Pełna złości i nie zrozumienia przez tego bufona udałam się do ogrodu gdzie już na mnie czekała Lady Solaris. Szczerze nie wiedziałam jak to z nią załatwić . . . No niby wiedziała już, że nie jestem pospolitą złodziejką ale kimś zdecydowanie wyżej postawionym. Zastałam ją w jednym z kwiatowych zagajników, teraz wyglądała zupełnie inaczej. Nie była taka zimna i odpychająca, stała się całkiem inną osobą . . .
- Lady Solaris, przepraszam ze musiałaś tyle na mnie czekać.
- Nie nic się nie stało . . . – Odparła zamyślona.
- Na początku chciałam cię przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie wobec ciebie, zareagowałam zbyt impulsywnie.
- Ja też przepraszam, sądziłam że masz zamiar poprzez „jego wysokość” przejąć władzę, widać już miałaś to wcześniej lepiej zaplanowane.
- Doceniam twoją szczerość Lady, ale prawda jest zupełnie inna. Chodź nie liczę że uwierzysz w moje słowa.
- Cóż, tak czy siak jestem ciekawa jaką to historyjkę sobie wymyśliłaś. – Westchnęła i usiadła na pobliskiej marmurowej ławce.
- Beznadziejny przypadek . . . – Mruknęłam ledwo słyszalnie. – Zacznę może od tego dla czego podawałam się za złodziejkę. Z moich informacji wynika że ów gildia do której się zapisałam jest najlepiej poinformowana. Nie pomyliłam się w tej kwestii . . .
- Chcesz mi wmówić że margines społeczny wie więcej na temat kraju niż jego urzędnicy ? Dobre sobie.
- Owszem wiedzą więcej, w stolicy panuje straszna biedota. Łatwo idzie rozróżnić chłopów od szlachty. Tego normalnie nie powinno być. Ci co żyją na ulicach lepiej orientują się w tym temacie niż ci co całe swoje życie spędzają w pałacowych murach. W tej kwestii się chyba ze mną zgodzisz Lady ?
- Niech ci będzie, co i tak nie zmienia faktu twojego dojścia do władzy.
- Nie prosiłam się oto, moim zadaniem było sporządzenia raportu dla Lorda Illidan na temat waszego kraju. Dopiero wczoraj się dowiedziałam że mam zostać kanclerzem. Gdybym miała wybierać to odmówiła bym.
- Bo ci uwierzę ! – Prychnęła na mnie jak kotka.
- Wystarczy mi to że dowodzę wojskami Lorda Illidana i jestem kanclerzem Lady Vashj. – Westchnęłam ponuro, za to Solaris zaczęła mi się dziwnie przyglądać. – Wróć teraz już nie jestem dowódcą wojsk tylko kanclerzem . . . po co ja się w ogóle pchałam w znajomość z Illidanem . . . – Solaris naglę wybuchnęła gromkim śmiechem, a ja zdałam sobie sprawę że ostatnie zdanie powiedziałam na głos. Teraz to będą jaja, nich no tylko Illidan się o tym dowie.
- Wybacz mi Lunitari, powoli zaczynam wierzyć w twoją opowiastkę. Tylko dręczy mnie jedna rzecz, co cię łączy z „jego wysokością” ?
- Masz na myśli tego walniętego padalca z koroną ?! Jak go dorwę to zabiję. – Zacisnęłam mocno dłonie w pięści starając się uspokoić narastającą we mnie złość na Kael’a.
- Dlaczego pałasz taką złością do niego, wydawało mi się że jesteście parą. Do tego ten pocałunek podczas balu. – Uśmiechnęła się do mnie przymilnie.
- Jeden wielki przypadek, a dlaczego go tak nie lubię ? Bo traktuje mnie jak swoistą własność, jak bym była nie wiem jego skarpetkami.
- Skarpetkami ? Ciekawe porównanie. – Stwierdziła.
- Raczej trafne tak też mnie traktuje, poza tym nawet nie słucha co mam do powiedzenia.
- Co masz na myśli ?
- Miałam zamiar już dzisiaj zaraz po radzie przedstawić mój plan działania, aby poprawić stan kraju. Widziałaś jak się to skończyło.
- Tak widziałam, jak chcesz możesz się ze mną nim podzielić. – Czy mnie się wydaje czy ona mnie podpuszcza ? Ale co mi tam, może zyskam jej poparcie ? W końcu to idealna osoba która jest w stanie wyperswadować coś Kael’owi.
- Co mi tam i tak byś się dowiedziała, bo plan obejmuje również ciebie. – Solaris mocno się zdziwiła słysząc moje słowa, czemu tu się dziwić przecież się nie bardzo lubimy.
- No to słucham . . . – Szybko pokrótce przedstawiłam jej plan, oraz kilka pomysłów na poprawę gospodarki i ukrócenie samowolki bogatych. Długo żeśmy rozmawiały, nie tylko na temat kraju ale także na zupełnie inne tematy. Jedno jest pewne wojny między nami już raczej nie będzie. – Jak by to powiedzieć plan jest całkiem dobry, jeśli chodzi o zarządzanie krajem i całą jego administrację. Tylko pytanie czy się sprawdzi.
- Ojj gwarantuję ci że jest skuteczny, wystarczy tylko spojrzeć jak się „Nagom” wiedzie.
- No masz racje . . . – Zamyśliła się na chwilę. – W sumie Lunitari źle cię oceniłam, przepraszam za to.
- Nie przejmuj się, jak już zapewniałam Kael cały jest twój. – Posłałam elfce szczery uśmiech.
- No nie wiem na razie jest zapatrzony w ciebie. – Po czym zaczęła się śmiać.
- Tak bardzo zabawne, dobijaj mnie bardziej . . .
- Lunitari, Lady Solaris. – Strażnik ukłonił się nam, po czym zwrócił się w kierunku Solaris.
- Lady jesteś wzywana przed oblicze Lorda Illidana.
- Wiadomo w jakim celu ? – Zapytałam.
- Nie zdradzono mi szczegółów, jedynie proszono o pośpiech.
- No cóż nie pozostaje mi nic innego, jak cię Lunitari przeprosić i mieć nadzieje że jeszcze będziemy mogły odbyć nie jedną taką miłą pogawędkę.
- Tez mam taką nadzieje Lady. – Pożegnałyśmy się i zostałam sama w ogrodzie. Westchnęłam czeka mnie jeszcze parę spraw no i rozmowa z Kael’em. Przeciągnęłam się leniwie i przypomniała mi się pewien fakt. Nie ma sztyletów, w dalszym ciągu są one w rękach tego padalca . . . Nie pozostało mi nic innego jak tylko przyśpieszyć moje spotkanie z Kael’em. Wstałam i powoli, ale to bardzo powoli udałam się do komnaty, której starałam się unikać jak ognia. Moje krążenie pod drzwiami Kael’a mogło dla osób trzecich wyglądać niezwykle zabawnie. Ehh ile bym dała aby uniknąć tego spotkania, bądź co bądź dostałam małą zapowiedź tego co mnie czeka. Po jakiś 20 minutach, zebrałam się w sobie i zapukałam.
- Witaj, wiedziałem że przyjdziesz.
- Przestań się tak chełpić bo kiedyś ci przyłożę „wasza wysokość”.
- Ehh jak zwykle bojowo nastawiona . . . Zapraszam. – Przepuścił mnie, po czym szybko zamknął drzwi. Usiadłam przy stoliku.
- Dwie sprawy. -Rzuciłam. – Pierwsza oddaj mi moje sztylety, druga zacznij do cholery współpracować !
- Niczego cię chyba nie nauczył pobyt tutaj. Jesteś na mojej łasce, co najwyżej możesz prosić, ale nie żądać. – Powoli zaczął podchodzić do mnie, a jego mina wskazywała na skrajnie utrzymywany spokój.
- Wyjaśnijmy sobie coś. – Wstałam i sama podeszłam do Kael’a. – Jeśli mam tu zostać muszę udać się do siedziby gildii „Czarnych Sztyletów”, aby się tam dostać potrzebuje mojej broni.
- Widzę że coś się w tobie zmieniło od naszej rozmowy w sali obrad.
- Tak ,wiem dorosłam i wzięłam sobie do serca powierzone mi przez Illidana zadanie. – Prychnęłam, co on mnie za idiotkę miał? Już ja mu pokażę . . .
- Nie podoba mi się twój ton. Przypomnij mi proszę od kiedy to na powrót jesteśmy na „ty” ? – Zrezygnowana usiadłam na pościeli (było najbliżej). Kael jedynie przyglądał mi się bacznie. Po czym oparł się o kolumnę łóżka.
- Mam już dość tej twojej zabawy Książe, muszę koniecznie odzyskać te sztylety.
- Nie ma nic za darmo. – Odparł i pchnął mnie na pościel. W tej właśnie oto chwili doznałam olśnienia. Nigdy to nie spuszczać gardy przy tym padalcu. Kael za to w miedzy czasie przyszpilił mnie do materaca i zaklęciem związał mi dłonie ponad głową.
- Cholera . . . – Tylko tyle zdążyłam powiedzieć, bo to coś zwane elfem zatkało mi dłonią usta.
- A teraz Lunitari słuchaj uważnie. Jesteś moją własnością czy ci się to podoba czy nie. Dam ci te sztylety o które tak bardzo jęczysz, ale jak już mówiłem nie ma nic za darmo. – Czy mówiłam już jak bardzo go nie cierpię ? Szarpnęłam się, próbując wyrwać się spod jego uścisku. To był duży błąd. Kael naparł na mnie jeszcze bardziej swoim ciałem, tym samym mocniej wbijając mnie w materac. jakby fakt tego że na mnie siedzi nie wystarczył. – Nie szarp się tak, to nic nie da. – Miałam najszczerszą ochotę zmazać mu z twarzy ten triumfalny uśmieszek. Nagle zaświtał w mojej głowie pomysł jak to zrobić. Ugryzłam go w rękę którą przysłonił mi usta.
- Auu, ty mała . . . -Przerwał widząc mój wściekły wzrok.
- Przysięgam Książe, jeszcze chwila i naprawdę twoje życie się zakończy, bardzo ale to bardzo boleśnie. – Wyszeptałam cicho zaklęcie uwalniając się z więzów. Etap pierwszy zaliczony teraz tylko muszę znaleźć sposób ja go z siebie zepchnąć.
- Niech cię Lunitari, czemu zawszę jeśli chodzi o ciebie moje plany idą w łeb ?
- Bo cię nie lubię. – Odpowiedziałam pierwszą lepszą rzecz jaka mi w tamtej chwili do głowy przyszła. Kael jedynie się na to skrzywił.
- Co ja się z tobą mam.- Mruknął. – Dasz mi buziaka na przeprosiny to cię puszcze.
- Phi, jeszcze czego ! Za jaką idiotkę . . . – I nie udało mi się skończyć zdania, bo Kael delikatnie mnie uciszył. Przez cały czas trwania pocałunku szarpałam się, ale to i tak nic nie dało. U nas to już chyba jakaś rutyna. Kael mnie molestuje a ja po mimo wszelkich starań, nic nie mogę na to poradzić. Kiedy ten padalec wreszcie stwierdził ze mu wystarczy, odczepił się ode mnie i wstał. Usiadłam na łóżku i rzuciłam w jego stronę zrezygnowana.
- Ja ja cię nie cierpię nie masz nic ciekawszego do roboty niż mnie molestować ?
- Mówiłem że będziesz mi dostarczać rozrywki, czyż nie ? – Już nic nie powiedziałam Kale za to grzebał w jednej z szafek.
- Trzymaj. – Rzucił w moim kierunku płócienny worek. – Oddaje ja obiecałem, ale z to widzę cię dziś wieczorem na balu. Będziesz towarzyszyć mi i Illidanowi.
- Jaka sobie chcesz. – Rzuciłam od niechcenia i podałam mu pusty worek. Bez słowa wyszłam z komnaty tek „Królewskiego dupka” i poszłam się przebrać w swoje stare ciuchy. Czas udać się do siedziby gildii i wyjaśnić co nie co. Zapowiada się długi i męczący dzień. Mam jedynie nadzieje że Majkel nie wstał dzisiaj lewą nogą . . .
- Lady Solaris, przepraszam ze musiałaś tyle na mnie czekać.
- Nie nic się nie stało . . . – Odparła zamyślona.
- Na początku chciałam cię przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie wobec ciebie, zareagowałam zbyt impulsywnie.
- Ja też przepraszam, sądziłam że masz zamiar poprzez „jego wysokość” przejąć władzę, widać już miałaś to wcześniej lepiej zaplanowane.
- Doceniam twoją szczerość Lady, ale prawda jest zupełnie inna. Chodź nie liczę że uwierzysz w moje słowa.
- Cóż, tak czy siak jestem ciekawa jaką to historyjkę sobie wymyśliłaś. – Westchnęła i usiadła na pobliskiej marmurowej ławce.
- Beznadziejny przypadek . . . – Mruknęłam ledwo słyszalnie. – Zacznę może od tego dla czego podawałam się za złodziejkę. Z moich informacji wynika że ów gildia do której się zapisałam jest najlepiej poinformowana. Nie pomyliłam się w tej kwestii . . .
- Chcesz mi wmówić że margines społeczny wie więcej na temat kraju niż jego urzędnicy ? Dobre sobie.
- Owszem wiedzą więcej, w stolicy panuje straszna biedota. Łatwo idzie rozróżnić chłopów od szlachty. Tego normalnie nie powinno być. Ci co żyją na ulicach lepiej orientują się w tym temacie niż ci co całe swoje życie spędzają w pałacowych murach. W tej kwestii się chyba ze mną zgodzisz Lady ?
- Niech ci będzie, co i tak nie zmienia faktu twojego dojścia do władzy.
- Nie prosiłam się oto, moim zadaniem było sporządzenia raportu dla Lorda Illidan na temat waszego kraju. Dopiero wczoraj się dowiedziałam że mam zostać kanclerzem. Gdybym miała wybierać to odmówiła bym.
- Bo ci uwierzę ! – Prychnęła na mnie jak kotka.
- Wystarczy mi to że dowodzę wojskami Lorda Illidana i jestem kanclerzem Lady Vashj. – Westchnęłam ponuro, za to Solaris zaczęła mi się dziwnie przyglądać. – Wróć teraz już nie jestem dowódcą wojsk tylko kanclerzem . . . po co ja się w ogóle pchałam w znajomość z Illidanem . . . – Solaris naglę wybuchnęła gromkim śmiechem, a ja zdałam sobie sprawę że ostatnie zdanie powiedziałam na głos. Teraz to będą jaja, nich no tylko Illidan się o tym dowie.
- Wybacz mi Lunitari, powoli zaczynam wierzyć w twoją opowiastkę. Tylko dręczy mnie jedna rzecz, co cię łączy z „jego wysokością” ?
- Masz na myśli tego walniętego padalca z koroną ?! Jak go dorwę to zabiję. – Zacisnęłam mocno dłonie w pięści starając się uspokoić narastającą we mnie złość na Kael’a.
- Dlaczego pałasz taką złością do niego, wydawało mi się że jesteście parą. Do tego ten pocałunek podczas balu. – Uśmiechnęła się do mnie przymilnie.
- Jeden wielki przypadek, a dlaczego go tak nie lubię ? Bo traktuje mnie jak swoistą własność, jak bym była nie wiem jego skarpetkami.
- Skarpetkami ? Ciekawe porównanie. – Stwierdziła.
- Raczej trafne tak też mnie traktuje, poza tym nawet nie słucha co mam do powiedzenia.
- Co masz na myśli ?
- Miałam zamiar już dzisiaj zaraz po radzie przedstawić mój plan działania, aby poprawić stan kraju. Widziałaś jak się to skończyło.
- Tak widziałam, jak chcesz możesz się ze mną nim podzielić. – Czy mnie się wydaje czy ona mnie podpuszcza ? Ale co mi tam, może zyskam jej poparcie ? W końcu to idealna osoba która jest w stanie wyperswadować coś Kael’owi.
- Co mi tam i tak byś się dowiedziała, bo plan obejmuje również ciebie. – Solaris mocno się zdziwiła słysząc moje słowa, czemu tu się dziwić przecież się nie bardzo lubimy.
- No to słucham . . . – Szybko pokrótce przedstawiłam jej plan, oraz kilka pomysłów na poprawę gospodarki i ukrócenie samowolki bogatych. Długo żeśmy rozmawiały, nie tylko na temat kraju ale także na zupełnie inne tematy. Jedno jest pewne wojny między nami już raczej nie będzie. – Jak by to powiedzieć plan jest całkiem dobry, jeśli chodzi o zarządzanie krajem i całą jego administrację. Tylko pytanie czy się sprawdzi.
- Ojj gwarantuję ci że jest skuteczny, wystarczy tylko spojrzeć jak się „Nagom” wiedzie.
- No masz racje . . . – Zamyśliła się na chwilę. – W sumie Lunitari źle cię oceniłam, przepraszam za to.
- Nie przejmuj się, jak już zapewniałam Kael cały jest twój. – Posłałam elfce szczery uśmiech.
- No nie wiem na razie jest zapatrzony w ciebie. – Po czym zaczęła się śmiać.
- Tak bardzo zabawne, dobijaj mnie bardziej . . .
- Lunitari, Lady Solaris. – Strażnik ukłonił się nam, po czym zwrócił się w kierunku Solaris.
- Lady jesteś wzywana przed oblicze Lorda Illidana.
- Wiadomo w jakim celu ? – Zapytałam.
- Nie zdradzono mi szczegółów, jedynie proszono o pośpiech.
- No cóż nie pozostaje mi nic innego, jak cię Lunitari przeprosić i mieć nadzieje że jeszcze będziemy mogły odbyć nie jedną taką miłą pogawędkę.
- Tez mam taką nadzieje Lady. – Pożegnałyśmy się i zostałam sama w ogrodzie. Westchnęłam czeka mnie jeszcze parę spraw no i rozmowa z Kael’em. Przeciągnęłam się leniwie i przypomniała mi się pewien fakt. Nie ma sztyletów, w dalszym ciągu są one w rękach tego padalca . . . Nie pozostało mi nic innego jak tylko przyśpieszyć moje spotkanie z Kael’em. Wstałam i powoli, ale to bardzo powoli udałam się do komnaty, której starałam się unikać jak ognia. Moje krążenie pod drzwiami Kael’a mogło dla osób trzecich wyglądać niezwykle zabawnie. Ehh ile bym dała aby uniknąć tego spotkania, bądź co bądź dostałam małą zapowiedź tego co mnie czeka. Po jakiś 20 minutach, zebrałam się w sobie i zapukałam.
- Witaj, wiedziałem że przyjdziesz.
- Przestań się tak chełpić bo kiedyś ci przyłożę „wasza wysokość”.
- Ehh jak zwykle bojowo nastawiona . . . Zapraszam. – Przepuścił mnie, po czym szybko zamknął drzwi. Usiadłam przy stoliku.
- Dwie sprawy. -Rzuciłam. – Pierwsza oddaj mi moje sztylety, druga zacznij do cholery współpracować !
- Niczego cię chyba nie nauczył pobyt tutaj. Jesteś na mojej łasce, co najwyżej możesz prosić, ale nie żądać. – Powoli zaczął podchodzić do mnie, a jego mina wskazywała na skrajnie utrzymywany spokój.
- Wyjaśnijmy sobie coś. – Wstałam i sama podeszłam do Kael’a. – Jeśli mam tu zostać muszę udać się do siedziby gildii „Czarnych Sztyletów”, aby się tam dostać potrzebuje mojej broni.
- Widzę że coś się w tobie zmieniło od naszej rozmowy w sali obrad.
- Tak ,wiem dorosłam i wzięłam sobie do serca powierzone mi przez Illidana zadanie. – Prychnęłam, co on mnie za idiotkę miał? Już ja mu pokażę . . .
- Nie podoba mi się twój ton. Przypomnij mi proszę od kiedy to na powrót jesteśmy na „ty” ? – Zrezygnowana usiadłam na pościeli (było najbliżej). Kael jedynie przyglądał mi się bacznie. Po czym oparł się o kolumnę łóżka.
- Mam już dość tej twojej zabawy Książe, muszę koniecznie odzyskać te sztylety.
- Nie ma nic za darmo. – Odparł i pchnął mnie na pościel. W tej właśnie oto chwili doznałam olśnienia. Nigdy to nie spuszczać gardy przy tym padalcu. Kael za to w miedzy czasie przyszpilił mnie do materaca i zaklęciem związał mi dłonie ponad głową.
- Cholera . . . – Tylko tyle zdążyłam powiedzieć, bo to coś zwane elfem zatkało mi dłonią usta.
- A teraz Lunitari słuchaj uważnie. Jesteś moją własnością czy ci się to podoba czy nie. Dam ci te sztylety o które tak bardzo jęczysz, ale jak już mówiłem nie ma nic za darmo. – Czy mówiłam już jak bardzo go nie cierpię ? Szarpnęłam się, próbując wyrwać się spod jego uścisku. To był duży błąd. Kael naparł na mnie jeszcze bardziej swoim ciałem, tym samym mocniej wbijając mnie w materac. jakby fakt tego że na mnie siedzi nie wystarczył. – Nie szarp się tak, to nic nie da. – Miałam najszczerszą ochotę zmazać mu z twarzy ten triumfalny uśmieszek. Nagle zaświtał w mojej głowie pomysł jak to zrobić. Ugryzłam go w rękę którą przysłonił mi usta.
- Auu, ty mała . . . -Przerwał widząc mój wściekły wzrok.
- Przysięgam Książe, jeszcze chwila i naprawdę twoje życie się zakończy, bardzo ale to bardzo boleśnie. – Wyszeptałam cicho zaklęcie uwalniając się z więzów. Etap pierwszy zaliczony teraz tylko muszę znaleźć sposób ja go z siebie zepchnąć.
- Niech cię Lunitari, czemu zawszę jeśli chodzi o ciebie moje plany idą w łeb ?
- Bo cię nie lubię. – Odpowiedziałam pierwszą lepszą rzecz jaka mi w tamtej chwili do głowy przyszła. Kael jedynie się na to skrzywił.
- Co ja się z tobą mam.- Mruknął. – Dasz mi buziaka na przeprosiny to cię puszcze.
- Phi, jeszcze czego ! Za jaką idiotkę . . . – I nie udało mi się skończyć zdania, bo Kael delikatnie mnie uciszył. Przez cały czas trwania pocałunku szarpałam się, ale to i tak nic nie dało. U nas to już chyba jakaś rutyna. Kael mnie molestuje a ja po mimo wszelkich starań, nic nie mogę na to poradzić. Kiedy ten padalec wreszcie stwierdził ze mu wystarczy, odczepił się ode mnie i wstał. Usiadłam na łóżku i rzuciłam w jego stronę zrezygnowana.
- Ja ja cię nie cierpię nie masz nic ciekawszego do roboty niż mnie molestować ?
- Mówiłem że będziesz mi dostarczać rozrywki, czyż nie ? – Już nic nie powiedziałam Kale za to grzebał w jednej z szafek.
- Trzymaj. – Rzucił w moim kierunku płócienny worek. – Oddaje ja obiecałem, ale z to widzę cię dziś wieczorem na balu. Będziesz towarzyszyć mi i Illidanowi.
- Jaka sobie chcesz. – Rzuciłam od niechcenia i podałam mu pusty worek. Bez słowa wyszłam z komnaty tek „Królewskiego dupka” i poszłam się przebrać w swoje stare ciuchy. Czas udać się do siedziby gildii i wyjaśnić co nie co. Zapowiada się długi i męczący dzień. Mam jedynie nadzieje że Majkel nie wstał dzisiaj lewą nogą . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz