piątek, 6 lutego 2015

Niespodzianka - Rozdział 1

Jak wspomniałam wcześniej, dzisiaj zaczynamy z nowym opowiadaniem i jest nim "Niespodzianka". Jest to opowiadanie napisane po bardzo długiej przerwie więc mam nadziej że podzielicie się swoimi opiniami i krytykami na jego temat. Osobiście nie jestem w pełni z niego zadowolona, jak dla mnie jest trochę zbyt chaotyczne . . . A jak wy sądzicie ? 

      Większość z nas uwielbia niespodzianki, na tym świecie są też ludzie którzy ich nienawidzą. Są takie dni kiedy nic nie idzie po twojej myśli, a wszechświat knuje przeciwko tobie. Dzień ten zaczął się wyjątkowo fatalnie, zaspałam do pracy, po drodze popsuł się autobus. W pracy klienci byli wyjątkowo upierdliwi, kierowniczka miała zły dzień i do tego dotarły dwie paskudne dostawy. W drodze powrotnej autobus miał opóźnienie ok. 20 min. Sądziłam że gorzej być nie mogło, wkrótce miało się okazać że za szybko pochwaliłam dzień. Zbliżając się do domu na podjeździe zobaczyłam piękną czarną Impale super, nikt z naszej rodziny oraz znajomych nie posiada takich środków by móc zakupić a co dopiero utrzymać taki pojazd w stanie idealnym. Ten właśnie na taki wyglądał, zaczęłam przeczuwać że coś musi być na rzeczy. Powoli trochę ociągając się otworzyłam drzwi do domu. W pierwszej chwil wydawało mi się że wszystko jest okej, jednak smycz Kiry wisiała na swoim miejscu, a ta mała zaraza nie przybiegła się przywitać. Było to niezwykłe biorąc pod uwagę że powinna chociaż zaszczekać.
- Wróciłam ! - Jak zawsze rzuciłam w przestrzeń i zaczęłam się rozbierać. Odwiesiłam klucze i zdjęłam buty, gdy w progu salonu pojawiła się moja Mama. 56 letnia kobie z krótkimi lekko nastroszonymi włosami w kolorze ciemnego blondu, ubrana była w czarny kostium i białą bluzkę. Była minimalnie niższa ode mnie. W jej niebieskich oczach dostrzegłam poddenerwowanie, jednak mimo wszystko uśmiechała się do mnie pogodnie. 
Witaj córeczko, jak dobrze że już jesteś. Mam do ciebie sprawę, chcę byś kogoś poznała. - W kościach czułam że coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak.
- Mamo czy to nie może zaczekać, jestem już spóźniona do drugiej pracy a muszę zrobić jeszcze parę rzeczy. - Uśmiechnęłam się do niej błagalnie, nie bardzo chciałam wchodzić do salonu. To jedno z tych pomieszczeń w domkach jedno rodzinnych w których odbywają się te najmniej przyjemne sprawy.
- Kochanie obiecuję że to zajmie tylko chwilkę. - Nie czekając na moją odpowiedź, złapała mnie za rękę i zaciągnęła do ów pomieszczenia. Nasz salon nie był ani za duży ani za mały. Meble które wyglądały na antyki były tak poustawiane, aby symulować jak najwięcej przestrzeni. Białe ściany były poprzysłaniane wszelkiej maści obrazkami, zdjęciami i pułkami na których były ustawione kryształowe wazoniki. Była to kolekcja którą dostaliśmy od prababci. Przy stole siedziała drobna blondynka, ubrana w kremowy bardzo kosztowny kostium. Na szyi miała naszyjnik z pereł, mogę się założyć że były prawdziwe. W naszym domu wyglądała dość specyficznie, jej strój i postawa ewidentnie nie pasowały do tego skromnego i ciepłego wystroju. Zresztą po samej nieznajomej było widać że nie czuje się tu zbyt komfortowo.
- Anno to jest moja córka Vanessa, mam nadzieje że ją polubisz. - Podeszłam do nieznajomej i wyciągnęłam rękę w geście przywitania.
- Bardzo mi miło panią poznać. - Powiedziałam przyklejając na twarz najmilszy uśmiech na jaki było mnie stać w tej dziwnej sytuacji. Nieznajoma tylko podniosła na mnie wzrok i zmierzyła od góry do dołu, lekko marszcząc brwi.
- Nada się . . . - Mruknęła cicho, ale nie na tyle bym nie mogła jej usłyszeć. - Tereso nie mamy czasu, spędziliśmy tu już wystarczająco czasu czekając na twoją córkę. Możemy już przejść do rzeczy ? - Na te słowa moja Mama jedynie się skrzywiła. Wzruszyłam lekko ramionami i opuściłam wyciągniętą dłoń. Nie lubię tej baby, panoszy się jakby była u siebie. I co to miało znaczyć że na mnie czekali ? Przecież jest tu sama jedna.
- Mamo ?
- Siadaj proszę słoneczko i pozwól że wyjaśnię Ci o co chodzi. - Usiadłam na najbliższym krześle i wbiłam wzrok w rodzicielkę. - Anna jest moją starą znajomą. Chodziłyśmy razem do liceum i byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. W tym czasie obiecałyśmy sobie że kiedy nasze dzieci dorosną to połączymy nasze rodziny.
- Zaraz, zaraz. Chwila. Czy ja dobrze rozumiem, że mówisz mi iż gdzieś tam miałam narzeczonego ?! Proszę Mamo powiedz mi że to jakiś żart. - To musi być, jakiś kiepski dowcip. Matka patrzyła tylko na mnie smutno, starając się dać mi do zrozumienia że nie jest wcale tak źle.
- Obawiam się że to nie jest żaden żart, złotko. - Niski męski głos odezwał się tuż przy moim uchu, nawet nie zwróciłam uwagi że ktoś jeszcze jest w pokoju, a tym bardziej kiedy ten ktoś do mnie podszedł.
- A ty kim jesteś że się wtrącasz ?! - Wstałam szybko i odwróciłam się twarzą do nieznajomego podnosząc głos. - Zresztą nie ważne, nikt ci nie mówił że to nie ładnie podkradać się do ludzi ? - Byłam zła i przestraszona, do tego na domiar złego spóźniona.
- Po pierwsze jestem twoim ów narzeczonym, a po drugie to nie moja wina że nie zwróciłaś na mnie uwagi. - Bezczelny uśmiech błąkał się po jego twarzy. Mnie natomiast wmurowało w ziemie. Wysoki, bardzo przystojny posiadający arystokratyczne rysy twarzy, dobrze zbudowany miał długie kruczoczarne włosy sięgające mu tak gdzieś do połowy pleców. Czarna koszula i czarne dżinsy idealnie na nim leżały. Można powiedzieć że wyglądał jakby dopiero co opuścił plan sesji zdjęciowej do jakiegoś magazynu o modzie męskiej. Byłam wściekła, do tego te jego ciemno fioletowe oczy w których błąkały się iskierki rozbawienia i samozadowolenia działały mi szczególnie na nerwy.
- Jak widać instynkty mnie nie zawiodły, nie widzę tu nic godnego mojej uwagi. - Odgryzłam się, ale tym jedynie jeszcze bardziej go rozbawiłam.
- Vanesso, proszę odpuść sobie tego typu komentarze. - Moja rodzicielka złapała mnie za ramię bym mnie znowu posadzić. - Wyrwałam się spod jej uścisku w dalszym ciągu stojąc i sztyletując wzrokiem „narzeczonego” - Usiądźmy i porozmawiajmy na spokojnie.
- Nie Mamo, nie mamy o czym rozmawiać, nie zgadzam się na coś takiego. Kto wie kim jest ten człowiek ? Może się okazać jakimś dziwnym zboczeńcem, albo psychopatą ! I ty chcesz mnie za niego wydać, nawet nie wiedząc kim jest ?!
- Ciekawe masz zdanie, na temat nieznajomych ci osób. Czy może ja jestem wyjątkiem ? - Nieznajomy wyprzedził Mamę.
- Nie martw się wszystkich mężczyzn którzy myślą że pstrykną palcami i będę lecieć na nich, merdając ogonem jak wierny pies. Są w najmniejszym przypadku uważani za skończonych idiotów. Domyśl się co do twojego przypadku mogę jeszcze dopisać poza, tym co już powiedziałam. - Posłałam mu bezczelny uśmiech. Nim jednak „narzeczony” zdołał odpowiedzieć, odezwała się jego matka.
- Christopher, skończ tą idiotyczną przepychankę słowną.
- Niech się pani nie kłopocze nie ma o czym dalej dyskutować. Proszę mi teraz wybaczyć ale muszę iść przebrać się i coś zjeść zanim pójdę do następnej pracy, a i tak już jestem spóźniona. - Powoli ruszyłam się z miejsca jednak zatrzymały mnie słowa wypowiedziane przez Chrisa.
- Czego innego można było się spodziewać po nie wychowanej i wulgarnej osobie ? No chyba że jednak jest inaczej, mówią że wszystko zostaje w rodzinie. - Momentalnie odwróciłam się i podeszłam najbliżej na ile się odważyłam do Christophera.
- Nie dziw mi się, że jestem wściekła. Właśnie dowiedziałam się że mam wyjść za mąż za mężczyznę którego dopiero co spotkałam. Mało tego twierdzisz że nie dotrzymuje słowa i brak mi ogłady. Gdyby ciebie spotkał taki dzień jak mnie właśnie dopadł, jestem prawie pewna że zachowywałbyś się podobnie. - Mierzyłam się z Chrisem wzrokiem. Po chwili zorientowałam się że jestem manipulowana.
- Córeczko rozumiem twoją złość ale jeśli naprawdę nie chcesz nawet spróbować to nic się nie stało. Nikt nie będzie Cię do niczego zmuszać. - Mama próbowała załagodzić sytuacje, nie zdając sobie nawet sprawy z tego że sama się pogrążała.
- Tereso, to nie wchodzi w grę, wiesz dlaczego. - Anna dorzuciła swoje trzy grosze. Christopher tylko na mnie patrzył, wiedział że wygra tą bitwę.
- Mamo nic już więcej nie mów, pogrążasz nas obie w tej chwili. - Westchnęłam ciężko.
- O co Ci córeczko chodzi ?
- To proste Mamo, Christopher mną manipuluje i bardzo dobrze mu idzie. Nie ważne co powiem bądź zrobię do puki nie przystanę na ten układ i tak będę miała łatkę osoby której nie można ufać bo nie dotrzymuje słowa.
- Jestem pod wrażeniem, mało kto potrafi dostrzec jak się nim manipuluje. Powiedz mi sama ludźmi manipulujesz ?
- Mam ochotę zetrzeć Ci ten głupi uśmieszek z twarzy, i nie w przeciwieństwie do ciebie nie uciekam się do takich rzeczy. Sama ciężko pracuje by osiągnąć własne cele nie wykorzystuje do tego innych ludzi. - Nie bardzo byłam w stanie rozszyfrować wyraz jego twarzy. Ten dzień zaczynał mocno działać mi na nerwy, a jeszcze się nie skończył.
- Możesz spróbować kiedy będziemy już sami.
- Christopher, powiedziałam byś darował sobie te gierki. - Anna wyraźnie była poddenerwowana, patrząc na nią miała wrażenie że jak najszybciej chce opuścić to miejsce.
- Więc jak jest twoja odpowiedź Vanesso ? - Chris bardzo intensywnie wpatrywał mi się w oczy szukając choćby oznaki kłamstwa.
- Jak już powiedziałam, wygrałeś te bitwę. Omówimy szczegóły kiedy indziej teraz naprawdę muszę iść się szykować za . . . - Wyciągnęłam telefon z kieszeni i sprawdziłam godzinę. Cholera jestem już ładnie do tyłu z czasem. - 30 minut mam autobus i muszę się na niego wyrobić.
- To może córeczko Christopher cię podwiezie do pracy, będziecie mieli chwilę aby porozmawiać.
- Mój syn ma czas, a teraz jeśli pozwolisz Tereso ja już pójdę. Mam jeszcze sporo spraw do załatwienia, a ty synu masz się zachowywać jak należy. - Anna wstała i wraz z moją Mamą udały się do wyjścia zostawiając nas bez pożegnania. No świetnie tylko tego mi brakowało, by zostać sam na sam z tym pajacem. Wiem może moje podejście jest trochę irracjonalne, ale każdy by na moim miejscu tak zareagował. Po chwili dotarło do mnie że Chris cały czas intensywnie się we mnie wpatruje, a ja stoję zaledwie kilka centymetrów od niego.
- To ja idę się szykować. - Szybko się odwróciłam i uciekłam z salonu nie czekając na jego reakcję. Wbiegłam na piętro do mojego małego pokoiku, nie było tam wiele. Stara szafa która nie do końca chciała się zamykać, rozkładane łóżko które jakiś czas temu sama kupiłam za zarobione pieniądze. Do tego ława parę półek przykręconych do ściany i uginających się pod ciężarem kolekcji książek fantasy. A na koniec przy łóżku mały zielony plastikowy stoliczek przy którym z rodzeństwem w dzieciństwie się bawiliśmy. Szybko chwyciłam za potrzebne mi ubrania, strój w który miałam się przebrać na naszą imprezę w barze wpakowałam do mojej małej nieodłącznej torby na ramie. Wskoczyłam z normalnymi ubraniami do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Kosmetyki wpakowałam do małej kosmetyczki, postanowiłam że umaluje się w barze. Sprawdziłam czy wszystko mam i spojrzałam na zegarek. Cały ten proces zajął mi 15 minut, nie tak źle. Zdążę przed pracą podskoczyć do restauracji w której pracuje Ted i wziąć coś na wynos. Schodząc przypomniało mi się że czeka mnie jeszcze przeprawa z Chrisem, szlak by to. Powoli weszłam do salonu, Chris siedział w fotelu i popijał herbatę wpatrując się w krajobraz za oknem. Stałam tak i zastanawiałam się czy przypadkiem jednak nie udać się na autobus.
- Długo masz zamiar się tak czaić, mam nadzieje że nie zamierzasz przypadkiem zwiać. - Zamarłam słysząc jego niski głos, miałam wrażenie że czyta mi w myślach.
- Jestem już gotowa możemy iść, chyba że jednak odwidziało Ci się odwożenie mnie. - Udawałam że nie miałam nic takiego na myśli i czekałam w progu na mojego „narzeczonego”, jakoś nie mogłam dojść ze sobą do ładu w tej kwestii. Bez słowa wypuściłam Christophera z domu i ruszyłam za nim do samochodu. Mimo sytuacji nie mogłam powstrzymać uśmiechu na twarzy, w jakiś sposób byłam święcie przekonana że Anna zabrała Impale. Jedyny radosny płomyk w tym dniu, byłam podekscytowana na myśl o tym że doświadczę przejażdżki moim wymarzonym samochodem. Mój radosny nastrój padł gdy dotarło do mnie że będę musiała z Chrisem spędzić ten czas w małym pomieszczeniu.
- Wsiadasz czy dalej będziesz tak stała jak słup soli, jestem naprawdę dobrym kierowcą. - Potrząsnęłam głową by pozbyć się zbędnych myśli i skupić na tym co powinnam, czyli na pracy. Szybko bez słowa wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy. Nie mogłam się powstrzymać przed podziwianiem wnętrza samochodu, było dokładnie takie jak je sobie wyobrażałam. Z kontemplacji i ogólnego zamyślenie ponownie wyrwał mnie niski głos Christophera. - Zdajesz sobie sprawę że nie uciekniesz od tej rozmowy ?
- Wiem o tym, nie znaczy to że nie mogę jej odwlec chociaż do dnia jutrzejszego. - Odpowiedziałam patrząc w okno.
- Wiesz że bez tego spóźnisz się do pracy, w tej rozmowie miałaś mi podać adres gdzie mam cię zawieść. - Cholera miał racje wciąż staliśmy pod moim domem.
- Bar „Jolly Roger”, to tam pracuje wiesz gdzie to jest ? Czy mam cię pokierować ?
- Spokojnie wiem gdzie to. Powiedz mi coś o sobie ? Co lubisz robić? Jak spędzasz wolny czas ? Co Cię uspokaja ?
- A ma to jakieś znaczenie ? Nie lubię Cię, nie widzę więc sensu w odpowiadaniu na takie pytania. - Usłyszałam ciche parsknięcie i odwróciłam się od okna i spojrzałam na rozbawionego Chrisa. - Co cię tak bawi?
- Vanesso, ślepy nie jestem a tym bardziej głupi. Podobam Ci się, dlaczego tego nie przyznasz. - Zatkało mnie to i przy okazji podniosło mi się ciśnienie.
- Kto i kiedy tak powiedział ? Wkurzasz mnie, wbijając się bez pytania w moje życie. Jakby tego było mało mam być twoją narzeczoną i jeszcze mną manipulujesz ! - Uniosłam się, może trochę zbyt gwałtownie ale ten dzień naprawdę dawał mi się we znaki.
- Może jeszcze tego nie dostrzegłaś, ale tak naprawdę to nie na mnie jesteś wściekła tylko na sytuację w której się znalazłaś. Popatrz może na jaśniejsze strony tej sytuacji co ? - Christopher  przemawiał do mnie jak do małego dziecka jeszcze bardziej mnie irytując.
- Małym dzieckiem nie jestem Chris, nie próbuj mnie uspokajać bo to nic nie da. A nawet gdyby to ty jesteś moim problemem nie sytuacja w której się znalazłam. - Chwila ciszy jak nastała po mojej wypowiedzi, jednoznacznie dawała do zrozumienia że przesadziłam. Christopher miał racje to nie na niego byłam zła, co nie znaczyło że swoją osobą mnie nie deprymuje. Przystojny, inteligentny, bogaty, zabawny . . . Dobra mogę tak wymieniać bez końca.
- Naprawdę staram się być wyrozumiały, ale nie mam anielskiej cierpliwości dziewczyno. Przestań traktować mnie jak wroga i bądź w końcu szczera.
- Do cholery patrz na drogę jak prowadzisz ! Nawet nie waż się zarysować tego auta bo ci z tyłka zrobię jesień średniowiecza. - Christopher zaczął się śmiać i spojrzał na mnie rozbawiony.  - Co ja ci mówiłam patrz na tą cholerną drogę ! - Chris jeszcze tylko przez chwilę na mnie patrzył po czym wrócił wzrokiem na drogę.
- Wiesz że to mój samochód i mogę z nim robić co zechcę, nawet jeśli chodzi o zarysowanie go ? Ale mniejsza o to, lubisz Impale . . . Ciekawa informacja.
- Co ja obiekt badawczy ? Tak uwielbiam Impale Super, zawsze chciałam mieć to arcydzieło motoryzacji. - Nadąsałam się, nie jestem jakimś zwierzątkiem w zoo, na szczęście udało nam się ominąć korki, tak więc podjeżdżaliśmy już pod bar „Jolly Roger”.
- Nie masz co się tak unosić. - Christopher się zaśmiał widząc moja minę. - O której kończysz pracę ? Chciałbym przyjechać i cię odebrać co byś nie musiała po nocy sama wracać.
- Naprawdę nie masz co robić w nocy ? - Jednak nie byłam w stanie odgryźć się jak należy, gdy tak ten mężczyzna przeszywał mnie wzrokiem do tego, te jego fioletowe oczy. - Dzisiaj powinnam skończyć koło 5, może 6 rano, nie jestem małą dziewczynką by trzeba się było o mnie tak martwić.
- Mogę wejść na chwile z tobą do środka ? - Jego pytanie było tak nagłe, że aż zgłupiałam. Pokiwałam głową na tak, po czym miałam ochotę się za to ukatrupić. Chris się jedynie do mnie  uśmiechnął i wysiadł z samochodu. Nie czekałam aby pogrążać się dalej i sama szybko wysiadłam. Bar „Jolly Roger” był jednym z tych lokali do których zagląda specyficzna grupa ludzi. Lokal stylizowano na piracką tawernę, stoliki porobione z grubo ciosanych bali, lub z drewnianych beczek. Gdzieś w koncie sali stał replika armaty pokładowej, tu i ówdzie porozwieszane był liny. Na ścianie naprzeciwko wejścia znajdowało się akwarium, nie było ona za duże ale nasze bojowniki „Czarnobrody” i „Krwawy” oraz dwa glonojady : „Latający Holender” i „Czarna Perła” nie narzekali. Sercem lokalu był długi drewniany bar, moje małe oczko w głowie. Wszyscy pracownicy „Jolly Roger'a”, taktowali to miejsce jakby oni sami byli właścicielami. Dlatego też szefostwo tak nam ufało że wszyscy mieliśmy swoje własne klucze. Nie musiałam dzisiaj sama otwierać lokalu, będąc jeszcze w autobusie gdy wracałam z pracy napisałam do Majka że mogę się ładnie spóźnić bo mi szczęście nie dopisuje i czy on może za  mnie otworzyć. Ten nie miał nic przeciwko. Jeśli zaś chodzi o muzykę jaka jest puszczana w lokalu, to zwykle szanty przeplatają się z rockiem. W środy zaś leci muzyka z gier i filmów, mamy wtedy spotkania graczy, nie ważne czy grasz na komputerze, bierzesz udział w larpach, czy lubisz planszówki. To jest właśnie dzień dla takich graczy, dzisiaj zaś mieliśmy specjalną „Piracką Imprezę” przebieraną. Co w istocie mogło oznaczać tylko jedno, ja też musiałam się przebrać. Majk był wysokim krótko ostrzyżonym ciemnym blondynem o bardzo pokręconym podejściu do życia. Dla tego 32 letniego dużego dziecka, wszystko i wszyscy byli powodem do śmiechu. Małe nieszkodliwe, ale za to irytujące żarciki były nieodłącznym elementem przyjaźni z tym osobnikiem. Więc jakie było moje zdziwienie że po przekroczeniu progu zobaczyłam Majka, przebranego za majtka pokładowego. Podeszłam do baru i zrzuciłam swoje rzeczy na jedno z krzeseł barowych.
- Cześć Majk, co ty robisz przebrany ? Z tego co pamiętam miałam dzisiaj być sama na zmianie. - Posłałam chłopakowi wesoły uśmiech.
- Czy ty w ogóle korzystasz z internetu dziewczyno ? Wiesz ile osób się zapowiedziało na dzisiejszy wieczór, dlatego zadzwoniłem do szefowej i zapytałem czy mam Ci pomóc. Wyraziła na to zgodę więc jesteśmy razem maleńka. - Odpowiedział ze śmiechem, dopiero po chwili spostrzegł że nie jestem sama. - A to kto V, twój nowy chłopak ? A Maciej wie o tym że lecisz na dwa fronty ?
- Majk ! Zachowuj się. Ile razy mam ci powtarzać że Maciej nie jest moim facetem ? - Zapytałam znużona. - Zresztą nie ważne, Majk to jest Christopher. Christopher to jest Majk jeden z barmanów tu pracujących, w sumie jest nas czworo.
- Miło Cię poznać Christopher. - Panowie podali sobie ręce z dziwnym uśmiechem na twarzach, to nie zapowiadało niczego dobrego.
- Dobra panowie, to ja idę się przebrać. - W drzwiach na zaplecze przypomniało mi się że muszę jeszcze zgarnąć coś do jedzenia. - Majk mogę mieć do ciebie biznes ?
- Słucham złotko. - Odpowiedział uradowany.
- Miałam skoczyć do Teda po coś na ząb, mógłbyś zrobić to za mnie. Po ogarniam do końca bar, a w tych ciuchach co mam się przebrać raczej nie chciałabym biegać po mieście. - Posłałam mu słodki uśmiech, oraz pomachałam rzęsami. Chris przez ten cały czas milczał i obserwował naszą dwójkę. Może mi się wydawało ale chyba był zły, zirytowany na pewno.
- Dobra księżniczko, ale mi też stawiasz. Jeśli mam wyjść w tych ciuchach i robić z siebie debila musisz mi się odwdzięczyć. - Mówiąc to już nakładał kurtkę. Pogrzebałam w torbie szukając portfela i podałam mu pieniądze.
- Jesteś wspaniały, dzięki. Dla mnie to co zawsze. - Po czym uciekłam na zaplecze by się szybko przebrać. Ufałam że Christopher w tym czasie przypilnuje nam baru. Moje przebranie może nie było zbyt wymyślne ale mnie się efekt podobał. Długie czarne skórzane wiązane buty na nie wysokim obcasie, czarne leginsy, do tego długi do połowy uda ciemno brązowy skórzany żakiet na który nałożyłam czarny steampunkowy gorset. Z pod żakietu wystawały falbany rękawów i kołnierz mojej białej koszuli. Długie lekko kręcone brązowe włosy upięłam po lewej stronie głowy i doczepiłam do nich dużą czerwoną różę. W zasłonięte ucho założyłam długi kolczyk z czerwonymi kamykami, tak że idealnie było go widać spod włosów. W drugie ucho wsadziłam identyczny ale do tego jeszcze nałożyłam nausznice w kształcie smoka. Oczy podkreśliłam czarną kredką i przydymionym makijażem. Na usta zaś pomalowałam ciemno czerwoną szminką. Na szyi miałam małą czarną lekko błyszczącą kolie z kamykami. Spojrzałam w lustro i byłam zadowolona z efektu. Może nie do końca przypominałam piratkę, ale mnie się podobało. Cały proces zajął mi dłużej niż sądziłam, bo ponad 20 minut. Miałam nadzieje że nikt w tym czasie nie przyszedł. Znając jednak moje szczęście tego dnia, tak miło nie mogło być. Gdy wyszłam z zaplecza okazało się że w lokalu jednak jesteśmy tylko ja i Christopher, Majk jeszcze nie wrócił. Znając go plotkuje sobie z Tedem, oczywiście na mój temat. Czasem mam wrażenie że Majkel woli żyć życiem innych ludzi niż swoim własnym. Weszłam za bar i zobaczyła że Majk już wszystko ogarnął pozostało jedynie czekać na klientów, sprawdziłam jeszcze tylko co jest ustawione na playliście i można było stawić czoła mojemu „narzeczonemu”. Ten jedynie siedział za barem i śledził uważnie mój każdy ruch. - Może Ci coś polać ? - Zapytałam, przerywając tym niezręczną ciszę.
- Macie piwo bezalkoholowe ? - Bez słowa postawiłam przed nim odkapslowaną butelkę, gdy ten wyciągał portfel by zapłacić powstrzymałam go słowami.
- Nie kłopocz się, to na mój rachunek. Dzięki za przypilnowanie baru, gdy się przebierałam.
- Wiesz nie chcę krytykować, ale mało piracki ten twój strój. - Uśmiechnęłam się słysząc jego wypowiedź.
- Ciężko coś lepszego zorganizować w jeden dzień, do tego musi być wygodny i nie przeszkadzać w pracy. - Cały czas bacznie obserwowałam Chrisa, może nie zam go na tyle by wiedzieć dokładnie, ale wciąż był zły. Do tego nawet przestał być zgryźliwy. A w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami i wziął łyk piwa. Po przedłużającej się ciszy nie wytrzymałam, nie to że miałam ochotę na rozmowę z nim ale, jestem w swoim małym raju. Nikt przybity nie będzie siedział za barem kiedy ja jestem na zmianie.
- Dobra mam dość, o co Ci chodzi ?
- A musi o coś mi chodzić ? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. Świetnie, tak to do niczego nie dojdziemy.
- Od momentu kiedy poznałeś Majka, zachowujesz się jakby coś Cię wkurzyło. - Odparłam, czekając na jakąś reakcję.
- Hmm niech pomyślę, może dlatego jestem zły bo jednak potrafisz być miła dla innych facetów tylko mnie jakoś nie możesz przetrawić. - No świetnie obrażona primadonna od siedmiu boleści.
- Po pierwsze Majka znam odkąd tu pracuję i jest moim przyjacielem. Po drugie nie oczekuj że po jakiejś godzinie znajomości będę Cię inaczej traktować, zwłaszcza po tym w jaki sposób wparowałeś w moje życie.
- Kim jest Maciej ? - W pierwszej chwili mnie zatkało, tak szybka zmiana tematu była cokolwiek dziwna. Więc w tym tkwi problem, tu nie chodziło o moje podejście do Majkela tylko o jego wzmiankę o zdradzaniu w nie istniejącym związku.
- Czyli o to chodzi ? Jesteś zły o to co powiedział Majk. - Westchnęłam tylko. Spojrzałam w oczy Christopherowi. - Jak już wspomniałam mnie i Macieja nic nie łączy. Znamy się od siedmiu miesięcy, parę razy razem poszliśmy do kina i na jakąś imprezę naszych wspólnych znajomych. Poza tym jesteśmy jedynie dobrymi przyjaciółmi. Od dawna wszyscy próbują nas zeswatać, ale Maciej ma już kogoś na kim mu zależy. Jak dla mnie to ma kiepski gust jeśli chodzi o to w kim się zakochał, ale nie mi to oceniać. - Po czym dodałam po cichu. - Ja wpadłam w większe bagno.
- Słyszałem to. - Odparł, z lekkim uśmiechem. Widać że humor mu się trochę poprawił. - Cieszę się że nie mam jakiejś poważnej konkurencji. - Było być miłą . . . Są takie dni kiedy czasami mózg mi się wyłącza. Zmrużyłam lekko oczy.
- Zostań na dłużej a zobaczysz całą grupę twoich konkurentów. - Odgryzłam się, ale zanim Chris zdążył odpowiedzieć do baru wrócił Majk z moim jedzonkiem. Zdziwiłam się kiedy zaraz za nim wszedł Ted.
- Co ty tu robisz ? Urwałeś się z roboty czy co ? - Ted wyglądał jak mały cherubinek, z całej naszej ekipy był najniższy miał trochę ponad metr sześćdziesiąt, lekko kręcone włosy sięgały mu do ramion i były w kolorze złotej pszenicy. Do tego był wątłej budowy, ile to już osób przejechało się oceniając go po wyglądzie. Pod tą powłoka aniołka krył się istny diabeł. Brakowało jedynie Johna by loża szyderców była w komplecie. Co było bardzo możliwe skoro Ted był tu z nami, trzeba się szybko pozbyć Chrisa z lokalu. Panowie mieli na twarzach przyklejone promienne uśmiechy. Ojj naprawdę bardzo szybko muszę się go pozbyć.
- Nie V, już skończyłem. Obiecałem przecież że dotrzymam Ci towarzystwa na zmianie.
- Taa, bo uwierzę. Jak mniemam John jest już w drodze, co by loża szyderców była w komplecie.
- Oj, za dobrze nas znasz V. - Odparł Majk klepiąc mnie po ramieniu, podając mi przy okazji smakowicie pachnący pakunek. Ted podszedł do baru i przysiadł się do Christophera.
- Siema, jestem Ted. - Przywitał się z promiennym uśmiechem. - Powiedz jak poznałeś naszą słodką Vanessę ?
- Christopher, a tak po prawdzie to poznaliśmy się dzisiaj, no przynajmniej Vanessa poznała mnie dziś. Ja wiedziałem o jej istnieniu już wcześniej. - Chris odwzajemnił uśmiech i uścisnął wyciągniętą dłoń Teda którego zatkało. No to teraz się zacznie, tak wiedziałam że ten dzień będzie cudowny . . .
- Jak to poznaliście się dzisiaj ? V, masz nam coś do powiedzenia ?
- Cóż i tak pewnie prędzej czy później Chris się wygada więc co mi tam ? Nasze matki podobno znają się z liceum i wpadły w tym czasie na genialny pomysł. Tak więc dzisiaj jakieś 2 godziny temu poznałam swoje „narzeczonego” czyli Christophera. - Wybuchliśmy śmiechem widząc miny chłopaków, po tym co im powiedziałam, o tak loża szyderców będzie miała używanie przez najbliższy czas. No nic. Uśmiechnęłam się do Chrisa, tak prawdziwie. Ten jedynie bez słowa podniósł piwo w geście toastu dla mnie.
- Jak mogłaś nam to zrobić ?! - Wypalił zdziwiony Ted.
- Vanessa, drogie dziecko choć tu do wujaszka Majka i wyspowiadaj się.
- Nie ma o czym gadać chłopcy, tak się po prostu stało. W sumie nic dziwnego biorąc pod uwagę jak zrąbany dzień mnie dopadł. No nie patrzcie tak na mnie, nic więcej nie jestem wam w stanie powiedzieć na tą chwilę. - Marnie szukałam pomocy wzrokiem u Chrisa, by ten coś dodał od siebie.
- Jak to nie masz nic więcej do powiedzenia ? Wiesz takich wieści nie przekazuje się z dupy tak jak ty to zrobiłaś w tej chwili. Nie jesteśmy przygotowani . . . - Jęknął Ted, łapiąc się teatralnie za głowę. Za to Majk polał sobie i Tedowi po dużym piwie. - Dzięki stary na trzeźwo tego nie przetrawię. - Po woli ludzie zaczęli się schodzić, do lokalu więc trzeba było się wziąć do roboty. Czas mijał na gawędzeniu piciu i dobrej zabawie. Dość sporo osób przyszło przebranych, poszło kilka życzeń muzycznych. Impreza się kręciła. Chris gawędził sobie z Tedem, od czasu do czasu poznając naszych znajomych i stałych bywalców. Co jakiś czas rozbrzmiewał dzwonek powieszony nad barem oznajmiający że ktoś stawia wszystkim przy barze. Chris nie pił, wiadomo był autem. Gdzieś przed północą pojawił się John, więc szydera zaczęła się na poważnie. Oczywiście nie obeszło się bez docinków pod adresem moich nietypowych zaręczyn, był to w sumie główny temat do plotek tego wieczoru. Wszyscy byli w szoku ale, i tak składali gratulacje. John oczywiście nie powstrzymał się od komentarza że „każda potwora znajdzie swojego adoratora”. Nie było tak źle, byłam ciekawa jak szybko ta informacja obleci nasze grono i jak to wpłynie na moje życie. Majkowi jednak nie umknął mały szczegół, mianowicie fakt że przez ten cały czas nie rozmawiałam praktycznie z Christopherem. Więc gdzieś koło pierwszej postanowił wziąć mnie na stronę, by na szybko pogadać.
- Ted możesz stanąć na chwilę za barem ? V chodź pomożesz mi na zapleczu. - Gdy weszliśmy do małego pomieszczenia, od razu wstawiłam przyniesione przez Majka jedzenie do mikrofalówki i czekałam na to co ma mi do powiedzenia. - Możesz mi tak nie w skrócie powiedzieć o co chodzi z tą całą akcją z „narzeczonym” ? Bo wiesz ślepy nie jestem, wyjątkowo unikasz z nim dłuższej rozmowy i trzymasz się drugiego końca baru.
- Majk co mam Ci powiedzieć ? Wróciłam do domu tam zastałam Chrisa i jego matkę Annę, czekali na mnie z moją mamą. Bez zbędnych wstępów powiedzieli mi że Christopher jest moim narzeczonym, i było to postanowione zanim się urodziliśmy. Do tego Chris jest doskonałym manipulatorem i tak ładnie poprowadził rozmowę że nie miałam jak się z tego wykręcić. Musiałam zgodzić się na ten układ, szczegółów jeszcze nie omówiliśmy bo musiałam przyjechać tutaj. - Wyjęłam obiadokolacje z mikrofalówki i zaczęłam powoli jeść. - Jak widzisz na załączonym obrazku staram się jak najbardziej odwlec tą rozmowę.
- Wiesz, koleś nie jest wcale najgorszy. W sumie całkiem przyjemny, tylko w tym wszystkim szkoda mi Macieja, on Cię naprawdę bardzo lubi. - Westchnęłam jedynie zrezygnowana. Ojj Majk gdybyś tylko wiedział.
- Wiesz mi Maciej, kocha kogoś innego. Nie patrz tak na mnie jak debil, rozmawiałam z nim na ten temat więc wiem o kogo chodzi. Wyprzedzając twoje pytanie, nie nie powiem Ci kto to jest, obiecałam mu że nikomu nie powiem. - Majk wciąż przeszywał mnie wzrokiem, starając się dociec ile ukrywam.
- No dobra, uznajmy że ci wierzę. To co zamierzasz z tym fantem zrobić ? Nie będziesz go w stanie wiecznie unikać, a z tego co zdążyłem zauważyć on to traktuje poważnie i tak łatwo nie odpuści.
- Na razie jeszcze nic nie wymyśliłam, jakoś go zniechęcę i pokażę że to idiotyczny pomysł. Zresztą nie lubię go, bardziej irytującego kolesia od niego jeszcze nie poznałam. Jest tak pewny siebie że aż mnie zęby bolą, uważa że żadna mu się nie oprze. Oczywiście musi do tego jeździć czarną Impalą Super . . . - Zirytowana z impetem wrzuciłam puste opakowanie do śmietnika i sięgnęłam po brakujące alkohole, by uzupełnić lodówkę pod barem.
- Jak dla mnie on ci się podoba, tylko wkurzasz się dla zasady. - Odwróciłam się wściekła i przeszyłam wzrokiem Majka. Ten jedynie uśmiechnął się do mnie wrednie. Bez słowa wróciłam za bar i zajęłam się swoją pracą, nie kontynuując tematu który poruszył Majkel. Gdzieś koło godziny czwartej nie mieliśmy już praktycznie gości, więc zaczęliśmy sprzątać. Po mimo że Christopher miał zostać na tylko na chwilę, wciąż był w lokalu. Równo jak w zegarku o piątej mieliśmy już wszystko zrobione. Szybko przebrałam się w normalne ciuchy i zdjęłam biżuterie, włosy i makijaż zostawiłam tak jak były. Nie miałam już siły na nic, chciałam jedynie wracać do domu i przespać się choć trochę. Majk się jedynie krótko pożegnał i życzył mi powodzenia. Zamknęłam moje oczko w głowie i podeszłam do czekającego na parkingu Christophera. Noc była wyjątkowo przyjemna, normalnie to przeszłabym się kilka przystanków.
- Jak ci się podobała impreza ? - Rzuciłam od niechcenia, tak by jakoś zacząć byle jaką rozmowę.
- Byłaby przyjemniejsza gdybyś tak nie uciekała przede mną. - Odparł otwierając mi drzwi do samochodu.
- Pracowałam, nie mogę poświęcać Ci całej swojej uwagi. - Odburknęłam gdy usiadł za kierownicom.
- Jak sobie chcesz, mocno jesteś zmęczona ? - Zapytał patrząc na mnie. W świetle sufitowej lampki wyglądał jak upadły anioł, szlak by to trafił. Majkel ma rację wściekam się tak dla zasady. Odwróciłam wzrok w stronę okna.
- Jedyne o czym marzę to wziąć prysznic i położyć się spać, jeszcze trochę i będę całą dobę na nogach. - Niewinne kłamstewko, nie byłam jeszcze tak bardzo zmęczona. Im szybciej zostanę sama tym lepiej. Christopher bez słowa odpalił samochód i wyjechał z parkingu. W ciszy dojechaliśmy pod mój dom, odpięłam pas i już miałam wysiądź gdy Chris złapał mnie za ramię.
- Możesz poświęcić mi jeszcze 5 minut. - Zapytał. Przekręciłam się na siedzeniu i próbowałam wypatrzyć jego wyraz twarzy w tej ciemności. - Wiem że nie podoba ci się ta cała sytuacja, ale oboje w tym tkwimy. Jak mniemam jutro też pracujesz ?
- Owszem pracuję. - Odparłam. - Nie mam zmiany w sklepie. Od poniedziałku do piątku pracuję w sklepie, do tego w piątek po południu w barze. No i oczywiście sobotę niedziele też.
- Nie jesteś tym zmęczona ?
- Piątki są najgorsze, no ale mam czas żeby się wyspać. Jutro zaczynam dopiero o 17 więc nie jest tak źle. Czemu pytasz ? - Byłam trochę ciekawa dokąd to zmierza.
- Ciekawi mnie dlaczego taka piękna i inteligentna dziewczyna zaharowuje się na śmierć.
- Kocham pracę za barem, ale z samych weekendów człowiek nie wyżyje. Gdybym nawet pracowała tylko w samym barze nie zarobie aż tyle pieniędzy żeby po opłacać rachunki. Nie mam dużej ilości znajomych więc nie muszę się martwić o życie towarzyskie. - Odparłam, wiem do czego zmierzał.
- Rozumiem, nie przekonam Cię. Nie chciałem o tym mówić ale nie pozostawiasz mi wielkiego wyboru. - Westchnął, i milczał dłuższą chwilę. Kiedy już miałam go zapytać o co chodzi dokończył rozpoczętą myśl. - Nie widzę opcji abyśmy mogli się jakoś widywać, więc musisz zamieszkać ze mną.
- Zaraz, ty chyba sobie żartujesz ?! - Odparłam wściekła. - Nawet cię nie znam i nic nie muszę ! - Wysyczałam, i sięgnęłam do klamki. Christopher złapał mnie za rękę i przekręcił w swoją stronę. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku. - Puszczaj. - Warknęłam.
- Najpierw wysłuchaj mnie do końca. - Gdy przestałam się wyrywać, kontynuował. - Też nie bardzo mi się to widzi zwłaszcza kiedy traktujesz mnie jak zło konieczne. Nie chcę Cię do niczego zmuszać, ale daj nam chociaż szansę.
- Nie znaczy to że muszę od razu po tym jak cię spotkałam z tobą zamieszkać. - Odparłam trochę spokojniejsza, ale tylko odrobinę.
- Wybacz ale wiem co Ci chodzi po głowie. Cały czas kombinujesz jak się mnie pozbyć i ograniczyć naszą znajomość do minimum. Poczekasz aż się zmęczę czekaniem, ale jak wspomniałem w pubie - ja wiedziałem o twoim istnieniu dużo wcześniej. Co Ci tak we mnie nie pasuje, że nawet nie chcesz spróbować ?
- Niech się zastanowię . . . Jesteś wredny, irytujący do tego tak pewny siebie, że uważasz iż żadna kobieta Ci się nie oprze. Tym wkurzasz mnie najbardziej, do tego nie liczysz się kompletnie z tym co ja mam do powiedzenia w tej sytuacji. Nigdy nie prosiłam oto by ktoś pakował się w moje życie, mam swoje marzenia. Nie uwzględniają one rycerza na białym koniu. Do tego twierdzisz że wiesz o moim istnieniu od dawna, nie łaska była mnie o tym poinformować ? Może wtedy ta znajomość potoczyła by się zupełnie inaczej i nie traktowałabym Cię, jak to ładnie określiłeś „złem koniecznym”. - Wyrzuciłam z siebie, patrząc w deskę rozdzielczą.
- Skończyłaś już ? - Odparł zirytowany.
- Nie ma jeszcze całkiem długą listę, chcesz usłysz . . . - Chris przekręcił mi głowę tak bym na niego patrzyła, po czym zaczął mnie całować. W pierwszej chwili byłam w szoku i nie zareagowałam. Gdy chciałam się odsunąć Chris wzmocnił chwyt nie pozwalając mi się odsunąć. Jego wargi delikatnie poruszały się na moich próbując zachęcić mnie do odwzajemnienia pocałunku. Po krótkiej chwili przestałam się opierać. To był najdelikatniejszy atak, którego nie mogłam odeprzeć. Nieśmiało uchyliłam usta pozwalając mu na pogłębienie tego pocałunku. Jego język delikatnie zaczął badać wnętrze moich ust. Zaczęłam oddawać pocałunek, a moje wszystkie myśli uleciały z głowy. Nasze języki złączyły się w tańcu, pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny okazując czający się w Christopherze głód. Gdy dotarło to do mnie odepchnęłam Chrisa i uciekłam z samochodu. Wbiegłam na podwórko nie oglądając się za siebie i szybko wyjęłam klucze do domu. Ręce tak mi się trzęsły że nie byłam w stanie trafić w zamek. Po kilku panicznych próbach upuściłam je, już miałam podnieść klucze gdy Christopher mnie wyprzedził. Cholera w panice musiałam nie zamknąć za sobą bramki. Odsunęłam się od drzwi nie patrząc na Chrisa, ten zaś otworzył mi drzwi i podał mi klucze. Wzięłam je od niego nic nie mówiąc. Staliśmy tak chwilę, nie wiedziałam co zrobić ani tym bardziej jak się zachować. Miałam kompletny chaos w głowie, jedna myśl goniła drugą jak pies próbujący złapać swój własny ogon. Uporczywie wpatrywałam się w swoje buty, po chwili w zasięgu wzroku dostrzegłam dłoń Chrisa, sięgną do moich włosów i wyciągną z nich kosmyk. Przestraszona podniosła na niego wzrok, ten jedynie intensywnie patrzył mi w oczy i ucałował trzymany kosmyk.
- Przyjadę jutro po ciebie o 16. - Puścił trzymane włosy i odszedł bez słowa. Przez chwilę stałam jeszcze na zewnątrz, sparaliżowana sytuacją.
- Cholera niech to wszystko weźmie . . . - Rzuciłam w przestrzeń. Weszłam do domu, tym razem Kira przybiegła jak na zawołanie, gdy tylko odwiesiłam te nieszczęsne klucze. Pogłaskałam ją i ruszyłam schodami do swojego pokoju. Rzuciłam torbę w kont, zabrałam piżamę i wzięłam szybki prysznic. Schowałam się pod kołdrą mając nadzieje że ten dzień tylko mi się przyśnił. Przegrałam najważniejszą bitwę, pytanie tylko jak dużo czasu Christopherowi zajmie zdobycie zwycięstwa. Sądząc po swojej dość szybkiej kapitulacji, nie dużo czasu. Dość długo kręciłam się z boku na bok, aż wreszcie udało mi się zasnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz