Książe zaniósł mnie do jednej z komnat znajdujących się niedaleko jego własnej. Kiedy spytałam go dlaczego tak uczynił dopowiedział „że muszę wypocząć a temu sprzyja tylko jedna osoba w łóżku, a nie dwie”. Zboczeniec . . . posadził mnie na łóżku i rzucił krótkie : „Dobrej nocy i nie szalej”. Po czym wyszedł, mimo wszystko czasem dziwnie się zachowuje. Po chwili namysłu udałam się do łazienki wziąć odprężającą kąpiel. Cóż jeśli chodzi o skrzydła to jestem przyzwyczajona. Sporo czasu spędziłam na usługach nieba. Nie było tam lekko, nie dość że jestem elfem „żyjącym” to ubiegałam się o skrzydła. Po mimo wielu trudności jakoś to było, zdałam egzamin stałam się „istotą posiadającą skrzydła” z tytułem „serafina”. Ale jak to delikatnie ujęła moja opiekunka, mi było za mało. Potem egzamin na diamentowe skrzydła, potem rubinowe. W sumie Egzamin na Rubinowe ledwo przeżyła, ale mi było mało i wystartowałam po Srebrne. Co skończyło się sukcesem i nagłym objęciem anielskiego tronu . . . Niby nic takiego ale ukrywaj swoją elfią naturę przed aniołkami z którymi twoja słodka, niewinna, ubóstwiająca naturę rasa toczy zaciętą wojnę. Dałoby się to przeżyć gdyby nie jeszcze jeden mało znaczący fakt . . . Ja już miałam jedno królestwo na głowie, a przez moje ambicje zyskałam drugie. Nie łatwo było pogodzić pilnowanie jednego i drugiego królestwa. Elfy przeczulone na punkcie aniołów i odwrotnie. Na szczęście znalazłam życzliwe mi osoby i jakoś wszystko się udało, bez wyjawiania jednej i drugiej stronie faktu bycia elfem i aniołem za razem. A teraz co zostawiłam moich małych biednych kanclerzy samych i cofnęłam się w przeszłość na życzenie mojego mistrza Illidana. Nic tylko się pochlastać ze szczęścia . . . Zanurzyłam się w gorącej wodzie wzbogaconej delikatnym kwiatowym olejkiem. Mam nadzieje że Thao dotrzyma swojego słowa, jeśli w przeszłości by się wydało kim jestem mogła bym się pożegnać z koroną nie tylko anielską ale i elficką. Nigdy nie miałam zamiaru pchać się w te dworskie intrygi, Soraja jednak miał inne podejście do tego tematu. Rzuciła mnie na głęboka wodę nagle oświadczając że mam zająć jej miejsce na Elfim tronie. Ciężko było przekonać do siebie mieszkańców, na początku mnie nienawidzili za to że sympatyzowałam z baronami. A co ja mogłam ?? Nic nie wiedziałam o państwie którym miałam rządzić. Po niespełna dwóch latach swojego panowania zmieniłam taktykę, wypowiedziałam otwartą wojnę elfiej szlachcie. Ukróciłam zbędne wydatki pałacowe i przeznaczyłam je na pomoc najuboższym. Zaczęłam powoli przekonywać do siebie ubogich mieszkańców. Po pewnym czasie stałam się ich ukochaną „Księżniczką”. Przez co baronowie nie bardzo mieli jak pozbawić mnie tronu, kilku z nich nawet się przekonało że tak jest lepiej. Państwo się rozwijało, zmniejszyła się przestępczość. Wiele się zmieniło, poza faktem pozbawienie mnie władzy. Kilka zamachów, parę nie udanych porwań. Mimo iż elfie prawo zabrania kłamać, elfy stały się mistrzami intryg i wymijania prawdy, bez użycia kłamstw. Gdyby nie moja przynależność do „Gildii Zabójców” pewnie bym już nie żyła, nich żyje immunitet nietykalności jej członków . . . Przez te rozmyślania o sobie nie zauważałam że woda stał się już letnia, dokończyłam szybko kąpiel i wyszłam z wody. Przesuszyłam ciało i włosy puchatym ręcznikiem po czym wyszłam z łazienki. Po tylu wiekach życia jakie mi dano nauczyłam się wielu ciekawych rzeczy. Wiele mnie spotkało przykrości i smutków, ale nigdy nie żałowałam podjętej przez siebie decyzji. Ehh zastanawiam się czemu naszedł mnie nastrój na rozpamiętywanie tego wszystkiego. Już zdążyłam się przekonać że nie po informacje Illidan mnie tu przysłał, tylko po coś innego ale co ? Ciekaw jestem jak sobie radzi Lady Vashj ? Niegdyś pomogłam jej zbudować królestwo „Nag” i byłam tam kanclerzem. Z tego co wiem Nagi przeżywają teraz swój złoty wiek. Od kiedy Illidan przebudził jej, postanowiły pozostać zauważone i stworzyły swoje lądowo-wodne królestwo.
- Stare dzieje . . . – Westchnęłam i strzepnęłam wodę ze skrzydeł. Położyła się na łóżku i postanowiłam trochę pospać, do świtu zostały niecałe cztery godziny. Opatuliłam się skrzydłami i przykryłam szczelnie kołdrą. Po chwili jednak wstałam przypominając sobie o jednym mały fakcie. Ciągle byłam zawinięta tylko w ręcznik, co by było gdyby Kale przyszedł rano ? Wolę nie myśleć jak by się to dla mnie skończyło. Po ciemku grzebiąc w szafie znalazłam jakąś suknie bez pleców. Szybko ją na siebie nałożyłam i wróciłam do łóżka. Zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam.
~~~~*~~~~*~~~~
Obudziłam się tuż przed świtem zalana zimnym potem. Sądziła że już dałam sobie radę z tym małym epizodem mojego życia, kiedy to musiałam spędzić dwa okropne miesiące w rękach „Instytutu”. Nie powiem nie, zabawna organizacja polując na istoty obdarzone magią. Porywająca jej i przeprowadzająca na nich swoje osobliwe eksperymenty. Tylko jedna osoba wie co mi tam zrobili . . . Mój oprawca. Ten który rządzi swoją mała okrutną organizacją, demon a za razem diabeł wcielony Anion.
- Dlaczego „On” musiał mi to zrobić ? – Z moich oczu pociekły łzy. Nagle na poczułam czyjąś dłoń na swoich włosach. Momentalnie podskoczyłam na łóżku i odsunęłam się jak najdalej od tej osoby.
- Spokojnie Lunitari, przecież nic Ci nie zrobię. Powiedz mi kto ? i co ci zrobił ? Krzyczałaś przez sen. Daj mi rękę i chodź tu bliżej. – Kale wyciągnął w moim kierunku dłoń, tak bardzo się bałam. Bez słowa rzuciłam mu się na szyje i zaczęłam płakać jak małe dziecko. On tylko lekko mnie przytulił i zaczął uspokajająco głaskać po głowie.
- Spokojnie Lunitari, nie płacz nikt cię tu nie skrzywdzi. - Nie wiem czemu, ale po mimo tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczy jakie uczynił mi Kale. Czułam się przy nim bezpiecznie, zaczynałam mu ufać. Nie wiem ile czasu tak płakałam w jego ramionach. On nic nie robił tylko mnie uspokajał. Odsunęłam się trochę od Kaela.
- Przepraszam . . .
- Nic się nie stało, a teraz opowiedz mi co ci się śniło.
- Przeszłość o której chcę zapomnieć. Zapomnij o tym, może któregoś dnia się przed kimś otworzę i opowiem mu.
- Skoro tak stawiasz sprawę, to nie naciskam. – Usiadłam już normalnie na łóżku i wytarłam kołdrą oczy.
- A tak z innej beczki, co ty tu robisz ?
- Moja komnata znajduję się zaraz obok tej, nie mogłem spać i w pewnym momencie usłyszałem twój krzyk. Starałem się ciebie obudzić ale jakoś mi nie wyszło.
- Przepraszam za zakłócanie twojego spokoju. To raczej się więcej nie powtórzy.
- Mam nadzieje, napędziłaś mi niezłego stracha. Już drugi raz w ciągu zaledwie jednej nocy.
- Co mogę powiedzieć ? Mam tendencje do sprawiania problemów i pakowania się w kłopoty. – Uśmiechnęłam się, obecność Kael jakoś mnie uspokajała i poprawiając mi humor.
- Zauważyłem. – Pokręcił zrezygnowany głową. – W co ja się wpakowałem. – Stwierdził, patrząc mi w oczy.
- W niezłe bagno.- Z uśmiechem na ustach, delikatnie zrzuciłam go z łóżka.
- Za co ?! – Spojrzała na mnie urażony.
- Aby poprawić mi humor. – Posłałam mu wredny uśmieszek.
- Możesz mnie z łaski swojej nie prowokować ? – Podniósł się z podłogi zaczął masować siedzenie.
- Zastanowię się. Pasuje ci tak odpowiedź Książe ? – Kale nic nie odpowiedział. Nie zawracając na niego uwagi położyłam się na plecach rozkładając skrzydła na pościeli, po czym zamknęłam oczy. Po chwili miałam się przekonać że jednak nie powinnam była tego robić. Prawie bezszelestnie Kael pochylił się nade mną i unieruchomił mi ręce. Nim zdążyłam jakoś zareagować ten delikatnie polizał moją szyję tuż nad obojczykiem.
- Co ty wyprawiasz ? – Nie dostałam odpowiedzi, poczułam tylko na skórze jak ten padalec się uśmiechną po czym zostawił mi niezwykle widoczną malinkę.
- To mała pamiątka po tym jak bezczelnie zrzuciłaś mnie z łóżka. – Wyszeptał, po czym mnie puścił. Szybko usiadłam na pościeli i załapałam się w miejscu w którym miałam mały czerwony ślad.
- Zboczeniec !! – Po czym rzuciłam w jego stronę poduszkę. Niestety obiekt leciał zbyt wolno aby ten zapchlony padalec nie zdążył się uchylić.
- Zachowujesz się nie niecywilizowanie Lunitari. A teraz jeśli pozwolisz ja już sobię pójdę, widzę że twoje samopoczucie jest już w lepszym stanie. Przez najbliższy czas nie będziemy się widywać. Muszę nadrobić zaległości, przez ten czas Alice i Kriven się tobą zajmą.
- Nie potrzebuję opieki, dzieckiem nie jestem.
- Jakoś ci nie wierze. – Z ironicznym uśmieszkiem na twarzy wyszedł zostawiając mnie samą w komnacie. Mimo wszystko miał rację czułam się znacznie lepiej niż po przebudzeniu. Znając życie nie bardzo będę mogła kręcić się po zamku, zawłaszcza ze skrzydłami na wierzchu. Co nie oznaczało że mam zamiar próżnować. Kiedy tylko zjawi się Alice przedstawię jej mój mały plan . . .
- Stare dzieje . . . – Westchnęłam i strzepnęłam wodę ze skrzydeł. Położyła się na łóżku i postanowiłam trochę pospać, do świtu zostały niecałe cztery godziny. Opatuliłam się skrzydłami i przykryłam szczelnie kołdrą. Po chwili jednak wstałam przypominając sobie o jednym mały fakcie. Ciągle byłam zawinięta tylko w ręcznik, co by było gdyby Kale przyszedł rano ? Wolę nie myśleć jak by się to dla mnie skończyło. Po ciemku grzebiąc w szafie znalazłam jakąś suknie bez pleców. Szybko ją na siebie nałożyłam i wróciłam do łóżka. Zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam.
~~~~*~~~~*~~~~
Obudziłam się tuż przed świtem zalana zimnym potem. Sądziła że już dałam sobie radę z tym małym epizodem mojego życia, kiedy to musiałam spędzić dwa okropne miesiące w rękach „Instytutu”. Nie powiem nie, zabawna organizacja polując na istoty obdarzone magią. Porywająca jej i przeprowadzająca na nich swoje osobliwe eksperymenty. Tylko jedna osoba wie co mi tam zrobili . . . Mój oprawca. Ten który rządzi swoją mała okrutną organizacją, demon a za razem diabeł wcielony Anion.
- Dlaczego „On” musiał mi to zrobić ? – Z moich oczu pociekły łzy. Nagle na poczułam czyjąś dłoń na swoich włosach. Momentalnie podskoczyłam na łóżku i odsunęłam się jak najdalej od tej osoby.
- Spokojnie Lunitari, przecież nic Ci nie zrobię. Powiedz mi kto ? i co ci zrobił ? Krzyczałaś przez sen. Daj mi rękę i chodź tu bliżej. – Kale wyciągnął w moim kierunku dłoń, tak bardzo się bałam. Bez słowa rzuciłam mu się na szyje i zaczęłam płakać jak małe dziecko. On tylko lekko mnie przytulił i zaczął uspokajająco głaskać po głowie.
- Spokojnie Lunitari, nie płacz nikt cię tu nie skrzywdzi. - Nie wiem czemu, ale po mimo tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczy jakie uczynił mi Kale. Czułam się przy nim bezpiecznie, zaczynałam mu ufać. Nie wiem ile czasu tak płakałam w jego ramionach. On nic nie robił tylko mnie uspokajał. Odsunęłam się trochę od Kaela.
- Przepraszam . . .
- Nic się nie stało, a teraz opowiedz mi co ci się śniło.
- Przeszłość o której chcę zapomnieć. Zapomnij o tym, może któregoś dnia się przed kimś otworzę i opowiem mu.
- Skoro tak stawiasz sprawę, to nie naciskam. – Usiadłam już normalnie na łóżku i wytarłam kołdrą oczy.
- A tak z innej beczki, co ty tu robisz ?
- Moja komnata znajduję się zaraz obok tej, nie mogłem spać i w pewnym momencie usłyszałem twój krzyk. Starałem się ciebie obudzić ale jakoś mi nie wyszło.
- Przepraszam za zakłócanie twojego spokoju. To raczej się więcej nie powtórzy.
- Mam nadzieje, napędziłaś mi niezłego stracha. Już drugi raz w ciągu zaledwie jednej nocy.
- Co mogę powiedzieć ? Mam tendencje do sprawiania problemów i pakowania się w kłopoty. – Uśmiechnęłam się, obecność Kael jakoś mnie uspokajała i poprawiając mi humor.
- Zauważyłem. – Pokręcił zrezygnowany głową. – W co ja się wpakowałem. – Stwierdził, patrząc mi w oczy.
- W niezłe bagno.- Z uśmiechem na ustach, delikatnie zrzuciłam go z łóżka.
- Za co ?! – Spojrzała na mnie urażony.
- Aby poprawić mi humor. – Posłałam mu wredny uśmieszek.
- Możesz mnie z łaski swojej nie prowokować ? – Podniósł się z podłogi zaczął masować siedzenie.
- Zastanowię się. Pasuje ci tak odpowiedź Książe ? – Kale nic nie odpowiedział. Nie zawracając na niego uwagi położyłam się na plecach rozkładając skrzydła na pościeli, po czym zamknęłam oczy. Po chwili miałam się przekonać że jednak nie powinnam była tego robić. Prawie bezszelestnie Kael pochylił się nade mną i unieruchomił mi ręce. Nim zdążyłam jakoś zareagować ten delikatnie polizał moją szyję tuż nad obojczykiem.
- Co ty wyprawiasz ? – Nie dostałam odpowiedzi, poczułam tylko na skórze jak ten padalec się uśmiechną po czym zostawił mi niezwykle widoczną malinkę.
- To mała pamiątka po tym jak bezczelnie zrzuciłaś mnie z łóżka. – Wyszeptał, po czym mnie puścił. Szybko usiadłam na pościeli i załapałam się w miejscu w którym miałam mały czerwony ślad.
- Zboczeniec !! – Po czym rzuciłam w jego stronę poduszkę. Niestety obiekt leciał zbyt wolno aby ten zapchlony padalec nie zdążył się uchylić.
- Zachowujesz się nie niecywilizowanie Lunitari. A teraz jeśli pozwolisz ja już sobię pójdę, widzę że twoje samopoczucie jest już w lepszym stanie. Przez najbliższy czas nie będziemy się widywać. Muszę nadrobić zaległości, przez ten czas Alice i Kriven się tobą zajmą.
- Nie potrzebuję opieki, dzieckiem nie jestem.
- Jakoś ci nie wierze. – Z ironicznym uśmieszkiem na twarzy wyszedł zostawiając mnie samą w komnacie. Mimo wszystko miał rację czułam się znacznie lepiej niż po przebudzeniu. Znając życie nie bardzo będę mogła kręcić się po zamku, zawłaszcza ze skrzydłami na wierzchu. Co nie oznaczało że mam zamiar próżnować. Kiedy tylko zjawi się Alice przedstawię jej mój mały plan . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz