Pozostał już tylko jeden dzień do rozpoczęcia roku szkolnego. Niby wszystko cacy, a jednak ten dzień miał być inny od wszystkich. Duża czarna limuzyna z zaciemnionymi mocno szybami stanęła przed jednym z domów. Wysiadła z niej młoda czerwono włosa kobieta w białym długim płaszczu. W ręku trzymała małą granatową teczkę, drugą ręką zaś wygrzebała kartkę z kieszeni. Rozejrzał się chwile i skierował w stronę jednego z domów. Zatrzymała się przed frontowymi drzwiami i wahając się chwile wcisnęła dzwonek. Wydać było że się denerwuję i kilka razy naciska dzwonek.
/Szadziu Owl/
- Czemu w tym domu nie może być spokoju o ósmej nad ranem ? Normalny człowiek gdy zajęcia na uczelni rozpoczyna o jedenastej, o tej porze powinien jeszcze spać – Z głośnym ziewnięciem i marudnym uśmiechem usiadłem przy stole marząc tylko o spędzeniu kolejnych chwil w objęciach morfeusza – Normalny człowiek nie siedzi do czwartej nad ranem czytając książkę od fizyki. Moja kochana siostra jak zwykle znajdzie sposób żeby mi dopiec. – Przynajmniej mam jakieś widoki na przyszłość kochana siostrzyczko – Z jękiem otworzyłem jedno oko i zabrałem się za jedzenie tosta z dżemem postawionego przede mną przez matkę.
- Jedz szybko i pod prysznic, pierwszy dzień na uniwersytecie, powinieneś zrobić dobre wrażenie. – Ostatni kęs śniadania przełknąłem już na schodach prowadzących do łazienki. Gorący prysznic otrzeźwił mnie i rozjaśnił odrobinę umysł. Przy pierwszej nie udanej próbie ubrania się usłyszałem dzwonek do drzwi. Chwilę później dzwonek zadźwięczał jeszcze raz, widać osoba stojąca przed drzwiami zaczęła się niecierpliwić. – Otworzy ktoś w końcu ? Czy jak zwykle ja mam biec z góry? – Po chwili z dołu dobiegł do mnie dźwięk przekręcanego zamka. Usłyszałem siostrę, która jak zwykle rozmawiała z kimś krzycząc, aż okna się trzęsły. Głos jej rozmówcy wydawał mi się znajomy ale nie mogłem go sobie przypomnieć. Poczułem uścisk zdenerwowania w żołądku. Przeczuwając kłopoty ostrożnie zacząłem schodzić ze schodów by zobaczyć kogo to diabli niosą o tej porze. Gdy dotarłem na dół usłyszałem jak głosy przenoszą się do salonu. Gdy wszedłem do pokoju dostrzegłem rodziców rozmawiających z dziwną, rudowłosą nieznajomą. Ehh czyli to po prostu znajoma rodziców wpadła na kawę o tak wczesnej porze? Pokręciłem głową w myślach. – Zrobić wam kawy ? – Dodałem na głos zwracając się do rodziców i nieznajomej.
- Nie ma takiej potrzeby, usiądź proszę bo ta sprawa dotyczy przede wszystkim ciebie młody człowieku.
- Mnie? Raczej mało możliwe, poza tym odrobinę się śpieszę…
- To zajmie tylko kilka minut, więc nalegam. – Z jękiem siadam na krześle obok rodziców.
- Tak więc o co chodzi?
- Cóż nie bardzo wiem jak to powiedzieć, ale zostałeś przyjęty do szkoły o nazwie „Avallon” w której jestem dyrektorką. Jutro ma odbyć się oficjalne rozpoczęcie roku, więc przyjechałam cię zabrać.
- No to jak mówiłem to jakaś pomyłka. Zostałem przyjęty do szkoły ale u nas w mieście. I raczej nie mam zamiaru jej zmieniać.
- Wiesz obawiam się że zostało to zmienione w ostatniej chwili, sama dowiedziałam się o tym zaledwie kilka dni temu. Wykonałam parę telefonów w tej sprawie i wyszło na to że będziesz uczęszczać do „Avallon”. Zresztą powinien przyjść do ciebie list z tą informacją. – Spojrzałem na rodziców i dostrzegłem ich zdenerwowane i zdziwione spojrzenia.
- Co to za szkoła, ten Avallon? Nazwa jak z jakiejś pośledniej książki fantasy. – Uśmiecham się zdenerwowany.
- Wiem że może się taka wydawać, w sumie proszę. Tu są główne informacje na temat akademii, chciałabym abyś się z nimi pobieżnie na razie zapoznał podczas podróży znajdziesz na to czas. – Wziąłem teczkę i zajrzałem do środka.
- Skąd pewność że się zgodzę na tak nagłą zmianę uczelni? Uważam że powinniście mnie wcześniej powiadomić, abym mógł porozmawiać z rodzinom na ten temat. – Rodzice z zainteresowaniem przyglądają nam się. Po chwili słychać głos taty.
- Mogła by pani nam coś więcej o tej szkole powiedzieć?
- W sumie to zwyczajna uczelnia taka ja wszystkie inne tyle że my mamy obowiązkowy internat, od razu zaznaczam że nie trzeba za niego płacić. Niektórzy rodzice obawiają się kosztów, my pokrywamy wszystkie. Tak samo jak dojazd państwa syna.
- Eh brzmi zachęcająco… – Przeglądam dokumenty starając się ukryć zdziwienie które mnie ogarnia
- No cóż chyba nie mam innego wyboru jak się zgodzić. Zresztą i tak nie byłem pewny czy te studia na które się dostałem to jest to.
- Cieszę się słysząc te słowa. Mogę cię zapewnić że to będzie niezapomniane przeżycie. Zaczekam tu na ciebie a ty idź i spakuj swoje rzeczy. Oczywiście jeśli twoi rodzice nie mają nic przeciwko temu.
- Uważamy, że taka decyzja jest zdecydowanie za szybka. Jednak jest już dorosły i to jego decyzja. Niech robi co chce. – Tata wykazał się niespotykaną dotąd wiarą we mnie. Któż by pomyślał.
- To ja pójdę się spakować. – Wstałem z krzesła i pobiegłem do swojego pokoju. Wrzuciłem do plecaka kilka bluzek, zapasową parę spodni i trochę bielizny. Po chwili myślenie dorzuciłem jeszcze dwa czyste zeszyty i książkę do matematyki. Po czym zszedłem na dół. – Chyba jestem gotowy.
- Ciesze się, no to możemy już iść. Mam nadzieje że ci się podróż spodoba.
- Zobaczymy, No to do widzenia mamo, tato. Kocham was, do zobaczenie w wakacje – Otwieram drzwi od domu i przepuszczam kobietę przodem. Jak tylko zamknąłem drzwi z ust kobiety wyrwało się westchnienie ulgi. – Coś nie tak ?
- Cóż poszło lepiej niż sądziłam Szadziu. A właśnie gdzie moje maniery, nazywam się Alanna Sunbright. Chodźmy zapakować twoje rzeczy do samochodu i potem odpowiem prawie na wszystkie twoje pytania.
- Jak sobie pani życzy, pani profesor.
- Nie musisz tak oficjalnie się do mnie zwracać. W „Avallon” pilnuje głownie wykładowców więc nie będę cie niczego uczyć.
- „Pilnuje wykładowców”, zabrzmiało co najmniej groźnie. Aż tak źle z nimi jest? Gdzie mogę położyć plecak ?
- Aż tak to nie, ale ktoś musi ich pilnować. Daj go mi i wsiadaj już do samochodu. – Podaje jej plecak po czym wsiadam na tylne siedzenie samochodu. Kobieta dała go jakiemuś dziwnie wyglądającemu facetowi i wsiadła za raz za mną do pojazdu.
- W takim razie możesz mi powiedzieć, czym dokładnie jest Avallon ?
/Alanna Sunbright/
Wstrzymałam się z odpowiedzią na zadane mi pytanie do momentu kiedy limuzyna ruszyła po kolejną osobę. Chłopak wydawał mi się mimo wszystko spokojny, po mimo tego w jak dziwnej znalazł się sytuacji. Może jednak coś z tego będzie ?
- Jak mniemam zdążyłeś już się zapoznać co nieco z zawartością teczki którą ci dałam. Cóż „Avallon” jest typową szkołą dla magicznych istot, bądź ludzi posiadających niezwykłe zdolności.
- Magicznych istot, bądź ludzi posiadających niezwykłe zdolności, hmm. Mówisz tak jak by magia istniała. A tak poza tym, do której z tych dwóch grup należysz?
- Widzę ze jesteś mimo wszystko sceptycznie nastawiony do tej sprawy. Ale odpowiadając na twoje pytanie to magia istnieje, a ja należę do tej pierwszej grupy. Jestem po części elfem a po części wampirem, i nie musisz się mnie obawiać. – Uśmiechnęłam się do niego ukazując swoje wydłużone kły tak aby chłopak je dostrzegł. Było by dobrze gdyby chociaż przyjął do wiadomości fakt że magia istnieje.
- Magia istnieje, a ty założyłaś szkołę, aby mieć nieograniczony dostęp do świeżej krwi? A wracając do sprawy, ja przecież nie należę do żadnej z tych dwóch grup. Nie jestem elfem, krasnoludem, wampirem czy innym… kimś? A jako człowiek posiadam tylko zwykłe zdolności, dostępne dla osobników mojej rasy.
- Widzę że jesteś obeznany w temacie, że tak to ujmę „fantasy”. A co do świeżej krwi to pożywiam się raz na jakieś 2 – 3 miesiące mam już swoje lata co daje mi sporo przywilejów. Co do twojej kwestii tu się sprawa nieco komplikuje. Jak już wcześniej wspomniałam sama dowiedziała się o tym fakcie przed kilkom dniami i starałam się to odkręcić ale na próżno. Zresztą nie tylko ty zostałeś tak nagle przeniesiony, poza tobą są jeszcze trzy dziewczyny po które właśnie jedziemy. Coś jeszcze chciałbyś wiedzieć ?
- Czuje się odrobinę skołowany… zostałem nagle przeniesiony do szkoły magii mimo iż nie mam za grosz zdolności magicznych. Czy to nie oczywiste iż zostanę wylany po pierwszym semestrze? Nie wyczuwasz tutaj sprzeczności ?
- Może odrobinę optymizmu, trochę źle pojąłeś termin „szkoły magii”. Więc ujmę to inaczej, Avallon jest to zbieranina osób nie koniecznie znających się na magii. Ty jak już zwróciłam uwagę co nie co wiesz na temat niektórych ras i jesteś bystry. Sądzę że sobie poradzisz, oczywiste jest to ze na początku będziesz trochę skołowany i dowiesz się o istnieniu ras o których nie miałeś pojęcia. Ale wierzę ze znajdziesz w Avallon przyjaciół.
- Przyjaciół? Nie koniecznie ich potrzebuje, ważniejsza sprawą jest, czy macie tam bibliotekę? – Uśmiechnęłam się szeroko słysząc to pytanie.
- Mamy i to całkiem sporą na pewno znajdziesz tam ciekawe książki. Zresztą jak mnie pamięć nie myli w dokumentach jakie ci dałam jest co nieco o niej wspomniane. – Limuzyna zaczęła powoli zwalniać aż zatrzymała się przed kolejnym domem. – Poczytaj sobie teraz dokładnie te dokumenty a ja idę po kolejną uczennicę. – Zostawiłam chłopak w samochodzie, nim zdążył mnie o coś jeszcze zapytać i ruszyłam po kolejną osobę z listy. – Akemi Hatakeyama tak . . . – Mruknęłam pod nosem. Jeszcze raz spojrzałam na kartkę z adresem. Trzymając w ręku kolejna teczkę z informacjami o Avallon ruszyłam pod wskazany adres. Ciekawe czy i tym razem pójdzie tak gładko ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz