niedziela, 22 lutego 2015

Noc 18 - Jak ja nienawidzę niespodzianek

   Siedziałam tak pod tym drzewem i uspokajałam swoje zszargane nerwy. Wyskok Illidana nie powinien był mnie tak rozzłościć. Chyba wyszła na wierzch wtedy moja irytacja, odnośnie tego że zaczynam częściej myśleć o Kael’u. O zgrozo i to w pozytywny sposób. Niby nic ale to naprawdę stało się tak niespodziewanie. I kogo ja próbuję w tej chwili oszukać ?! Teraz czeka mnie przeprawa z Illidanem, wiem że jest wściekły. Nie odpuści mi tego małego wybuchu, zawłaszcza że zrobiłam to publicznie. Mimo iż zdaję sobie sprawę z tego, że Illidan mnie kocha. Nie jak siostrę ale, jako towarzyszkę tylko dla tego że czasem przypominam mu dwie kobiety które były dla niego ważne. Mianowicie Królową Azharę i Tyrande. Nawet mi się oświadczył i to nie raz. W sumie nigdy nie powiedziałam mu czemu tak na prawdę odrzuciłam jego propozycje. Pamiętam tą wielką kłótnię między nami. W sumie jak się tak teraz nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku że nigdy nie rozwiązaliśmy tego sporu. Zszedł on po porostu na dalszy plan. Siedziałam tak i siedziałam, kompletnie zapominając dlaczego znalazłam się w ogrodzie. Chociaż może źle to ujęłam, pamiętam co się stało. Bo kto by to zapomniał kiedy widmo znęcania psychicznego przez dwie osoby wisi nad tobą. Ale nie dostrzegam w całej tej sytuacji sensu mojej złości. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos.
- I co tak siedzisz pod tym drzewem.
- Wybacz, tak sobie rozmyślałam i się nie pilnuję. Jaką karę za moje karygodne zachowanie wymyśliłeś mistrzu Illidanie ?
- Co to za oficjalny ton ? Ehh . . . i jak ja mam się na ciebie długo złościć. Wiesz że zadajesz też głupie pytania ?
- Doprawdy ? – Posłałam mu szeroki uśmiech.
- Mimo wszystko jesteś zbyt słodka aby się na ciebie długo złościć, zwłaszcza jeśli chodzi o takie drobnostki jak ta z przed 2 godzin.
- Naprawdę mnie nie ukarzesz mistrzu ? – Wstałam i spojrzałam podejrzliwie na Illidana. Znowu pewnie coś knuje. Zaraz, zaraz . . . – Jak to dwie godziny temu ?!
- Znowu straciłaś poczucie czasu ? Ehh zresztą to nie jest ważne teraz. Naprawdę nic ci nie zrobię, żebyś widziała jak Kael zareagował na twoje wyjście. Bardzo zabawny widok.
- Dobra powiedzmy że ci wierzę i mi dopuściłeś. Chodź przejdziemy się. – Nie czekając na jego odpowiedź chwyciłam go za dłoń i zaczęłam ciągnąć w jedna z ogrodowych alejek. Illidan na ten cały gest pokręcił tylko z rezygnacją głową.
- Luni, kochana co się dzieje ?
- Nic przed tobą nie ukryję, prawda ? – Stanęłam w miejscu przestając ciągnąć go za sobą. A w moich oczach pojawiły się łzy. Illidan odwrócił mnie przodem do siebie i przytulił.
- Uspokój się trochę i powiedz co się stało. – W odpowiedzi na jego słowa mruknęłam nie wyraźnie na znak że się zgadzam. Nie wiem ile tak czasu staliśmy przytuleni do siebie, ehh chyba nigdy nie pozbędę się tego uczucia bezpieczeństwa kiedy jestem z Illidanem. Co mogę powiedzieć na swoją obronę ? Od zawsze darzyłam Illidana wielkim szacunkiem i podziwem, ale nie miłością. Chociaż . . . Nie, jest dla mnie jak starszy brat. Zawsze gotowy stanąć w mojej obronie i pocieszyć kiedy zajdzie taka potrzeba.
- Dziękuję.
- Zawsze będę stać po twojej stronie wiesz o tym mój srebrny aniele. – Pogładził czule moje włosy i złożył na nich delikatny pocałunek.
- Mimo wszystko i tak dziękuję.
- Ehh, ale wiesz chciałbym wiedzieć co się stało ? Zachowujesz się tak dziwnie.
- Koszmary przeszłości mnie nawiedzają. Wiesz od kiedy mnie tu wysłałeś dość często myślę o przeszłości. O rodzinie którą porzuciłam, o mnie samej, o tobie, i o tych wszystkich chwilach kiedy to bezradnie musiałam patrzeć jak osoby które kocham odchodzą z tego świata tylko przez to że się z nimi zaprzyjaźniłam. Chyba sprowadzam na ważne dla mnie osoby śmierć. Nie chcę już nikogo więcej stracić. – Mimowolnie przytuliłam się bardziej do Illidana.
- Przestań się w końcu o to wszystko obwiniać. Twoja siostra jak i twoi mężowie nie zginęli przez ciebie. Sami tak zdecydowali, zresztą jestem z ciebie dumny. Byłaś gotowa poświęcić swoje najcenniejsze marzenia, aby twoja siostra mogła dłużej żyć. Ale pamiętasz jak mi mówiłaś to była jej decyzja nie twoja, to samo było z Lantisem i Scarą. Więc nie powinnaś się tym obwiniać to było całe wieki temu, i nie powinno już tak boleć. Więc czemu ciągle do tego wracasz jesteś masochistką czy co ? – Warknął wyraźnie rozeźlony moimi słowami.
- Nie, nie jestem masochistką. Dzięki tym bolesnym wspomnieniom jestem w stanie brnąć dalej. Zawsze będe ich kochać wiesz o tym. – Podniosłam głowę by spojrzeć mu w oczy. Westchnął i zaczął głaskać mnie po głowie jak małe dziecko, ciągle tuląc do siebie.
- Wiem i nie karzę ci przestać tego robić. Tylko błagam nie żyj przeszłością.
- To właśnie ona ukształtowała mnie, zresztą gdyby nie ona nie miałabym teraz przy sobie tak cennej osoby jak Ty. Wiem że zawsze staniesz po mojej stronie niezależnie od decyzji jakie podejmę.
- Ehh . . . teraz wyraźnie widzę że nie powinienem cię tu przysyłać. Niech no tylko Strażniczki się o tym dowiedzą, a mogę się pożegnać ze spokojem. – Posłał mi szeroki uśmiech.
- Dziękuję ze starasz się mnie trochę rozbawić, ale obecnie tylko jedna rzecz może mi pomóc. – Puściłam mu oczko.
- Aż jestem ciekawy co to jest. Powiesz mi ?
- Najpierw ty mi odpowiedz na pytanie – Uśmiechnęłam się szeroko. – Gdzie jest Kael ?
- A to tak. Już ja mu pokarzę, co podoba ci się ?
- Oszalałeś ?! Z nikim nie mam zamiaru się na razie wiązać, ale odrobina poznęcania się nad Księciem wydaje się odpowiednią rzeczą aby poprawić humor. Nie sądzisz ?
- Za dużo czasu spędzasz w moim towarzystwie Luni, nabierasz moich nawyków. – Po tych słowach oboje zaczęliśmy się głośno i szczerze śmiać. Trochę czasu zajęło nam uspokojenie się. Spacerowaliśmy tak, a ja zaczęłam zdawać raport Illidanowi. Raczej wyglądał na zadowolonego z moich obserwacji i nabytej wiedzy o „Krwawych Elfach”.
- Wszystko pięknie i ładnie. A teraz moja droga powiedz mi o relacjach między tobą a Kael’em.
- Kael to jedna wielka glizda, która denerwuje minie jedynie swoją obecnością. A także mam zamiar go wykastrować. Nie obrazisz się o to chyba ? – Spojrzałam na niego oczekując odpowiedzi.
- Wesz kochana mi to tam nie będzie przeszkadzać, ale powiedz mi dlaczego tak bardzo pałasz do niego nienawiścią, a może to już głębsze uczucie co ?
- Przestań sobie ze mnie żartować. – Posłałam mu mordercze spojrzenie.- Nie mam zamiaru robić za jakąś parszywą zabaweczkę do nocnych uciech.
- Takiego podejścia się po tobie spodziewałem, ale proszę cię uważaj na niego. Czasami mam wrażenie, że przeszłość odbiła na nim niezatarte piętno którego nawet twoje złote serce nie jest w stanie zniszczyć bądź zatrzeć bez pamiętnie. Nazwij to jak chcesz, niechętnie muszę przyznać że miałem w tym swój udział.
- Zrobiłeś coś Kael’owi ? – Zdziwiłam się, owszem może Illidan lubił się znęcać nad swoimi podwładnymi. Nigdy jednak nie krzywdził ich tak mocno psychicznie, aby się załamali. Chociaż po moim kochanym mistrzu można się wszystkiego spodziewać.
- Nie zdradzę ci szczegółów ale uwierz mi, nigdy nie posądziła byś mnie o takie coś.
- Wiesz chyba dobrze, że nie chcesz mówić. Zaczynam się bać.
- Mnie nie musisz . . . przeważnie. – Posłał mi wymowny uśmieszek. – A teraz kochanie olśnię cię jaką małą zemstę za twój wyskok wymyśliłem. – W tej jakże magicznej chwili moje oczy musiały przybrać rozmiary spodków.
- Przecież powiedziałeś że nic mi nie zrobisz. – Jęknęłam i odsunęłam się od niego na klika kroków.
- Spokojnie, aż tak źle nie będzie. Jako że żadnej publicznej zniewagi płazem Ci nie puściłem kochana, tak i tej nie puszczę. – zaczęłam błagać w myślach aby była to delikatna kara. – Ehh . . . w takich chwilach twoje myśli są jak muzyka. – Momentalnie odwróciła się do niego plecami zaplatając ręce na piersi, wkurzyłam się.
- Perwert, ale już wynoś się z mojej głowy. Nie pozwoliłam ci grzebać w moich myślach !
- Wiesz uwielbiam kiedy się wnerwiasz, dlatego pozwól że jeszcze bardziej wzmogę twoją wściekłość. Od dziś jesteś oficjalnym kanclerzem „Krwawych Elfów”. Czuj się zaszczycona. – Po tych słowach moim ciałem co chwile wstrząsał dreszcz wściekłości, palce momentalnie boleśnie zacisnęły się na ramionach, a w oczach była jakże dostrzegalna furia. Powoli odwróciłam się w stronę Illidana, jestem pewna ze takiego pokazu skrzącej się na czerwono-czarno aury jeszcze nie widział.
- Illidanie Stormrage, jeśli życie ci miłe odejdź w tej chwili i udaj się do swojej twierdzy. Inaczej twoje nędzne życie zakończy się w okropnej agonii. I wierz mi na słowo gościnna Maiev Shadowsong w porównaniu do mojej obecnej wściekłości, jest niczym jak delikatnym muśnięciem wiatru. – Wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Uśmiech na twarzy Illidana momentalnie powiększył się, a ten skłonił się w teatralnym geście i odszedł w stronę pałacu. Jedyne jeszcze co mi zdążyło przez myśl przelecieć to, ciacha prośba aby nikogo nie spotkać przez najbliższe kilka godzin. Ciągle trzęsąc się z wściekłości poszłam do swojej komnaty, nic teraz jak tylko cisza mogło minie uspokoić. Szczerze byłam zdziwiona że nikogo nie spotkała pod drodze do swojej komnaty. Chociaż przyznam że jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt że sama do niej bez większych problemów trafiałam. Gdy tylko drzwi od komnaty zatrzasnęły się za moimi plecami, zwróciłam swoje kroki do łazienki. Nie wysilając wykorzystałam magię, banalne zaklęcie a zarazem przydatna sztuczka. W czasie krótszym niż pstryknięcie palcami wanna napełniła się gorącą pachnącą lasem o poranku wodą. Szybko pozbyłam się sukni i wślizgnęłam do wody. Powoli uspokajając się, zmyłam z siebie stres i zmęczenie. Sporo musiałam czasu zabawić w łazience bo gdy wyszłam z niej ubrana w jakże interesującą koszulę nocną. Bo o ile można nazwać koszulą nocną, długa do ziemi suknię wiązaną na prawie całej długości pleców w kolorze delikatnego błękitu, oraz z bardzo wysoko umiejscowionymi rozcięciami po bokach. Za oknem widać było już gwiazdy i powoli wschodzącą tarczę księżyca. Ale tym co wyprowadziło mnie z dopiero co lekko odzyskanej równowagi, była osoba ot tak siedząca sobie spokoje na pościeli. Elune jeśli kochasz wszystkie swoje dzieci nawet te które odpuściły twe nocne ramiona, miej tego elfa w swojej opiece.
- Jeśli ci życie miłe wynoś się z tej komnaty „Książe” . . .
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz