niedziela, 22 lutego 2015

Noc 11 - Chwila względnego spokoju

    Gdy obudziłam się, za oknem była już głęboka bez gwiezdna noc. Przeciągnęłam się na miękkim dużym łożu . . .
- Zaraz, zaraz coś mi tu nie pasuje . . . – Przetarłam oczy i usiadłam na pościeli. Jedno czego byłam pewna to, że nie była to komnata w której mnie trzymał ten padalec. Momentalnie wróciły mi wspomnienia z rana. Szybko obrzuciłam komnatę wzrokiem wydawała się niepokojąco znajoma . . . – Cholera . . . – Wyrwało mi się. O tuż znalazłam się w komnacie tego zawszonego, zapchlonego, oślizgłego padalca. Kij z tym że w przypadku padalców tylko to ostatnie się zgadza. Wstałam i podeszłam do otwartych drzwi balkonowych. Już miałam przez nie przejść, kiedy nagle coś wpiło mi się w kostkę nie pozwalając dalej się ruszyć. Zrobiłam dwa kroki w tył i usiadłam na ziemi. Do kostki miałam przyczepiony cieniutki srebrny łańcuszek. Był na tyle delikatny i leciutki że wcześniej nawet go nie odczułam. Próby zerwania go spaliły na panewce, widać był to magiczny łańcuszek który może zdjąć mi tylko ten „królewski idiota”. Co ja zwierze jestem że mnie teraz na łańcuchu trzyma ?! Podeszłam do stoliczka nocnego i poniosłam z niego szklankę z wodą. Przyjrzałam się płynowi i postanowiłam zrealizować mały plan jaki pojawił się w mojej głowie. Cisnęłam naczyniem w drzwi od komnaty, szklanka z hukiem się o nie rozbiła zostawiając po sobie mokry ślad. Po chwili do komnaty wszedł strażnik.
- Co ty u licha wyrabiasz ?! – spuścił wzrok na ziemię i ponownie na mnie spojrzał. – Czym ci ta biedna szklanka zawiniła ?
- Przepraszam ale to było konieczne, mam sprawę.
- O co chodzi ? Wiesz że nie powinienem nawet z tobą rozmawiać ?
- To zajmie tylko chwilkę, mógłbyś mi pożyczyć swój sztylet ?? Obiecuję że nic nikomu się nie stanie, mebli nie liczę. Siła wyższa.
- Najpierw powiedz mi co masz zamiar z nim zrobić, potem to przemyślę.
- Chcę się pozbyć łańcuszka którym jestem przyczepiona do nogi od tego łoża. Nie masz się czym przejmować nic się nikomu nie stanie tylko mebel ucierpi. – Posłałam mu szeroki uśmiech.
- A co mi tam, popatrzę sobie jak się męczysz.
- Jakiś ty miły. – Strażnik podszedł do mnie i podał mi sztylet, następnie wygodnie rozsiadł się przy stoliku. Momentalnie zabrałam się do pracy, mimo wszystko łoże było masywne i z dość wytrzymałego drewna. Po upływie około 20 min w końcu udało mi się przepiłować nogę do której był zaczepiony łańcuszek. Podałam strażnikowi sztylet.
- Wielkie dzięki, a teraz mam kolejną prośbę.
- Ehh nie musisz mówić wiem o co chodzi. – Elf podszedł do loża i uniósł je na niewielką wysokość tak abym zdołała ściągnąć łańcuszek. Gdy już było po wszystkim delikatnie odstawił mebel tak że wszystko wyglądało na nie ruszane.
- Wielkie dzięki będę Ci dłużna. – Uśmiechnęłam się do strażnika.
- Umiesz śpiewać ? – Wypalił ni z tego ni z owego.
- Eee . . . co ty tak nagle z takim pytaniem ? No powiedzmy że umiem.
- To przy jakiejś okazji coś mi zaśpiewasz i będziemy kwita. – Posłał mi wredny uśmieszek.
- Umowa stoi. Tylko wiesz ani słowa temu „królewskiemu błaznowi”. – Elf tylko się zaśmiał i wyszedł z komnaty wracając na swój posterunek. W tym czasie ja zaczęłam przeciskać przez stopę drugą pętelkę od łańcuszka i okręciłam go sobie wokoło kostki. Po chwili dumna ze swojego dzieła wyszłam na balkon zaczerpnąć chłodnego nocnego powietrza. Bransoletka z łańcuszka przy każdym kroku przyjemnie cichutko dzwoniła. Po jakiejś godzinie do komnaty przyszedł nikt inny jak „jego walnięta wysokość”. Z niezadowoleniem pokręcił głową i usiadł przy stoliku, milcząc przez chwilę.
- Jak zdjęłaś łańcuszek ?
- Masz na myśli ten łańcuszek ? – Pokazałam mu kostkę uśmiechając się wrednie.
- Wolę nie wnikać w szczegóły. Kolejne pytanie, dlaczego rozbiłaś szklankę ?
- Wnerwiłam się, dla twojej wiadomości nie jestem jakimś zwierzęciem że masz prawo trzymać mnie na jakimś łańcuchu.
- Po tym jak mnie ugryzłaś nabrałem małych wątpliwości.
- Coś ty taki miły się zrobiłeś ?? Mam wrażenie że knujesz jakieś takie nie miłe rzeczy.
- Nic nie knuję jestem tylko zmęczony twoimi wyskokami.
- Sam się o to prosiłeś, było nie oddawać mi sztyletów ?? Teraz cierp.
- Nie zaczynaj znowu. Jest środek nocy. – Wzruszyłam ramionami i weszłam do komnaty. Podeszłam i usiadłam na łóżku, twarzą w stronę Księcia. Coś za spokojny jest, ciekawe co się stało ? Na dodatek ten dziwak śledzi wzrokiem każdy mój ruch.
- Możesz przestać tak wodzić za mną oczami ? Zaczyna mnie to irytować.
- Co zrobić ładna jesteś, zresztą nabrałem do ciebie sporo sympatii. Zwłaszcza po zajściu z Lady Solaris.
- A wypchaj się tą sympatią. Gdy jeszcze raz lafiryndę zobaczę to nie będę dla niej taka miła jak rano.
- Co ci powiedziała, że się wnerwiłaś.
- Nie musiała mówić, czyny powiedziały wszystko. Skoro mamy chwile dobroci to dam ci radę miej na tę „pół martwą glizdę” oko.
- Ciekawe określenie, muszę zapamiętać. – Nie ruszał się z miejsca tylko siedział przy tym stole i patrzył się na mnie. Coś mi w nim nie pasuje . . . Za spokojny.
- Dobra to ja idę do siebie. – Powoli wstałam z posłania i zmierzałam w stronę drzwi. Książe momentalnie wstał i złapał delikatnie za rękę.
- Nigdzie nie idziesz od dzisiaj będziesz tu sypiać. Nie chcę aby taka sytuacja jak dziś, miała ponownie miejsce.
- Coś ty taki dziwny się zrobił co ? I mógłbyś mnie puścić, mam wrażenie że zaraz się na mnie rzucisz.
- Nie powiem żebym nie chciał, ale widmo twoich słów stoi za mną.
- I dobrze, bo mam zamiar wprowadzić w życie ten plan. – Posłałam mu wredny uśmieszek. Książe wyglądała na bardzo zmęczonego, jego twarz praktycznie nie wyrażała emocji. Puścił moją rękę i ponownie usiadł na krześle. – Co się z tobą dzieje ?! Wydajesz się jakiś taki nie taki, jak zawsze no . . . – Złapałam się za głowę gdy przekalkulowałam jak zabójczo porwane językowo było moje ostatnie zdanie. Po tych słowach Kael zaśmiał się lekko, a na jego twarz wpełzł nikły uśmiech.
- Jakoś tak nie mam zamiaru się z tobą teraz bawić. Trochę spać mi się chce. – Na te słowa ziewnął. Podszedł do szafy i zaczął bez krępacji się przebierać.
- Oszalałeś ?! Ja tu jeszcze jestem.
-  I co z tego ? I tak będziesz spać koło mnie dzisiaj więc wiesz . . .
- Zboczeniec !! – Odwróciłam się i wyszłam z pomieszczenia uważając na szkło. Podeszłam do przeciwnej ściany i usiadłam pod nią, wściekle mierząc drzwi od jego komnaty . . .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz