niedziela, 22 lutego 2015

Noc 12 - Ból i zagadka

   Co ten nadęty idiota sobie myśli ?! Nie pozwolę na takie traktowanie, niech no tylko się tu pokarze a nie ręczę za siebie . . .
- Aż mnie korci aby spytać co się stało, ale patrząc jak mierzysz te drzwi normalnie się ciebie boje ^^’ – Strażnik posłał mi wymowny uśmieszek. Nic nie odpowiedziałam tylko walczyłam z nieprzyzwoitą chęcią wprawiania do tej komnaty, i wyrzucenia jej właściciela przez balkon. Po nie długiej chwili drzwi się uchyliły, Książe był już przebrany w zwiewna i niemal przeźroczysta ciemno bordową koszule i długie równie zwiewne już nie tak prześwitujące spodnie. Spokojnie mogłam dostrzec wyraźne rysy mięśni, mimo wszystko to przystojny facet. Momentalnie skarciłam się za takie myśli, jakim prawem ja myślę o nim choć trochę pozytywnie ?! W czasie kiedy ja nie bardzo mogłam oderwać od Księcia oczu, ten odesłał strażnika gestem i przeniósł wzrok na mnie. Gdy elf znikną w ciemności korytarza, Kale wyszedł z komnaty i podszedł do mnie.
- Znając twój charakterek pewnie zrobiłabyś niezłą scenę. – Posłał mi uśmieszek pełen wyższości i satysfakcji. Wstałam i mierzyłam go groźnym spojrzeniem, cała czerwona na twarzy z wściekłości.
- Podejdź o krok bliżej a wprowadzę mój plan w życie.
- Chcesz się droczyć ? Nie wygrasz tej walki wiesz o tym prawda ?
- Coś taki pewny siebie ? Chcesz się przekonać na własnej skórze, że nie jestem osobą z której możesz zrobić swoją osobistą zabaweczkę.
- A ty ciągle swoje Lunitari. Kto powiedział że masz być moją zabawką, może nie oto mi w ty wszystkim chodzi ?! – Jego głos był głęboki i niezwykle hipnotyzujący kiedy wypowiadał słowa. Zapatrzona w jego oczy nie dostrzegłam kiedy stał zaledwie o 2 kroki ode mnie. Drgnęłam gdy jego dłoń znalazła się tuż koło mojej twarzy. Przeklinałam się w duchu że jak to się skończy policzę się z Illidanem.
- Mówiłam że masz się nie zbliżać . . . – Mój głos drżał, ale nie bardzo wiedziałam dlaczego.
- Coś się stało ?! Już nie jesteś taka harda jak wcześniej. – Uśmiechnął się do mnie w specyficzny sposób, swoje zadowolenie z takiego obrotu sytuacji. Jedno wiedziałam na pewno, jeśli teraz się poddam jego mocy to będzie coś czego nie będę mogła sobie wybaczyć . . . NIGDY !! Zamknęłam na chwile oczy aby oczyścić umysł. Nie trwało to długo zaledwie kilka sekund. Otworzyłam oczy. Kael był już zbyt pochłonięty delektowaniem się ze zwycięstwa, które wymknęło mu się tuż przed końcem tej małej bitwy charakterów. Zarzuciłam mu ręce na szyje, przysuwając go tym samym bliżej siebie. Na jego twarzy pojawił się pożądliwy uśmiech połączony z satysfakcją. Aksamitnym i uwodzicielskim głosem wyszeptałam mu do ucha.
- Może i ty zacząłeś tą zabawę Książe, sprowadzając mnie do tego pałacu. Ale ja ją zakończę w tym oto miejscu. Zacisnęłam mocniej ręce na jego karku i z całej siły na jaką było mnie stać wymierzyłam cios z kolana w czułe miejsce. Ten momentalnie odsunął się ode mnie i zgiął się trzymając się w bolącym miejscu.
- NIE CZUŁA JĘDZA !!! – Wysyczał.
- Było się ze mną tak bawić ? Masz za swoje, powtórzę to raz jeszcze : Trzymaj swoje łapska z dala ode mnie. – Odwróciła się i zaczęłam iść ciemnym korytarzem, w przeciwnym kierunku niż ten w którym odszedł strażnik. Przez dłuższy czas nie było widać żadnych drzwi ani schodów. Ciągnął się prosto, po jakiś 5 minutach wolnego marszu w ciemnościach doszłam do ogromnych masywnych drzwi. Mimo panującego mroku byłam w stanie dostrzec kontury i misterne zdobienia. W duchu podziękowałam za bycie „Nocnym Elfem”, gdyby nie to pewnie kompletnie nic nie byłabym w stanie dostrzec. Z czułością przejechałam po drewnie, wyszukując tym samym klamki. Poczułam się jakoś dziwnie, kiedy tak sunęłam dłonią po idealnie wypolerowanym drewnie. Wrota nie były zrobione ze zwykłego drzewa, emanowała od nich silna magia. Zamknęłam oczy i zatrzymałam dłoń mniej więcej na środku wrót. Gdy w pełni oczyściłam umysł, synchronizowałam się z otoczeniem. Po dłuższej chwili byłam wstanie dostrzec swoim umysłem historie każdego przedmiotu. Niestety historia wrót nie chciała się ukazać, zamiast tego usłyszałam w swoim umyśle głos.
- Kim jesteś że śmiesz przerywać mój sen ?
- Jam jest ta która posiada dusze tej która niegdyś świeciła księżycowym blaskiem w śród swych braci.
- „Światła Księżyca”, tej dusze posiadasz ?
- Tak . . . Posiadam dusze Królowej Azhary. Czy pozwolisz mi wejść do tej komnaty ?
- Tyś zdradziłaś swych braci i pozwoliłaś na rzeź nie winnych istot, twa brudna dusza nigdy nie postanie w „Komnacie Księżyca”. Zhańbiłaś jego imię. Odejdź . . .
- Nim odejdę proszę wysłuchaj mnie, uczynisz to ? Pozwolisz mi opowiedzieć swoją historię ?
- Prosisz chowając swoją dumę, nie jesteś Azharą.
- Owszem nie jestem, jej dusza dała mi życie.
- Co masz na myśli ? Nie rozumiem twych słów.
- Jako pustą lalkę bez duszy, zamknięto mnie w krysztale. Gdyby nie zapieczętowana przed wiekami dusza „Nocnej Królowej”, nie byłabym w stanie uczynić żadnego dobra. Ciągle będąc więziona w kryształowym więzieniu.
- Jesteś Elfią królową, a zarazem nią nie jesteś. Co otrzymała ona, dusza w zamian ?
- Obietnice . . . Naprawienie zła wyrządzonego podczas zauroczenia.
- Bronisz ją . . . Nie mądrze . . .
- Nie bronie, opowiadam jej historię. Proszę pozwól mi wejść do komnaty, ale w pierw opowiedz swoją opowieść.
- Poświęciłem ci czas, odejdź ty która jesteś i nie jesteś „Światłem świateł”.
- Śnij po wieczność, niech nikt nigdy więcej nie mąci twego spokoju. – Zdjęłam dłoń z wrót i odsunęłam się kilka kroków w tył. To co się stało trwało tylko kilka sekund. Nigdy wcześniej nie czyniłam takich rzeczy. zakręciło mi się w głowie. Co się ze mną dzieje ? Zachowuje się jak bym była w transie . . . Opadłam na marmurową posadzkę i patrzyłam na wrota. Ku memu zdziwieniu wzory wyryte w drewnie zaczęły emanować srebrnym delikatnym blaskiem, zbliżonym do światła księżyca. Dostałam swoją „opowieść”. Na wrotach wyryty był symbol w kształcie drzewa życia, inaczej zwanego drzewem światów.
- Dziękuję. – Wyszeptałam i wstałam z zamiarem odejścia. Nagle usłyszałam czyjeś kroki, odwróciłam się. W moim kierunku szedł Książe. W milczeniu podszedł do wrót i położył na nich dłoń.
- Nigdy wcześnie, nie widziałem czegoś takiego . . . „Drzewo Życia”, ciekawe co to oznacza ? Co zrobiłaś ? – Szeptał nie odrywając wzorku od drewna.
- Tego sam się musisz dowiedzieć, nie mogę ci powiedzieć . . . – Powoli zaczynałam odchodzić, nie wiem czemu byłam dziwnie spokojna. Mimo iż kilka minut wcześniej kipiałam z wściekłości. Teraz nawet nie miałam ochoty na żadne sprzeczki. Wróciłam do komnaty Kaela i wyszłam na balkon. Nie wiem czemu ale w mojej głowie ciągle brzmiała jedna melodia. Zaczęłam cicho śpiewać . . .
6:30 winter morn
Snow keeps falling, silent dawn
A rose by any other name
Eva leaves her Swanbrook home
A kindest heart which always made
Me ashamed of my own
She walks alone but not without her name

Eva flies away
Dreams the world far away
In this cruel children’s game
There’s no friend to call her name
Eva sails away
Dreams the world far away
The Good in her will be my sunflower field

Mocked by man to depths of shame
Little girl with life ahead
For a memory of one kind word
She would stay among the beasts
Time for one more daring dream
Before her escape, edenbeam
We kill with her own loving heart

Eva flies away
Dreams the world far away
In this cruel children’s game
There’s no friend to call her name
Eva sails away
Dreams the world far away
The Good in her will be my sunflower field

 Pogrążona w dziwnym transie nawet nie zauważyłam, kiedy Książe zjawił się w komnacie. Podszedł i stanął koło mnie. Noc zrobiła się chłodniejsza i można było dostrzec kilka gwiazd na niebie.
- Dobranoc „Wasza Wysokość”. – Weszłam do komnaty i usiadłam przy niewielkim stoliku. Momentalnie usnęłam. Poranek miał się okazać dla mnie niezbyt przyjemny . . .
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz