- Odrobina złota za twoje myśli Książe.
- Słucham ? – Znowu to samo czy ja już zawszę będę tak bujać w obłokach ?
-Powiedz mi Kael’u o czym teraz myślisz ? W tej chwil jesteś dla mnietajemnicą. Więc chcę wiedzieć co cię tak dręczy aby móc temu jakośzaradzić. – Bez słowa podszedłem do barierki na dachu i się o niąoparłem wpatrując się w posępny widok. Nie bardzo wiedziałem co mamodpowiedzieć.
-Byłem w wieży kapłanów, powiedzieli że zwierze które mnie tak załatwiłoposiadało pewien jad. Niestety nie znają na niego lekarstwa, ani teżnie wiedzą jakie mogą być jego konsekwencje.
-Czyli nie za ciekawe wiadomości usłyszałeś, ale to nie jest odpowiedźna moje pytanie. – Illidan zbliżył się do mnie opierając się o barierkęale tyłem do oglądanego przeze mnie krajobrazu.
-Są to pytania i wątpliwości Mistrzu, na które sam muszę znaleźćodpowiedzi. Już poznałem jeden z efektów tego jadu, i bynajmniej niejest on na moja korzyść.
- Może przestaniesz w końcu mnie okłamywać Kael’u, i odpowiesz na moje pytanie zgodnie z prawdą ?
- Nie okłamuję cię, Mistrzu Illidanie. – Illidan wyciągną w moja stronę swoją dłoń i zmusił mnie bym spojrzał na niego.
-Ale nie mówisz całej prawdy mój Książe. – Milczałem, czułem jakprzewierca mnie swym wzrokiem. Mimo iż ma założoną przepaskę na oczachwiedziałem że jest w stanie mnie widzieć.
- Odpowiesz mi w końcu czy mam cię do tego zmusić ?
-Przykro mi Mistrzu ale tego nie zrobię. Bo to co zakłóca teraz mójspokój to błahostki. I wyprzedzając twoja odpowiedź, nie mam zamiarugłupotami zbierać ci cenny czas. Teraz jeśli wszystko zostałowyjaśnione pozwól że udam się na spoczynek. – Odsunąłem dłoń Illidanaktóra dalej spoczywała na moi policzku i powolnym krokiem zacząłemzmierzać w stronę wyjścia.
-Szkoda że uważasz swoje uczucia za błahostki Kale’u, bo wiesz one mogąbyć potężną bronią. – Momentalnie stanąłem w miejscu. Zresztą to jużnie pierwszy raz kiedy mam wrażenie że Illidan potrafi czytać w myślachkiedy tylko chce.
-Do czego dążysz Mistrzu ? Mam już dość tych gierek ! – Momentalnieodwróciłem się by zobaczyć jak zareaguje Illidan. Jakie było mojezdziwienie kiedy ten stał tuż za mną, a nie ładnych parę metrów odemnie. Przytrzymał mnie w pasie tak abym nie uciekł i przysuną bardzoblisko siebie, aż za bardzo.
-Jak myślisz jak bardzo jestem cierpliwy Kael’u ? – Nie wiem jak aleczułem że Illidan jest na mnie zły, i szczerze wcale mu się nie dziwię.- Co powiesz na to abyś już teraz dokończyli naszą wcześniejszą rozmowę?
- Mistrzu ja . . . – Myśl Kael’u, myśl byle szybko !
- Tak ? Illidan zbliżył bardziej moją twarz ku swojej.
-Ja . . . Ja wolałbym nie kończyć jej w tym miejscu. – Tak, to powinnopomóc. Jak nie to mam przechlapane. Illidan przez chwilę jakby sięzastanawiał, nad tym co powiedziałem. Ostatecznie zwolnił swój uścisk inieznacznie się ode mnie odsunął. Przez te chwilę nie pewności sercewaliło mi jak szalone, jeszcze trochę a zacznę już zupełnie zachowywaćsię jak jakaś baba . . .
-Sprytnie Książe, bardzo sprytnie to rozegrałeś. W takim wypadku, chcęcie widzieć dziś wieczorem u mnie w komnacie. Czyli za jakieś 3-4godziny. Jak się nie zjawisz gwarantuję że raczej nie będziesz w stanieudać się ze mną na tą wyprawę. – Po tych słowach zostałem sam na tymprzeklętym dachu. Illidan zwyczajnie sobie poszedł. Szczerze to mniezatkało, wiem że Lord Illidan jest bardzo groźnym przeciwnikiem. Niesądziłem że będzie w stanie wykorzystać swoją siłę przeciw swoimsojusznikom, tylko po to aby ich ukarać . . . W co ja się wpakowałem ?
Jakto zwykle bywa czas płynie nie ubłaganie, a godzina mojej udrękizbliżała się strasznie szybko. Po tej jak że uroczej wymianie zdań zMistrzem udałem się do swojej komnaty. Tak tam tkwiąc zmagałem się zeswoimi myślami, oraz jak to zwykle bywa ostatnio użalałem się nad sobą.Cóż jestem w końcu mężczyzną więc nie powinienem tak panikować. ZresztąIllidan miał rację uczucia to potężna broń, a on mi to właśnieudowodnił. Cholera tak być nie może ! Bierzemy się w garść i idziemy,dłużej nie ma co tego odwlekać. Przez całą drogę do komnaty Illidana,starałem się nie myśleć o tym co mnie może tam czekać. Nie wiem ile takstałem przed drzwiami ale chyba stanowczo za długo. Powili alestanowczo zapukałem, teraz nie ma już odwrotu. Drzwi otworzył miIllidan, szczerze spodziewałem się że raczej powie że mam sam wejść niżzrobi coś takiego.
- Śmiało Książe wejdź, nie ma się czego bać. – Na jego twarzy widniał perfidny uśmieszek.
-Wybacz Mistrzu, ale nie rozumiem dlaczego ta sytuacja tak cię bawi. -Wszedłem ostrożnie do środka, w sumie komnata w ogóle nie zmieniła sięod momentu kiedy z niej dzisiejszego przedpołudnia wyszedłem. Illidanzamkną cicho za mną drzwi, i podszedł do mnie oplatając mnie rękami wpasie.
-Musisz mi to wybaczyć Kael’u, ale po prostu twój strach wywołujeuśmiech na mojej twarzy. – Nic na to nie powiedziałem, Illidan widzącmoją rekcję, oparł swoją głowę na moim ramieniu. – Powiedz mi, cozaważyło na twojej decyzji przyjścia tutaj, fakt że ci groziłem czymoże sam po części tego chciałeś ? – Minimalnie spiąłem się słyszącjego pytanie.
- Chyba mimo wszystko była to świadomość, że bez skrupułów spełnił byś swoją groźbę Mistrzu.
- Widzę że mimo wszystko warto było cię nastraszyć, przynajmniej odpowiadasz szczerze.
- Mistrzu mogę Cię prosić o to byś mnie puścił ? Czuję się trochę nie zręcznie.
- Prosić zawsze możesz Kael’u, ja ci nie bronię. – Wyszeptał.
- To nie jest ani trochę zabawne . . .
-A mnie mimo wszystko bawi. – Nim zdarzyłem coś odpowiedzieć Illidansprawnie obrócił mnie twarzą do siebie i namiętnie zaczął całować.Pocałunek był długi i głęboki, a co najbardziej mnie przeraziło to faktże mi się podobał. Ostatecznie do głosu doszedł rozsądek dzięki czemu,odepchnąłem od siebie Illidana przerywając tym słodką torturę. Ale nieuwolniłem się z jego uścisku.
- Po co to wszystko Mistrzu ? Czego ty ode mnie chcesz ? – Zapytałem opierając swoją głowę na jego piersi.
-Niedługo się dowiesz, ale teraz jeśli nie masz nic przeciwkokontynuujmy. – Nie opierałem się kiedy to Illidan ponownie zaczął mniecałować. Podobało mi się to i gdzieś tam głęboko zdawałem sobie z tegosprawę że nie mam najmniejszego zamiaru powstrzymywać Illidana przedczymkolwiek. Jego język powoli i dokładnie badał moje podniebienie, poczym zaczął trącając mój język zapraszając tym do śmielszej zabawy.Poddałem się tej chwili zapominając o wszystkim innym, liczyło siętylko to niezwykłe uczucie. Czułem jak dłonie Illidana powili wkradająsię pod moją koszulę i błądzą po mojej skórze. Powoli pocałunek stawałsię bardziej brutalny. A gdy tylko dłonie Illidana odnalazły moje sutkii zaczęły je trącać kompletnie straciłem kontakt z otaczającym mnieświatem . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz