niedziela, 22 lutego 2015

Noc 15 - Bolesny rąbek prawdy

     Na krótką chwilę odzyskam przytomność, leżałam na łóżku a wokół mnie kręciło się kilka osób. Niestety ból ciągle mi towarzyszył, przez co nie mogłam rozpoznać tych osób. Słyszałam jakieś głosy ale nie bardzo rozumiałam o co chodzi. Przez moje ciało przeszła kolejna salwa bólu, poczułam jak po moich plecach zaczyna spływać stróżka krwi. Z mojego gardła wydarł się przeraźliwy krzyk przepełniony bólem.
- … rodu … zabierz … do … ogrodu . . . – Jęczałam, nigdy wcześnie nie było to takie nie do wytrzymania. Wiedziała jedno, nie będę w stanie tego powstrzymać. Obecność przyrody mnie trochę uspokoi, przez co nie będzie to tak dotkliwe. Poczułam jak ktoś mnie podnosi, mimowolnie wtuliłam się w ciało tej osoby. Kolejna salwa bólu przelała się przez moje ciało. Mocno zacisnęłam pięści na szacie niosącej mnie osoby i jęknęłam głośno. Ponownie po moich plecach płynęła krew. Nie wiem kiedy znalazłam się w ogrodzie, pod palcami poczułam miękką chłodną trawę. Mimo iż ból był nie do zniesienia, zaczynałam powoli kontaktować. Powoli rozpoznawałam osoby wokół mnie, oraz rozróżniałam wypowiadane przez nich słowa.
- Lunitari co się dzieje ? Powiedz proszę ! – Alice przysiadła koło mnie i trzymała uspokajająco za dłoń. Podniosłam na nią oczy zamglone od przenikającego bólu i wysiliłam się na słaby uśmiech.
- To … nic takiego. Niedługo przejdzie. – Wzięłam głęboki wdech i syknęłam kiedy ból jeszcze bardziej się nasilił.
- Właśnie widzę że to nic takiego ! Krwawisz, i zwijasz się z bólu. – Kale prychnął, był wściekły.
- Proszę zostawcie mnie samą, zwierzęta się mną zajmą. – Z moich oczu płynęły łzy. – Proszę nie chce byście to widzieli. – Podniosłam oczy na Księcia, nie był zadowolony z moich słów. Widziałam jak odchodzi na bok z kilkoma strażnikami i o czymś z nimi dyskutuje. Po chwili wrócił i  przyklęknął na trawie tuż przede mną.
- Nasza trójka z tobą zostanie, zauważyłem że masz do nich zaufanie. – Nie podobało mi się to że Alice, Kriven i Kael zostali ze mną. Nie to żebym ich nie lubiła czy co, ale naprawdę nie chciałam aby widzieli to.
- Nie . . . nie chce abyście przy tym byli . . .
- Przestań tak mówić, i tak nikt nigdzie nie pójdzie do puki to się nie wyjaśni. – Kael najwyraźniej wiedział lepiej, uparty drań. Zacisnęłam mocniej zęby, po chwili poczułam jak skóra na moich plecach się rozrywa. Z głośnym krzykiem straciłam przytomność . . .

            ~~~~*~~~~*~~~~

Ocknęłam się, byłam przykryta czyimś płaszczem. Głowę miałam ułożona na czyiś kolanach, prawdopodobnie Alice. Poruszyłam się lekko.
- Ocknęłaś się już ? – Usłyszałam zatroskany szept Elfki.
- Tak, ale plecy dalej mnie bolą.
- To zrozumiałe. Po tym co się stało . . . – Głos jej się załamał. Nie wiem tylko czy dlatego że tak cierpiałam, czy dlatego kim jestem. W sumie tylko po części.
- Nie musisz mi współczuć, już się przyzwyczaiłam. – Powoli zaczęłam się podnosić, płaszcz lekko zsunął się z moich ramion. Obrzuciłam wzrokiem okolice. Kriven spał pod drzewem a Książe stał kilka metrów ode mnie i Alice. Odwrócił się i podszedł, usiadł na trawie i przyglądał mi się uważnie.
- Czemu od razu nie powiedziałaś, że jesteś aniołem ?
- Bo nie jestem . . . – Odwróciłam wzrok. – Przynajmniej nie w 100 %.
- Ale skrzydła masz, na dodatek srebrne i dosyć sporej wielkości. – Jego głos był spokojny, zabarwiony nutą niepokoju.
- Nie martw się „Wasza Wysokość” jutro mnie już tu nie będzie. – Poczułam na swojej twarzy dłoń Księcia, mimowolnie podniosłam na niego wzrok.
- Nie masz nawet bladego pojęcia co ?
- O czym ty mówisz ?
- Nigdzie się stąd nie wybierzesz w najbliższym czasie. Oczekuje wyjaśnień, zresztą musisz wrócić do zdrowia.
- Nie ma tu czego wyjaśniać. Zresztą nic mi nie jest. – Próbowałam wstać, no może w tym jednym wypadku Kael miał rację. Okazem zdrowia to ja nie jestem, zwłaszcza psychicznego. Po kilku nie udanych próbach w końcu stanęłam prosto. Po chwili jednak straciłam równowagę i z powrotem znalazłam się na trawie.
- Jednak chyba coś ci jest. – Prychnął. Nie wiem czemu tak się mną przejmował, popsute zabawki się przecież wyrzuca. Może rzeczywiście nie byłam jego zachcianką . . . Nie Luni nawet tak nie myśl. Alice wstała, cały czas milczała kiedy ja i Książe wymienialiśmy różnice poglądów na temat mojej osoby. Podeszła do Krivena i zaczęła go budzić. Oderwałam wzrok od dziewczyny w samą porę gdyż „Jego Wysokość” powoli zaczął się do mnie dobierać. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Odsuń się ! – Posłałam mu wściekłe spojrzenie. Jednak Kale nic sobie z tego nie zrobił, przysunął się jeszcze bliżej. Zamknęłam oczy w tej sytuacji nie miałam za bardzo jak się bronić. Ku memu zaskoczeniu Książe naciągnął mi na ramiona płaszcz którym byłam przykryta. Dopiero teraz zauważyłam że należał do niego.
- Co się tak boisz ? Nic ci przecież nie zrobię.
- A tak jakoś . . . – Spuściłam głowę, było mi trochę wstyd. Mimo wszystko Książe nie był taki zły. Owszem ma wady, ale przecież każdy je ma. – Przepraszam. – Wyszeptałam po chwili.
- Nie masz za co przepraszać, w sumie miałaś podstawy aby sądzić że coś mogę ci zrobić.
- Nie to nie, drugi raz przeprosin ode mnie nie usłyszysz. Zresztą nie ważne, nie powinnam była w ogóle przepraszać. – Wściekłam się trochę, ja staram się jakoś tu załagodzić sytuacje a ten co ?
- Może rzeczywiście nic ci nie jest, skoro dalej masz siłę pyskować. A może tylko chowasz się za maską ? – Nic nie powiedziałam. Wysunęłam tylko rękę z pod płaszcza i przejechałam nią na plecy badając ich stan. Pomimo ciągle rozwiniętych skrzydeł, rany ciągle były otwarte. Jak tak dalej pójdzie to wykrwawię się na śmierć, nie pozostało mi nic innego jak tylko ujawnić moich małych lekarzy. Przejechałam dłonią po bransoletce i wyszeptała kilka słów, w staro elfickim dialekcie. Po chwili kamienie rozbłysł delikatnym blaskiem. Z każdego kamienia wyleciał mały ognik, delikatnie uśmiechnęłam się do całej trójki. Nic nie musiała mówić, zakręciły w powietrzu małe kółeczka i zaczęły zajmować się moim ranami. Kael patrzył na to wszystko rozszerzonymi oczami.
- Jak to możliwe ? Jakim cudem posiadasz ogniki ?
- Prezent od przyjaciela. – Skłamałam, chodź nie powinnam, prawo zabrania. Przecież nie mogę powiedzieć mu prawdy ! Znając siebie niedługo pewnie i tak powiem mu.
- Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Co one teraz robią ?
- Te ogniki to moi mali lekarze, rany były ciągle otwarte.
- Rozumiem. Ile czasu będzie trwał ten proces ? Bo nie będziesz spać na trawie.
- Raczej wolę tu zostać. – Spuściłam wzrok. – A co do procesu to zależy. Nagle dostrzegłam na ręku Kale bandaż. Przysunęłam się do niego i wzięłam za zranioną rękę.
- Co ci się stało ? Wieczorem tego nie miałeś.
- Odwrócił głowę tak by nie patrzeć mi w oczy. Westchnął głośno.
- Nic takiego, nie ma się czym przejmować.
- Powiedz, to moja wina prawda ? To przeze mnie jesteś ranny ?
- Mówiłem już to nic takiego. Przestań się tym przejmować.
- Ale . . . – Przyłożył mi palec do ust.
- Cicho, koniec tematu. Co teraz zrobisz ? Mam namyśli skrzydła.
- Minimum tydzień czasu nie mogę ich schować. No chyba że mnie znowu naszpikujesz tą miksturą.
- Zastanowię się nad tym. – Posłał mi wredny uśmieszek. Wstał i podszedł do Alice i Krivena. Po krótkiej rozmowie jaką z nimi odbył, usiadł pod drzewa a owa dwójka podeszła do mnie i przysiadła na trawie.
- Lunitari jak się czujesz ?
- Ja chciałam was przeprosić . . . Powinnam była wam powiedzieć, że po części jestem aniołem. Teraz pewnie nie będziecie chcieli ze mną rozmawiać. – Spuściłam głowę, mimo wszystko elfy nigdy nie lubiły się z aniołami. Wszystko o jakieś kompleksy rasowe . . .
- Przestań gadać głupoty dziewczyno. Jesteś skarbem tego pałacu, Tylko ty jesteś w stanie trzymać w ryzach „jego wysokość”.
- Nie rozumiem o co ci chodzi Kriven.
- Dzięki tobie ten pałac odżył. A co do Księcia, nikt go nie umiał przegadać albo obrazić. Ty jesteś pierwszą taką osobą.
- Kriven dobrze mówi Luni. Jesteś nam tu potrzebna, zresztą twoje skrzydła są piękne. Mogę dotknąć ?
- Ehh dziękuję wam, naprawdę. – W moich oczach zaszkliły się łzy, nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takimi nawet moi pobratymcy nie wiedzą że jestem po części aniołem wyklęliby mnie. Uśmiechnęłam się do tej sympatycznej dwójki i przysunęłam jedno skrzydło do dłoni Alice.
- Naprawdę mogę ? – Dziewczyna nie dowierzała.
- Jasne, śmiało.
- Jejku . . . jakie one miękkie w dotyku i takie delikatne. Sama chciałabym, mieć takie.
- Nie przesadzaj już, niekiedy dają popalić sama byłaś świadkiem.
- Ojj tam przesadzasz. – Elfka wyraźnie byłą pochłonięta badaniem moich skrzydeł, za to Kriven wydawał się do tego wszystkiego podchodzić sceptycznie.
- Powinniśmy wracać do pałacu, Lunitari musisz odpocząć.
- Ale tu mi dobrze, a właśnie Kriven może ty wiesz co się stało „jego wysokości”?
- Skoro sam ci nie powiedział to ja nie mogę tego zrobić, przykro mi.
- A tam powiedz od razu że zabronił na mówić, a nie bawisz się w takie ceregiele. – Alice szturchnęła łokciem Krivena, ten tylko posłał jej krzywy uśmieszek.
- Jak chcesz siostrzyczko, oby potem na mnie nie było. – Posłał mi szeroki uśmiech, po czym dodał po chwili szeptem.
- Luni proszę tylko o jedno nie wydaj nas nikomu. W pałacu nie mogą pracować rodziny, jak się Książe dowie to nas wyrzuci.
- Nie macie się czym przejmować. – Uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam z pomocą Alice.
- Pomożesz mi dostać się do tego strumyka tam koło tego dużego krzaku ? – Wskazałam na jeden z większych krzewów po naszej lewej stronie.
- Jasne, tylko nie szalej nam teraz za bardzo. Ciągle jesteś blada.
- Nic mi nie będzie Alice. -  Podprowadziła mnie do strumyka, przysiadłam na jednym z większych kamieni i zamoczyłam dłonie w chłodnej wodzie. Przemyłam nią twarz i zamknęłam na chwile oczy. Mimo iż ta dwójka przyjęła to tak spokojnie w niedalekiej przyszłości to się zmieni. Elfy zaczną toczyć wojnę z aniołami. A wszystko to z jakiegoś błahego powodu. Elfy są zbyt dumne aby przyznać się do tego że idealną rasą nie są, za to anioły mają ten sam problem. Jakby się nad tym dłużej zastanowić to można powiedzieć, że obie rasy stoją na równi. No może anioły mają większe problemy z dyscyplina i pilnowanie przestrzegania własnego prawa, za to elfy niezwykle mocno związane są z naturą i wszczynają walki z ludźmi o niszczenie lasów. Ogólnie nie bardzo wiem po której stronie mam się opowiedzieć, zwłaszcza jak się znajduje w podobnej sytuacji co ja. Moje przemyślenia przerwał mała zabawa Księcia, złapał mnie w tali i przyciągną sadzając na swoich kolanach jak małe dziecko.
- Odbiło Ci !? Przestraszyłeś mnie, nie rób tak więcej. – Posłałam mu wściekłe spojrzenie z którego nic sobie nie robił.
- Przesadzasz. O czym tak rozmyślasz ? Powinnaś leżeć teraz w łóżku i odpoczywać, a tak na marginesie to proces leczenia już się zakończył.
- Co ? … Jak to ? … Zaraz kiedy ?
- Przestań się tak dziwić, zamyśliłaś się. W tym czasie ogniki zdążyły już wrócić z powrotem do swoich kamieni. – Bez słowa wzięłam jego zraniona rękę i zaczęłam odwiązywać prowizoryczny bandaż.
- Hey ! Przestań, jak już ci mówiłem to nic czym powinnaś się teraz przejmować. – Kale starał się wyrwać zranioną rękę z moich dłoni, bez skutecznie.
- Przestań się szarpać, chyba że chcesz aby bardziej to bolało.
- Czemu ci tak na tym zależy ? Przecież mnie nie lubisz.
- Kiedy coś takiego powiedziałam ? Zresztą czasem jesteś nawet znośny, więc nie myśl sobie za dużo. – Pstryknęłam go palcem w nos, co wyraźnie mu się nie spodobało. Jenak tego nie skomentował. Kiedy w końcu udało mi się odwinąć bandaż, zamoczyłam go w wodzie i zaczęłam delikatnie obmywać ranę Kaela. Skupiona an tej czynności nawet nie zwróciłam uwagi jak Książe natarczywie mi się przyglądał. Rana nie była cięta, więc nie zadały ją skrzydła. Podczas gdy się wysuwają z ciała są ostre jak brzytwa, zwłaszcza gdy z takim impetem jak niedawno. Gdy w końcu starłam cała krew w okuł rany, udało mi się odnaleźć jej przyczynę. Były to ślady po wbitych zębach, tylko jeszcze nie wiedziałam jakiego zwierzęcia. Może to była ta lwica co ostatnio ? Nie, zdecydowanie to nie jej robota.
- Jakie zwierzę cię pogryzło ? – Odwróciłam na chwilę wzrok od rany i spojrzałam prosto w oczy Księcia.
- Nie pamiętam. – Wycedził i odwrócił głowę w bok unikając mojego spojrzenia. No dosłownie jak małe dziecko . . .
- Przestań zgrywać jakiegoś dziecinnego bohatera i mów jakie zwierze cię pogryzło ! – Nim Kale zdążył odpowiedzieć za moimi plecami rozległ się wilczy warkot. Czyli odpowiedz już znam. Ześlizgnęłam się z kolan Kaela i uklękłam na trawie pochylając nisko głowę w geście powitania jak i ukorzenia się przed przywódcą wilczego stada. Wilk był dość sporej wielkości i maiła granatowo-czarną sierść. Za to oczy były delikatnie szare. Zwierze obeszło mnie na około powarkując cicho. Ostatecznie wilki przysiadł metr przede mną i zawył. Podniosłam głowę i czekałam aż wycie ucichnie. Wilki zakończył swoje przywitanie i wpił swój wzrok w moje oczy, łącząc nas telepatyczną więzią.
- Witaj Księżniczko Lunitari, słyszałem że postanowiłaś odwiedzić nas. Jestem Thao, przywódca tego więzionego stada.
- Miło mi cię poznać Thao, w czym mogę ci pomóc ?
- Naszej sytuacji raczej Księżniczko nie zmienisz. Co cię sprowadza w nasze niespokojne czasy ?
- Mój mistrz Illidan mnie tu przysłał, aby zebrała informacje. Wydaje mi się że chyba jednak mogę wam pomóc się z tąd wydostać.
- Ufasz temu zapchlonemu elfowi ? Jak dla mnie to on powinien trzymać się z daleka od ciebie Księżniczko. Zobaczysz któregoś dnia cię skrzywdzi.
- Do tego dnia może być jeszcze daleko Thao, ale dziękuje za radę. – Oderwałam wzrok od oczu wilka i spojrzałam na Księcia, nic nie mówił tylko przypatrywał się Thao.
- „Wasza Wysokość” mogę mieć do ciebie prośbę ?
- Ehh . . . ty i twoje zachcianki co tym razem ?
- Chciałabym aby wilki i inne stworzenia mogły odejść z tego ogrodu. Nie są tu szczęśliwe, przynajmniej nie wszystkie.
- I co ? Może ten zapchlony wilk ci to powiedział ? – Kael był wyraźnie rozdrażniony, za to Thao był wściekły zaczął warczeć na Księcia. Wilcza duma, zasada numer jeden w stosunku do wilków : Nigdy, prze nigdy nie obrażaj jakiegoś przedstawiciela tego gatunku.
- Kale przestań ! – Podniosłam się i stanęłam nad Księciem. – Thao należą się przeprosiny, ciesz się że się na ciebie nie rzucił po tych słowach ! – Thao podszedł i otarł się o moje nogi, warcząc lekko w stronę Księcia.
- Księżniczko to nic nie da, już nie raz mieliśmy z nim odczynienia. Nie ma sensu się trudzić, nie zarobię mu krzywdy jeśli tego nie chcesz. – Przykucnęłam koło Taho i zaczęłam go głaskać i od czasu do czasu drapać za uchem.
- Dziękuję przyjacielu.
- Za co ty mu dziękujesz ? Nie nadążam za tobą.
- O niewiele cię proszę Książe, tylko o wolność dla tych biednych stworzeń.
- Jak odpowiesz mi na jedno pytanie to spełnię twoją prośbę.
- Oczywiście że odpowiem.
- To dobrze, ale nie zapytam cię teraz. Powiedz swojemu „przyjacielowi” żeby zwołał resztę zwierząt które chcą stąd odejść. Będę czekał przy zachodniej ścianie ogrodu.
- Widzisz Thao ? Jednak nie jestem tak bezwartościowa. – Uśmiechnęłam się do wilka, ten tylko w odpowiedzi przewrócił oczami i pobiegł w głąb ogrodu. Po chwili było słychać głośnie wycie. Kale wstał i zaczął się zbierać aby wypuścić zwierzęta.
- Zaczekaj idę z tobą. – Momentalnie zerwałam się z ziemi i podbiegłam do Księcia.
- Dla twojego dobra lepiej tu zostań. Zastanawiam się dlaczego spełniam twoje zachcianki.
- Nie wiem, ale obiecuję że poprawię swoje zachowanie. Jestem naprawdę wdzięczna za to co masz zamiar zrobić. – Nie wiem czemu nie mogłam się pozbyć szerokiego uśmiechu z twarzy. Jednak mimo wszystko Kale nie jest taki zły. Alice i Kriven szli parę metrów za nami, dyskutowali o czymś. Gdy znaleźliśmy się pod zachodnią ścianą ogrodu, zwierzęta już na nas czekały. Kale cały czas milczał najwyraźniej nie podobało mu się to wszystko, normalnie w tej chwili skręcało mnie z ciekawości o czym myśli. Gdy przejście zostało otwarte, zwierzęta szybko opuszczały ogród. Ostatni wychodził Thao. Przykucnęłam i ucałował wilka w głowę. Ten w odpowiedzi polizał mnie po policzku. Gdy wilk znalazł się po drugiej stronie muru, przypomniała mi się jedna rzecz.
- Thao mam prośbę, niech wiadomość że tu jestem nie dojdzie do moich braci. – Wilk skinął głową i pobiegł do czekającego na niego stada. Po chwili przejście zostało zamknięte.
- Co to miało znaczyć „niech wiadomość że tu jestem nie dojdzie do moich braci” ? Co ty jeszcze przede mną ukrywasz Lunitari ?
- Wiele rzeczy. – Posłałam Kaelowi wredny uśmieszek. – Wracamy ?
- „Wasza Wysokość” jeśli pozwolisz ja i Kriven wrócimy do sowich zajęć.
- Oczywiście, nie mówcie tylko nikomu co o tym co tu zaszło.
- Tak jest „Wasza Wysokość”. – Alice i Kriven skłonili się i odeszli.
- To jak my też już wracamy ?
- Nie, jeszcze nie. Muszę cię jakoś ukarać za tę „małą” zachciankę.
- Nie przesadzaj, aż tak źle chyba nie było ?
- Grabisz sobie Lunitari, grabisz. – Nie odpowiedziała tylko delikatnie się do niego uśmiechnęłam. W odpowiedzi Kisąże tylko pokręcił zrezygnowany głową. Gdy zpowrotem znaleźliśmy się na polanie, usiadłam na trawie.
- Siadaj. – Poleciłam. – Muszę się zająć twoją raną.
- Nic mnie nie jest, kilka dni i śladu nie będzie.
- Nie kłóć się ze mną Książe, tylko siadaj. – Przekręcił oczami u siadł naprzeciwko mnie.
- Dlaczego ja Ci tak ulegam co ?
- Nie ważne, wyciągnij rękę. – Bez słowa zrobił to o co prosiłam. Przejechałam palcem po szafirowym kamieniu na moje bransoletce. Momentalnie wyleciał z niej ognik. Wskazałam na ranę po zębach Thao na przedramieniu Kael. Ognik zakręcił kółeczko w powietrzu, na znak że rozumie i zabrała się za leczenia rany Księcia. Po chwili nie było żadnego śladu. Ognik zakręcił się woku mojej głowy i wrócił do swojego kamienia. – No i po kłopocie. – Uśmiechnęłam się.
- Przestań mnie prowokować Lunitari.
- Gdybym wiedziała jak to robię, uwierz mi przestałabym. – Nagle Książe się przysunął do mnie i pocałował delikatnie. Nie byłam w stanie zareagować, nie przerywając pocałunku nałożył mi na ramiona swój płaszcz który leżał za mną na trawie. Odsunął się trochę i wyszeptał mi do ucha.
- Ciekaw jestem jak długo wytrzymam, nim zaciągnę cię do łóżka. Lepiej uważaj, jesteś zbyt słodka. Zwłaszcza kiedy tak ufnie na mnie patrzysz. – Nie byłam w stanie nic powiedzieć, patrzyłam tylko na niego rozszerzonymi oczami. Bez słowa wziął mnie na ręce, upewniając się że płaszcz idealnie zasłania skrzydła. Nie protestowałam ani się nie wyrywałam. Po prostu byłam w zbyt dużym szoku. Chyba jednak będę musiała wsiąść pod uwagę słowa Thao . . .
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz