sobota, 7 lutego 2015

Szkolna Magia - 6. Akemi Hatakeyama

   Limuzyna zajechała można by powiedzieć ze do małego miasteczka jeśli nie wioski. Wampirzyca z gracją opuściła pojazd pozostawiając w nim jednego ze swoich . . . nietypowych uczniów. Pech chciał że od razu weszła w pokaźnych rozmiarów kałużę.
- Cudownie ja to ma szczęście. – Mruknęła pod nosem i korzystając z zaklęcia dyskretnie oczyściła ubrudzony płaszcz oraz buty. Przyglądając się jeszcze raz kartce z adresem skierował się w stronę jednego z domów. Gdy znalazła się już pod drzwiami, ponownie wahając się przez chwile wcisnęła dzwonek.

/Akemi Hatakeyama/

Znowu kogoś przywiało? Przecież od rana nie można zaznać spokoju. Jak nie domokrążcy, to ciotunie z wizytą. Nie mam zamiaru nikomu otwierać. W dodatku muszę w końcu wyrzucić tą choinkę. Kolki obleciały, a oczywiście kochani bracia umywają od tego ręce. – słysząc głos babci, który jasno dał mi do zrozumienia, że rodziców gdzieś wywiało, musiałam wstać z ciepłego fotela i pokonując ochotę do trzaśnięcia drzwiami, zeszłam na dół.
- Idź otworzyć, ale zapytaj kto tam jest!
Babcia, osoba kochana, cudowna, ale przesadnie ostrożna.
- Gdzie jest mama? – jak na złość nie było jej akurat w tym momencie. Nie dość, że zawsze muszę pędzić do telefonu, po którym i tak trzeba wołać rodzicielkę, to teraz jeszcze to.
- Wyszła do sklepu. Idź wreszcie otworzyć.
Podeszłam do drzwi i chwyciwszy za klamkę, pociągnęłam, stając twarzą w twarz z jakąś całkiem ładną kobietą.
- Dzień dobry. Czego sobie pani życzy? Tak na wstępie dodam, że nie potrzebuję żadnych kosmetyków, kołder, garnków, odkurzaczy, ani tym bardziej nie mam zamiaru zmieniać operatora telefonu. – wolałam mieć to już za sobą. Po co się ma biedna męczyć?
- Dzień dobry. Ja nie w tej sprawię, jak mniemam ty jesteś Akemi tak ? Są może twoi rodzice w domu ? Bo chciałabym z tobą i z nimi porozmawiać.
- Tak, to ja. Mamy niestety nie ma, ale zaraz powinna wrócić. Z kolei tata… – spojrzałam pytająco na zaglądającą mi przez ramię babcię, która pokazała mi dyskretnie kuchnię. – Chyba rozwiązuje krzyżówkę. – odwzajemniłam jej niepewny uśmiech.
- Cóż, jeśli to nie problem to chciałabym już teraz tą sprawę załatwić. Czas trochę nagli, więc wystarczy że twój tata będzie obecny podczas tej rozmowy. – Wzruszyłam ramionami i przepuściłam ją, aby weszła do środka. Gestem ręki wskazałam odpowiednie drzwi.
- Pani na dłużej, czy tylko tak… – przechyliłam głowę w bok, przypatrując się uważnie jej ubraniu. – Może zabrać płaszcz?
- Nie trzeba, to zajmie tylko tak na chwilę. – Mam taką nadzieję. Pomyślałam, chcąc jak najszybciej wrócić do swojego pokoju. 
- W takim razie proszę sobie usiąść. – podstawiłam jej krzesło i odwróciłam się w kierunku taty. – Ta pani przyszła sobie z nami porozmawiać. – Uśmiechnęłam się lekko, widząc konsternację na twarzy ojca. Nie to, żebym była jakoś specjalnie zdziwiona. Bo to niejeden próbował takimi zwrotami przekonać nas do zakupu jakiegoś sprzętu?
- Ach tak. W takim razie niech pani zaczyna. – stanęłam obok, patrząc z zaciekawieniem, jak też tata poradzi sobie w takich rozmowach. w końcu takie konwersacje przeprowadzała zawsze mama.
- Więc nie będę owijać w bawełnę, ta spraw dotyczy głównie pana córki. Została ona przyjęta do szkoły o nazwie „Avallon” w której pełnie role dyrektorki,. A z racji tego że jutro ma się odbyć rozpoczęcie roku przyjechałam ją zabrać. – Mina mi zrzedła i jedyne, na co mnie było teraz stać, to wpatrywanie się w rudowłosą kobietę z przerażeniem w oczach. Po niesamowitej ciszy, jaka zapadła, odważyłam się wreszcie coś powiedzieć.
- Bardzo mi przykro, ale ja uczęszczam już do innej szkoły i nie mam zamiaru przenosić się w ostatniej klasie, do tego maturalnej. Tak w ogóle, po kie licho mi to? – tata szturchnął mnie znacząco, uświadamiając boleśnie, że zachowuję się trochę niekulturalnie. – Dziękuję za ofertę, nie raczej z niej nie skorzystam. Chyba, że za rok, gdy będę się wybierać na studia. A tak w ogóle, to odkąd dyrektorowie sami przychodzą do domów po możliwych kandydatów do szkoły? To dla mnie nieco niepojęte i… Tato, powiedz coś wreszcie. – jęknęłam, zrezygnowana pasywnością rodziciela.
- Wiem że miałaś inne plany, ale to nie była moja decyzja. O tym fakcie że zaczniesz uczęszczać do „Avallon”, sama dowiedziałam się zaledwie przed kilkoma dniami. Starłam się to odkręcić ale na próżno, poza tym twoje dokumenty już zostały przesłane. Miał do ciebie przyjść list w tej sprawię. Wiem też że to nie typowe ale sądziłam ze lepiej będzie jak sama się pojawię i wytłumaczę tą sprawę. Poza tym proszę, w tej teczce znajdują się dokumenty dotyczące „Avallon”. Chciałabym abyś je teraz przejrzała. – Z wrażenia usiadłam na wolnym krzesełku i otworzyłam kartę teczki. 
- Bardzo śmieszne. – prychnęłam, widząc małą karteczkę. – Nie mam zamiaru wczytywać się w szczegóły. Chyba nie zrobi pani różnicy jedna osoba mniej w gronie uczniowskim? Nikt nie zauważy. Obawiam się też, że choćbym, powtarzam, choćbym chciała się przenieść, moja obecna szkoła nie pozwoliłaby na to, zważając na dobro nauki. W końcu to już końcówka!
- Zgadzam się z córką. To nie jest prosta sprawa. Pani chyba zależy, aby dzieci były w miarę pojętne. – zgromiłam wzrokiem tatę. Jak on coś czasem powie… – Tym bardziej jest to niemożliwe, gdyż nie dostaliśmy z żoną żadnego…
W tym momencie usłyszałam znajomy stukot obcasów o chodnik, a po chwili do domu weszła mama, trzymając w ręce siatki z zakupami. Spojrzała na dyrektorkę i posłała jej promienny uśmiech, a następnie podeszła do taty, podając mu jakąś kopertę. 
- Kochanie, przyszedł do nas list z jakiejś szkoły.
Westchnęłam z rezygnacją.
- Dzień dobry pani, powiem ze ten list przyszedł w czas. Zapomniałam się przedstawić nazywam się Alanna Sunbright i jestem dyrektorką ów szkoły i przyjechałam właśnie po pani córkę. – Mama zamarła z kurtką w ręku, aby po chwili odłożyć ją na szafkę, zdjąć buty i jak gdyby nigdy nic, układać na talerzyku zakupione ciastka i cukierki. Postawiła  to wszystko na stole. Następnie usadowiła się na moim krzesełku.
- Dlaczego akurat po moją córkę? – że też ja o to nie zapytałam. – Słyszałam o pani. Naprawdę jestem niezmiernie zadowolona, iż Akemi będzie mogła się u pani kształcić. Co prawda szkoła, o ile dobrze pamiętam nazwę: „Avallon”, jest owiana tajemnicą, lecz krążą słuchy o bardzo wykwalifikowanej kadrze pedagogicznej oraz świetnej atmosferze. – Nie mam pojęcia skąd o tym słyszała, ale zaczynało mi się to coraz bardziej podobać. Tajemnica? To moje drugie imię!
- Miło mi to słyszeć, nie sądziłam że ktoś słyszał o „Avallon”. Cóż jest jeszcze jedna sprawa. Akademia posiada obowiązkowy internat, a jak wcześniej wspomniałam rozpoczęcie roku jest już jutro więc, Akemi będzie się musiała spakować już teraz.
- Nie będzie wracała ze szkoły do domu? – tata wyraźnie posmutniał. Mnie też niespecjalnie podobał się ten pomysł. Byłam samotniczką, to fakt, ale to rodzina dodawała mi pełnej motywacji.
- Będzie wracać, z okazji świąt, ferii no i na wakacje. Ale jak państwu tak bardzo zależy możemy spróbować, aby wracała raz w miesiącu na weekend. Mimo wszystko do „Avallon” jest spory kawałek. – Rodzice wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia, a ja już wiedziałam, co to wróży. Pamiętam, jak mama wspominała ojcu o tym „Przybytku Tajemnic” i z tego, co dobrze kojarzę, był zachwycony i namawiał mnie do zapisania się na tamtejsze studia.
- A czy da się to jakoś powiązać z ostatnimi dwoma miesiącami jej szkoły? – Też byłam tego ciekawa, niemniej starałam się tego po sobie nie okazywać.
- Cóż niestety nie będzie to raczej możliwe. Przez pierwszy semestr Akemi będzie musiała się przyzwyczaić do nowego otoczenia. Nie chciałabym być nie uprzejma ale, musimy się spieszyć poza państwa córką do „Avallon” zostało przyjętych tak nagle jeszcze troje innych uczniów. Jeden z nich już czeka na nas w samochodzie, a trzeba jeszcze pojechać po pozostałą dwójkę.
- W takim razie nie pozostaje nam nic innego, jak się zgodzić. Jestem pewna, że córka nadrobi sobie te miesiące i z pewnością podejdzie do testu końcowego z większą wiedzą, niż obecnie.
No to pięknie. Nie ma to jak kochający rodzice.
Kiedy pobiegłam spakować swoje rzeczy, usłyszałam, że dyrektorka wyjaśnia dokładnie reguły panujące w szkole. Jeżeli myśli, że się i tak łatwo podporządkuję, to jest w błędzie. 
Po kilku minutach pojawiłam się z powrotem w kuchni, trzymając w rękach dwie walizki. 
- Widzisz, córciu. Twoje sny czasami się spełniają.
- Mamo! – jęknęłam. Czy ona zawsze musi wszystkim o tym mówić?
- No co? W końcu mówiłaś mi, że śniłaś o tym, jak to ktoś cię porwał i chciał wgryźć się w twoją szyję.
- Ale nie musisz o tym wszystkim rozpowiadać. W dodatku to tylko nic nie znaczące sprawy, a że akurat czasem coś się z tych głupot spełnia… – zamilkłam, widząc uważne spojrzenie rudowłosej.
- Sprawdziło się to, że wyjeżdżasz, a nie jesteś porwana. – mama ucięła dyskusję.
- Skoro jesteś już gotowa to możemy iść, zobaczysz spodoba ci się w „Avallon”.
- Mam taką nadzieję. – mruknęłam, żegnając się z połową rodziny. Właśnie… Bracia będą mieli niezły ubaw, jak się o tym wszystkim dowiedzą. Pesymistka? Niee, no skąd. 
Wyszłam przed nią i czekając na zewnątrz, zauważyłam, że pod bramą stoi całkiem niezła limuzyna.

/Alanna Sunbright/

Pożegnałam się z rodzicami dziewczyny i wyszłam za nią. Akemi z ciekawością przyglądała się limuzynie. Przyspieszyłam kroku i zrównałam się z dziewczyną. – Daj mi swoje walizki i wsiadaj do samochodu.
- Proszę bardzo. – Zabrałam od dziewczyny walizki i podałam mojemu podwładnemu który momentalnie wziął ode mnie bagaże i zapakował do bagażnika. Popchnęłam lekko dziewczynę aby ta już wsiadała, i nie zważając na jej miny wsiadłam za raz za nią do limuzyny. Chłopak podniósł oczy znad teczki i rzucił.
- Witam kolejna ofiaro . . . – Dziewczyna słysząc słowa chłopaka parsknęła śmiechem.
- Witam. A jaką ofiarą mam być?
- Czy ja wiem… ofiarą tej wampirki… ofiarą zesłana do jakiejś dziwnej „szkoły” specjalnej – wzruszył ramionami – Zobaczymy.
- Szadziu proszę nie strasz Akemi.
- Tak jest pani dyrektor! – Patrzyłam na tę dwójkę z powątpiewaniem teraz to dopiero będzie sajgon.
- A czy ja wyglądam na przestraszoną? Mam nadzieję, że się dogadamy, bo na sztywniaka nie wyglądasz.
- Pozory często mylą . . . – Słysząc te słowa dziewczyna posłała mu szatański uśmiech.
- Zobaczymy.
- Dobrze to może was sobie przedstawię. Akemi to jest Szadziu Owl i jest rok od ciebie starszy. Szadziu to jest Akemi Hatakeyama. – Ucięłam w ten sposób ich mała wymianę zdań. – Akemi jak mniemam nie zapoznałaś się z informacjami jakie ci dałam. Chciałabyś coś wiedzieć ?
- Np. o posiłkach naszej szanownej pani profesor ?
- Są tam u was jacyś w miarę przystępni uczniowie i nauczyciele? – Dziewczyna zerknęła na mnie w wymowny sposób aby mnie miała wątpliwości o co jej chodzi. Nim zdążyłam odpowiedzieć zerknęła w stronę chłopak i dodała. – A co, dla kadry jest coś specjalnego ?
- Szadziu daj już spokój kwestii mojego pożywiania się. Co do twoich pytań Akemi to jest na czym oko zawiesić.
- O matko … a ona jak zwykle tylko o jednym – Przewracając oczami Szadziu ponownie wrócił do przeglądanie taczki jaką mu dałam. Natomiast Akemi słysząc te słowa zacisnęłam dłonie.
- Nie uderzę Cię tylko dlatego, że jesteś starszy. – mruknęła.
- Przemoc fizyczna jest tylko jednym z wielu rozwiązań problemów… i to najczęściej tym najbardziej prymitywnym. – Odgryzł się chłopak. Patrzyłam tak na ich wymianę zdań zdając sobie coraz bardziej sprawę że to będzie długa i męcząca podróż.
- Proszę was uspokójcie się już, Szadziu ja wiem że jesteś typem samotnika ale daruj sobie na razie te ciche prowokacje.
- Dobrze postaram się mówić głośniej, pani profesor.
- Mam nadzieję, że będziesz pierwszą ofiarą pani dyrektor. – Ewidentnie dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z ukrytego podtekstu odnośnie mojej osoby ale starała się nie oddawać pola. Zmierzyłam chłopaka zimnym spojrzeniem. Jeszcze trochę i mi się tu zaczną kłócić i pomyśleć że miałam nadzieje że z chociaż z nimi nie będzie takich problemów.
- Akemi ciebie też proszę. I zaznaczam po raz kolejny nie pożywiam się na uczniach, mam swoją wampirza godność. – Nie wytrzymałam i podniosłam znacznie głos.
- Ciekawe… wampiry też maja godność… kto by przypuszczał…
- Dobra. – Westchnęła. – Przepraszam. – Po czym wyciągnęła rękę w kierunku Szadzia. Po chwili dopiero do dziewczyny doszedł sens wypowiedzianych przez mnie słów.
- To gdzie teraz jedziemy? – Szadziu nie zwracając uwagi na dziewczynę zadał mi pytanie. Ta natomiast ignorując jego pytanie wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Co ja się z wami mam ? – Mruknęłam pod nosem. – kolejna na liście jest . . . – sięgnęłam do płaszcza po kartkę. – Grelka . . . Niech to nazwisko się zamazało . . . – Normalnie fart jak nic. Podniosłam oczy na dziewczynę i dojrzałam w nich narastający strach.
- W-Wampirzą ? – wyjąkała.
- Ehh… kolejna ofiara… – Mruknął i wrócił do czytania.
- Tak Akemi jestem wampirzycą ale też jestem elfem. – Zignorowałam chłopaka, i postanowiłam uspokoić jakoś dziewczynę.
- Jakoś mnie to nie uspokoiło! A co Ty robisz? Zachowujesz się, jakby to była normalna rzecz. – Zwróciła się do chłopaka.
- A co mam robić? Wampir jak wampir… Tak czy siak wpadliśmy w jej sidła – Złowieszczy uśmiech pojawił się na jego twarzy. – Poza tym wygląda w porządku… nie to co moja ostatnia dyrektorka… tamta to był dopiero wampir…
- Ja wracam do domu! – Akemi zaczęła szarpać za klamkę, która nie spowodowała otwarcia się drzwi. Miała zamiar wysiać podczas jazdy czy co ? To tym bardziej uświadomiło mi że jest ewidentnie przerażona i to nie na żarty.  – Zamknięte!?
- Błagam was uspokójcie się . Akemi nic ci się nie stanie ani ze strony innych uczniów z Avallon, ani grona pedagogiczne jak i mojej więc proszę spokojnie. 
- Chociaż bardziej przypominała zombi – Po chwili namysłu dodał Szadziu.
- Moja wygląda jak wiedźma. – Widać słowa chłopaka podziałały bardziej uspokajająco bo dziewczyna lekko się rozluźniła. Ukryłam twarz w dłoniach załamując się na chwilę.
- Mam nadzieje ze się jakoś miedzy sobą dogadacie bo już podjeżdżamy pod dom Grelki. Akemi w tym czasie jak mnie nie będzie proszę zapoznaj się z informacjami z teczki jaka ci dałam, możne cie to bardziej uspokoi. – Nie czekając na dalszy ciąg wypadków szybko wysiadłam z auta i skierowałam się pod adres z kartki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz