Do komnaty weszła jakaś elfka. Długie blond włosy gdzieś tak do pasa. Stylowa granatowa suknia i dość interesujący makijaż. Widać że była dość poważaną osobą z wysoką pozycją.
- Szukałam cię już od jakiegoś czasu. Musimy sobie porozmawiać.
- Wątpię aby znalazł się taki temat. Zresztą nie dosłyszałam twojego imienia.
- Bo go nie podałam, nie musisz go znać. Jedyne co powinnaś wiedzieć to że masz mi nie wchodzić w drogę. Na razie to ostrzeżenie. – Patrzyła w moją stronę tymi swoimi zimnymi oczami, jak bym co najmniej zabiła jej kogoś z rodziny. Nie podoba mi się ta elfka, jakaś taka wyższość od niej emanuje.
- Nie wiem o co ci chodzi i nie mam zamiaru bawić się z tobą w jakieś intrygi. A teraz jeśli możesz to wyjdź z tej komnaty. – Posłałam jej niezbyt przyjemne spojrzenie i odwróciłam się dalej spoglądając co dzieje się na dziedzińcu.
- Nie ignoruj mnie ! Ze mną się nie zaczyna.- Podeszła i szarpnęła mnie za ramie odwracają twarz do siebie. – Już ja cię nauczę szacunku do mojej osoby ! – W jej oczach płoną gniew. Bez najmniejszych problemów uwolniłam się z jej uścisku i spokojnie weszłam do komnaty.
- O co ci chodzi ?? Nic ci nie zrobiłam, nawet cię nie znam.
- Trzymaj się z dala od „Jego Wysokości”, a nic ci nie będzie. – Jej słowa bardzo mnie rozbawiły, i zaczęłam się śmiać.
- Jeśli o to chodzi to w tej sprawię radzę udać się do Niego. Uwierz mi nie prosiłam się o to aby być jego „zabaweczką”.
- Nie drażnij mnie, nie masz pojęcia jak ciężko było Księcia tu sprowadzić. Twoja obecność psuje mi palny więc, będę musiała cię usunąć. – Moja impulsywna rozmówczyni zaatakowała mnie ognistą kulą która o mało co nie trafiła mnie w brzuch.
- Aż tak mnie nie lubisz ? – Nie podobałam mi się ta zabawa, ta elfka na za dużo sobie pozwala.
- Nie pozwolę aby jakaś nieznajoma pakowała się nawet nieświadomie na mój teren i mieszała mi szyki. – Kolejna ognista kule poleciła w moją stronę. Wyczekałam i zrobiłam unik w ostatniej chwili. Kula rozbiła się o o ścianę nie pozostawiając na niej żadnego śladu. Elfka była w szoku spodziewała się że tym razem trafi.
- Nie wiem kim jesteś, ale ty też mnie nie znasz i nie wiesz do czego jestem zdolna. Więc dobrze ci radzę, odpuść sobie. Jeszcze jedno takie zaklęcie wymierzone w moją stronę, a przestanę być dla ciebie miła. – Zrobiłam hardą minę i czekałam na jej reakcję.
- Kim ty do cholery jesteś ?! Nikt jeszcze nie był w stanie uniknąć moich ciosów.
- Jak mówiłam lepiej dla ciebie abyś nie widziała. – Elfka stworzyła jeszcze jedną ognistą kule, tyle że większą i już miała ją cisnąć w moją stronę gdy drzwi od komnaty z hukiem uderzyły o ścianę. Elfka natychmiast zlikwidowała kule i oparła się o framugę drzwi balkonowych. Do komnaty wpadł ten „zapchlony padalec”.
- Co tu się dzieje ?! – Nie był chyba w dobrym nastroju.
- Nic takiego „Wasza Wysokość”, właśnie ucinałyśmy sobie mała pogawędkę.
- Nie drażnij się ze mną Lady Solaris nie powinno cię tu w ogóle być, masz parzcież pilne obowiązki do wykonania. – Elfka opuściła głowę w geście pokory i milczała nie ruszając się z miejsca. – Dobrze, a ty Lunitari idziesz ze mną musimy porozmawiać. – Książe podszedł do mnie i boleśnie złapał za ramie wyciągając z komnaty. O nie za dużo sobie wszyscy pozwalają w tym pałacu, tak się bawić nie będę. Przed komnatą znajdowało się dwóch strażników. Książe popełnił znaczący błąd, pociągnął mnie tak że wychodziłam jako pierwsza z komnaty. Zawodowo jak na złodziejkę przystało wyciągnęłam sztylet z pochwy jednego ze strażników. Obróciła się odpychając z dużą siłą Księcia w głąb komnaty, tak że znalazł się jakieś pół metra od łóżka. Doskoczyłam do niego i bez problemu zdziwionego powaliłam na łóżko przykładając sztylet do gardła. Lady nawet nie drgnęła będąc w szoku.
- A teraz skoro już mamy chwilę spokoju. Koniec z robieniem ze mnie swojej osobistej zabawki do wszelakich zachcianek. Nie jesteś moim panem wiec nie muszę cię słuchać. A teraz udam się na mały spacer i liczę na to że w tym czasie przemyślisz swoje zachowanie „padalcu”. A co do ciebie Lady . . . – Przeniosłam swój wzrok na elfkę. – Nie życzę sobie aby ktoś mi groził i usiłował zabić, nie mając o zabijaniu bladego pojęcia. – Wstałam z Księcia i rzuciłam w elfkę sztyletem tak że delikatnie drasną ją w szyję zostawiając krwawy ślad, a następnie wbił się we framugę. Wszyscy byli w szoku. Obróciłam się i wyszłam z komnaty. – Ty . . . – Wskazałam na jednego ze strażników. – Idziesz ze mną. – Elf tylko skinął głową i poszedł za mną. Byłam wściekła. Nie dość że ta lafirynda chciała mnie zabić bez powodu, to jeszcze ten „królewski błazen” potraktował mnie jak jakiś przedmiot. Jeśli myśli że pozwolę mu na takie traktowanie to się grubo myli. Mam nadzieję, że ta lekcja czegoś go nauczy.
- Wkurza mnie ten „Królewski dupek”!!! – Wydarłam się. Przystanęłam na chwilę i wzięłam kilka głębokich wdechów aby się chodź trochę uspokoić. Powoli odwróciłam się do strażnika który zatrzymał się jakieś dwa metry za mną.
- Przepraszam za takie zachowanie . . . jak się denerwuję to czasami przesadzam.
- Nie spoko, tylko uprzedzaj. – Po tych słowach zaśmiał się nerwowo.
- Nie naprawdę przepraszam, możesz mnie zaprowadzić do jakiegoś cichego i spokojnego miejsca ?? Mam dość tych murów, drażnią mnie trochę. – Uśmiechnęłam się do niego. Strażnik najwyraźniej się trochę rozluźnił i podszedł.
- W takim wypadku proponuję pałacowy ogród, ale ostrzegam po nim chodzą luźno dzikie zwierzęta. Z tego co wiem tylko elfy o silnym charakterze mogą tam przebywać i zwierzęta się do nich nie zbliżają.
- Pasuje. Zobaczymy czy nic mi nie zrobią.
- Po tym co widziałem, raczej nie powinny. – Uśmiechnął się do mnie i poprowadził korytarzem na dziedziniec. Następnie przeprowadził przez jakieś masywne drzwi i znaleźliśmy się w kolejnym dość krętym korytarzu. Po dość długiej przechadzce znaleźliśmy się na tarasie w pałacowym ogrodzie. Z prawej strony tarasu znajdowały się schody prowadzące w dół do ścieżki która biegła w głąb ogrodu.
- Śmiało idź, ja tu raczej zostanę. – Skinęłam w podziękowaniu głową i zeszłam po schodach. Gdy stanęłam na lekko nagrzanej trawie przeszedł mnie przyjemny dreszczyk. Marmurowa posadzka w pałacu była strasznie zimna a ja nie miałam w końcu obuwia.
Ogród był ogromny, dziesiątki alejek, kilka marmurowych i drewnianych ławeczek. Miliony kwiatów ładnie przystrzyżonych i posadzonych tak by przypomniały mozaikę. Sporo drzew i krzewów w różnych odcieniach zieleni i złota. Gdzieś tak po środku ogrodu znajdowało się wiekowe masywne drzewo, które ocalało po najeździe „Plagi Nieumarłych” na miasto. Podeszłam i przejechałam z czułością po korze drzewa i przysiadłam w jego cieniu, zamykając oczy i w wsłuchując się w szelest liści poruszanych na wietrze. Nagle na swoich kolanach poczułam nie duży ciężar. Gdy otworzyłam oczy zauważyłam dwa łaszące się do mnie kociątka. Wyglądały rozkosznie, i zaczęły się bawić na moich kolanach w przepychanki. Robił to tak delikatnie aby nie spaść. W niewielkiej odległości od nas położyła się masywna lwica, prawdopodobnie matka młodych. Powoli wyciągnęłam dłoń w jej kierunku i pozwoliłam by zapoznała się z moim zapachem, potem podrapałam ją za uchem. Zamruczała jak mały kotek i położyła się bliżej mnie i młodych. Maluchy zaczęła skakać i głośno piszczeć abym okazała im trochę zainteresowania. Pogłaskałam jednego i drugiego kociaka za uszkiem i wygodniej ułożyłam na swoich kolanach. Z powrotem zamknęłam oczy i delektowałam się bliskością natury, której tak mi brakowało przez ten czas jaki spędziłam w pałacu. Mając lwicę u boku poczułam się jakoś bezpieczniej, bliskość natury dawał mi bardzo upragniony wewnętrzny spokój. Usnęłam . . .
~~~~~*~~~~*~~~~
Z krótkiej drzemki obudziło mnie warczenie lwicy i piski kociątek. Przetarłam oczy i delikatnie przejechałam ręką po najeżonych grzbietach maluchów. Podniosłam swój wzrok na przyczynę zachowania zwierząt i od razu pogorszył mi się humor. W odległości jakiś 5 metrów od naszej czwórki stał ten „Książe od siedmiu boleści”.
- Czego chcesz ?
- Porozmawiać na spokojnie.
- Jakoś nie mam ochoty z tobą rozmawiać i widzę że nie tylko mnie denerwuje twoja obecność.
- Widzę że czujesz się już znacznie lepiej niż po naszej małej rozmowie dwa dni temu.
- Jestem twardsza niż ci się wydaje. Przemyślałeś swoje postępowanie, czy mam ci zapewnić powtórkę z rozrywki tyle że z gorszym finałem ? – Skrzywił się na moje słowa,a w jego oczach dostrzegłam iskierki irytacji.
- Gwarantuje ci że nie będzie następnej takiej sytuacji. A co do mojego postępowania to mogę cię zapewnić, że tego wyskoku ci płazem nie puszcze. – Na te słowa lwica zareagowała głośnym warknięciem i pokazała że w każdej chwili jest gotowa go zaatakować. Kael odsunął się kilka kroków w tył.
- Przynajmniej ona wie jak zmusić cię do odwrotu. – Zakpiłam i podniosłam się z ziemi biorąc na ręce lwiątka. Podeszłam do lwicy o odstawiłam przy niej maluchy pogłaskałam ją lekko i wyszeptałam do ucha kilka słów w staro-elfickim języku. Język ten był używany przez nocne elfy jeszcze przed pierwszą wojną z „Płonącym Legionem”, tylko nieliczni potrafią się nim jeszcze posługiwać. Lwica pokręciła łbem w geście rezygnacji i zaczęła powoli odchodzić popędzając przed sobą młode.
- Popełniłaś błąd odsyłając lwicę. Teraz nie masz jak się bronić.
- Myślisz że potrzebuję ją aby skopać ci tyłek ?? Bo z tego co pamiętam raczej nie. – Kpiłam z niego nie pozwolę aby, traktował mnie jak swoją własność. W jego oczach dostrzegłam rosnącą irytację.
- Na za dużo sobie pozwalasz, złodziejko. – Gdy usłyszałem jego słowa nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Nadal uważasz mnie za pospolitą złodziejkę ? Nie dziwie się że nawet twoi podwładni nie bardzo słuchają twoich rozkazów, skoro nie umiesz ocenić zdolności przeciwnika.
- Nie kpij ze mnie smarkulo !! – Wściekły podszedł i złapał mnie za ramię ściskając je boleśnie. – Nie pozwolę aby ktoś taki jak ty ośmieszał albo kpił ze mnie. – Zręcznie wyrwałam się z jego uścisku i szybko znalazłam się za jego plecami. Nie oddałam żadnego ciosu tylko odsunęłam się kilka kroków w tył. Postanowiłam pobawić się z nim w kotka i myszkę. Odwrócił się w moją stronę i posłał mi mordercze spojrzenie.
- Nie mam zamiaru bawić się w jakieś gierki. Wracamy do pałacu. – Jego głos był opanowany ale wiedziałam że tam w środku ten padalec gotuje się ze złości. Już miałam mu odpyskować gdy lekko pociemniało mi w oczach. Cholera musiałam się przeciążyć, ciągle byłam obolała po tamtym poranku i przeforsowałam się. Odeszłam od Księcia kilka kroków i oparłam się o jakieś drzewo by zachować równowagę. Z triumfalnym uśmiechem na ustach Kael powoli zbliżył się do mnie.
- Było tak szaleć ? Teraz nie masz nawet siły uciekać.
- Spadaj, tak cię to bawi ? W normalnych okolicznościach nie miałbyś ze mną najmniejszych szans.
- Uważaj na swoje słowa, nie lubię kiedy ktoś mi się sprzeciwia. – Przyparł mnie do drzewa. Gdy próbowałam go odepchnąć złapał mnie za nadgarstki i jeszcze bardziej przyszpilił do pnia, tak że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Był dużo silniejszy ode mnie, jak to facet ale gdyby nie fakt że byłam mocno osłabiona inaczej zakończyła by się ta sytuacja.
- Daruj i tak nic ze mnie nie wyciągniesz !
- A kto powiedział że mam zamiar wyciągać teraz z ciebie jakieś informacje. Nauczę cię szacunku w stosunku do mojej osoby.
- Widać sprawia ci przyjemność znęcanie nad słabszą osobą do tego kobietą.
- Dobrze ci radzę, nie pogarszaj swojej sytuacji. Uwierz potrafię być naprawdę nie miły.
- Wsadź sobie głęboko takie rady bo i tak . . . – Nie zdołałam dokończyć zdania gdyż zatkał mi usta dłonią.
- Wierz mi nie chcesz skończyć tego zdania. – Ugryzłam go w dłoń która zakrył mi usta i zaczęłam się wyrywać. Zbliżył swoją twarz blisko mojej. – Mówiłem ci już coś na temat szarpania się, chcesz powtórkę z rozrywki ?
- Idź się leczyć sadysto !!
- Normalnie aż prosisz się aby zrobił ci krzywdę. – Po tych słowach złapał mnie za podbródek i przysunął moją twarz do swojej. Drugą ręką ciągle trzymał mnie za nadgarstki nie pozwalając uwolnić dłoni z uścisku. Jedyne co zdążyłam dostrzec to krzywy uśmieszek na jego twarzy i satysfakcja w oczach. Złączył nasze ustaw brutalnym długim pocałunku, jeszcze bardziej przyciskając mnie do pnia drzewa. Zebrałam w sobie wszystkie pozostałe siły i uwolniłam ręce opychając go od siebie i wymierzając policzek. Odeszłam parę kroków.
- Nie pozwalaj sobie ! – Wydyszałam. Coraz bardziej zaczęło mi ciemnieć w oczach i osunęłam się na trawę. podszedł do i nachylił się nade mną.
- No, no jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałem się że będziesz miała jeszcze siłę na taki wyczyn.
- A odwal się ode mnie razem ze swoim wrażeniem. – Prychnęłam.
- Nie przeginaj. – Ponownie przyciągnął moją twarz do swojej.
- Powtórz to a obiecuję ci że przy najbliższej okazji cię wykastruje. – Roześmiał się.
- Jesteś zabawna, dziwie się ze masz jeszcze siłę pyskować. Dokończymy tą zabawę kiedy będziesz spokojniejsza. – Przejechał palcem po moich ustach i wypowiedziała zaklęcie. Zanim zadziałało Książe wyszeptał mi do ucha.
- Jesteś na prawdę słodka. – Potem już nic nie słyszałam, zasnęłam uśpiona zaklęciem. . .
- Szukałam cię już od jakiegoś czasu. Musimy sobie porozmawiać.
- Wątpię aby znalazł się taki temat. Zresztą nie dosłyszałam twojego imienia.
- Bo go nie podałam, nie musisz go znać. Jedyne co powinnaś wiedzieć to że masz mi nie wchodzić w drogę. Na razie to ostrzeżenie. – Patrzyła w moją stronę tymi swoimi zimnymi oczami, jak bym co najmniej zabiła jej kogoś z rodziny. Nie podoba mi się ta elfka, jakaś taka wyższość od niej emanuje.
- Nie wiem o co ci chodzi i nie mam zamiaru bawić się z tobą w jakieś intrygi. A teraz jeśli możesz to wyjdź z tej komnaty. – Posłałam jej niezbyt przyjemne spojrzenie i odwróciłam się dalej spoglądając co dzieje się na dziedzińcu.
- Nie ignoruj mnie ! Ze mną się nie zaczyna.- Podeszła i szarpnęła mnie za ramie odwracają twarz do siebie. – Już ja cię nauczę szacunku do mojej osoby ! – W jej oczach płoną gniew. Bez najmniejszych problemów uwolniłam się z jej uścisku i spokojnie weszłam do komnaty.
- O co ci chodzi ?? Nic ci nie zrobiłam, nawet cię nie znam.
- Trzymaj się z dala od „Jego Wysokości”, a nic ci nie będzie. – Jej słowa bardzo mnie rozbawiły, i zaczęłam się śmiać.
- Jeśli o to chodzi to w tej sprawię radzę udać się do Niego. Uwierz mi nie prosiłam się o to aby być jego „zabaweczką”.
- Nie drażnij mnie, nie masz pojęcia jak ciężko było Księcia tu sprowadzić. Twoja obecność psuje mi palny więc, będę musiała cię usunąć. – Moja impulsywna rozmówczyni zaatakowała mnie ognistą kulą która o mało co nie trafiła mnie w brzuch.
- Aż tak mnie nie lubisz ? – Nie podobałam mi się ta zabawa, ta elfka na za dużo sobie pozwala.
- Nie pozwolę aby jakaś nieznajoma pakowała się nawet nieświadomie na mój teren i mieszała mi szyki. – Kolejna ognista kule poleciła w moją stronę. Wyczekałam i zrobiłam unik w ostatniej chwili. Kula rozbiła się o o ścianę nie pozostawiając na niej żadnego śladu. Elfka była w szoku spodziewała się że tym razem trafi.
- Nie wiem kim jesteś, ale ty też mnie nie znasz i nie wiesz do czego jestem zdolna. Więc dobrze ci radzę, odpuść sobie. Jeszcze jedno takie zaklęcie wymierzone w moją stronę, a przestanę być dla ciebie miła. – Zrobiłam hardą minę i czekałam na jej reakcję.
- Kim ty do cholery jesteś ?! Nikt jeszcze nie był w stanie uniknąć moich ciosów.
- Jak mówiłam lepiej dla ciebie abyś nie widziała. – Elfka stworzyła jeszcze jedną ognistą kule, tyle że większą i już miała ją cisnąć w moją stronę gdy drzwi od komnaty z hukiem uderzyły o ścianę. Elfka natychmiast zlikwidowała kule i oparła się o framugę drzwi balkonowych. Do komnaty wpadł ten „zapchlony padalec”.
- Co tu się dzieje ?! – Nie był chyba w dobrym nastroju.
- Nic takiego „Wasza Wysokość”, właśnie ucinałyśmy sobie mała pogawędkę.
- Nie drażnij się ze mną Lady Solaris nie powinno cię tu w ogóle być, masz parzcież pilne obowiązki do wykonania. – Elfka opuściła głowę w geście pokory i milczała nie ruszając się z miejsca. – Dobrze, a ty Lunitari idziesz ze mną musimy porozmawiać. – Książe podszedł do mnie i boleśnie złapał za ramie wyciągając z komnaty. O nie za dużo sobie wszyscy pozwalają w tym pałacu, tak się bawić nie będę. Przed komnatą znajdowało się dwóch strażników. Książe popełnił znaczący błąd, pociągnął mnie tak że wychodziłam jako pierwsza z komnaty. Zawodowo jak na złodziejkę przystało wyciągnęłam sztylet z pochwy jednego ze strażników. Obróciła się odpychając z dużą siłą Księcia w głąb komnaty, tak że znalazł się jakieś pół metra od łóżka. Doskoczyłam do niego i bez problemu zdziwionego powaliłam na łóżko przykładając sztylet do gardła. Lady nawet nie drgnęła będąc w szoku.
- A teraz skoro już mamy chwilę spokoju. Koniec z robieniem ze mnie swojej osobistej zabawki do wszelakich zachcianek. Nie jesteś moim panem wiec nie muszę cię słuchać. A teraz udam się na mały spacer i liczę na to że w tym czasie przemyślisz swoje zachowanie „padalcu”. A co do ciebie Lady . . . – Przeniosłam swój wzrok na elfkę. – Nie życzę sobie aby ktoś mi groził i usiłował zabić, nie mając o zabijaniu bladego pojęcia. – Wstałam z Księcia i rzuciłam w elfkę sztyletem tak że delikatnie drasną ją w szyję zostawiając krwawy ślad, a następnie wbił się we framugę. Wszyscy byli w szoku. Obróciłam się i wyszłam z komnaty. – Ty . . . – Wskazałam na jednego ze strażników. – Idziesz ze mną. – Elf tylko skinął głową i poszedł za mną. Byłam wściekła. Nie dość że ta lafirynda chciała mnie zabić bez powodu, to jeszcze ten „królewski błazen” potraktował mnie jak jakiś przedmiot. Jeśli myśli że pozwolę mu na takie traktowanie to się grubo myli. Mam nadzieję, że ta lekcja czegoś go nauczy.
- Wkurza mnie ten „Królewski dupek”!!! – Wydarłam się. Przystanęłam na chwilę i wzięłam kilka głębokich wdechów aby się chodź trochę uspokoić. Powoli odwróciłam się do strażnika który zatrzymał się jakieś dwa metry za mną.
- Przepraszam za takie zachowanie . . . jak się denerwuję to czasami przesadzam.
- Nie spoko, tylko uprzedzaj. – Po tych słowach zaśmiał się nerwowo.
- Nie naprawdę przepraszam, możesz mnie zaprowadzić do jakiegoś cichego i spokojnego miejsca ?? Mam dość tych murów, drażnią mnie trochę. – Uśmiechnęłam się do niego. Strażnik najwyraźniej się trochę rozluźnił i podszedł.
- W takim wypadku proponuję pałacowy ogród, ale ostrzegam po nim chodzą luźno dzikie zwierzęta. Z tego co wiem tylko elfy o silnym charakterze mogą tam przebywać i zwierzęta się do nich nie zbliżają.
- Pasuje. Zobaczymy czy nic mi nie zrobią.
- Po tym co widziałem, raczej nie powinny. – Uśmiechnął się do mnie i poprowadził korytarzem na dziedziniec. Następnie przeprowadził przez jakieś masywne drzwi i znaleźliśmy się w kolejnym dość krętym korytarzu. Po dość długiej przechadzce znaleźliśmy się na tarasie w pałacowym ogrodzie. Z prawej strony tarasu znajdowały się schody prowadzące w dół do ścieżki która biegła w głąb ogrodu.
- Śmiało idź, ja tu raczej zostanę. – Skinęłam w podziękowaniu głową i zeszłam po schodach. Gdy stanęłam na lekko nagrzanej trawie przeszedł mnie przyjemny dreszczyk. Marmurowa posadzka w pałacu była strasznie zimna a ja nie miałam w końcu obuwia.
Ogród był ogromny, dziesiątki alejek, kilka marmurowych i drewnianych ławeczek. Miliony kwiatów ładnie przystrzyżonych i posadzonych tak by przypomniały mozaikę. Sporo drzew i krzewów w różnych odcieniach zieleni i złota. Gdzieś tak po środku ogrodu znajdowało się wiekowe masywne drzewo, które ocalało po najeździe „Plagi Nieumarłych” na miasto. Podeszłam i przejechałam z czułością po korze drzewa i przysiadłam w jego cieniu, zamykając oczy i w wsłuchując się w szelest liści poruszanych na wietrze. Nagle na swoich kolanach poczułam nie duży ciężar. Gdy otworzyłam oczy zauważyłam dwa łaszące się do mnie kociątka. Wyglądały rozkosznie, i zaczęły się bawić na moich kolanach w przepychanki. Robił to tak delikatnie aby nie spaść. W niewielkiej odległości od nas położyła się masywna lwica, prawdopodobnie matka młodych. Powoli wyciągnęłam dłoń w jej kierunku i pozwoliłam by zapoznała się z moim zapachem, potem podrapałam ją za uchem. Zamruczała jak mały kotek i położyła się bliżej mnie i młodych. Maluchy zaczęła skakać i głośno piszczeć abym okazała im trochę zainteresowania. Pogłaskałam jednego i drugiego kociaka za uszkiem i wygodniej ułożyłam na swoich kolanach. Z powrotem zamknęłam oczy i delektowałam się bliskością natury, której tak mi brakowało przez ten czas jaki spędziłam w pałacu. Mając lwicę u boku poczułam się jakoś bezpieczniej, bliskość natury dawał mi bardzo upragniony wewnętrzny spokój. Usnęłam . . .
~~~~~*~~~~*~~~~
Z krótkiej drzemki obudziło mnie warczenie lwicy i piski kociątek. Przetarłam oczy i delikatnie przejechałam ręką po najeżonych grzbietach maluchów. Podniosłam swój wzrok na przyczynę zachowania zwierząt i od razu pogorszył mi się humor. W odległości jakiś 5 metrów od naszej czwórki stał ten „Książe od siedmiu boleści”.
- Czego chcesz ?
- Porozmawiać na spokojnie.
- Jakoś nie mam ochoty z tobą rozmawiać i widzę że nie tylko mnie denerwuje twoja obecność.
- Widzę że czujesz się już znacznie lepiej niż po naszej małej rozmowie dwa dni temu.
- Jestem twardsza niż ci się wydaje. Przemyślałeś swoje postępowanie, czy mam ci zapewnić powtórkę z rozrywki tyle że z gorszym finałem ? – Skrzywił się na moje słowa,a w jego oczach dostrzegłam iskierki irytacji.
- Gwarantuje ci że nie będzie następnej takiej sytuacji. A co do mojego postępowania to mogę cię zapewnić, że tego wyskoku ci płazem nie puszcze. – Na te słowa lwica zareagowała głośnym warknięciem i pokazała że w każdej chwili jest gotowa go zaatakować. Kael odsunął się kilka kroków w tył.
- Przynajmniej ona wie jak zmusić cię do odwrotu. – Zakpiłam i podniosłam się z ziemi biorąc na ręce lwiątka. Podeszłam do lwicy o odstawiłam przy niej maluchy pogłaskałam ją lekko i wyszeptałam do ucha kilka słów w staro-elfickim języku. Język ten był używany przez nocne elfy jeszcze przed pierwszą wojną z „Płonącym Legionem”, tylko nieliczni potrafią się nim jeszcze posługiwać. Lwica pokręciła łbem w geście rezygnacji i zaczęła powoli odchodzić popędzając przed sobą młode.
- Popełniłaś błąd odsyłając lwicę. Teraz nie masz jak się bronić.
- Myślisz że potrzebuję ją aby skopać ci tyłek ?? Bo z tego co pamiętam raczej nie. – Kpiłam z niego nie pozwolę aby, traktował mnie jak swoją własność. W jego oczach dostrzegłam rosnącą irytację.
- Na za dużo sobie pozwalasz, złodziejko. – Gdy usłyszałem jego słowa nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Nadal uważasz mnie za pospolitą złodziejkę ? Nie dziwie się że nawet twoi podwładni nie bardzo słuchają twoich rozkazów, skoro nie umiesz ocenić zdolności przeciwnika.
- Nie kpij ze mnie smarkulo !! – Wściekły podszedł i złapał mnie za ramię ściskając je boleśnie. – Nie pozwolę aby ktoś taki jak ty ośmieszał albo kpił ze mnie. – Zręcznie wyrwałam się z jego uścisku i szybko znalazłam się za jego plecami. Nie oddałam żadnego ciosu tylko odsunęłam się kilka kroków w tył. Postanowiłam pobawić się z nim w kotka i myszkę. Odwrócił się w moją stronę i posłał mi mordercze spojrzenie.
- Nie mam zamiaru bawić się w jakieś gierki. Wracamy do pałacu. – Jego głos był opanowany ale wiedziałam że tam w środku ten padalec gotuje się ze złości. Już miałam mu odpyskować gdy lekko pociemniało mi w oczach. Cholera musiałam się przeciążyć, ciągle byłam obolała po tamtym poranku i przeforsowałam się. Odeszłam od Księcia kilka kroków i oparłam się o jakieś drzewo by zachować równowagę. Z triumfalnym uśmiechem na ustach Kael powoli zbliżył się do mnie.
- Było tak szaleć ? Teraz nie masz nawet siły uciekać.
- Spadaj, tak cię to bawi ? W normalnych okolicznościach nie miałbyś ze mną najmniejszych szans.
- Uważaj na swoje słowa, nie lubię kiedy ktoś mi się sprzeciwia. – Przyparł mnie do drzewa. Gdy próbowałam go odepchnąć złapał mnie za nadgarstki i jeszcze bardziej przyszpilił do pnia, tak że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Był dużo silniejszy ode mnie, jak to facet ale gdyby nie fakt że byłam mocno osłabiona inaczej zakończyła by się ta sytuacja.
- Daruj i tak nic ze mnie nie wyciągniesz !
- A kto powiedział że mam zamiar wyciągać teraz z ciebie jakieś informacje. Nauczę cię szacunku w stosunku do mojej osoby.
- Widać sprawia ci przyjemność znęcanie nad słabszą osobą do tego kobietą.
- Dobrze ci radzę, nie pogarszaj swojej sytuacji. Uwierz potrafię być naprawdę nie miły.
- Wsadź sobie głęboko takie rady bo i tak . . . – Nie zdołałam dokończyć zdania gdyż zatkał mi usta dłonią.
- Wierz mi nie chcesz skończyć tego zdania. – Ugryzłam go w dłoń która zakrył mi usta i zaczęłam się wyrywać. Zbliżył swoją twarz blisko mojej. – Mówiłem ci już coś na temat szarpania się, chcesz powtórkę z rozrywki ?
- Idź się leczyć sadysto !!
- Normalnie aż prosisz się aby zrobił ci krzywdę. – Po tych słowach złapał mnie za podbródek i przysunął moją twarz do swojej. Drugą ręką ciągle trzymał mnie za nadgarstki nie pozwalając uwolnić dłoni z uścisku. Jedyne co zdążyłam dostrzec to krzywy uśmieszek na jego twarzy i satysfakcja w oczach. Złączył nasze ustaw brutalnym długim pocałunku, jeszcze bardziej przyciskając mnie do pnia drzewa. Zebrałam w sobie wszystkie pozostałe siły i uwolniłam ręce opychając go od siebie i wymierzając policzek. Odeszłam parę kroków.
- Nie pozwalaj sobie ! – Wydyszałam. Coraz bardziej zaczęło mi ciemnieć w oczach i osunęłam się na trawę. podszedł do i nachylił się nade mną.
- No, no jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałem się że będziesz miała jeszcze siłę na taki wyczyn.
- A odwal się ode mnie razem ze swoim wrażeniem. – Prychnęłam.
- Nie przeginaj. – Ponownie przyciągnął moją twarz do swojej.
- Powtórz to a obiecuję ci że przy najbliższej okazji cię wykastruje. – Roześmiał się.
- Jesteś zabawna, dziwie się ze masz jeszcze siłę pyskować. Dokończymy tą zabawę kiedy będziesz spokojniejsza. – Przejechał palcem po moich ustach i wypowiedziała zaklęcie. Zanim zadziałało Książe wyszeptał mi do ucha.
- Jesteś na prawdę słodka. – Potem już nic nie słyszałam, zasnęłam uśpiona zaklęciem. . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz