sobota, 7 lutego 2015

Noc 4 - Niepokój

    Zamknęłam mocno oczy z których już powoli zaczęły ciec łzy. Jedyne co zdążyłam jeszcze pomyśleć to: „Żegnaj moja cnoto”, ale poczułam jak rozluźnia uścisk na moich nadgarstkach i dochodzi na powiedzmy bezpieczną odległość. Z sunęłam się po ścianie na podłogę. Byłam w szoku !! Słyszałam różne historie tego typu ale zawsze kończyły się w najgorszy sposób. A tu ?! Nie wiedziałam czy się cieszyć, czy dalej pozwolić płynąć łzom. Tej nocy nauczyłam się jednego należy trzymać język za zębami, niech no tylko mój mistrz się o tym dowie. Już widzę jego twarz „Ha, ha, ha jak się dałaś i ty jesteś moją uczennicą ?! Przypomnij mi proszę jak to się stało . . . Albo dobra lepiej nie, wolę tego nie pamiętać”. Jak wiele razy już to słyszałam ? Nie wiem ile czasu siedziałam pod tą ścianą, ale ta napięta atmosfera i cisza powoli stawały się nie do zniesienia. Postanowiła coś z tym zrobić w końcu któreś z nas musi to wyjaśnić.
- Ja . . . – Zaczęłam.
- Lepiej nic nie mów, <wziął głęboki wdech> proszę wybacz moje nie odpowiednie zachowanie. Teraz jeśli pozwolisz strażnicy zabiorą cię do twojej komnaty i jutro rano dokończymy tą rozmowę. – Jego słowa brzmiały jak wykuta regułka, może to i lepiej . . . wstałam i podeszłam do drzwi.
- Dobranoc „wasza wysokość”. – To były jedyne słowa na jakie było mnie w tedy stać. Wyszłam z pomieszczenia, rozejrzałam się po korytarzu, ale nikogo nie było. Chciałam wejść z powrotem do jego komnaty i dowiedzieć się co zrobić z tym fantem, ale uznałam że to by było jednak za dużo jak na jedną noc. Nie tylko dla mnie ale i dla niego. Korytarz był ogromny, miałam wrażenie że ciągnie się w nieskończoność. Na białych marmurowych ścianach, co jakiś czas dało się dostrzec jakieś czerwono-złote ozdoby, barwy „Krwawych Elfów”. Gdy w końcu doszłam do jakiś schodów zastałam strażników, którzy wyprowadzili mnie z sali balowej, podeszłam do nich ale jakoś specjalnie nie zwrócili na mnie uwagi.
- Emm . . . Przepraszam, ale potrzebuję waszej pomocy. -  Spojrzeli na mnie jak na idiotkę.
- O co chodzi ? Jak chcesz iść do wyjścia to tym korytarzem i w prawo. Więc nie zawracaj nam głowy. – Byłam w szoku ten „Królewski padalec” na prawdę chciał dotrzymać swojej obietnicy. Może nie jest taki zły za jakiego go miałam . . . Zaraz, zaraz ale przecież próbował mnie . . . Potrząsnęłam głową aby oddalić od siebie wspomnienia z przed kilku chwil.
- Co tak stoisz i milczysz ?! Mamy cię za rączkę zaprowadzić jak małe dziecko ?! – Te słowa zadziałały na mnie jak płachta na byka.
- A czy ja Ci na dziecko wyglądam !! Bałwanie !! -Wydarłam się.
- Ehh . . . beznadziejny przypadek.- Westchnął głośno.- Coś jeszcze chcesz ?
- Właściwie to tak . . . Chciałbym się dowiedzieć czy jest w tym pałacu jakaś wolna komnata w której mogłabym przenocować, aby rano wyjaśnić pewną sprawę z Księciem. – Po patrzyli po sobie i wzruszyli ramionami. Mój ton był zupełnie inny niż z przed chwili.
- Jak musisz to coś się znajdzie. – Jak by ktoś się z boku przypatrywał tej rozmowie uznał by pewnie, że jacyś idioci rozmawiają. Nasze zmiany tonu i sposób rozmowy był jakiś taki dziwny. Ci strażnicy chyba byli przyzwyczajeni do tego typu zachowania, albo to świetni aktorzy. Nie mniej poszłam za nimi z powrotem schodami do góry i otworzyli przede mną jakąś komnatę. Nie była tak bogato urządzona ale jakaś tak swojska. Podziękowałam im i skłoniłam się. Poszli sobie bez słowa, prawdo podobnie wracają na swój posterunek. Tak więc zostałam w pałacu. Wyłożyłam się na szerokim łożu z czerwoną narzutą bogato zdobioną złotym haftem. Leżałam tak i leżałam, a sen nie przychodził ani żadne myśli. Do tego ta uporczywa cisza.
- Cholera, tak być nie może. Dłużej tego nie zniosę. – Wstałam i podeszłam do wyjścia na balkon. Nie był on tak duży jak w przypadku tamtego w komnacie tego „królewskiego pacana”, ale i tak robił wrażenie swoją wielkością. Podeszłam do pięknie zdobionej złotem poręczy i  się o nią oparłam wpatrując się we wspaniały widok na królewski ogród. Mimo wszystko jakoś nie doskwierała mi chęć zwinięcia czegoś, co w moim przypadku było dziwne . . .
- Z resztą jakoś dziwnie się zachowuje ostatnio. Może to przez wpływ tego miejsca ? Nie wiem co myśleć . . . O mój Boże zaczynam gadać sama do siebie !! o_O Sellen miała rację zostawić mnie samą na chwilę i już zaczynam gadać do ścian . . . – Westchnęłam i wróciłam do komnaty. Usiadłam na łóżku i gapiłam się pustym wzrokiem w ścianę na przeciwko mnie. Zaczęłam się zastanawiać co się jutro stanie, jak będzie wyglądać ta rozmowa między mną a Nim ?? Mimo wszystko chyba się tego bałam, zwłaszcza po tym  co się stało . . . Usnęłam nawet nie wiem kiedy, mimo wszystko byłam jednak zmęczona. Poranek nie okazał się dla mnie zbyt przyjemny. Przez drzwi balkonowe które zostawiłam otwarte wraz z zimnym wiatrem wpadły krople deszczu. Momentalnie się rozbudziłam po takim prysznicu. Wstałam i zamknęłam drzwi balkonowe.
- Hmm . . . Ciekawe która godzina ? – Jakby na te słowa weszła do komnaty służąca.
- Przepraszam panienkę, że przeszkadzam ale „Jego Wysokość” prosił, by Ci przekazać iż pragnie zjeść z Tobą śniadanie oraz dokończyć waszą wczorajszą rozmowę.
- Nie musisz się do mnie tak wyniośle zwracać, nie jestem nikim wysoko urodzonym. – Uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyny, odwzajemniła mój uśmiech i było widać, że się trochę rozluźniła. – Dziękuje za wiadomość i jeśli była byś na tyle miła, aby podać mi godzinę o której mam się odbyć to spotkanie ?
- Ależ oczywiście. Za raz zapytam „Jego Wysokość” kiedy cię przyjmie. – Rozpromieniona jak skowronek szybko wyszła z komnaty. Ale za raz po chwili wróciła. Szybka jest. – Książe oświadczył, że za godzinę się z tobą zobaczy panienko. – Skłoniła się i już miała zamiar wychodzić.
- Zaczekaj chwile jeszcze.
- Coś się stało ?
- Mam jeszcze dwie prośby do ciebie :) Możesz mi powiedzieć jak masz na imię ? – Elfka się speszyła lekko, ale mimo wszystko odpowiedziała.
- Mam na imię Alice.
- A ja jestem Lunitari, ale możesz do mnie mówić Luni jeśli wolisz.
- To dla mnie zaszczyt poznać tak zacną osobę która przełamała mur obojętności „Jego Wysokości”.
- Zaraz o czym ty mówisz ?! O_O
- Jego wysokość rzadko przebywa w stolicy, no i do tego nikt nie jest w stanie się do niego zbliżyć. Ty Lunitari dostąpiłaś tego zaszczytu. Z plotek jakie krążą na temat Księcia Kael’a, że jest on osobą bardzo samotną. Często przebywa ze swoim mistrzem a naszym wybawicielem.
- Wiesz może kim jest ten wybawiciel ? -To co Alice mówiła zainteresowało mnie dość mocno.
- Niestety nie. Ale podobno niedługo ma zawitać do Silvermoon w celu zobaczenia postępów jakie nasza rasa poczyniła. A jak jest twoja druga prośba o której mówiłaś wcześniej ??
- A no tak, wybacz zainteresowało mnie to co mówiłaś odnośnie tego „wybawiciela”. Chciałam cię Alice prosić abyś po mnie przyszła i zaprowadziła do Księcia kiedy nadejdzie ta godzina. Nie znam pałacu i boję się, że się zgubię. – Dziewczyna zaczęła cicho chichotać.
- Oczywiście nie ma problemu Lunitari, z przyjemnością to uczynię. A teraz wybacz ale muszę wracać do swoich obowiązków.
- Do zobaczenia. – Alice ukłoniła się i wyszła. Przez ten czas jaki mi pozostał do spotkania z Kael’em, upłyną mi na rozmyślaniu na temat tego co mi powiedziała młoda Elfka. Zastanawiałam się kim może być ten „wybawiciel” i jak mało informacji do tej pory uzyskałam na temat poczynań jego wysokości i  ogólnej wiedzy na temat „Krwawych Elfów” oraz samego Silvermoon. Nie mam pojęcie kiedy ta godzina minęła. Alice przyszła po mnie i zmierzałyśmy właśnie do komnaty Kael’a, z każdym krokiem zaczynałam się coraz mocniej denerwować. W końcu nie wiem jak to się zakończy, oby nie tak jak ostatnio . . . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz