sobota, 7 lutego 2015

Szkolna Magia - 5. Nieobecna pani Dyrektor cz.1

Offtop numer 2 : Nieobecna pani Dyrektor (część 1) – Czyli to co się dzieje kiedy wy jedziecie sobie limuzyną :D:D:D
/Gabinet Dyrektorki, godzina 7:30 rano przeddzień ceremonii./

- Waris jak wiesz, nie będzie mnie cały dzień masz dopilnować Akirę aby ten niczego nie zmajstrował. Dotarło czy masz zamiar po raz kolejny się kłócić ?
- Dotarło i nie musisz się drzeć z samego rana. – Wampir nie wzruszony agresywną postawą kobiety wstał z fotela jaki zajmował i udał się w stronę drzwi.
- Black, jak wrócę chcę aby szkoła była w nienagannym stanie.
- Jak zawsze Alanno, jak zawsze . . . – Waris machnął jedynie ręką i udał się na śniadanie. Czekał go dzień robienia za niańkę . . . Alanna pełna optymizmu i obaw  dopiła szybko swoją herbatę. Ubrała biały płaszcz i wyszła przed główny budynek akademii, po czym wsiadła do limuzyny i odjechała . . .

/Waris Black/

Po jakże interesującej rozmowie z Alanną i porządnym śniadaniu które smakowało parszywie. Pewnie kontrakt między Dariusem a kucharzami nadal trwa. Udałem się do swojej sypialni aby wypić odtrutkę. Schemat Dariusa nie zmienił się od 4 lat. Zawsze w przed dzień rozpoczęcia roku dodaje eliksir przeczyszczający do śniadania . . . Nie wiem czy on po prostu lubi uprzykrzać życie nowym uczniom, czy go to najzwyczajniej w świecie bawi. Wszyscy nauczyciele i uczniowie od 2 rocznika wzwyż ubezpieczają się na te okazje w odtrutkę. Siedząc tak w  swoim pokoju zastanawiałem się nad znalezieniem najlepszego sposobu pilnowania poczynań Akiry. Nie miałem ochoty robić za jego niańkę aż do powrotu Alanny. Też mam w końcu swoje sprawy do załatwienia. Taszczenie Akiry ze sobą w tym przypadku mijało się kompletnie z celem. Nagle doznałem olśnienia.
- No Akira, nareszcie mam okazje odpłacić ci się za te 3 lata dręczenia. – Powiedziałem do siebie, napawając się swoim geniuszem. Ciekawił mnie fakt czemu wcześniej na to nie wpadłem . . .

~~~~~*~~~~~*~~~~~*~~~~~*~~~~~*~~~~~

Czas płyną nie spiesznie. Dopiero co rozpoczął się ostatni dzień przed oficjalną ceremonią rozpoczęcia roku. Wszyscy tegoroczni uczniowie znajdowali się już na terenie akademii. Dyrektorka Sunbright z samego rana wybrała się po „specjalnych uczniów”. „Wieczorek” zapoznawczy z nowymi uczniami miał się odbyć tuż po ceremonii rozpoczęcia roku. A jak to zwykle bywa kiedy nuda doskwiera, a nauka się jeszcze nie zaczęła. Ktoś „inteligentny” postanowił zmącić delikatny spokój jaki panował do tej pory wśród białych murów szkoły magii „Avallon”. . .

/Keros Sato/

Była godzina 10:00, czyli gubo po śniadaniu, które jak zawsze smakowało beznadziejnie. Nie wiem czy to mnie się tak smak zmienił czy kucharze dalej mają układ z profesorem Dariusem . . . Siedziałem w swoim pokoju, oczywiście mojego współlokatora gdzieś wywiało. Nie powiem nie Aurel jest dobrym kumplem, ale czasem zachowuje się dziwacznie jak dziewczyna która ma „złe dni”. No co zrobić, to dziwna szkoła i dziwni ludzie . . . Spojrzałem ponownie na zegarek. Zmarszczyłem brwi kiedy to ujrzałem, że od ostatniego razu jak patrzyłem na to przeklęte urządzenie nie minęło nawet 5 minut.
- Tak być nie może. – Mruknąłem, i tak oto naszło mnie olśnienie ! Zabrałem swojego pluszowego tygrysa i udałem się do pokoju Akiry, w końcu z nim nigdy nie jest nudno. Pełen zamyślenia wpadłem na kogoś . . . Złota zasada : „Nigdy, prze nigdy nie wpadaj na inne osoby”.
- No jak łazisz, miernoto. – tekst niekontrolowanie wyrwał się z moich ust w stronę nie znanej mi osoby, gdyż ta stał tyłem i była ode mnie niższa . . .
- Mogę i być miernotą, przynajmniej nie jestem człowiekiem jak ty. – Chłopak odwrócił się w moją stronę. Miał lekko długie kruczo-czarne włosy, bladą cerę i czarne duże oczy.
- Jak już masz zamiar być rasistą spojrzałabyś najpierw w lustro dziewczynko.
- Widać ciągle jesteś dzieckiem skoro nie umiesz odróżnić laski od chłopaka.
- Nowy . . . Odpuść bo kroczysz po cienkim lodzie, masz ochotę zwiedzić gabinet medyczny ? – Posłałem chłopakowi wredny uśmieszek. Mimo wszystko jestem wyrozumiały, niech to dzieciak wreszcie doceni. Cierpliwość jak wszystko ma swoje granice czyż nie ?
- Wątpię aby to akurat mnie była potrzebna pomoc medyczna. – Oczy chłopaka zmieniły się z barwy czarnej na karmazynową. Chwila . . . No tak to było w drugiej klasie na „Rasoznastwie” . . . Cholera on jest wampirem ! Nigdy nie lubiłem wampirów, a co dopiero wkurzonych. Gdzie jest Akira kiedy jest potrzebny albo jakiś nauczyciel ?! Dobra zbierz się do kupy Sato, jesteś w końcu bardziej doświadczony. Myśl, myśl, myśl . . .
- Dobra mały krwiopijco, nie jestem w nastroju do bójek. Uznajmy po prostu że tej sytuacji nie było, i zacznijmy od nowa zgoda ? – Wyciągnąłem w jego kierunku dłoń w pojednawczym geście.
- Było zaczynać ? Teraz będziesz cierpieć. – Ledwo zdążyłem zrobić unik przed czarną błyskawicą jaką nowy posłał w moim kierunku. Kurwa, kim do cholery jest ten dzieciak ?! Bez znajomości magii wali 4 poziomowym zaklęciem od tak sobie !
- Dobra młody sam tego chciałeś. – Stworzyłem w okół siebie ognistą tarczę. Przydatna rzecz nawet przeciw magii mroku. Warto jednak chodzić na lekcje ^^. Po mimo mojej tarczy nowy postanowił zaatakować po raz kolejny. Tym razem zamiast jednej błyskawicy poleciały w moim kierunku trzy. Uniknąłem dwóch trzecia rozbiła się o tarczę. Wykorzystałem chwile kiedy to krwiopijca starał się wykombinować inna taktykę. Posłałem w jego stronę dwie ogniste kule poziomu 2, bądź co bądź nie chce zrobić chłopakowi krzywdy tylko dać mu do zrozumienia że nie ma szans. Jakie było moje zdziwienie kiedy to dzieciak uniknął jednej a drugą złapał w dłoń i zniszczył ją otulając czarno-fioletową mgłą.
- Tylko na tyle cię stać człowieku ? – Ten perfidny uśmieszek i ociekające ironią słowa. Walczyliśmy już trochę czasu a internatowy korytarz z każda chwilą wyglądał coraz gorzej i gorzej . . . Nagle jakby chłopak stracił zainteresowanie moją osobą i jedna z błyskawic, a chłopak ciskał już po 6 taki słodkich elektrycznych bajerków. Poleciała w osobą trzecią która to nagle pojawiła się na polu naszej „małej” sprzeczki.
- Keros z łaski swojej, jak masz się zamiar z kimś bić i to na magię to może by tak na zewnątrz a nie w budynku ? – Ten głos poznam wszędzie Shin Azuma, największa gnida jaką znam.
- Zamiast tak stać jak kołek może byś pomógł, dzieciak ma chyba nie pokolei w głowie ! – Warknąłem, starając się unikać to kolejnych błyskawic.
- Było go denerwować ? A z resztą co ja jestem „orkiestra świątecznej pomocy” ?! – Ta ironia . . . – Radź sobie sam. – I tak oto szkolna menda przeszła sobie obojętnie koło nas i zamknęła się w pokoju . . . Nic tylko pochlastać się ze szczęścia. Wampir widać wściekł się jeszcze bardziej na takie zachowanie i nie pozostało mi nic innego jak tylko salwować się ucieczką, lub załatwić dzieciaka. Oto proszę państwa dylemat życia ! Już miałem wysłać w stronę chłopaka salwę zaklęć 4 poziomu. Kiedy to na jego szyi uwiesiła się nauczycielka „Rasoznastwa” Rexena Vallaris.
- Alan kochanie moje tu jesteś ! – Wykrzyknęła uradowana. Zaraz, zaraz KOCHANIE ?? O.O
- Odejdź ode mnie natychmiast stara babo ! – Wysyczał.
- Ależ jesteś moim ukochanym bratankiem, jakbym mogła cię tu zostawić ?! Jeszcze rok szkolny się nie zaczął a ty już dokuczasz swoim kolegą. – Niczym nie wzruszona wskazała palcem na mnie.
- Pani profesor jeśli wolno mi coś powiedzieć . . .
- Kreos zejdź mi z oczu jeśli nie chcesz gipsować tych zdewastowanych ścian. – Zmrużyła wściekle oczy, a ton jej głosu był lodowaty. Aż mnie ciarki przeszły. Wzruszyłem tylko ramionami i poszedłem, co zrobić siła wyższa. Bez pukania jak to mam w zwyczaju wbiłem do pokoju Akiry, to co zastałem w środku wywołało u mnie największy szok . . .

/Alan Fujimaki/

Wstrętna wariatka !!! Jak zwykle musiała pojawić się w najmniej odpowiednim momencie. Już miałem pozbyć się tego robaka . . .
- Alan ile razy mam ci powtarzać abyś panował nad sobą ?
- A co mnie to obchodzi ?! – Warknąłem, Rexena jest utalentowana jak na wampirzyce ale brak jej piątej klepki.
- Twoja matka prosiła mnie abym miała na ciebie oko. Pamiętaj masz się nauczyć kontrolować swoją moc, a nie zabijać kogo popadnie.
- Wiesz że nie lubię kiedy ktoś się wtrąca w moje sprawy. – Zmrużyłem wściekle oczy. – Bądź co bądź Rexena ale jesteś na mojej łasce, więc pilnuj się. – Zacisnąłem swoją dłoń w okół szyi wampirzycy lekko wysuwając pazury, tak aby nie przebić skóry. 
- Dla ciebie Alan, pani profesor Vallaris i daruj sobie te szczeniackie groźby. – Niczym nie zrażona odciągnęła moją rękę i z przymilnym uśmiechem na ustach założyła mi coś na szyję. – To tak abyś nikomu krzywdy nie zrobił.
- Co to za badziewie ? – Zapytałem przyglądając się, amuletowi w kształcie tarczy księżyca.
- Ogranicznik wampirzych mocy, elficka specjalność. – Odpowiedziała z uśmiechem.
- Zdejmij mi to natychmiast !
- Sorki Alan ale tylko elf może to zrobić. Nie pozostaje ci nic innego jak się tylko z jakimś dogadać. – Nie zważając na moje przekleństwa i protesty, ta jedna wielka wampirza lafirynda poszła sobie. Wściekły udałem się do swojego pokoju w celu znalezienia jakiegoś rozwiązanie z tej beznadziejnej sytuacji.

/Yuuki Blue/

Było tak jakoś chwile przed 11:00, kiedy to jakieś dźwięki demolki oderwały mnie od właśnie czytanej książki. Spojrzałem pytająco w stronę mojego sublokatora, który jak się okazało smacznie sobie spał. Ja wiem że gapienie się przez cała noc w gwiazdy jest cholernie wyczerpującym zajęciem, ale nawet trupa obudziły by te trzaski. Gdy tylko podniosłem się z łóżka ów niepokojące dźwięki ustały. Zwalczyłem przemożną chęć powrotu do przerwanej lektury i wyszedłem na korytarz.
- O kurwa ! – Wyrwało się z moich ust. Cały korytarz był jednym wielkim gruzowiskiem. Niektóre lampy ledwo trzymały się na mocno pokiereszowanym suficie, z którego co chwilę sypał się tynk. Kafle na podłodze były zdewastowana na całym pietrze. Wyżłobione w nich ślady, przypominały coś na kształt zdrapań jakie robią koty. W tym przypadku ten musiał być ogromny. Ściany natomiast przypominały ser szwajcarski. Gdy oderwałem w końcu wzrok od tego pobojowiska, na jednym z końców korytarza poprzez unoszący się pył dostrzegłem Vallaris-sensei. Rozmawiała ona z jakimś nowym dzieciakiem. Mało mnie to interesowało więc skierowałem swój wzrok w druga stronę. Tak gdzieś przy końcu korytarza dostrzegłem Kerosa, stojącego jak głupi przed otwartym na oścież pokojem Akiry. Dokonując szybkiej analizy postanowiłem pogadać z nim i dowiedzieć się co zdarzyło się na korytarzu. Nagle z drzwi od jednego z pokoi otworzyły się. Stanął w nich Doku Festus dzieciak z mojego roku. Byliśmy w innych klasach, słyszałem że jest magicznym beztalenciem. Raz na jakiś czas zamienialiśmy ze sobą parę słów.
- Siema Yuuki . . . O w mordę! Co tu się stało ? – Zapytał oglądając korytarz.
- To chyba sprawka jakiegoś nowego, widziałem jak Vallaris z nim gadała chwile temu.
- Dobra, ale raczej sam tego nie dokonał.
- Obstawiam że Kreos dopomógł nowemu przy „remoncie” korytarza. – Posłałem Doku krzywy uśmieszek.
- A Fay co ? Nie był ciekawy tego co się stało ?
- Masz namyśli te „śpiąca królewnę” która dzieli ze mną pokój ? Jego nawet orkiestra denat postawiona koło łóżka nie jest w stanie obudzić.
- Twardy jest. – Stwierdził krótko Doku.
- Chodź wyciągniemy jakieś szczegóły od Kerosa. – Powoli do naszej dwójki zaczęli dołączać inni chłopacy. Każdy był ciekaw co się wydarzyło. Trochę czasu zajęło nam przedostanie się do Kerosa, który to nawet nie ruszył się o milimetr kiedy to wyglądałem na korytarz, a było to dobre 5 minut temu. Zacząłem się zastanawiać jaki to widok w pokoju Akiry wmurował go tak w podłogę. Położyłem dłoń na ramieniu chłopaka i lekko niem potrząsnąłem. – Yo! Keros co się stało ze stoisz tu jak debil ? – Spytałem normalnie Keros zaraz wydarłby się że nie jest debilem, ale tym razem ten tylko lekko odwrócił głowę w moja stronę i wskazał palcem na wnętrze pokoju Akiry. Nim zdążyłem tam zajrzeć Keros zaczął śmiać się jak głupi i tarzać po rozwalonej podłodze. Skrzywiłem się lekko uznając najnormalniej w świecie, że Sato ostatecznie zwariował i teraz to wszystkim ukazuje. Mimo wszystko postanowiłem zajrzeć do pokoju Akiry. Widok jaki ukazał się moimi oczom, sprawił że jak głupi przyłączyłem do tarzającego się ze śmiechu chłopak. Po niedługiej chwili pozostali chłopacy którzy mieli możliwość zajrzeć do pokoju Akiego także wybuchnęli gromkim śmiechem. Ale czemu tu się dziwić ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz