… trzy kropeczki wcześniej :
- Jeśli ci życie miłe wynoś się z tej komnaty „Książe” !!!
- TAK, myślisz że mi się też taka sytuacja podoba ?! Illidan doprawdy potrafi uprzykrzyć życie.
- Co nie zmienia faktu, że nie powinno cie tu być. Kipie wręcz z wściekłości. Chcesz, abym wyładowała ja na tobie ?! – Wysyczałam. Mimo moich słów, Kael nie wzruszony dalej siedział na moim łóżku.
- No to jest nas dwoje, mam pomysł. Wyładujmy na sobie naszą wściekłość, efekt będzie taki że ostatecznie tylko jedno z nas pozna gniew Illidana. – Kpił, to oczywiste ! Tym jeszcze bardziej podsycił moją złość.
- Ciebie to najwyraźniej bawi ! Odpowiem na twoją jakże inteligentną propozycję. W tej walce która by się wywiązała, bo bez rękoczynów by się nie obeszło. Zostałbyś bardzo mocno poturbowany, jeśli nie zabity. Lord Illidan wpadłby w szał i prędzej dobiłby ciebie, ja bym to spokojnie przeżyła. Chociaż raczej nie pokazywałabym się więcej mistrzowi na oczy.
- Skąd ta pewność, że byś przeżyła co ?!
- Jestem „Gwiazdą nadziei” – Wybuchłam. – Sądziła że po akcji ze skrzydłami już o tym wiedziałeś. – Prychnęłam, i tyle jeśli chodzi o mój spokój do tego przesadziłam i powiedziałam coś co nie powinnam. Stojąc tak z założonymi rękami na środku komnaty zastanawiam się co teraz powie. Oby był takim idiotą za jakiego go mam.
- Nie żartuj sobie ze mnie! Ty „Gwiazdą Zbawienia ?! – Ehh chyba nie warto tego ukrywać zwłaszcza że mam zostać tu na dłużej . . .
- Albo jesteś ślepy, albo tak parszywie tępy.
- Przestań mnie obrażać, pamiętaj jesteś tu przez mój kaprys i chwilowo zachcianki Illidana.
- A jednak jesteś tępy – Punkt dla mnie :D – Illidan kazał mi zebrać informacje o twojej rasie. Postęp, historia, wojsko, gospodarka i takie tam. Więc gdybyśmy się nie spotkali, efekt byłby taki że poznałbyś mnie dzisiaj jakbym przybyła z mistrzem !
- Starałbym się wtedy negocjować, tak nie miałem nic do gadania. Co i tak nie zmieni faktu że nie wieżę w twoja bajeczkę na temat tego że jesteś gwiazdą.
- Ignorant do tego z mózgiem kurczaka . . . po a) jestem elfem, a elfie prawo zakazuje kłamstw. Po b) . . . – Odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam rozwiązywać koszule nocną.
- Co ty wyprawiasz ?!
- Zamknij się na chwilę dobrze.- Warknęłam zirytowana. Chociaż powiem że jego zdziwienie i oburzenie wyczuwalne w głosie było dość satysfakcjonując pomimo obecnej sytuacji. Rozwiązałam suknie tak, że luźno spoczywała mi na ramionach. Przytrzymując ją jedna ręka z przodu aby całkiem nie opadła, drugą odgarnęłam włosy aby odsłonić kryształ znajdujący się na moich plecach. – zadowolony ?! A teraz spadaj stąd ! – Ponownie zawiązałam suknię i odwróciłam się w stronę nieźle zszokowanego Kael’a. Jeden wielki plus na jego koncie milczy.
- Słyszałem, że gwiazdy to jeden wielki mit. . . – Wybełkotał, to tyle jeśli chodzi o jego milczenie. – Zaraz, zaraz jesteś przecież złodziejką ! Podobno gwiazdy to kobiety o nieskalnej duszy i sercu. – Co zrobić na głupotę nie ma przecież lekarstwa.
- I tak jest. Nie znasz mnie na tyle, aby wiedzieć jaka jestem i kim jestem. Więc proszę daruj sobie wszelkie wywody, i wynieś się w końcu z mojej komnaty. Od jutra czeka nas masa roboty, a nie chce się wydzierać z byle powodu na twoich ludzi. – Tymi słowami ewidentnie wyrwałam go z szoku w jaki wpadł.
- O co Ci chodzi ?
- Tępak, chyba jutro powinieneś na radzie przedstawić nowego kanclerza ? Może mam myśleć jeszcze za ciebie ?
- Samobójcą nie jestem aby to robić, ma na myśli jedno i drugie. – Po czym machnął ręką i spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Droga Elune ! Z kim ja się zadaję ?! – Podniosłam teatralnie wzrok. – Ty chyba naprawdę jesteś takim debilem, albo masz gigantyczną sklerozę. Chociaż obstawiałabym brak mózgu. Illidan zapowiedział przecież, że zostaje w stolicy przez tydzień. Oczywiste, iż będzie obecny podczas zgromadzeń. Tak więc spokojnie możesz wszystko zwalić na niego. Wiele się z prawda nie miniesz. – Kael powoli przetrawiał wypowiedziane przeze mnie słowa. Normalnie nie wiem co z nim zrobić . . . Jeszcze trochę i usnę na stojąco. Jego głupota sprawiła że byłam koszmarnie znudzona i trochę zirytowana, ale co zrobić na takiego debila nie ma rady. Mam już dość tego dnia, chce spać !!!
- Może i nie minę się z prawdą, co i tak nie zmieni faktu, że to ja oberwę baty. Zwłaszcza od Solaris, nadal jest wściekła na ciebie za ten sztylet, którym w nią rzuciłaś.
- Należało się gliździe, lafirynda chciała mnie zabić nie mając o tym zielonego pojęcia. Taka z niej dama jak ze mnie . . .
- Już dobrze, uspokój się Lunitari. Nie moja wina że ona uważa cię za swoją rywalkę o moje względy.
- Ble . . . Nie dobrze mi się robi gdy mówisz o czymś takim, kto by chciał być z tobą ? Nie rozśmieszaj mnie.
- Grabisz sobie Luni, ojj grabisz. – Kael wstał i zaczął zbliżać się do mnie. Odruchowo sięgnęłam ręką za plecy, aby móc obronić się sztyletem. Na moje nieszczęście nie miałam żadnego pod ręką.
- Nie podchodź.
- Niby czemu ? – U śmiech jaki gościł na jego twarzy nie wróżył niczego dobrego.
- Chcesz . . . chcesz powtórkę z rozrywki ? – Co się ze mną dzieje ? Czemu nagle przestałam czuć się pewnie ? Co się do cholery ze mną stało ?!
- Lunitari czyżbyś straciła pewność siebie ? To do ciebie nie podobne. Uśmiech na jego twarzy powiększał się z każdym krokiem, gdy zbliżał się do mnie.
- Co ty planujesz ? – Zaczęłam się odruchowo cofać.
- A co boisz się mnie ? Przecież jestem nie groźny.
- Ty nie groźny ?! Proszę nie rozśmieszaj mnie. Jeszcze pamiętam naszą „poranną rozmowę”.
- Ojj przesadzasz, trochę mnie wtedy poniosło. Dlaczego jeszcze do tego wracasz ? Sądziłem że już to wyjaśniliśmy.
- Ja ci dam „trochę poniosło” !!! I nie nie wyjaśniliśmy tego faktu do końca. Dalej uważam że wylądowałam nie przytomna za nic. I co się tak głupio szczerzysz gadzie jeden ?!
- Mówiłem Ci coś o obrażaniu mnie ! – Jak delikatnie określić co stało się po słowach Księcia ? Już wiem ! Dystans który dzielił mnie od ściany do której się cofałam, zmniejszył się drastycznie. Podsumowując efekt był taki że zderzyłam się za ścianą i zostałam do niej przygwożdżona, przez tego zawszonego i zapchlonego „królewskiego imbecyla”.
- Puszczaj !
- W dalszym ciągu nie odpowiedziałaś na moje pytanie, boisz się mnie ? Jak odpowiesz to może cie puszczę. – Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej, tak że czułam na skórze jego oddech. Przełknęłam głośno ślinę i starałam się trochę uspokoić. Od kiedy znalazłam się w pałacu zauważyłam pewien mały schemat, każda rozmowa z Kael’em kończy się albo przyszpileniem do ściany lub aluzjami. Ostatecznie, a raczej przeważnie obmacywaniem mnie. Te myśli wcale jakoś nie pozwoliły mi się zbytnio uspokoić.
- Czekam. – „To sobie czekaj dalej” pomyślałam, lepiej nie pogarszać sytuacji i dać jakąś odpowiedź. Do cholery dziewczyno bierz się w garść, jesteś przecież dyplomatką.
- Nie chodzi o to czy się ciebie boję czy nie. Fakt, faktem podsumowując jesteś nieobliczalny.
- To nie było miłe Lunitari. – Odepchnęłam go od siebie.
- Pani Kanclerz jak już. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek Książe pozwoliła Ci zwracać się do mnie po imieniu.
- Zimna i nie dostępna jak zawsze. Nie marzy Ci się korona, luksus i inne tego typu rzeczy ?
- Illidan nie dał mnie tutaj tylko po to abym wpakowała ci się do łóżka i zyskała koronę. Mam za zadanie pomóc twoim ludziom podnieść się z kryzysu i wyprowadzić na prostą, nic więcej. A władza mi nie w głowie, mam kupę ważniejszych zmartwień na głowie. – Czy on jest jakiś nie poważny ? Podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. – A teraz z łaski swojej „wasza wysokość” wynoś się.
- Nie myśl że na tym skończyliśmy naszą małą rozmowę, jeszcze ją dokończymy. Lunitari gwarantuję ci że jej finał będzie korzystny dla mnie.
- Jak sobie chcesz Książe. Jest jeszcze jedna sprawa, oddaj mi moje sztylety i pozostałe skonfiskowane przez ciebie rzeczy. Mam jutro po radzie parę spraw do załatwienie poza pałacem i są mi one potrzebne.
- Zobaczymy. Dobrej nocy moja mała złodziejko. – Przechodząc obok mnie, delikatnie przejechał dłonią po moim policzku. Momentalnie ją odepchnęłam.
- Dobrej nocy „Wasza Wysokość”. Niech Elune nad tobą czuwa. – Na moje słowa Kael tylko prychną, podsycając moją trzymaną na wodzy złość. Gdy tylko Książe opuścił komnatę, tak trzasnęłam za nim drzwiami że chyba ledwo to wytrzymały. Muszę odzyskać te sztylety, inaczej nie dostanę się do siedziby tutejszej gildii złodziei. W przeciwnym razie może być co najmniej wesoło. Pełna ponurych myśli i obaw, położyłam się spać. Oby jutrzejszy dzień okazał się być spokojniejszy, dużo spokojniejszy . . .
- Jeśli ci życie miłe wynoś się z tej komnaty „Książe” !!!
- TAK, myślisz że mi się też taka sytuacja podoba ?! Illidan doprawdy potrafi uprzykrzyć życie.
- Co nie zmienia faktu, że nie powinno cie tu być. Kipie wręcz z wściekłości. Chcesz, abym wyładowała ja na tobie ?! – Wysyczałam. Mimo moich słów, Kael nie wzruszony dalej siedział na moim łóżku.
- No to jest nas dwoje, mam pomysł. Wyładujmy na sobie naszą wściekłość, efekt będzie taki że ostatecznie tylko jedno z nas pozna gniew Illidana. – Kpił, to oczywiste ! Tym jeszcze bardziej podsycił moją złość.
- Ciebie to najwyraźniej bawi ! Odpowiem na twoją jakże inteligentną propozycję. W tej walce która by się wywiązała, bo bez rękoczynów by się nie obeszło. Zostałbyś bardzo mocno poturbowany, jeśli nie zabity. Lord Illidan wpadłby w szał i prędzej dobiłby ciebie, ja bym to spokojnie przeżyła. Chociaż raczej nie pokazywałabym się więcej mistrzowi na oczy.
- Skąd ta pewność, że byś przeżyła co ?!
- Jestem „Gwiazdą nadziei” – Wybuchłam. – Sądziła że po akcji ze skrzydłami już o tym wiedziałeś. – Prychnęłam, i tyle jeśli chodzi o mój spokój do tego przesadziłam i powiedziałam coś co nie powinnam. Stojąc tak z założonymi rękami na środku komnaty zastanawiam się co teraz powie. Oby był takim idiotą za jakiego go mam.
- Nie żartuj sobie ze mnie! Ty „Gwiazdą Zbawienia ?! – Ehh chyba nie warto tego ukrywać zwłaszcza że mam zostać tu na dłużej . . .
- Albo jesteś ślepy, albo tak parszywie tępy.
- Przestań mnie obrażać, pamiętaj jesteś tu przez mój kaprys i chwilowo zachcianki Illidana.
- A jednak jesteś tępy – Punkt dla mnie :D – Illidan kazał mi zebrać informacje o twojej rasie. Postęp, historia, wojsko, gospodarka i takie tam. Więc gdybyśmy się nie spotkali, efekt byłby taki że poznałbyś mnie dzisiaj jakbym przybyła z mistrzem !
- Starałbym się wtedy negocjować, tak nie miałem nic do gadania. Co i tak nie zmieni faktu że nie wieżę w twoja bajeczkę na temat tego że jesteś gwiazdą.
- Ignorant do tego z mózgiem kurczaka . . . po a) jestem elfem, a elfie prawo zakazuje kłamstw. Po b) . . . – Odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam rozwiązywać koszule nocną.
- Co ty wyprawiasz ?!
- Zamknij się na chwilę dobrze.- Warknęłam zirytowana. Chociaż powiem że jego zdziwienie i oburzenie wyczuwalne w głosie było dość satysfakcjonując pomimo obecnej sytuacji. Rozwiązałam suknie tak, że luźno spoczywała mi na ramionach. Przytrzymując ją jedna ręka z przodu aby całkiem nie opadła, drugą odgarnęłam włosy aby odsłonić kryształ znajdujący się na moich plecach. – zadowolony ?! A teraz spadaj stąd ! – Ponownie zawiązałam suknię i odwróciłam się w stronę nieźle zszokowanego Kael’a. Jeden wielki plus na jego koncie milczy.
- Słyszałem, że gwiazdy to jeden wielki mit. . . – Wybełkotał, to tyle jeśli chodzi o jego milczenie. – Zaraz, zaraz jesteś przecież złodziejką ! Podobno gwiazdy to kobiety o nieskalnej duszy i sercu. – Co zrobić na głupotę nie ma przecież lekarstwa.
- I tak jest. Nie znasz mnie na tyle, aby wiedzieć jaka jestem i kim jestem. Więc proszę daruj sobie wszelkie wywody, i wynieś się w końcu z mojej komnaty. Od jutra czeka nas masa roboty, a nie chce się wydzierać z byle powodu na twoich ludzi. – Tymi słowami ewidentnie wyrwałam go z szoku w jaki wpadł.
- O co Ci chodzi ?
- Tępak, chyba jutro powinieneś na radzie przedstawić nowego kanclerza ? Może mam myśleć jeszcze za ciebie ?
- Samobójcą nie jestem aby to robić, ma na myśli jedno i drugie. – Po czym machnął ręką i spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Droga Elune ! Z kim ja się zadaję ?! – Podniosłam teatralnie wzrok. – Ty chyba naprawdę jesteś takim debilem, albo masz gigantyczną sklerozę. Chociaż obstawiałabym brak mózgu. Illidan zapowiedział przecież, że zostaje w stolicy przez tydzień. Oczywiste, iż będzie obecny podczas zgromadzeń. Tak więc spokojnie możesz wszystko zwalić na niego. Wiele się z prawda nie miniesz. – Kael powoli przetrawiał wypowiedziane przeze mnie słowa. Normalnie nie wiem co z nim zrobić . . . Jeszcze trochę i usnę na stojąco. Jego głupota sprawiła że byłam koszmarnie znudzona i trochę zirytowana, ale co zrobić na takiego debila nie ma rady. Mam już dość tego dnia, chce spać !!!
- Może i nie minę się z prawdą, co i tak nie zmieni faktu, że to ja oberwę baty. Zwłaszcza od Solaris, nadal jest wściekła na ciebie za ten sztylet, którym w nią rzuciłaś.
- Należało się gliździe, lafirynda chciała mnie zabić nie mając o tym zielonego pojęcia. Taka z niej dama jak ze mnie . . .
- Już dobrze, uspokój się Lunitari. Nie moja wina że ona uważa cię za swoją rywalkę o moje względy.
- Ble . . . Nie dobrze mi się robi gdy mówisz o czymś takim, kto by chciał być z tobą ? Nie rozśmieszaj mnie.
- Grabisz sobie Luni, ojj grabisz. – Kael wstał i zaczął zbliżać się do mnie. Odruchowo sięgnęłam ręką za plecy, aby móc obronić się sztyletem. Na moje nieszczęście nie miałam żadnego pod ręką.
- Nie podchodź.
- Niby czemu ? – U śmiech jaki gościł na jego twarzy nie wróżył niczego dobrego.
- Chcesz . . . chcesz powtórkę z rozrywki ? – Co się ze mną dzieje ? Czemu nagle przestałam czuć się pewnie ? Co się do cholery ze mną stało ?!
- Lunitari czyżbyś straciła pewność siebie ? To do ciebie nie podobne. Uśmiech na jego twarzy powiększał się z każdym krokiem, gdy zbliżał się do mnie.
- Co ty planujesz ? – Zaczęłam się odruchowo cofać.
- A co boisz się mnie ? Przecież jestem nie groźny.
- Ty nie groźny ?! Proszę nie rozśmieszaj mnie. Jeszcze pamiętam naszą „poranną rozmowę”.
- Ojj przesadzasz, trochę mnie wtedy poniosło. Dlaczego jeszcze do tego wracasz ? Sądziłem że już to wyjaśniliśmy.
- Ja ci dam „trochę poniosło” !!! I nie nie wyjaśniliśmy tego faktu do końca. Dalej uważam że wylądowałam nie przytomna za nic. I co się tak głupio szczerzysz gadzie jeden ?!
- Mówiłem Ci coś o obrażaniu mnie ! – Jak delikatnie określić co stało się po słowach Księcia ? Już wiem ! Dystans który dzielił mnie od ściany do której się cofałam, zmniejszył się drastycznie. Podsumowując efekt był taki że zderzyłam się za ścianą i zostałam do niej przygwożdżona, przez tego zawszonego i zapchlonego „królewskiego imbecyla”.
- Puszczaj !
- W dalszym ciągu nie odpowiedziałaś na moje pytanie, boisz się mnie ? Jak odpowiesz to może cie puszczę. – Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej, tak że czułam na skórze jego oddech. Przełknęłam głośno ślinę i starałam się trochę uspokoić. Od kiedy znalazłam się w pałacu zauważyłam pewien mały schemat, każda rozmowa z Kael’em kończy się albo przyszpileniem do ściany lub aluzjami. Ostatecznie, a raczej przeważnie obmacywaniem mnie. Te myśli wcale jakoś nie pozwoliły mi się zbytnio uspokoić.
- Czekam. – „To sobie czekaj dalej” pomyślałam, lepiej nie pogarszać sytuacji i dać jakąś odpowiedź. Do cholery dziewczyno bierz się w garść, jesteś przecież dyplomatką.
- Nie chodzi o to czy się ciebie boję czy nie. Fakt, faktem podsumowując jesteś nieobliczalny.
- To nie było miłe Lunitari. – Odepchnęłam go od siebie.
- Pani Kanclerz jak już. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek Książe pozwoliła Ci zwracać się do mnie po imieniu.
- Zimna i nie dostępna jak zawsze. Nie marzy Ci się korona, luksus i inne tego typu rzeczy ?
- Illidan nie dał mnie tutaj tylko po to abym wpakowała ci się do łóżka i zyskała koronę. Mam za zadanie pomóc twoim ludziom podnieść się z kryzysu i wyprowadzić na prostą, nic więcej. A władza mi nie w głowie, mam kupę ważniejszych zmartwień na głowie. – Czy on jest jakiś nie poważny ? Podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. – A teraz z łaski swojej „wasza wysokość” wynoś się.
- Nie myśl że na tym skończyliśmy naszą małą rozmowę, jeszcze ją dokończymy. Lunitari gwarantuję ci że jej finał będzie korzystny dla mnie.
- Jak sobie chcesz Książe. Jest jeszcze jedna sprawa, oddaj mi moje sztylety i pozostałe skonfiskowane przez ciebie rzeczy. Mam jutro po radzie parę spraw do załatwienie poza pałacem i są mi one potrzebne.
- Zobaczymy. Dobrej nocy moja mała złodziejko. – Przechodząc obok mnie, delikatnie przejechał dłonią po moim policzku. Momentalnie ją odepchnęłam.
- Dobrej nocy „Wasza Wysokość”. Niech Elune nad tobą czuwa. – Na moje słowa Kael tylko prychną, podsycając moją trzymaną na wodzy złość. Gdy tylko Książe opuścił komnatę, tak trzasnęłam za nim drzwiami że chyba ledwo to wytrzymały. Muszę odzyskać te sztylety, inaczej nie dostanę się do siedziby tutejszej gildii złodziei. W przeciwnym razie może być co najmniej wesoło. Pełna ponurych myśli i obaw, położyłam się spać. Oby jutrzejszy dzień okazał się być spokojniejszy, dużo spokojniejszy . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz