niedziela, 22 lutego 2015

Noc 7 - Więzień, ale czy aby na pewno ?

   Szum krwi w głowie, oraz przeszywający ból . . . Uczucia które, rzadko mają miejsce w moim przypadku. Być może to stało się przez tryb życia jaki prowadzę albo dał mi się „ten” dupek we znaki. Nigdy więcej nie dam się tak podejść, nie jestem wstanie za bardzo się poruszać. Leżąc na pościeli wpatrywałam się w cienie na ścianie jakie pozostawił po sobie księżyc. Ciekawe ile czasu byłam nie przytomna . . . Po pewnym czasie kiedy ból głowy nie był już tak dokuczliwy i pozawalał się na czymś skupić, starałam się podnieść w celu odlezienia odrobiny wody. Mięśnie brzucha dalej mnie bolały od zadanych ciosów, więc dużo czasu od tamtego ranka nie minęło. Nagle usłyszałam czyjś głos.
- Ocknęłaś się w końcu, nieźle musiał cię Książe pogruchotać.
- Jak miło, dziękuję za zainteresowanie. jak mniemam jesteś jednym ze strażników. Możesz mi powiedzieć ile czasu upłynęło od kiedy straciłam przytomność ?
- Jakieś 2 dni. To i tak niewiele w porównaniu z twoimi poprzednikami.
- 2 dni ?? Żartujesz sobie ze mnie ?! Musiałam być wykończona, widzę że jesteś skazany na moje towarzystwo. Nie masz może przypadkiem wody ?
- Jedna ze służących przychodziła tu przez cały ten czas kiedy byłaś nieprzytomna, zajmowała się tobą i takie tam. Powinna była zostawić ci przy łóżku szklankę z wodą. – Jęcząc i stękając udało mi się usiąść na łóżku, w komnacie było dość ciemno. Jedynym światłem jakie ją oświetlało to wpadający blask księżyca. Z trudem sięgnęłam po ledwo widoczną szklankę znajdującą się na stoliczku nocnym. Woda była chłodna i miała lekko metaliczny smak, taki przyjemny. Odstawiłam resztkę wody i próbowałam wstać.
- Uważaj nie jesteś jeszcze wstanie chodzić odpuść sobie tego typu wyczyny do rana, a najlepiej do przyszłego dnia.  – Strażnik tylko siedział na krześle przy drzwiach od komnaty i przypatrywał się każdemu wykonanemu przeze mnie ruchowi.
- Co za troska, ale chyba masz rację od puszczę sobie to do rana.
-Ja tam mam pilnować, abyś była zdatna i na chodzie do następnego przesłuchania. Reszta się nie liczy.
- Dzięki, normalnie jestem w niebo wzięta. Nic tylko liczyć na ciebie. – Chyba moja uwaga za bardzo się strażnikowi nie spodobała. – Jak myślisz kiedy znowu wyląduje w takim stanie po spotkaniu z TYM padalcem, glizdą, kupą hipogryfiego łajna . . .
- Dobra, dobra skończ. Pojmuje o co ci chodzi. Normalnie byłoby to za miesiąc, w twoim przypadku raczej za dwa tygodnie, jeśli nie prędzej. – Dosłyszałam szelest szaty i chrzęst zbroi. Osądziłam, że strażnik ułożył się na krześle, gdyż nie było słychać żadnych kroków. – Idź spać, ja też sobie trochę pośpię. Bo raczej się nigdzie na razie nie wybierasz, prawda ?
- W tym stanie . . . Nie rozśmieszaj mnie, ledwo mogę szklankę z wodą unieść. A ty mi z czymś takim wyjeżdżasz, masz coś nie tak pod sufitem czy co ?? – Nie doczekałam się odpowiedzi, strażnik tylko prychnął i chyba rzeczywiście poszedł spać. Niby wojownik a nie przestrzega podstawowych zasad walki. Nigdy nie opuszczaj gardy gdy w pobliżu znajduje się przeciwnik, nie ważne w jaki stanie zdrowia bądź umysłu. W tej sytuacji wystarczyłyby tylko 2 godziny czekania i strażnik juz nigdy by się nie obudził. W moim stanie zdrowa byłaby to największa głupota jaką mogłabym popełnić. Gdyby nie wiem jaki fartem pozbyłabym się strażników przed komnatą, i tak nie zdołałabym się wymknąć z pałacu. Ten gnojek nie jest taki głupi, aby tak łatwo pozwolić mi zwiać. Na razie nie ma co główkować, położyła się na łóżku i zamknęłam oczy. Starała się przywołać obraz moich rodzinnych lasów w których byłam szkolona, ten widok zawsze mnie uspokajał. Sięgnęłam pamięcią jeszcze głębiej do dnia w którym porzuciłam wszystko : rodzinę, przyjaciół i własny świat . . . Do tej pory mam do siebie żal, że odeszłam bez słowa i w środku nocy. Zaufałam dziewczynie którą znałam jedynie z własnej wyobraźni. Dopiero później dowiedziałam się, że tak naprawdę pyły to moje wspomnienia z poprzedniego życia, a nie jakieś dziecięce fantazje. Poczułam jak mimowolnie łzy napływają mi do oczu, zawsze tak było kiedy wspominałam rodzinę. Tyle wieków już przeżyłam, tyle światów zwiedziłam. Dla mnie minęło wiele lat, a dla nich tylko jakieś 3-4 miesiące. W tym wypadku zgadzam się z kimś kto powiedział że : „Czas jest to pojęciem względnym”. Światów są tysiące jeśli nie miliony, a w każdym z nich czas płynie inaczej . . . Sen przyszedł niespodziewanie przerywając moje rozmyślania o własnej przeszłości . . .
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz