Arthas zdobył to po co przybył do „Northtend” z tego kontynentu rozpocznie się jego „Nieumarła kampania” na Azeroth. Ale o tym kiedy indziej.
Illidan leżał nieprzytomny, a śnieg w okół niego zaczął przybierać ciemno czerwoną barwę. W tym czasie w obozie Vajsh i Kael kłócili się.
- Vajsh zrozum musimy go znaleźć !
- Mistrz da sobie radę bez nas, przestań w niego wątpić !
- Czy ci się to Lady podoba czy nie ja mam zamiar pomóc Lordowi, i nie powstrzymasz mnie !
- Rób co chcesz ja nie przyłożę do tego ręki nie chce aby Lord miał do mnie potem pretensje. – Kael wściekły wyszedł z namiotu i zabrał ze sobą dwóch kapłanów i udał się na poszukiwania Illidana. Przeprawa pod „Tron Mrozu” okazało się trudniejsza niż myślał. Po drodze wycieli w pień chyba z hordę nieumarłych, ale opłaciło się . Przed nimi stała grupa kilku zombi które to stały jakby czekając na coś. Po podejściu kilku kroków Kael o mało co się nie przewrócił, na śniegu leżał Illidan a ów zombi czekały aż wyzionie ducha. Bez większego namysłu Kael rzucił kilka zaklęć w stronę grupki wyczekujących na „posiłek” i rzucił się w stronę Illidana.
- Mistrzu !! Wy dwaj szybko uleczcie jego rany !
- Tak jest Książe ! – Przez pierwszych kilka minut wydawało się że czary leczące nie działają.
- Cholera wysilcie się trochę ! – Wrzasnął zły na magów Kael.
- Panie robimy co możemy, cierpliwości jego rana jest głęboka. – Po tych słowach Kale starał się już nie przeszkadzać ale ciągle miał wrażenie że za chwile straci coś naprawdę ważnego. W końcu jego ciche prośby zostały wysłuchane i rana zaczynała się zasklepiać. Leczenie trwało jakieś 20 minut. Gdy rana była już zasklepiona Kale kazał kapłanom wziąć Illidana a on będzie ich osłaniał w drodze powrotnej. Gdy dotarli na miejsce obozu Kael’a spotkał nie mały szok. Nie było już obozu tylko grupa jego żołnierzy którzy jak przypuszczał Kael sprzeciwili się woli Vajsh.
- Wasza wysokość jak dobrze że nic ci się nie stało.
- To nie czas na świętowanie kapitanie, co tu się stało ?
- Lady Vajsh’a kazała zwinąć obóz i udać się na nabrzeże. Zostaliśmy tu wbrew rozkazom.
- Dobrze się spisaliście zabierzcie od kapłanów Lorda Illidanai i ruszamy dogonić nasze wojska.
- Tak jest ! – Po chwili już ruszyli w ślady za swoim sojusznikami. Gdy dotarli na nadbrzeże okazało się że już prawie wszystkie wojska odpłynęły pozostały zaledwie dwa statki które już miały odbijać kiedy to żołnierze spostrzegli nadchodzącego Księcia w raz z jego małym odziałem. Gdy statek już odbił a wszyscy byli bezpieczni Kael rozkazał medykom by ponownie zajęli się Lordem Illidanem.
- Kapitanie dokąd dostaliście rozkaz płynąć ?
- Lady Vajsh kazała nam płynąć na południowy-zachód, do „Eastern Kingdoms”. Podobno mamy tam sojusznika.
- Zmieńcie kurs udamy się do „Kalimdor’u”.
- Ale tam są orkowie panie.
- Ale także „Nocne Elfy”, poprosimy o pomoc ich przywódców. Na czas jaki u nich będziemy nie wspominać o Lordzie Illidanie. Przekaż ten rozkaz innym.
- Tak jest „wasza wysokość”. – Po tym Kael udał się do kajuty w której znajdował się Illidan.
- Jak tam postępy w leczeniu ?
- Nie za dobrze „wasza wysokość”, Wychodzi na to że ostrze którym został zraniony Lord Illidan było jakoś dziwnie zaczarowane.
- Co macie na myśli.
- Odnosimy wrażenie że Lord Illidan jest zamrażany od środka, staramy się znaleźć sposób na zahamowanie tego procesu ale na razie bez skutku.
- Dobrze wyjdźcie ja się teraz nim zajmę, a w tym czasie wy opracujcie jakieś antidotum.
- Wedle życzenia Książe. – Usiadłem przy łóżku Illidana, i zastanawiałem się jak mu pomóc. Ująłem jego dłoń między moje i powoli zacząłem przesyłać swoją moc Mistrzowi. Tylko to mi przyszło do głowy.
- Mistrzu, proszę . . . – Szepnąłem. Nagle poczułem dłoń na mojej głowie. Momentalnie podniosłem wzrok na Illidana.
- Przestań się tak o mnie martwić. Nie jestem z porcelany. – Uśmiechnął się łagodnie.
- Mistrzu tak się cieszę że odzyskałeś przytomność, jak się czujesz ?
- Jakbym połkną wielka breje lodu. Przeklęty Arthas zapłaci mi za to. Dokąd płynie statek ?
- W jedyne miejsce jakie przyszło mi do głowy Mistrzu.
- Wiesz że mój brat raczej nie przyjmie mnie z otwartymi ramionami ? Czy pozostali też tam płyną ?
- Nie Lordzie, ledwo udało nam się załapać na ten statek. Drugi który z nami wypłynął ma przekazać wieści o twoim stanie i o tym gdzie się udajemy Lady Vajsh, która płynie do „Eastern Kingdoms”. Podobno mamy tam jakiegoś sojusznika.
- Nic mi o tym nie wiadomo, ale trzeba zaufać Vajsh. Dlaczego po mnie przyszedłeś Kael’u ?
- Wybacz mi Mistrzu maiłem złe przeczucie, które na niedomiar złego się sprawdziło.
- Wiesz że w normalnych okolicznościach zabiłbym za to ?
- Byłem gotowy na takie ryzyko. – Po moich słowach na ustach Illidana pojawił się nikły uśmiech.
- Kael’u odwołaj wszystkich strażników którzy są w pobliżu tej kajuty.
- W jakim celu Mistrzu ?
- Po prostu to zrób. – Bez dalszego sprzeciwu, i niczego nie świadom spełniłem prośbę Illidana. Ponownie usiadłem przy jego boku.
- Widzę jak cię w środku skręca by się dowiedzieć, po co to było. – Ten uśmiech na jego twarzy, już gdzieś go widziałem.
- Nawet jeśli, to nie mam zamiaru pytać ponownie.
- I to w tobie tak lubię Kael’u, a teraz pocałuj mnie. – Na te słowa podskoczyłem jak rażony prądem, na moją rekcje Illidan się tylko delikatnie zaśmiał. Mimo to bez większego sprzeciwu wykonałem jego prośbę. Usta Illidana były lodowate, powoli zacząłem je całować. Illidan wsunął w moje włosy swoją dłoń i zaczął oddawać mój jakże nieporadny pocałunek. Po chwili całowaliśmy się już głęboko i bardzo namiętnie. Zacząłem sunąć swoimi dłońmi po torsie Illidana, ogrzewając tym trochę jego jakże zziębniętą skórę. Na ten gest Illidan zamruczał z aprobatą. To otrzeźwiło mnie trochę i odsunąłem się od niego przerywając pocałunek. Czułem jak całe moje ciało powoli wypełnia się przyjemnym gorącem.
- Kael’u chciałbym byś podzielił się ze mną tym żarem który masz w sobie, abyś ogrzał nim moje ciało.
- Nie rozumiem Mistrzu o co ci chodzi ? – Naprawdę nie miałem pojęcia, co przez to miał na myśli Illidan. Ten tylko pokręcił z rezygnacją głową i powoli podniósł się do siadu. Bez słowa podłożyłem mu poduszkę pod plecy, jednocześnie unikając jego wzroku. Już zdążyłem się przekonać że pod tą opaską mimo wszystko skrywają się oczy które potrafią dostrzec wszystko.
- Mam to powiedzieć dosadniej, czy może mimo wszystko sam do tego dojedziesz ?
- Mistrzu nie powróciłeś w pełni do zdrowia, i dochodzę do wniosku że będzie lepiej jeśli wezwę medyków, temperatura twojego ciała drastycznie spada z każdą chwilą. – Wstałem i już miałem otworzyć drzwi kajuty kiedy to Illidan zatrzymał mnie prostym zdaniem.
- Kochaj się ze mną Kael’u tu i teraz. – Moja twarz przybrała kolor mojej szaty, nie bardzo wiedziałem czy to była prośba czy rozkaz. Powoli odwróciłem się i podszedłem do łóżka na którym leżał Illidan. Bałem się i to cholernie. Chciałem tego ale jednocześnie miałem wielkie opory. Illidan ujął mnie za dłoń zmuszając do tego bym usiadł na pościeli. – Czego się tak boisz ? – Pogładził mój policzek. – Przecież już to robiliśmy.
- Wiem Mistrzu, ale . . . nie wiem jak to powiedzieć.
- Nie przejmuj się po prostu to powiedz.
- Ja nie pamiętam tamtej nocy Mistrzu, zapewne to przez jad tego stworzenia które mnie w tedy pogryzło.
- Wiesz Kael’u spodziewałem się usłyszeć wszystko, ale na pewno nie to. Cóż więc to będzie dla ciebie jak pierwszy raz. Mogę ci obiecać mój Książe że tym razem nie zapomnisz tej nocy. – Illidan powili zaczął rozpinać moją szatę, równocześnie składając na mojej szyi delikatne pocałunki. – Będę delikatny. – Wyszeptał mi w prost do ucha po czym zaczął mnie całować. Poddałem się tej słodkiej pieszczocie bez najmniejszego sprzeciwu. Do mojej szaty która już leżała na podłodze, dołączyła koszula oraz spodnie z bielizną. Siedziałem teraz cały nagi na biodrach Illidana z zapałem oddając jego głębokie i namiętne pocałunki. Moje ciało drżało pod wpływem dotyku jego lodowatych dłoni, które to sprawnie doprowadzały mnie do szaleństwa. Nie wytrzymałem długo i przerwałem namiętny taniec naszych języków i zacząłem badać ciało Illidana swoimi ustami. Schodząc nimi coraz niżej dotarłem do jednego z sutków i zacząłem go delikatnie przygryzać ssąc na przemian. Usłyszałem przyśpieszony oddech Illidana. Ta cała zabawa zaczynała mi się podobać, trochę bardziej ośmielony powoli zacząłem sunąć swoimi dłońmi po jego ciele aż dotarłem do krawędzi spodni. Zawahałem się na chwilę, ale wsunąłem dłonie pod materiał. Ponownie złączyłem swoje usta z ustami Illidan, jednocześnie lekko unosząc się aby móc swobodnie ściągnąć zbędną odzież z Illidana. Czułem jak ten się uśmiecha i pomaga mi osiągnąć mój chwilowy cel. Gdy ostatnia już część garderoby Illidana znalazła się na ziemi, ponownie przytuliłem się do jego ciała. Miałem wrażenia że stało się ono cieplejsze. Na myśl o tym że to dzięki moim zabiegom tak się stało, przeszedł przez moje ciało dreszcze podniecenia. Z całą pasją na jaką było mnie stać oddawałem coraz to bardziej gwałtowne pocałunki Illidana,a moje dłonie nieprzerwanie błądziły po jego ciele. Mimowolnie jęknąłem gdy dłonie Lorda lekko ścisnęły moje pośladki. Ten gest trochę otrzeźwił mnie i cała śmiałość nagle gdzieś znikła. Byłem podniecony, a jednocześnie bardzo zażenowany całą sytuacją. Illidan chyba wyczuł zmianę w moim zachowaniu.
- Rozluźnij się trochę, obiecuję odczujesz tylko przyjemność. – Wyszeptał mi do ucha, równocześnie zamieniając nas miejscami.
Illidan leżał nieprzytomny, a śnieg w okół niego zaczął przybierać ciemno czerwoną barwę. W tym czasie w obozie Vajsh i Kael kłócili się.
- Vajsh zrozum musimy go znaleźć !
- Mistrz da sobie radę bez nas, przestań w niego wątpić !
- Czy ci się to Lady podoba czy nie ja mam zamiar pomóc Lordowi, i nie powstrzymasz mnie !
- Rób co chcesz ja nie przyłożę do tego ręki nie chce aby Lord miał do mnie potem pretensje. – Kael wściekły wyszedł z namiotu i zabrał ze sobą dwóch kapłanów i udał się na poszukiwania Illidana. Przeprawa pod „Tron Mrozu” okazało się trudniejsza niż myślał. Po drodze wycieli w pień chyba z hordę nieumarłych, ale opłaciło się . Przed nimi stała grupa kilku zombi które to stały jakby czekając na coś. Po podejściu kilku kroków Kael o mało co się nie przewrócił, na śniegu leżał Illidan a ów zombi czekały aż wyzionie ducha. Bez większego namysłu Kael rzucił kilka zaklęć w stronę grupki wyczekujących na „posiłek” i rzucił się w stronę Illidana.
- Mistrzu !! Wy dwaj szybko uleczcie jego rany !
- Tak jest Książe ! – Przez pierwszych kilka minut wydawało się że czary leczące nie działają.
- Cholera wysilcie się trochę ! – Wrzasnął zły na magów Kael.
- Panie robimy co możemy, cierpliwości jego rana jest głęboka. – Po tych słowach Kale starał się już nie przeszkadzać ale ciągle miał wrażenie że za chwile straci coś naprawdę ważnego. W końcu jego ciche prośby zostały wysłuchane i rana zaczynała się zasklepiać. Leczenie trwało jakieś 20 minut. Gdy rana była już zasklepiona Kale kazał kapłanom wziąć Illidana a on będzie ich osłaniał w drodze powrotnej. Gdy dotarli na miejsce obozu Kael’a spotkał nie mały szok. Nie było już obozu tylko grupa jego żołnierzy którzy jak przypuszczał Kael sprzeciwili się woli Vajsh.
- Wasza wysokość jak dobrze że nic ci się nie stało.
- To nie czas na świętowanie kapitanie, co tu się stało ?
- Lady Vajsh’a kazała zwinąć obóz i udać się na nabrzeże. Zostaliśmy tu wbrew rozkazom.
- Dobrze się spisaliście zabierzcie od kapłanów Lorda Illidanai i ruszamy dogonić nasze wojska.
- Tak jest ! – Po chwili już ruszyli w ślady za swoim sojusznikami. Gdy dotarli na nadbrzeże okazało się że już prawie wszystkie wojska odpłynęły pozostały zaledwie dwa statki które już miały odbijać kiedy to żołnierze spostrzegli nadchodzącego Księcia w raz z jego małym odziałem. Gdy statek już odbił a wszyscy byli bezpieczni Kael rozkazał medykom by ponownie zajęli się Lordem Illidanem.
- Kapitanie dokąd dostaliście rozkaz płynąć ?
- Lady Vajsh kazała nam płynąć na południowy-zachód, do „Eastern Kingdoms”. Podobno mamy tam sojusznika.
- Zmieńcie kurs udamy się do „Kalimdor’u”.
- Ale tam są orkowie panie.
- Ale także „Nocne Elfy”, poprosimy o pomoc ich przywódców. Na czas jaki u nich będziemy nie wspominać o Lordzie Illidanie. Przekaż ten rozkaz innym.
- Tak jest „wasza wysokość”. – Po tym Kael udał się do kajuty w której znajdował się Illidan.
- Jak tam postępy w leczeniu ?
- Nie za dobrze „wasza wysokość”, Wychodzi na to że ostrze którym został zraniony Lord Illidan było jakoś dziwnie zaczarowane.
- Co macie na myśli.
- Odnosimy wrażenie że Lord Illidan jest zamrażany od środka, staramy się znaleźć sposób na zahamowanie tego procesu ale na razie bez skutku.
- Dobrze wyjdźcie ja się teraz nim zajmę, a w tym czasie wy opracujcie jakieś antidotum.
- Wedle życzenia Książe. – Usiadłem przy łóżku Illidana, i zastanawiałem się jak mu pomóc. Ująłem jego dłoń między moje i powoli zacząłem przesyłać swoją moc Mistrzowi. Tylko to mi przyszło do głowy.
- Mistrzu, proszę . . . – Szepnąłem. Nagle poczułem dłoń na mojej głowie. Momentalnie podniosłem wzrok na Illidana.
- Przestań się tak o mnie martwić. Nie jestem z porcelany. – Uśmiechnął się łagodnie.
- Mistrzu tak się cieszę że odzyskałeś przytomność, jak się czujesz ?
- Jakbym połkną wielka breje lodu. Przeklęty Arthas zapłaci mi za to. Dokąd płynie statek ?
- W jedyne miejsce jakie przyszło mi do głowy Mistrzu.
- Wiesz że mój brat raczej nie przyjmie mnie z otwartymi ramionami ? Czy pozostali też tam płyną ?
- Nie Lordzie, ledwo udało nam się załapać na ten statek. Drugi który z nami wypłynął ma przekazać wieści o twoim stanie i o tym gdzie się udajemy Lady Vajsh, która płynie do „Eastern Kingdoms”. Podobno mamy tam jakiegoś sojusznika.
- Nic mi o tym nie wiadomo, ale trzeba zaufać Vajsh. Dlaczego po mnie przyszedłeś Kael’u ?
- Wybacz mi Mistrzu maiłem złe przeczucie, które na niedomiar złego się sprawdziło.
- Wiesz że w normalnych okolicznościach zabiłbym za to ?
- Byłem gotowy na takie ryzyko. – Po moich słowach na ustach Illidana pojawił się nikły uśmiech.
- Kael’u odwołaj wszystkich strażników którzy są w pobliżu tej kajuty.
- W jakim celu Mistrzu ?
- Po prostu to zrób. – Bez dalszego sprzeciwu, i niczego nie świadom spełniłem prośbę Illidana. Ponownie usiadłem przy jego boku.
- Widzę jak cię w środku skręca by się dowiedzieć, po co to było. – Ten uśmiech na jego twarzy, już gdzieś go widziałem.
- Nawet jeśli, to nie mam zamiaru pytać ponownie.
- I to w tobie tak lubię Kael’u, a teraz pocałuj mnie. – Na te słowa podskoczyłem jak rażony prądem, na moją rekcje Illidan się tylko delikatnie zaśmiał. Mimo to bez większego sprzeciwu wykonałem jego prośbę. Usta Illidana były lodowate, powoli zacząłem je całować. Illidan wsunął w moje włosy swoją dłoń i zaczął oddawać mój jakże nieporadny pocałunek. Po chwili całowaliśmy się już głęboko i bardzo namiętnie. Zacząłem sunąć swoimi dłońmi po torsie Illidana, ogrzewając tym trochę jego jakże zziębniętą skórę. Na ten gest Illidan zamruczał z aprobatą. To otrzeźwiło mnie trochę i odsunąłem się od niego przerywając pocałunek. Czułem jak całe moje ciało powoli wypełnia się przyjemnym gorącem.
- Kael’u chciałbym byś podzielił się ze mną tym żarem który masz w sobie, abyś ogrzał nim moje ciało.
- Nie rozumiem Mistrzu o co ci chodzi ? – Naprawdę nie miałem pojęcia, co przez to miał na myśli Illidan. Ten tylko pokręcił z rezygnacją głową i powoli podniósł się do siadu. Bez słowa podłożyłem mu poduszkę pod plecy, jednocześnie unikając jego wzroku. Już zdążyłem się przekonać że pod tą opaską mimo wszystko skrywają się oczy które potrafią dostrzec wszystko.
- Mam to powiedzieć dosadniej, czy może mimo wszystko sam do tego dojedziesz ?
- Mistrzu nie powróciłeś w pełni do zdrowia, i dochodzę do wniosku że będzie lepiej jeśli wezwę medyków, temperatura twojego ciała drastycznie spada z każdą chwilą. – Wstałem i już miałem otworzyć drzwi kajuty kiedy to Illidan zatrzymał mnie prostym zdaniem.
- Kochaj się ze mną Kael’u tu i teraz. – Moja twarz przybrała kolor mojej szaty, nie bardzo wiedziałem czy to była prośba czy rozkaz. Powoli odwróciłem się i podszedłem do łóżka na którym leżał Illidan. Bałem się i to cholernie. Chciałem tego ale jednocześnie miałem wielkie opory. Illidan ujął mnie za dłoń zmuszając do tego bym usiadł na pościeli. – Czego się tak boisz ? – Pogładził mój policzek. – Przecież już to robiliśmy.
- Wiem Mistrzu, ale . . . nie wiem jak to powiedzieć.
- Nie przejmuj się po prostu to powiedz.
- Ja nie pamiętam tamtej nocy Mistrzu, zapewne to przez jad tego stworzenia które mnie w tedy pogryzło.
- Wiesz Kael’u spodziewałem się usłyszeć wszystko, ale na pewno nie to. Cóż więc to będzie dla ciebie jak pierwszy raz. Mogę ci obiecać mój Książe że tym razem nie zapomnisz tej nocy. – Illidan powili zaczął rozpinać moją szatę, równocześnie składając na mojej szyi delikatne pocałunki. – Będę delikatny. – Wyszeptał mi w prost do ucha po czym zaczął mnie całować. Poddałem się tej słodkiej pieszczocie bez najmniejszego sprzeciwu. Do mojej szaty która już leżała na podłodze, dołączyła koszula oraz spodnie z bielizną. Siedziałem teraz cały nagi na biodrach Illidana z zapałem oddając jego głębokie i namiętne pocałunki. Moje ciało drżało pod wpływem dotyku jego lodowatych dłoni, które to sprawnie doprowadzały mnie do szaleństwa. Nie wytrzymałem długo i przerwałem namiętny taniec naszych języków i zacząłem badać ciało Illidana swoimi ustami. Schodząc nimi coraz niżej dotarłem do jednego z sutków i zacząłem go delikatnie przygryzać ssąc na przemian. Usłyszałem przyśpieszony oddech Illidana. Ta cała zabawa zaczynała mi się podobać, trochę bardziej ośmielony powoli zacząłem sunąć swoimi dłońmi po jego ciele aż dotarłem do krawędzi spodni. Zawahałem się na chwilę, ale wsunąłem dłonie pod materiał. Ponownie złączyłem swoje usta z ustami Illidan, jednocześnie lekko unosząc się aby móc swobodnie ściągnąć zbędną odzież z Illidana. Czułem jak ten się uśmiecha i pomaga mi osiągnąć mój chwilowy cel. Gdy ostatnia już część garderoby Illidana znalazła się na ziemi, ponownie przytuliłem się do jego ciała. Miałem wrażenia że stało się ono cieplejsze. Na myśl o tym że to dzięki moim zabiegom tak się stało, przeszedł przez moje ciało dreszcze podniecenia. Z całą pasją na jaką było mnie stać oddawałem coraz to bardziej gwałtowne pocałunki Illidana,a moje dłonie nieprzerwanie błądziły po jego ciele. Mimowolnie jęknąłem gdy dłonie Lorda lekko ścisnęły moje pośladki. Ten gest trochę otrzeźwił mnie i cała śmiałość nagle gdzieś znikła. Byłem podniecony, a jednocześnie bardzo zażenowany całą sytuacją. Illidan chyba wyczuł zmianę w moim zachowaniu.
- Rozluźnij się trochę, obiecuję odczujesz tylko przyjemność. – Wyszeptał mi do ucha, równocześnie zamieniając nas miejscami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz