sobota, 7 lutego 2015

Koszmar IV - Czas przejściowy

    Przez pierwsze dwa tygodnie od śmierci Eweliny nie sypiałam prawie w ogóle, chyba że w ciągu dnia. Chodziłam jak struta . . . Nie chciałam sypiać, herbata stała się moją największą przyjaciółką, działała na mnie jak na innych kawa . . . Cały czas byłam drażliwa i zachowywałam się jak paranoiczka. Każdy dźwięk spadającego przedmiotu, krzyk z ulicy, wszystko to wzbudzało we mnie strach . . . Ostatecznie organizm nie wytrzymał . . . Los ponownie nie okazał się dla mnie łaskawy. Otwierając powieki pierwsze co zobaczyłam to ciało Eweliny . . . Przez pierwszych kilka godzin płakałam tuląc ją do siebie. Przez kolejne wykopywałam gołymi rękami jej grób . . . Następnie ją pochowałam i do końca tego koszmaru, odmawiałam wszystkie znane mi modlitwy . . . Nawet ryk ogłaszający nadejście bestii, nie oderwał mnie od miejsca w którym ją pochowałam . . . To był koszmar w którym, najbliżej było mi do podzielenia losu Eweliny i pozostałych nieszczęśników którzy trafili na to krwawe, wyklęte przez Boga pole śmierci . . .
Po całym tym zdarzeniu z tym małym słodkim aniołkiem którego nie udało mi się ochronić, omijałam szerokim łukiem każde życie . . . Nie chciałam przeżywać tego ponownie, ani sprawić swoją osobą by ktoś tego doświadczył . . . Tak oto mijał czas, ograniczałam swój sen. Chodziłam późno spać i wstawałam skoro świt, łapiąc w ciągu dnia kilka godzinek snu. Ogólnie i we śnie i na jawie zachowywałam się jak zombie. Wszystkie czynności wykonywałam machinalnie i bez entuzjazmu . . . Skecze kabaretów nie bawiły mnie, a najbardziej niesmaczne i okrutne horrory w telewizji nie wywierały na mnie żadnego efektu. Stan ten trwał jakieś pół roku, był tak wyczuwalny że nawet rodzina w końcu zwróciła uwagę że coś jest ze mną nie tak . . . Ostatecznie nikt nie wiedział co się dzieje . . . Nie zwierzyłam się nikomu, bo kto by uwierzył ? Sama wspominając to wszystko teraz uważam że kwalifikuję się do białego pokoju bez klamek . . . Z czasem gdy opowiedziałam to 4 osobom, wiem że nie powinnam była tego w sobie dusić. Zwłaszcza byłam powinna powiedzieć to moje przyjaciółce, siostrze z wyboru . . . Wiem już teraz że posiadanie tak oddanych przyjaciół jest największym szczęściem. Zwłaszcza takich jak moi, doceniam to dopiero po tych 4-5 latach. Sądzę że byłoby mi dużo łatwiej przejść przez to wszystko i nie zatraciłabym wtedy poczucia rzeczywistości . . . Czasu nie cofnę, ale wiem że stałam się dzięki temu trochę silniejsza . . . Lecz także zatraciłam część swego człowieczeństwa.
Te ciągłe koszmary znieczuliły moje podejście do świata . . . Ciągła przemoc, gwałty, morderstwa wydały się błahe na tle tego czego doświadczałam każdej nocy . . . A świadomość że nie ochroniłam Eweliny, prześladuje mnie każdego dnia . . . Czas potrafi być okrutny a los parszywy, jednak zawsze gdzieś w tym chaosie nieszczęścia pojawia się delikatne światełko. Światło to jest niczym płomień maleńkiej świeczki . . . Po prawie dwóch latach błąkania się po krwawych polach, płomień ten wydaje się tak jasny i czysty iż ciężko uwierzyć że jest prawdziwy . . . Tylko pytanie czy ktoś kto nie był w stanie dotrzymać obietnicy, jest godny ujrzeć ten płomyczek nadziei na lepsze jutro . . .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz