niedziela, 22 lutego 2015

Niespodzianka - Rozdział 2

"Czas na kolejne eksperymenty . . ." Czyli z cyklu nowego opowiadania, rozdział krótki ale trochę mam nadzieje mniej chaotyczny od poprzedniego. Powinien trochę wyjaśnić sytuację i też odrobinę namotać :) Nie miałam zbytnio weny więc nie jest to zbyt długa część ale mam nadziej że równie dobra jak poprzednia. Nie przedłużając życzę miłego czytania :)

   Plułem sobie w brodę, wiedziałem że nie powinienem jej całować. Tak bardzo dała do zrozumienia że nie chce się w to pchać, choć sama ze sobą nie jest szczera. Kiedy tak siedzieliśmy w barze i uśmiechnęła się do mnie tak prawdziwie bez żadnych uprzedzeń, wiedziałem że nie pozwolę jej uciec. Pojawił się też kolejny i to poważny problem. Prawda była tak że to nie ja wymyśliłem sobie to wspólne mieszkanie. Moja matka uparła się na to, gdyby to ode mnie zależało dałbym jej czas, by poznała mnie i przekonała do mojej osoby. Sam siebie okłamuje, wiedziałem dlaczego ją pocałowałem. Wszystko co powiedziała pod moim adresem było prawdą, to właśnie mnie tak bardzo wkurzyło. Nie sądziłem tylko, że zaraz po tym wszystkim tak panicznie ucieknie. Do tego jeszcze ten jej strach w oczach, gdy sięgnąłem po pasemko jej włosów . . . Wiem że to iż wizualnie się jej podobam nie wystarczy. To dobry początek. Dziewczynę taką jak Vanessa nie będzie łatwo do siebie przekonać, a co dopiero zatrzymać przy sobie. Ciekaw jestem jakie mam plany, zaharowuje się w swoje najlepsze lata życia. Musi mieć ku temu dobry powód, a ja muszę wiedzieć jaki. Żaden z jej znajomych nie wie czemu tak pracuje. W sumie niewiele o niej wiedzą, to mnie zdziwiło najbardziej. Ma całkiem spore grono znajomych, ale wydają się oni być tylko na chwilę. Bardziej jak znajomi z pracy niż coś większego. Może ten cały Maciej będzie wiedział coś więcej, jako jedyny wydaje się widywać z nią poza pracą. Spojrzałem na zegarek, wróciłem do swojego mieszkania jakąś godzinę temu. Od tamtego czasu nawet nie ruszyłem się z miejsca. Obecnie była 7:15, wiedziałem że Markus mnie za to zabije ale musiałem z kimś pogadać. Sięgnąłem po telefon i wybrałem dobrze znany mi numer. Marcus był moim najlepszym przyjacielem, znamy się od dzieciństwa. Nasi ojcowie są partnerami biznesowymi. Jak to zwykle bywa, na jednym z bankietów poznaliśmy się i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Zwykle gdy tak się dzieje coś musi być na rzeczy. Rozwaliliśmy cała imprezę, rodzice byli wkurzeni. Ani ja ani on nie byliśmy aniołkami więc, bez szlabanu się nie obyło. Czekałem aż ten śpioch odbierze telefon, w końcu po szóstym sygnale usłyszałem znajomy głos w słuchawce.
- Czego ?
- Ja też się cieszę że cię słyszę. - Odparłem rozbawionym tonem.
- Chris, stary ty wiesz która jest godzina ? Tak się kurwa ludziom nie robi !
- Dobra, sorry. Powiedz mi lepiej jak mam Ci wynagrodzić zwleczenie twoje wspaniałego zadu z łóżka i przytaszczenia go do mnie ? Muszę z tobą pogadać.
- Ty chyba sobie żartujesz ?! Ledwo co słońce wstało a ja mam do ciebie się telepać. - Usłyszałem długie westchnienie. - Oby to było coś naprawdę ważnego. Chcę śniadanie i porządną mocną kawę. To tak na wstępie potem zobaczę co jeszcze możesz dla mnie zrobić za moją wspaniałomyślność. - Po czym się rozłączył.
- Ja ciebie też stary. - Rzuciłem w przestrzeń. Znając Markusa miałem jakieś 30 może 40 min zanim się pojawi. Wstałem z fotela i zobaczyłem co mam w kuchni, no tak bez szybkich zakupów się nie obejdzie. Dobrze że sklep jest blisko. Szybko zebrałem się i zrobiłem zakupy. - Jakieś ciemne pieczywo, oczywiście kilka bułek, dwa rodzaje sera i wędlin, śmietana do kawy, mleko, trochę warzyw i owoców. Cały ten proces zajął mi 15 minut. Odstawiłem zakupy na blat w kuchni i wstawiłem ekspres. Wyłożyłem sery i wędliny na małe półmiski, pieczywo oraz masło postawiłem na stole. Wyciągnąłem patelnie i zabrałem się za robienie naleśników. To powinno udobruchać tą królewnę. Gdzieś tak w połowie przygotowanego przeze mnie posiłku pojawił się Markus, już od paru lat ma własne klucze do mojego mieszkania.
- Co tak smakowicie pachnie ? - krzyknął z korytarza.
- Naleśniki, a co innego. - Odparłem widząc go wchodzącego do kuchni.
- Oho to widzę że to musi być coś naprawdę ważnego skoro postanowiłeś uraczyć mnie naleśnikami domowej roboty. - Stwierdził nalewając sobie świeżej kawy. Oparł się o blat obok zlewu i patrzył na mnie.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci o Vanessie ?
- No pamiętam, nawijasz o niej od dwóch lat jak dobrze pamiętam. Co z nią ?
- Poznaliśmy się wczoraj, oficjalnie została moją narzeczoną. - Markus zaczął się dławić właśnie pitą kawą. Kaszlną jeszcze parę razy, po czym usiadł za stołem.
- Chciałeś mnie zabić ?! - Zapytał zirytowany. - Wiesz że takich wieści nie przekazuje się w taki sposób ?
- A co miałem obijać w bawełnę ? Wiesz mi ona zareagowała dużo gorzej. Takich epitetów pod swoim adresem w tak krótkim czasie nie usłyszałem od czasu jak związałem się z Lidią. -Odparłem stawiając parujący talerz naleśników na stole i usiadłem naprzeciwko swojego przyjaciela.
- Ta Lidia . . . Mam nadzieje że nie widujesz już tej ladacznicy ? - Zapytał sięgając po naleśnika.
- Możemy o niej nie mówić. Mam gorszy problem jeśli chodzi o Vanessę. Dziewczyna ma charakterek no i podobam się jej, ale . . . próbuje na siłę być niezależna przez co skończyło się na tym że nie chce mnie znać.
- Wydaje mi się że sporo pominąłeś. Jak może nie chcieć cię znać skoro poznała cię kilka godzin temu ? Może i w nie sprzyjających okolicznościach, ale kto nie lubi niespodzianek ? Jesteś bogaty, przystojny, wykształcony, potrafisz być dowcipny może i masz okropny charakter ale da się nad tym popracować. Więc co jej tak bardzo nie pasuje w twojej osobie ?
- Niech pomyślę według Vanessy jestem „wredny, irytujący, zbyt pewny siebie, nie liczę się z jej zdaniem i przede wszystkim pcham się w jej życie bez pozwolenie. Wybacz ale to typ wojowniczki nie marzy o rycerzu na białym koniu. - Odparłem sięgając po kromkę chleba.
- Dalej nie widzę jakiś poważnych przeszkód. Mam to z ciebie na siłę wyciągnąć ? Powiedz coś zrobił tej biednej dziewczynie ? - Markus zaczął się irytować, w sumie ma racje nie ma co ukrywać. Westchnąłem i zacząłem powoli po kolei opowiadać Marcusowi cały ten dzień. Spotkanie w domu Vanessy, noc w barze i nieszczęsny pocałunek jej paniczna ucieczka i reakcja na mój dotyk. - No stary tak spieprzyć to chyba tylko ty potrafisz. Widać że dziewczyna jest niezależna, ale ty poleciałeś po całości. Szczerze nie mam pojęcia jak to odkręcić, są dwie opcje. Oby zaczęła udawać że nic się takiego nie zdarzyło, da się nad tym przejść do porządku dziennego. Druga opcja jest taka że ją przeprosisz, szczerość nie jest twoją mocną stroną ale tu powinna zadziałać. Mam też opcje „pół na pół” : mogę pojechać z tobą przeprosić to biedne dziewczę i powiedzieć że jestem tu aby cię pilnować. Wiem że ta opcja pasuje ci najbardziej, ale ja osobiście nie chciałbym aby nie znana mi osoba trzecia wbijała się w problem który ją nie dotyczy. Z tego co od ciebie usłyszałem już i tak ma dość poznawania nowych osób. Daj jej odetchnąć. - Ten wywód skutecznie złamał wszelkie moje protesty. Marcus ma racje muszę to załatwić sam.
- Dużo to mi nie pomogłeś. - Westchnąłem.
- Więcej niż myślisz, ale to koniec idę spać do gościnnego. Tobie też radzę, przyda ci się trochę siły jeśli masz się spotkać ze swoją narzeczoną. - To powiedziawszy Marcus zwinął z talerza ostatniego naleśnika i powędrował do gościnnej sypialni. Ja też nie próżnowałem i za jego radą poszedłem się trochę przespać . . . 
Obudziły mnie jakieś bliżej nie określone dźwięki dochodzące z głębi mojego mieszkania. Szybko wstałem i udałem się na poszukiwania sprawcy całego zamieszania. Długo szukać nie musiałem, stanąłem w progu kuchni i patrzyłem na nieudolne próby Markusa w celu przygotowania obiadu, lub uruchomienia ekspresu do kawy. U niego wszystko jest możliwe, to typowy antytalent kulinarny.
- Markus, raczysz wyjaśnić mi co próbujesz zrobić ? Bo ma nadzieje że nie chcesz nas wysadzić w powietrze.
- Na wszystkie świętości Chris nie skradaj się tak. - Burknął w odpowiedzi prawie upuszczając trzymany w dłoni kubek. - Chciałem jedynie zrobić sobie kawę, a ty od razu że mam zamiar nas wysadzić w powietrze.
- Znam twoje możliwości nie od dziś więc nie dziw mi się proszę, zresztą która godzina ? - Zapytałem ustawiając ekspres do kawy i zabrałem Markusowi kubek z dłoni.
- Parę minut po 14. - Odparł. - O której masz przeprawę ze swoją księżniczką ?
- Pracę zaczyna o 17 powiedziałem że przyjadę po nią o 16, ale zastanawiam się teraz czy nie lepiej będzie pojawić się wcześniej i porozmawiać z nią. - Zamyśliłem się na chwile. - Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór ?
- Nie. - Markus odparł powoli. - Co ci znowu do głowy przyszło ?
- Nie masz może ochoty na wypad do baru ? - Zapytałem z uśmiechem stawiając mu przed nosem parujący kubek z waniliową latte.
- Ona cię za to zabije, ale sokoro potrzebujesz skrzydłowego to nie ma problemu mogę się pojawić na godzinkę czy dwie. - Nic więcej nie mówiąc wypił szybko kawę i wyszedł, jak zwykle bez pożegnania. Ja sam szybko wskoczyłem pod prysznic i przebrałem się. Spojrzałem na zegarek była 15:10. Powoli wychodząc z mieszkania i kierując się na parking układałem w głowie przebieg rozmowy jaką miałem odbyć z Vanessą.

    Obudziłam się o 15:00, nie byłam ani trochę mniej zmęczona niż kiedy kładłam się spać . . . a wszystko to przez „niego”. Udałam się krokiem równie powolnym jak rozkładający się zombie do łazienki. Moje długie do połowy pleców kręcone brązowe włosy sterczały na wszystkie strony jakby mnie prąd popieścił. Lekko skośne zielone oczy były podkrążone, niedokładnie zmyty makijaż podczas snu się rozmazał tak że wyglądałam jak panda. Zastanawiałam się przez chwilę co Christopher we mnie widzi, mała chuda prawie płaska przeciętna dziewczyna z paskudnym charakterkiem. Nic tylko omijać szerokim łukiem, potrząsnęłam głową starając się pozbyć zbędnych myśli i skupić się na ważniejszych rzeczach. Szybko wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i nałożyłam lekki makijaż. Ubrałam się zwyczajnie czarna koszula z rękawami do łokci, granatowe lekko opięte dżinsy no i moje nieodłączne skórzane wiązane kozaki do kolan. Włosy zostawiłam rozpuszczone poza dwoma pasemkami które spięłam małą czarną klamrą z tyłu głowy. Majkel mówił mi że w tej fryzurze przypominam mu czasem elfa. Rzadko kiedy można usłyszeć komplement z jego ust, a ten bardzo przypadł mi do gustu. Ubrana i gotowa spojrzałam na zegarek 15:40, według tego co zapowiedział mój „narzeczony” miałam jeszcze jakieś 20 min nim ten się zjawi by zawieść mnie do pracy. Zeszłam do kuchni i nim zabrałam się za szykowanie jakiegoś śniadania, usłyszałam dzwonek domofonu i radosne ujadanie Kiry która to całej rodzinie dawała znać że ktoś do nas przyszedł. Jakby sam irytujący dzwonek był mało wystarczający. Weszłam do salonu który znajdowała się zaraz obok kuchni i dyskretnie wyjrzałam przez okno. Na podjeździe stała czarna impala super, to mogło oznaczać tylko jedno Christopher postanowił zjawić się wcześniej. Nacisnęłam przycisk który otwierał bramkę i otworzyłam drzwi wejściowe nie czekając na niego weszłam do kuchni i nastawiłam wodę w czajniku. Następnie wyjęłam dwa kubki i do jednego nasypałam liście mojej ulubionej zielonej herbaty. Długo nie musiałam czekać aż zjawi się mój narzeczony.
- Dzień dobry. - Rzucił wchodząc do mojego domu.
- Jestem w kuchni, masz ochotę na zieloną herbatę ? - Spytałam nie odwracając się do niego, jeszcze nie wiedziałam jak mam się zachowywać zwłaszcza po wczorajszym. Na jago widok Kira najeżyła się jak kot i zaczęła warczeć kuląc się przy moich nogach, nie spodobał jaj się. Być może wyczuła napięcie jakie między nami było ?
- Tak poproszę. - Odparł zapewne siadając za stołem kuchennym, wsypałam liście do drugiego kubka i zalałam obie herbaty dopiero co zagotowaną wodą. Kira w dalszym ciągu warczała na mojego gościa. Postawiłam kubki na stole i usiadłam naprzeciwko swojego narzeczonego, Kira momentalnie wskoczyła mi na kola i dalej zjeżona cichutko warczała łypiąc na niego groźnie. - Ona mnie nie lubi. - Przerwał ciszę wskazując na czarną kulkę na moich kolanach.
- Kira poznaj mojego narzeczonego, nie masz się czego bać to dobry człowiek. - Powiedziałam głaszcząc ją uspokajająco. Kira spojrzała na mnie po czym łypnęła na Christophera jakby uspokojona moimi słowami przestała warczeć ale śledziła wzrokiem każdy jego ruch. - Wcześniej jesteś niż zapowiedziałeś. - Rzuciłam, wciąż na niego nie patrząc.
- Nie mogłem w domu usiedzieć, zresztą chciałem porozmawiać. Możemy ? - Podniosłam w końcu wzrok i spojrzałam mu w oczy. Był równie poddenerwowany jak ja. Uśmiechnęłam się lekko, popijając herbatę.
- Możemy, ze spokojem. Przepraszam z moje wczorajsze zachowanie, po prostu zaskoczyłeś mnie, a ja miałam już i tak bardzo nadszarpnięte nerwy. - Próbowałam się tłumaczyć, starając się zmniejszyć napięcie.
- To ja przepraszam, dałaś mi sensownie do zrozumienia że nie chcesz być moją narzeczoną. Szczerze nie postawiłem się na twoim miejscu i zignorowałem całkowicie fakt tego że dla ciebie to był szok. - Przerwał na chwilę, po czym westchnął. - Chciałbym parę rzeczy wyjaśnić.
- Cały czas słucham, ale kwestia jest taka. Ja jeszcze nic nie jadłam, ledwo co się ogarnęłam. Jeśli nie masz nic przeciwko, możemy już teraz wyjść i ja zjem coś na mieście przed pracą. - Odparłam dopijając herbatę i wstając z miejsca, jednocześnie zrzucając Kirę z kolan. Chris bez słowa wstał i czekał na mnie aż się ubiorę i w ciszy wyszliśmy ode mnie z domu. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę centrum. Cisza przedłużała się nasilając napięcie które nieudolnie próbowałam rozładować nie do końca udając że nic takiego wczoraj się nie stało. W końcu postanowiłam coś z tym zrobić. - Chris o co chodzi ?
- Zastanawiam się co powiedzieć i jak się zachować byś znowu przede mną nie uciekła. - Odparł.
- Bądź sobą, to najlepsze wyjście. Przemyślałam parę rzeczy wczoraj więc jest trochę lepiej, może i wciąż mnie irytuje cała ta sytuacja, ale w końcu jesteśmy dorośli.
- Czyli masz zamiar udawać że nic się nie stało, i że nie uciekłaś wczoraj z tego samochodu dlatego że podobało Ci się to co wczoraj między nami zaszło ? - Zapytał, a mnie skoczyło ciśnienie.
- To że powiedziałam iż masz być sobą nie znaczy, że nie istnieje coś takiego jak takt. - Warknęłam. - Może mi się podobało może nie, jasnowidzem nie jesteś, a ja nadal tkwię w tej poronionej sytuacji. Wiesz naprawdę miałam nadziej że to był tylko jakiś koszmar i wczorajszy dzień się nie zdarzył, ale tak nie jest więc daj już temu spokój.
- W tym tkwi problem moja piękna że jeśli tego nie wyjaśnimy to nie ruszymy z miejsca. Ja nie odpuszczę. Nie po to czekałem i przekonywałem dwa lata moją Matkę, by pozwolić Ci się z tego wykręcić. - Rzucił mi przelotne spojrzenie, pełne determinacji.
- Co masz na myśli mówiąc : „dwa lata” ?! To tyle czasu czekałeś by powiadomić mnie o swoim istnieniu ? No to ładnych rzeczy ja się dowiaduje, i ty się dziwisz że jestem wściekła.
Wiem że jesteś wściekła, gdybyś nie była taka uprzedzona to byś wiedziała o co mi chodzi. Mniejsza o to, tak się nie da rozmawiać. - W ostatniej chwil Christopher zmienił pas i wjechał na pobliski parking koło małego skwerku. Ja jedynie przeszywałam go morderczym wzrokiem.
- Coś ty najlepszego zrobił, mogłeś spowodować wypadek. Pal sześć moje zdrowie, co ja ci mówiłam na temat tego cudu motoryzacji ?! - Warknęłam ostro, powstrzymując się przed uderzeniem tego zadufanego w sobie dupka.
- To mój samochód. - Odparł patrząc na mnie w jakiś dziwny sposób. - Bardziej przejmujesz się stanem tego pojazdu niż, bardziej ważniejszymi sprawami. Do cholery nie chciałem aby ta rozmowa tak wyglądała.
- Witaj w moim świecie, nic nigdy nie dziej się tak jak byśmy chcieli. - Oparłam.
- Jesteś mistrzynią w ignorowaniu spraw z którymi nie umiesz sobie poradzić wiesz ? - Wiedziałam że igram z ogniem i nie powinnam go bardziej drażnić, ale nie byłabym sobą gdybym nie dolała oliwy do ognia.
- Praktyka czyni mistrza, przyjmij w końcu do wiadomości że jesteś moim „narzeczonym” tylko z nazwy. Nic między nami nie będzie, koniec kropka.
- Jeszcze się przekonamy. - Odparł wyzywająco a jego ametystowe oczy pociemniały, po czym przyciągnął mnie do siebie. Jego usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od moich, serce biło mi jak szalone. Był wściekły tego byłam pewna, ale za tym kryło się coś jeszcze jakiś głód. O dziwo nie wyrywałam i nie darłam się jak szalona by mnie puścił, choć głos w mojej głowie twardo krzyczał bym go odepchnęła. Ciało jednak najwyraźniej utraciło kontakt z mózgiem. Christopher powili zmniejszył i tak niewielki dystans i zaczął mnie całować, od razu się poddałam i pozwoliłam mu na to. Dlaczego, wciąż się zastanawiałam, może to przez ten nieodgadniony wyraz jego oczu ? Pocałunek był stosunkowo krótki, władczy ale jednocześnie delikatny. Wiedziałam że w każdej chwili mogę go przerwać, ale jak idiotka pozwalałam by to trwało. - Czemu mi na to pozwoliłaś ? - Zapytał, odsuwając się trochę ode mnie.
Szczerze, nie wiem. - Odparłam. - W twoich oczach było coś takiego . . . - Urwałam zdając sobie sprawę że nie powinnam była tego mówić na głos. - Chris jedynie uśmiechnął się w ten irytujący sposób.
- Przegrywając tak bitwy, nie wygrasz wojny. - Stwierdził. - Znajdź w przyszłym tygodni tak ze trzy dni wolnego, na przeprowadzkę do mnie. Będziemy mieć trochę więcej czasu by porozmawiać o tym co dalej.
- Już wyraziłam swoje zdanie na ten temat. - Odparłam. - W dalszym ciągu ignorujesz to co ja czuje i mam do powiedzenia.
- Uczę się od mistrz. - Odparł. Zirytowałam się, jeśli każda nasza rozmowa ma wyglądać w taki sposób, będę musiała zacząć brać jakieś środki na uspokojenie albo klnę się na wszystkie upadłe anioły w piekle że dojdzie do rękoczynów.
- Jesteś niemożliwy. - Powiedziałam w końcu, po czym po samochodzie rozniosło się burczenie z mojego żołądka. Zaczerwieniłam się, a Chris zaczął się śmiać. Bez słowa ruszył z parkingu do pobliskiej restauracji.
- Zaczekaj tu na mnie, wezmę nam coś na wynos byś nie spóźniła się do pracy. - Wrócił bardzo szybko, podał mi pakunek i skierował się do „Jolly Reger'a”. Cały ten czas milczeliśmy, nie było sensu dyskutować podczas jazdy. Jak widać słowa Macieja się sprawdziły, nawet świętego jestem w stanie wyprowadzić z równowagi. Jedno było pewne atmosfera się oczyściła. Mimo wszystko jednak sprawa wciąż pozostawała otwarta, każde z nas upierało się przy swoim. Niby wciąż mam czas by to jakiś odkręcić. Chris ma racje przegrywając tak jedna bitwa po drugiej pogrążam się w tym bagnie bardzie. Trzeba obmyślić jakiś skuteczny plan. Pokrzepiona tą myślą nie zwróciłam nawet uwagi kiedy zajechaliśmy pod bar. - Królestwo za twoje myśli. - Rzucił, wysiadając z samochodu.
- Obmyślam skuteczną strategie jak się ciebie pozbyć. - Odparłam idąc w jego ślady i wyciągając klucze od knajpy.
- A może pogodzisz się z przegraną. - Powiedział siadając przy barze. Zignorowałam jego słowa i perfidny uśmieszek i zaczęłam przygotowywać lokal na przyjęcie gości. Szybko się z tym uwinęłam i zabrałam się do jedzenia, które kupił Christopher. W tempie ekspresowym wciągnęłam całkiem sporą porcje najlepszego spaghetti jakie w życiu jadłam. Chris, jeszcze nie skończył kiedy ja wyrzucałam swoje opakowanie do śmietnika pod barem.
- Wracając do naszej wcześniejszej rozmowy, to przyjmij do wiadomości że tak łatwo nie dam się pokonać. - Ten jedynie się uśmiechnął do mnie odsuwając na bok nie dokończony posiłek. - Co cię tak bawi ? - Spytałam.
- To jak diametralnie zmienia się twoje podejście kiedy stajesz za barem. Naprawdę kochasz to co robisz.
- Owszem, jak już wczoraj wspomniałam kocham pracę za barem. Jednak kursy barmańskie sporo kosztują, nie stać mnie na nie więc chcę się jak najwięcej nauczyć nim uda mi się odłożyć potrzebną sumę pieniędzy. - Odparłam.
- Więc chcesz być profesjonalną barmanką, a co potem ? Całego życia za barem raczej nie spędzisz. Nie myślałaś aby zająć się czymś poważniejszym w życiu ?
- Mówisz tak jakby praca za barem była czymś złym. Najważniejsze chyba by praca którą wykonujesz sprawiła ci przyjemność. Zresztą kto wie może kiedyś uda mi się otworzyć własny lokal.
- Czyli co, ogólnie nie masz planów na przyszłość, więc czemu wykluczasz że skoro ja się pojawiłem w twoim życiu to przeszkodzę ci w realizacji czegoś co uparcie twierdzisz że sobie złożyłaś. Ale słuchając cię wychodzi że tak naprawdę nie ma niczego. - Odpowiedział. Zirytowałam się.
- To że o czymś nie wiesz nie znaczy że nie istnieje. Zresztą nie muszę ci się tłumaczyć. - Odburknęłam, w pewnym sensie miał racje. Zakopałam się w życiu codziennym gubiąc przy tym marzenia na przyszłość . . .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz