej później zadzwonić i przekazać, aby przyszła do szkoły lub jeśli to przeszkadza po prostu spotkać się w jakimś miejscu.
- W takim razie jeśli to nie problem to spakuj swoje rzeczy. Gdy będziesz już gotowa przedzwoń do swojej mamy że jeśli to nie będzie problem za dwa dni spotkam się z nią u niej w pracy i wszystko dokładnie wyjaśnię, poza tym ty pojedziesz tam ze mną.
- Ym. – wstałam, grzebiąc w kieszeni spodni – Rozumiem. Za chwilkę zejdę, a do mamy zadzwonię już teraz. – to mówiąc zaczęłam wchodzić na górę, nasłuchają sygnału.W trakcie rozmowy pakowałam do walizki wszystkie potrzebne rzeczy. To jest jak jakiś sen. Zawsze tyle czytałam, marzyłam, a teraz co? Będę mogła zobaczyć na własne oczy te wspaniałe istoty… Zapowiada się dosyć ciekawie, huh, może przynajmniej na chwilę zapomnę o wielu sprawach. Domknęłam suwak i mocno łapiąc za ciężką rączkę, powolutku zeszłam na dół do pani Sunbright. Może i wyglądam na spokojną oraz kruchą, ale na pewno taka nie jestem. Walizka nie sprawiała mi kłopotu.
- I jak zareagowała twoja mama ? Chyba nie była zbytnio zadowolona.
- Nie. – odpowiedziałam spokojnie – Tak jak myślałam. Powiedziała, że jeśli taka szkoła mi pasuje i chcę spróbować czegoś nowego, nie ma nic przeciwko. Oczywiście chce dowiedzieć się czegoś więcej, więc na pewno będziemy musiały do niej iść.
- To się cieszę, teraz już chodźmy bo po jeszcze jedną osobę musimy jechać, a mam obawy że pozostałe dwie które na nas obecnie czekają pozabijały się albo zdewastowały mi auto.
Stanęłam w miejscu zdziwiona jej słowami, ale po chwili posłusznie otworzyłam drzwi. Ostatni raz spojrzałam na mieszkanie, po czym zdecydowanie przekręciłam kilka razy klucz.
Zaczyna się nowe życie ?
/Alanna Sunbright/
Zaczekałam aż dziewczyna zamknie drzwi i skierowałam się wraz z nią w stronę nieopodal stojącej limuzyny. Powoli zaczynałam nabierać obaw, Grelka wydaje się być spokojna i grzeczną dziewczyną. Ta dwójka która siedzi teraz w samochodzie może źle na nią wpłynąć.
- Daj mi swoją walizkę i wchodź do samochodu. Tylko nie przeraź się, sama nie wiem jak może wnętrze wyglądać i czy tych dwoje jeszcze żyje. – Uśmiechnęłam się szeroko starając się w ten sposób przekonać Grelke że żartuję.
- Tak, tak . . . – Wzięłam od dziewczyny walizkę i podałam ją mojemu pomocnikowi który zapakował ją do bagażnika. Grelka wydawała się być bardzo szczęśliwa, i widać nie obawiała się spotkania z tą szarańczą która już siedział w limuzynie. Ja za to najchętniej bym postała sobie jeszcze trochę tak, by tylko możliwie jak najbardziej opóźnić to ponowne spotkanie z Szadziem i Akemi. Wzięłam głęboki oddech i szybko wsiadłam za dziewczyną do samochodu. O dziwo był w dobrym stanie, a Akemi i Szadziu milczeli jakby byli na siebie obrażeni może to i lepiej ?
- Grelka to są Szadziu Owl i Akemi Hatakeyama. Akemi, Szadziu to jest Grelka Yamashita.
- Witam kolejną ofiarę ! – odezwał się chłopak
- A ten znowu swoje. – Dziewczyna jedynie w odpowiedzi na takie powitanie, lekko się skłoniła.
- Ofiarę ? – Spytała zdziwiona.
- Nie przejmuj się nim. – Akemi podała Grelce rękę uśmiechając się do niej jednocześnie.
- Jasne. – Grelka odwzajemniła uśmiech dziewczyny. – Miło poznać.
- Ciebie nikt nie pytał o zdanie – Szadziu zmierzył lekceważącym wzrokiem Akemi. – Ofiarę naszej pani wampi-rektor – Chłopak uśmiechnął się „promiennie” do Grelki.
- Szadziu jak możesz ? Już chyba cię prosiłam o to byś sobie to darował. – Zmierzyłam chłopaka chłodnym spojrzeniem zaczynał już przesadzać. Grelka natomiast nie zrażona jego słowami odpowiedziała.
- Oj tam ofiarę… Założę się, że pani jest porządną wampirzycą.
- Dziękuje Ci Grelko. – Uśmiechnęłam się do niej, coraz bardziej lubię tę dziewczynę.
- Porządna wampirzyca ? – Chłopak był zdziwiony reakcją dziewczyny.
- Mówię, co widzę. – Stwierdziła.
- Szadziu chcesz mieć specjalny nadzór w szkole ? Bo się o to prosisz. – Nie wiem może to ze mną jest coś dziś nie tak, ale chłopak daje mi się we znaki.
- Już zaczęłaś się podlizywać ? – Rzucił rozzłoszczony.
- Ja popieram pani decyzję. – Wyrwała się entuzjastycznie Akemi. Grelka na to tylko wymownie uniosła jedną brew. – Grelka zignoruj go proszę. Ma chyba dzisiaj zły dzień. – Zwróciła się do dziewczyny.
- Tak, jak widzę to ma takie chyba codziennie.
- Szadziu, Ty sobie chyba grabisz. – Akemi za to nie mogła powstrzymać się żeby dalej nie dokuczać chłopakowi.
- Dzień taki jak zwykle, codziennie zostaje porwany przez wampira, i osadzony w samochodzie z trzema babami… – Stwierdził chłopak.
- Szadziu trochę kultury. – Pouczyłam chłopaka który nic sobie z tego nie zrobił.
- No i widzisz, wszystko jasne. – Rzuciła uradowana Grelcia.
- To musi być dla niego cios, pani dyrektor. – Akemi uśmiechnęła się złośliwie w stronę Szadzia.
- I zawieziony do szkoły dla specjalnych uczniów … – Odpowiedział chłopak patrząc wymownie na Akemi.
- Taki biedny, samotny rodzynek. – Dziewczyna nie robiąc sobie nic z jego słów, poklepała chłopaka po ramieniu. Szadziu szybko strącił jej rękę i rzucił.
- Klepać to sobie możesz … – Grelka szybko zasłoniła dłonią usta aby się nie roześmiać.
- Co ? – Zapytała Akemi mrugając zabawnie powiekami.
- Akemi nie dolewaj oliwy do ognia. – Zwróciłam się do dziewczyny. – Mam nadzieje że się jako tako uspokoicie podczas tej podróży. – Nie zwracając na mnie zbytniej uwagi Grelka odciągnęła na bok dziewczynę.
- Akemi, może mi powiesz . . . Masz jakieś specjalne zdolności albo coś takiego ?
- Spokojnie ? Trzy kobiety zamknięte w samochodzie i ma być spokojnie ? – Wypalił Szadziu, ja natomiast ukryłam twarz w dłoniach. Teraz to się zacznie . . . Coś czuje że ten dzień zakończy się czymś co doszczętnie wyprowadzi mnie z równowagi.
- Nie doczekanie twoje … – Dokończył pod nosem, co zignorowałam.
- Ja jestem spokojna cały czas – Wyczułam na sobie wzrok Akemi. – Ja? Hmm… mam dosyć dobrą intuicję i czasami jakieś sny mogą mi się sprawdzić. – Odpowiedziała Grelce
- Oo, to ciekawie… Przynajmniej nie jakiś przypadek … – Słysząc te słowa odsłoniłam twarz patrząc w stronę Grelki, ta wydawałoby się że odpłynęła gdzieś myślami.
- Jaki przypadek? – Akemi zmartwiona uważnie przypatrywała się Grelce.
- Aa tam, nie ważne… – Dziewczyna machnęła tylko ręka i wbiła wzrok w szybę.
- Taa … spełniające się sny o porwaniu przez wampira … – Rzucił lekceważąco Szadziu.
- Pogryzę cię zaraz. – Akemi zmrużyła oczy jak kot kierując wzrok na chłopaka.
- Proszę bardzo … – Nim chłopak zdołał coś jeszcze powiedzieć ucięłam jego wypowiedź ostrzeżeniem.
- Szadziu jak nie przestaniesz prowokować Akemi i uprzykrzać nam podróż, użyje zaklęcia aby cie uciszyć.
- Nie trzeba. Nie odezwę już się do niego. – Stwierdziła Akemi i przysunęła się bliżej Grelki
Nie ma to jak front kobiet… – Mruknął Szadziu pod nosem.
- Zaczynacie mi grac na nerwach a jestem cierpliwą osobą. Spokój ma być ! – Wydarłam się, wszystko ma swoje granice.
- Co by nie mówić, prawda w oczy kole i dlatego chcecie mnie uciszyć – Uśmiechnął się promiennie Szadziu czym jeszcze bardziej mnie zdenerwował.
- Niech pani nie krzyczy. Złość piękności szkodzi. Niech pani spojrzy na to inaczej. Gorzej już być nie może. – Dziewczyna posłała mi pocieszające spojrzenie.
- To się jeszcze okaże Akemi. – Szadziu słysząc słowa dziewczyny wybuchł śmiechem. Natomiast Akemi ignorując moje słowa zmartwiona zwróciła się do Grelki.
- Grelciu? Wszystko w porządku ? – Ja za to nie wytrzymałam. Mrucząc cicho zaklęcie pod nosem skierowałam swój wzrok na Szadzia. Po chwili na jego twarzy pojawił się knebel. – Niech tylko ktoś to skomentuje a skończy tak samo. – Prychnęłam rozdrażniona w stronę dziewczyn. Szadziu nie zadowolony posłał mi chłodne spojrzenie natomiast, Akemi tylko przelotnie rzuciła wzrokiem w stronę przedmiotu jakim uciszyłam Szadzia i machnęła na to ręką. Za to chłopak już się niczym nie przejmując, wzruszył ramionami i zaczął czytać dokumenty. Biorąc kilka razy głębszy oddech, już trochę uspokojona zwróciłam się w stronę dziewczyn.
- Akemi proszę nie drażnij się więcej z Szadziem, a ciebie Grelka przepraszam za nich.
- Ależ nic nie szkodzi. – Odpowiedziała spokojnie dziewczyna w dalszym ciągu oglądając wnętrze samochodu.
- Szadziu będziesz już spokojny ? Jeśli tak to zdejmę knebel.
- Grelciu, wszystko w porządku ? – Ponowiła swoje pytanie Akemi. Grelka w odpowiedzi tylko łagodnie się uśmiechnęła w stronę dziewczyn i skinęła głową na ‚tak’. Za to chłopak skierował swój wzrok w moją stronę i wzruszył w odpowiedzi ramionami. Akemi westchnęła jedynie i oparła głowę na oparciu, wpatrując się w sufit. – Jakby Szadziu mówił, to byłoby trochę weselej. – Mruknęła, Za to chłopak słysząc jej słowa zaczął spoglądać na nią ze zdziwieniem.
- Grelka a jak ty uważasz ? – Grelka oprał głowę o szybę i zaczęła bawiąc się swoimi włosami. W samochodzie panowała niezwykła cisza. Byłam w stanie wyczuć jak Grelka i Akemi są zdenerwowane jak mniemam przez całą tą dziwną sytuację. Na potwierdzenie moich domysłów odezwała się ponownie Akemi. – Ta cisza mnie lekko przeraża. – Po czym zamknęła oczy. Po chwili jak by do Grelki doszły moje słowa odpowiedziała mi na pytanie.
- Tak samo jak Akemi, mi tam Szadziu nie przeszkadza. - Nie widząc sprzeciwu pstryknęłam palcami po czym knebel z ust Szadzia zniknął. Chłopak za to przyjrzał się uważnie dziewczynom raz jeszcze.
- Może źle was oceniłem … – Grelka nie zważając na słowa chłopaka, w dalszym ciągu przyglądała się szybie pewnie próbując dostrzec mijający za nią krajobraz. Za to Akemi była uradowana.
- Dobrze . . . – Wypaliła po chwil namysłu. – Szadziu, zaśpiewaj coś.
- To może wyjaśnię wam kwestie waszego zakwaterowania. O ile chcecie to wiedzieć. Zapytałam, a chłopak zaczął śpiewać . . .
- Laaast christmas I gave you my heart !
- Ja z chęcią posłucham. – Odpowiedziała Grelka i zaczęła się cicho śmiać, słysząc wykonanie chłopaka.
- Szadziu, Akemi chcecie wiedzieć ? – Zwróciłam się w stronę pozostałej dwójki zdając sobie sprawę że, czy chcę czy nie czeka mnie podroż pełna niespodzianek. Natomiast chłopak kontynuował swój recital.
- But the very next day…. you gave it away !!! – Akemi wybuchnęłam śmiechem i patrząc wesoło na chłopaka stwierdziła. – Masz niezły głos. – Przeniosła szybko spojrzenie na mnie i odpowiedziała. – Oczywiście.
- Dzięki. – Odparł chłopak przerywając swój występ. Grelka pokręciła jedynie głową widząc zachowanie tej dwójki, za to Akemi ciągle na mnie patrząc czekała na odpowiedz.
- To co z tym zakwaterowaniem ? – Ponaglił mnie Szadziu.
- No właśnie? Nie chcę trafić do pokoju z kimś, kto będzie mnie chciał pogryźć. – Wypaliła Akemi. Na takie zachowanie uśmiechnęłam się tylko, to będzie naprawdę ciekawy rok.
- Wiec z racji tego że nie bardzo pasujecie do wizerunku szkoły, bez obrazy. – Dodałam szybko. – Dostaliście wspólny pokój. Z podziałem na sypialnie i łazienki osobna dla Szadzia i dla dziewczyn. Jakieś sprzeciwy ?
- Rozumiem … – Odpowiedziała szybko Grelka, za to Szadziu zrobiło oczy jak spodki.
- Że co ?! Mam mieszkać w jednym pokoju … z nimi ? – Wskazał palcem na dziewczyny.
- Czy ty mnie słuchałeś ? – Zwróciłam się do chłopaka.
- No, jeden chłopak … Faktycznie, ma się czego bać. – Odparła Grelka po czym podparła podbródek na nadgarstku.
- Co to za szkoła, gdzie w akademiku dozwolone są pokoje koedukacyjne ?
- Masz osobną sypialnie i łazienkę jeden pokój będziecie mieć wspólny. Tylko wy tak macie jesteście wyjątkami. – Odpowiedziałam chłopakowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz