niedziela, 22 lutego 2015

Noc 9 - Pogaduszki, konspiracja i gość

      Z błogiego stanu wyrwało mnie delikatne pukanie do drzwi.
- Proszę. – Do komnaty z tacą pełną owoców weszła uradowana Alice.
- Tak się cieszę, że już się lepiej czujesz. – Szybko podeszła do stolika w rogu pokoju i postawiła na nim tacę. W tym czasie ja zdążyłam już usiąść na łóżku. Alice radośnie rzuciła mi się na szyje. – Martwiłam się o ciebie panienko . . . znaczy Lunitari. Jak się czujesz ? Boli cię coś ?
- Nie wszystko w porządku, czuję się świetnie.
- Książe się na pewno ucieszy kiedy dowie się, że jednak nic Ci nie jest. Podobno nagle podczas rozmowy straciłaś przytomność i nie można było cię ocucić.
- Co !!! – prawie zadławiłam się własna śliną. – Niech no ja go dorwę, to mnie popamięta za wygadywanie takich bzdur !! – Alice odsunęła się ode mnie trochę przestraszona taką reakcją z mojej strony.
- Luni . . .
- Przepraszam Alice przereagowałam.
- Nie nic się nie stało, czyli co  ? było inaczej niż tak jak mówią w całym pałacu ?
- No niestety, odbyło się małe przesłuchanie zakończone ostrą wymianą zdań i paroma ciosami. – Na to pokazałam elfce  czerwone ślady na mojej skórze.
- Ciężko uwierzyć że Książe jest do tego zdolny. Zawsze miły i opanowany w stosunku do wszystkich, nawet służby.
-A mniejsza o to, już ja mu pokaże że ze mną nie warto zadzierać. – Zrobiłam bojową minę i ukazałam swoje mięśnie. Alice zaczęła się śmiać i oto mi właśnie chodziło.
- Wyglądasz teraz naprawdę komicznie. – Chichotała. Po chwili uspokoiła się i rozejrzała po komnacie.
- Lunitari gdzie się podział strażnik który powinien tu być ?
- Ujmijmy to tak : kiedy się obudziłam strażnika już nie było. – Może nie do końca prawda ale zawsze.
- Dziwne, ale przynajmniej możemy sobie swobodnie poplotkować. – Beztroska dziewczyna jak nic. Przeszło mi przez myśl. Elfka wstała, podeszła do stolika na którym wcześniej postawiła tacę i rzuciła mi pomarańczę.
- Masz zjedz a ja zaraz ci przyszykuje kąpiel co ty na to ?
- Będę Cię za to wielbić. – Alice roześmiała się w odpowiedzi na moje słowa i zniknęła za drzwiami łazienki. Podejrzliwie zaczęłam się przyglądać owocowi. Mikstura która został mi podana podczas tamtej „rozmowy”,powinna działać jeszcze góra dzień lub dwa. Nie chcę zbytnio ryzykować, nigdy nie wiadomo kiedy magia może się przydać. Po chwili Alice wyszła z łazienki.
- Kąpiel gotowa. – Oznajmiła. – Dlaczego jeszcze nie zjadłaś tej pomarańczy ? -Zmarszczyła lekko czoło w udawanej złości.
- Ty mi lepiej powiedz czy TEN palant robił coś z tymi owocami ?
- Jak dla mnie to Książe pewnie jeszcze nie wie że doszłaś do siebie. – wstałam z łózka i weszłam za elfką do łazienki. Była nie duża ale dość przestronna. Wszystko było zrobione z białego marmuru, spora wanna znad której unosiła się para. Nieduża umywalka a nad nią masywne dość spore lustro.
- Przestań tak podziwiać łazienkę tylko wskakuj do wody. – Uśmiechnięta popchnęła mnie lekko w stronę wanny. -Ja będę się już zbierać, wpadnę w porze obiadu. – Elfka obróciła się i zamierzała do wyjścia z komnaty.
- Alice czekaj, mogłabym mieć do ciebie małą konspiracyjną prośbę ? – Uśmiechnęłam się lekko.
- Zależy jaką ale spoko, mów.
- Mogłabyś mi przynieść parę książek opisujących ostatnie 200  lat waszej rasy, znaczy „Krwawych Elfów” ?
- To może być trudne. Do archiwów nikt nie ma odwagi wejść, podobno niezły tam bałagan i nic nie można znaleźć. Cóż ale postaram się coś wykombinować. – Uśmiechnęła się lekko.
- Dziękuję. – Elfka wyszła z pomieszczenia, ale szybko wróciła.
- Zapomniałabym, w szafie powinny być jakieś rzeczy więc się nie krepuj i korzystaj. – Uśmiechnęła się szeroko i wyszła. Ściągnęłam swoje ubranie i zanurzyłam się w gorącej wodzie. Szybko się umyłam i owinęłam w czerwony ręcznik ze złotym haftem. Zawinięta w puszysty kokonik z ręcznika, wyszłam z łazienki i zaczęłam grzebać w szafie. W sumie nie było w czym wybierać, jeden „namiot” poganiał drugi.
- Tak do niczego nie dojdziemy . . . – Mruknęłam. Dobre 20 minut spędziłam na przerzucaniu rzeczy w szafie, aż w końcu zdecydowałam się na mniejsze zło. Czyli czerwoną długą do ziemi suknie z rozcięciem na lewej nodze, długim rozcięciem. Złota oblamówka szerokości tak ok 3 cm. znajdowała się przy dekolcie (dekolt w kształcie łódki), oraz u dołu sukni i naokoło rozcięcia. W miejscu w którym rozpoczynało się rozcięcie była zmocowana szafirowa broszka w kształcie 8mio ramiennej gwiazdy. Na plecach sukni zamiast jakiegoś zamka było długie wiązanie. Nie wiem jakim cudem samej udało mi się ją zawiązać, tak aby nie spadła i równocześnie nie była za ciasna. Gdy przejrzałam się w lustrze które było zawieszone na jednym z masywnych skrzydeł szafy. Stwierdziłam że ta suknia była uszyta wprost na mnie. Włosy zostawiłam rozpuszczone i tylko założyłam je za szpiczaste uszy. Złotych pantofli idealnie pasujących do sukni nawet nie tknęłam. Na ogół wolałam unikać tego typu obuwia, a najlepiej to w ogóle chodzić na boso. Zamknęłam szafę zostawiając w niej „lekki” nieład, i wyszłam na balkon. Wiał delikatny i ciepły wiaterek, a słońce przyjemnie świeciło na bezchmurnym niebie. Podeszłam i oparłam się rekami o barierkę. Przez krótką chwilę obserwowałam małe zamieszanie na pałacowym dziedzińcu. Sądząc po wysokości na jakiej znajdowała się moja komnata, można było osądzić że jest to jakieś 2 – 3 piętro. Przeniosłam swój wzrok na złote korony drzew, wystające poza wysokość murów zamkowych. Zamknęłam oczy i powoli zaczęłam obmyślać plan zemsty na tej „królewskiej gliździe”. Nagle moje rozmyślania przerwało czyjeś wtargnięcie do wnętrza komnaty . . .
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz