niedziela, 22 lutego 2015

Noc 14 - Zabawy z magią

   Momentalnie zaczęłam odsuwać się od Księcia. Nie lubię jak świdruje mnie wzrokiem, normalnie jakby rozbierał wzrokiem.
- W woli ścisłości chyba nie chce twojego podziękowania.
- Coś się taka skromna zrobiłaś, czy ty się aby przypadkiem mnie boisz ? – Ten jego krzywy uśmieszek nie wróżył niczego dobrego. Na moje nieszczęście za moimi plecami wyrósł regał i nie miałam za bardzo gdzie uciekać. Chyba muszę przyzwyczaić się do tych powtórek z rozrywki. Zostałam delikatnie przyciśnięta do regału, a moje ręce standardowo zostały unieruchomione.
- Powtarzam jeszcze raz, tego typu podziękowanie to ty możesz sobie wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi.
- Nie żartuj sobie, ostatnio zauważyłem że tego typu rzeczy zaczynają ci się podobać.
- Ślepy jesteś !! Puść mnie bo nie ręczę za siebie ! – W tej sytuacji mam trzy wyjścia. Pierwsze oberwie ponownie w krocze. Drugie bolesne także dla mnie, oberwie z główki. Trzecie pozwolę na to . . . Cóż spróbuję w tej kolejności. Gdy próbowałam walnąć go w krocze mój cios został sparowany. Natomiast cios z główki wszedł perfekcyjnie. W wyniku czego Książe puścił mnie i odsunął się na kilka kroków.
- Wiesz że to boli ?
- Nie tylko ciebie, wiec nie płacz. – Prychnęłam wrednie. Masując sobie czoło, przyglądałam się poczynaniom Kaela.
- Możesz być chociaż trochę milsza ? Od rana mnie bijesz i znęcasz się nade mną.
- Kto tu się nad kim znęca ?! Niby w jaki sposób się znęcam nad tobą Książe ?
- Od ponad tygodnia prowokujesz mnie bym zaciągnął cię do łóżka.
- Wypraszam sobie, nigdy czegoś takiego nie robiłam. Podejdź do mnie jeszcze o krok a nie wiem do czego będę zdolna !
- Przestań grać taką nie do zdobycia. A teraz bądź grzeczną dziewczynką i nie ruszaj się. -  Na te słowa szybko zbliżył się do mnie i przyszpilił do regału. Nie byłam w stanie się ruszyć.
- Obiecuję to nie będzie bolało. – Wyszeptał mi do ucha, tym swoim uwodzicielskim tonem.
- A zmień się w ropuchę, czy innego płaza !! – Ku memu zdziwieniu tak się stało. Kale zamienił się w niewielką zieloną ropuszkę. Na moje usta mimowolnie wpełzł wredny uśmieszek. To że Książe się przemienił mogło oznaczać tylko jedno. Mikstura przestała działać, koniec z grzecznością.
- I co teraz Książe ? Uch już ja wiem jak się poznęcam nad moją małą ropuszką. – W małych czarnych żabich oczkach dostrzegłam panikę. Podniosłam „zwierzątko” z ziemi i położyłam sobie na dłoni. – No a teraz płaziku idziemy na mały spacerek. – Z moich ust ciągle nie schodził wredny uśmiech. Wyszłam z archiwum i skierowałam swoje kroki w stronę komnaty. Gdy doszłam na miejsce Kriven dziwnie popatrzył na mojego płaza.
- Lunitari powiedz mi proszę gdzie jest „Jego Wysokość” przecież wychodziliście razem z komnaty. A poza tym co masz zamiar zrobić z tym biednym zwierzątkiem ?
- Poznęcać się. Poznajcie się Kriven to jest Kael. Kael to jest Kriven, mam nadziej że się cieszysz z tej znajomości mój mały płaziku.
- Luni powiedz mi proszę że to zwierzątko przeżyje.
- Ależ oczywiście, jakże bym mogła zabić to maleństwo ? – Niby czule pogłaskałam płazika i weszłam do komnaty. Podeszłam do stolika i położyłam Księcia na blacie.
- Nie patrz tak na mnie, nie wiem ile czasu urok będzie działać. Mam nadzieje że wystarczająco długo . . . Hmm jak by tu się nad tobą poznęcać ? Co wolisz stres czy ból ? A może jedno i drugie ? – Na te słowa moja „żabka” zaczęła panikować i starała się uciec jak najdalej. Szczerze kocham zwierzęta i oczywiście nic Księciuniowi nie zrobię, ale on o tym nie wie. Czasami jestem wredna, na moje usta wpełzł przyjazny uśmiech. Cóż sama przemiana w płaza powinna być dla niego kara. Jakoś nie jestem w stanie zrobić mu krzywdy kiedy tak na mnie patrzy tym swoim zlęknionym płazowatym wzrokiem. Mimo wszystko jest słodki jak na żabcię.
- Ojj przestań się tak na mnie patrzeć, przecież nic ci nie zrobię. – Niestety Księciunio raczej nie uwierzył w moje słowa i dalej bezskutecznie próbował uciec z blatu stołu. No cóż przynajmniej mam trochę spokoju ^^. Ciekawe jak ten mały stres odbije się na jego psychice ? No cóż mam nadzieje że na lepsze dla mnie. Chociaż muszę znaleźć sobie jakieś bezpieczne miejsc, nie wiadomo jakie pomysły przyjdą Kaelowi do głowy gdy urok przestanie działać xD Zostawiłam Księcia na stole i usiadłam na łóżku, uważnie obserwując zwierzątko aby nie zrobiło sobie krzywdy.

                   ~~~~*~~~~*~~~~

Czas płyną nie śpiesznie, co jakiś czas nawilżałam płazika wodą. Przecież nie chcę aby zwierzątko czuło dyskomfort. Chwile spokoju przecież nie mogą trwać wiecznie i tuż przed wieczorem urok przestał działać. Kael raczej nie był zbytnio zadowolony, że tak się to wszystko skończyło. Gdy się trochę ogarnął, widziałam że był wściekły.
- Zapłacisz mi za to Luni. Zresztą mikstura powinna działać jeszcze bardzo długo. – Postanowiłam to przemilczeć, może nic mi się nie stanie. – Co masz zamiar milczeć ? Myślisz że ci odpuszczę tą małą zabawę ?
- Nie zrobiłam ci przecież nic złego, co się czepiasz ? – W jego obecności raczej nie da się milczeć . . .
- Nie pyskuj Luni, jestem wściekły na ciebie.
- Mogłam się jednak nad tobą poznęcać. – Wstałam z łóżka i wyszłam na balkon. Książe podążył za mną, stając w bezpiecznej odległości ode mnie. – Co boisz się że znowu cię w coś zmienię ? Jeśli tak to możesz być spokojny, nie planuje nic takiego.
- Uważaj na słowa Luni, niekiedy mogą brzmieć dwuznacznie. – Odwróciłam się twarzą do Księcia opierając o balustradę.
- Co masz na myśli ?
- Domyśl się. Na razie dam Ci spokój, później wymyśle dla ciebie jakąś kare. Teraz jestem nawet zmęczony, idę się położyć. Nie siedź za długo, bo się zaziębisz.
- Czy ty się przypadkiem o mnie martwisz ? – posłałam Kaelowi wredny uśmieszek.
- Nie bardzo, po prostu chcę mieć pewność że nie zachorujesz do dnia kiedy się zemszczę. – Obdarzył mnie jeszcze dziwnym i tajemniczym spojrzeniem, kiedy wchodził do komnaty. Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. Przyłapałam się już kilka razy na tym ze myślę o nim, w pozytywny sposób. Nie dość że tak się dzieje to zaczynam lubić jego towarzystwo. Potrząsnęłam energicznie głową aby odgonić od siebie te myśli. Niebo już mocno pociemniało i dało się dostrzec kilka gwiazd. Nagle z nie wiadomo jakiej przyczyny poczułam rozrywający ból w plecach. Upadłam na kolana starając się w jakiś sposób zahamować proces. Cholera jak mogłam zapomnieć o czymś tak istotnym . . . Z mojego gardła wyszedł zdławiony krzyk, spowodowany nasilającym się bólem. Ostatnia myśl jak mi przeszła przez głowę to, to że on nie może zobaczyć mnie w takim stanie. Usłyszałam jakieś słowa, niestety nie wiedziałam jakie. Straciłam przytomność . . . 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz