Nie pamiętam już kiedy zaczęły się te koszmary . . . Noc w noc ten sam sen, to samo miejsce . . . Ja w poszarpanej czarnej sukni, stojąca nad morzem zwłok . . . Wszędzie dookoła mnie martwi ludzie, zwierzęta, rośliny . . . Wszystko zawsze wygląda tak samo. Martwi patrzą na mnie, ich rozerwane na strzępy ciała wręcz krzyczą : „Uciekaj bo spotka cię to samo co nas”.
Idę kieruję swe kroki jak najdalej od tego miejsca i potworności. Ale z każdym kolejnym krokiem, przebytym metrem, zwłok jest coraz więcej . . . Odór rozkładających się ciał pali moje nozdrza, zasłaniam wiec dłonią nos i usta . . . jakoś nie przejmuję się zakrzepniętą krwią na rękach . . . Po tylu nocach spędzonych w tym przeklętym miejscu, ta krew nie robi na mnie większego wrażenia. Stąpam delikatnie, uważając aby nie nadepnąć na czyjąś dłoń, nogę lub wnętrzności, czy cokolwiek innego . . . Krew w niektórych miejscach chlupocze mi pod nagimi stopami, brudząc je jak i niektóre ocalałe skrawki sukni . . .
Zastanawiam się, dlaczego to przytrafiło się właśnie mnie ? Czym sobie zasłużyłam na takie katusze ? Nie sądzę abym żyła na tym świecie ostatecznie długo, by zaleźć komuś za skórę aby zostać przeklęta . . . Ach to spokojne monotonne życie. Ha, doszłam właśnie do ciekawego wniosku. Gdy przytrafiają się nam straszne, złe rzeczy, choćby fakt że mogę sprawować kontrolę nad swoimi poczynaniami, myślami w tym niekończącym się koszmarze. Zazwyczaj tego typu zjawiska przypisujemy siłom nad przyrodzonym. A to komuś coś zrobiliśmy i się na nas wnerwił i życzył złego, albo wymyślamy jeszcze bzdurniejsze rzeczy które dla nas maja jakiś sens.
Gdy opowiedziałam o tych snach znajomej stwierdziła najpierw że jestem przewrażliwiona. Kiedy powiedziałam że to trwa już gdzieś tak od miesiąca, to stwierdziła że sobie z niej jaja robię . . . Och, jak bardzo bym chciała aby to była prawda. Podobno sny odzwierciedlają nasz stan ducha, gdzieś to usłyszałam albo przeczytałam. Jak mogę to skomentować ? Jedno wielkie „GÓWNO PRAWDA” to będą chyba już jakieś dwa miesiące . . . Pieprzone 61 nocy i ciągle to samo !
- Też mi zajebisty stan ducha. – Warknęłam do jednego z mijanych przeze mnie trupów. Kto wie może był on kiedyś psychologiem . . .
Był to mężczyzna około 35 może 40 lat. Jedno wiem na pewno : Trochę już tu leżał. Flaki jakie wypłynęły na ziemię z jego rozprutego i poszarpanego ciała, były już chyba całkiem przegniłe. Krew w okół niego wsiąknęła w martwą brunatną ziemię . . . Twarz owego mężczyzny wykrzywiona była w grymasie bólu i agonii. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo nie miał 1/4 skóry na czaszce. Ktoś by pewnie zapytał : „Gdzie tu jacyś padlinożercy ?” Otóż także padły ofiarą masowego mordu jakie ma tu miejsce co noc w tej ponurej krainie . . .
Ni z tego ni z owego, a raczej własnej głupoty potknęłam się i wylądowałam ręką w jednym z ciał. Dokładniej to był żołądek, no kiedyś tam na pewno musiał być. Lewe kolano skaleczyłam o jakiś wystający z ziemi kamień, a w prawy bok wbiła mi się sprzączka od paska, leżącego obok mnie kolegi . . . Poleżałam tak jeszcze chwilę, a co sobie będę żałować. Na szaleńczy bieg jeszcze będzie czas, dziś mam lenia . . .
Powoli wstałam otrzepałam się i oderwałam kawałek sukienki. Jedno z czego byłam w tej chwili zadowolona to fakt, że nie było obecnie w pobliżu żadnego świeżego trupa. Czemu coś tak okropnego mnie cieszyło ? Nie było w czym się uświnić. No chyba że wziąć pod uwagę te kilka pełzających glizd, czy innych robali . . . Po zrobieniu sobie pseudo opatrunku, ruszyłam dalej. Ktoś pewnie pomyśli sobie „trafiłam w snach do piekła”. Dam sobie głowę uciąć że to nie jest piekło. Tam na 100% jest dużo ciekawiej !
Dochodzę do ciekawego wniosku (nie pierwszy i nie ostatni raz tej nocy) wiem czemu są tu same trupy. Otóż pewnie gdybym spotkała jakiegoś żyjącego ktosia, (nie mówię tu o konających, zawsze proszą o to samo . . .) zagadałabym go na śmierć. A tak nie muszę się martwic, że będę mieć kogoś na sumieniu. Cieszmy się i skaczmy z radości !! Znudzona całym tym łażeniem po otaczającym mnie niezmiennym krajobrazie, przysiadłam sobie. Co se będę żałować no nie ? No jakby nie patrzeć schizofreniczką jeszcze nie jestem, czasem tylko zdarzy mi się zapytać o coś któregoś trupa, ale to się zdarza . . . Chyba.
Powoli zaczęło zachodzić słońce. Nic przez gęste czarne chmury widać nie było, ale zrobiło się jakoś troszku ciemniej. Zaczęłam się rozglądać po otaczających mnie górach zwłok. Na jednym ze wzniesień oddalonych ode mnie dostrzegłam cień jakiejś postaci. To mogło oznaczać tylko jedno, wybiła sądna godzina (powiało grozą „śmiech”). Zaczęłam podnosić się z nadzieja że tym razem, dane mi będzie dowiedzieć się kto lub co to tam stoi. Już teraz zaczęłam biec w kierunku owego tajemniczego zjawiska. Czekałam tez na ryk, pierwszy dźwięk którego nie potrafię opisać. Jestem osobą której, mimo że przechodzi w snach coś takiego, żadne horrory nie wzruszają,lecz ten ryk sprawia że zaczynam się panicznie bać. Może to świadomość tego ze to te bestie które wydają ten dźwięk, tak rozszarpały te wszystkie ciała . . . Jedno jest pewne w ich szpony nie chcę się wpaść. To dla tego tak uparcie próbuję dostać się do tej „postaci” . . .
Upadam na kolana i zakrywam uszy dłońmi. Pojawia się ten ryk, nawet gdy teraz o tym pisze przechodzi mi po plecach zimny dreszcz. Gdy tylko przebrzmiał tan nieokreślony skowyt, szybko wstałam i ponowiłam swój bieg. W oddali było słychać krzyki i płacz tych co się tu razem ze mną znaleźli. Co różni mnie od nich ? Chyba mam po prostu więcej szczęścia. Zawszę zanim zdążą mnie dopaść te bestie, budzę się. Chociaż jednej nocy któraś z tych bestii tuz przed tym jak się obudziłam, zraniła mnie w ramię. Najgorsze jednak było to że na ramieniu miałam sporej wielkości siniaka, ale ból był taki sam jak gdyby ktoś przeciął mi ramię . . .
To jest właśnie przekleństwo świadomego snu. Pamiętasz go w całości, w najdrobniejszych szczegółach. Twoje ciało odczuwa każdy ból i ranę jaką sobie zadasz podczas snu. Tak samo będzie i tym razem, jestem w 100% pewna że na kolanie w które się skaleczyłam. Na jawie będzie ładny siniaczek. Starając się przestać myśleć o głupotach, skupiłam się jedynie na dotarciu do tej postaci . . . cienia.
Kolejny upadek tym razem mniej przyjemny. Wylądowałam w świeżuteńkich jeszcze ciepłych, rozszarpanych zwłokach jakiegoś zwierzęcia. Ciężko było stwierdzić co to za zwierzę . . . To mogło oznaczać tylko jedno krwiożercza, okrutna pogoń jest już za mną. Klęcząc na zakrwawionej ziemi zaczęłam płakać . . .
- Ja już chcę się obudzić. – Wyszeptałam cicho, a moje życzenie zostało spełnione . . .
Po przebudzeniu na moich policzkach widniały ślady od łez . . .
Idę kieruję swe kroki jak najdalej od tego miejsca i potworności. Ale z każdym kolejnym krokiem, przebytym metrem, zwłok jest coraz więcej . . . Odór rozkładających się ciał pali moje nozdrza, zasłaniam wiec dłonią nos i usta . . . jakoś nie przejmuję się zakrzepniętą krwią na rękach . . . Po tylu nocach spędzonych w tym przeklętym miejscu, ta krew nie robi na mnie większego wrażenia. Stąpam delikatnie, uważając aby nie nadepnąć na czyjąś dłoń, nogę lub wnętrzności, czy cokolwiek innego . . . Krew w niektórych miejscach chlupocze mi pod nagimi stopami, brudząc je jak i niektóre ocalałe skrawki sukni . . .
Zastanawiam się, dlaczego to przytrafiło się właśnie mnie ? Czym sobie zasłużyłam na takie katusze ? Nie sądzę abym żyła na tym świecie ostatecznie długo, by zaleźć komuś za skórę aby zostać przeklęta . . . Ach to spokojne monotonne życie. Ha, doszłam właśnie do ciekawego wniosku. Gdy przytrafiają się nam straszne, złe rzeczy, choćby fakt że mogę sprawować kontrolę nad swoimi poczynaniami, myślami w tym niekończącym się koszmarze. Zazwyczaj tego typu zjawiska przypisujemy siłom nad przyrodzonym. A to komuś coś zrobiliśmy i się na nas wnerwił i życzył złego, albo wymyślamy jeszcze bzdurniejsze rzeczy które dla nas maja jakiś sens.
Gdy opowiedziałam o tych snach znajomej stwierdziła najpierw że jestem przewrażliwiona. Kiedy powiedziałam że to trwa już gdzieś tak od miesiąca, to stwierdziła że sobie z niej jaja robię . . . Och, jak bardzo bym chciała aby to była prawda. Podobno sny odzwierciedlają nasz stan ducha, gdzieś to usłyszałam albo przeczytałam. Jak mogę to skomentować ? Jedno wielkie „GÓWNO PRAWDA” to będą chyba już jakieś dwa miesiące . . . Pieprzone 61 nocy i ciągle to samo !
- Też mi zajebisty stan ducha. – Warknęłam do jednego z mijanych przeze mnie trupów. Kto wie może był on kiedyś psychologiem . . .
Był to mężczyzna około 35 może 40 lat. Jedno wiem na pewno : Trochę już tu leżał. Flaki jakie wypłynęły na ziemię z jego rozprutego i poszarpanego ciała, były już chyba całkiem przegniłe. Krew w okół niego wsiąknęła w martwą brunatną ziemię . . . Twarz owego mężczyzny wykrzywiona była w grymasie bólu i agonii. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo nie miał 1/4 skóry na czaszce. Ktoś by pewnie zapytał : „Gdzie tu jacyś padlinożercy ?” Otóż także padły ofiarą masowego mordu jakie ma tu miejsce co noc w tej ponurej krainie . . .
Ni z tego ni z owego, a raczej własnej głupoty potknęłam się i wylądowałam ręką w jednym z ciał. Dokładniej to był żołądek, no kiedyś tam na pewno musiał być. Lewe kolano skaleczyłam o jakiś wystający z ziemi kamień, a w prawy bok wbiła mi się sprzączka od paska, leżącego obok mnie kolegi . . . Poleżałam tak jeszcze chwilę, a co sobie będę żałować. Na szaleńczy bieg jeszcze będzie czas, dziś mam lenia . . .
Powoli wstałam otrzepałam się i oderwałam kawałek sukienki. Jedno z czego byłam w tej chwili zadowolona to fakt, że nie było obecnie w pobliżu żadnego świeżego trupa. Czemu coś tak okropnego mnie cieszyło ? Nie było w czym się uświnić. No chyba że wziąć pod uwagę te kilka pełzających glizd, czy innych robali . . . Po zrobieniu sobie pseudo opatrunku, ruszyłam dalej. Ktoś pewnie pomyśli sobie „trafiłam w snach do piekła”. Dam sobie głowę uciąć że to nie jest piekło. Tam na 100% jest dużo ciekawiej !
Dochodzę do ciekawego wniosku (nie pierwszy i nie ostatni raz tej nocy) wiem czemu są tu same trupy. Otóż pewnie gdybym spotkała jakiegoś żyjącego ktosia, (nie mówię tu o konających, zawsze proszą o to samo . . .) zagadałabym go na śmierć. A tak nie muszę się martwic, że będę mieć kogoś na sumieniu. Cieszmy się i skaczmy z radości !! Znudzona całym tym łażeniem po otaczającym mnie niezmiennym krajobrazie, przysiadłam sobie. Co se będę żałować no nie ? No jakby nie patrzeć schizofreniczką jeszcze nie jestem, czasem tylko zdarzy mi się zapytać o coś któregoś trupa, ale to się zdarza . . . Chyba.
Powoli zaczęło zachodzić słońce. Nic przez gęste czarne chmury widać nie było, ale zrobiło się jakoś troszku ciemniej. Zaczęłam się rozglądać po otaczających mnie górach zwłok. Na jednym ze wzniesień oddalonych ode mnie dostrzegłam cień jakiejś postaci. To mogło oznaczać tylko jedno, wybiła sądna godzina (powiało grozą „śmiech”). Zaczęłam podnosić się z nadzieja że tym razem, dane mi będzie dowiedzieć się kto lub co to tam stoi. Już teraz zaczęłam biec w kierunku owego tajemniczego zjawiska. Czekałam tez na ryk, pierwszy dźwięk którego nie potrafię opisać. Jestem osobą której, mimo że przechodzi w snach coś takiego, żadne horrory nie wzruszają,lecz ten ryk sprawia że zaczynam się panicznie bać. Może to świadomość tego ze to te bestie które wydają ten dźwięk, tak rozszarpały te wszystkie ciała . . . Jedno jest pewne w ich szpony nie chcę się wpaść. To dla tego tak uparcie próbuję dostać się do tej „postaci” . . .
Upadam na kolana i zakrywam uszy dłońmi. Pojawia się ten ryk, nawet gdy teraz o tym pisze przechodzi mi po plecach zimny dreszcz. Gdy tylko przebrzmiał tan nieokreślony skowyt, szybko wstałam i ponowiłam swój bieg. W oddali było słychać krzyki i płacz tych co się tu razem ze mną znaleźli. Co różni mnie od nich ? Chyba mam po prostu więcej szczęścia. Zawszę zanim zdążą mnie dopaść te bestie, budzę się. Chociaż jednej nocy któraś z tych bestii tuz przed tym jak się obudziłam, zraniła mnie w ramię. Najgorsze jednak było to że na ramieniu miałam sporej wielkości siniaka, ale ból był taki sam jak gdyby ktoś przeciął mi ramię . . .
To jest właśnie przekleństwo świadomego snu. Pamiętasz go w całości, w najdrobniejszych szczegółach. Twoje ciało odczuwa każdy ból i ranę jaką sobie zadasz podczas snu. Tak samo będzie i tym razem, jestem w 100% pewna że na kolanie w które się skaleczyłam. Na jawie będzie ładny siniaczek. Starając się przestać myśleć o głupotach, skupiłam się jedynie na dotarciu do tej postaci . . . cienia.
Kolejny upadek tym razem mniej przyjemny. Wylądowałam w świeżuteńkich jeszcze ciepłych, rozszarpanych zwłokach jakiegoś zwierzęcia. Ciężko było stwierdzić co to za zwierzę . . . To mogło oznaczać tylko jedno krwiożercza, okrutna pogoń jest już za mną. Klęcząc na zakrwawionej ziemi zaczęłam płakać . . .
- Ja już chcę się obudzić. – Wyszeptałam cicho, a moje życzenie zostało spełnione . . .
Po przebudzeniu na moich policzkach widniały ślady od łez . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz