Kolejna noc, kolejne trupy a moja frustracja rośnie, to już pół roku . . . No ile do cholery jasnej mam to znosić ?! Ten nie zmienny sen, taki schematyczny . . . Komu tak podpadłam ja się pytam ? Kolejna noc z cyklu zajebistych wniosków. No a co :) Dziś postanowiłam po rozmyślać o Bogu. W sumie nie jestem zwolenniczką kościoła, ale swoją wiarę jakąś tam mam. Jest ona trochę sprzeczna z zasadami ów instytucji, ale co tam. To wolny kraj a my jesteśmy wolnymi ludźmi. Chodź jak dla mnie to z tą wolnością to jest różnie. Ale nie o tym miałam . . . Wracając do tematu, wierzę że Bóg gdzieś tam istnieje, że ma te swoje zastępy aniołów i archaniołów. Ów skrzydlate istoty jak dla mnie są piękne, ale nie tak niewinne i czyste jak je ludzie malują. Weźmy na przykład Lucyfera, po wygnaniu z nieba zmieniono mu imię i zaczęto przedstawiać jako ohydną bestię . . . W niebie był przecież uważany za najpiękniejszego i najpotężniejszego, wiec skąd to wyobrażenie ? Może to sprawka tego, że ludzie uważają wszystko co złe za okropne i nieczyste . . . Nie żebym była jakąś zwolenniczka pana piekieł, ale po prostu uważam że ludzie mają tendencje do przekoloryzowania wielu rzeczy . . . Dobra lepiej zostawić ten temat w spokoju, jeszcze ktoś się obrazi i co ja zrobię ?
- Ehh, nudzę się . . . – Mruknęłam pod nosem, czasem miło jest usłyszeć jakiś głos, nawet jeśli jest to mój własny . . . Ta przejmująca cisza . . . Dziś jest wyjątkowo cicho, tak nienaturalnie cicho . . .
Szybko wstałam ze sporego rozmiaru głazu, na jakim to sobie przysiadłam, gdy tylko się tu znalazłam. Mam obawy że przez swoje rozmyślanie o pierdołach, może stać się coś złego . . . Cholerne przeczucie, nienawidzę go. Co z tego że często pomaga, ale to uczucie . . . Wiedzy że stanie się coś okropnego, ale nie wiadomo co . . .Nic nie da się z tym zrobić. Gówno i tyle, zaczęłam przemieszczać się w bliżej nie określonym kierunku, czyli byle jak najdalej od mojego głazu. Nagle coś złapało mnie za kostkę. Mimo woli krzyknęłam przestraszona.
- Pomóż mi. – Usłyszałam żeński głos, jak się chwile potem okazało była to mała dziewczynka. Miała może jakieś 10 – 11 lat. Przykucnęłam przy niej i bez słowa pomogłam się wydostać z pod trupa jakiegoś mężczyzny. – Dziękuję.
- Nie ma za co, jesteś ranna albo coś ? – Zapytałam mało inteligentnie.
- Chyba nie. – Dziewczynka miała przybrudzone blond włosy do ramion, a na sobie podartą przesiąkniętą zakrzepłą krwią chyba blado błękitną sukienkę.
- Możesz wstać ? – Zapytałam z troską w głosie.
- Tak nic mi nie jest, ten pan mi pomógł. – Wskazała na zwłoki mężczyzny z pod którego pomogłam jej się wydostać. Ta mała jest pierwszą osobą którą spotkałam tutaj, której nic nie jest tak jak mi.
- Jak dawno się tu znalazłaś ? – Spytałam.
- To moja 3 noc, jak długo to będzie jeszcze trwać ? – Spytała ze łzami w oczach, biedne dziecko . . .
- Nie wiem, ale to nie powinno było spotkać osoby w twoim wieku. – Mała przytuliła się do mnie i zaczęła cicho szlochać. Widać wiedziała że w tym miejscu trzeba zachować ciszę. Delikatnie głaskałam ją po głowie w uspokajającym geście, szepcząc do ucha jakieś słowa pocieszenia. Po jakiś 20 minutach mała się uspokoiła.
- Od jak dawna pani już tu jest ? – Wahałam się czy jej nie skłamać, ale osądziłam że mimo wszystko prawda będzie lepsza . . .
- To będzie już jakieś pół roku. – Mała wyraźnie posmutniała, miałam wrażenie że za chwile znowu się rozpłacze.
- Nie dam rady tyle wytrzymać, ja już mam tego dość. Boje się . . . Te bestie . . . – Urwała, a w jej oczach był dostrzegalny paniczny strach. Żal mi jej takie dziecko nigdy, prze nigdy nie powinno doświadczać czegoś tak okrutnego.
- Chodźmy z stąd lepiej, im mniej czasu zostajemy w jednym miejscu tym lepiej. – Mała bez słowa zaczęła iść za mną uważając aby się nie przewrócić. Marsz był zdecydowanie wolniejszy, a wkurwiające przeczucie że stanie się coś złego stawało się coraz większe . . .
- Proszę pani, a jak długo będziemy iść i gdzie ? – Spytała w końcu dziewczynka. Przystanęłam na chwilę i odwróciłam się w jej stronę, kucając aby zbliżyć się trochę do jej wzrostu.
- Nie pani słonko tylko . . . Mów mi Lena, ale od razu mówię to nie jest moje prawdziwe imię.
- Dobrze Lena, ja jestem Ewelina.
- Miło mi cię poznać Ewelino. – Podałam dziewczynce rękę. – Co do twojego pytania, wydaje mi się że im mniej razy będziemy się zatrzymywać gdzieś na dłużej tym lepiej. Trudniej będzie tym bestia nas wytropić. A co do tego gdzie idziemy, to jak najdalej stąd.
- Czyli chodzimy bez celu . . . – Mruknęłam pod nosem Ewelina. Zastanawiałam się czy przemilczeć te słowa. Po krótkiej chwili postanowiłam jednak skomentować.
- To nie tak . . . w sumie to szukamy jakiegoś schronienia.
- Wybacz Leno ale ja widzę tu tylko martwych ludzi. – Westchnęłam tylko i odwróciłam się do dziewczyny.
- Ewelino, gdyby nie pozytywne myślenie już dawno by mnie tu nie było. – Mała była w stanie buntu przeciw wszystkiemu, skoro jej jest źle to wszystkim na około ma być podobnie.
- Lena nie prosiłam się oto . . . Ja mam tylko 8 lat ! – Krzyknęła a po jej policzkach spłynęły łzy. Więc jednak się pomyliłam, po sposobie jakim mówiła osądziłam że jest starsza. Bez słowa szybko przyciągnęłam ośmiolatkę do siebie i zaczęłam gładzić uspokajająco po włosach.
- Przepraszam Ewelino, zadbam o ciebie i będę cię chronić. Zobaczysz znajdę sposób by nas z tego wyciągnąć.
- Obiecujesz ? – Spytała.
- Obiecuję . . . – Jak się później okazało, nie należy składać obietnic bez pokrycia nie ważne jak szczere by one nie były . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz